Zdrowie fizyczne

Koło kontra prosta

Nigdy nie lubiłam geometrii na matematyce. O ile czuję się ścisłowcem pełną gębą, zawsze świetnie czułam się licząc sobie w spokoju równania, a na uczelni całki to było moje odstresowujące zajęcie od uczenia się na pamięć definicji na chemię, to geometrię traktowałam jako zło konieczne mojej ukochanej matmy.

Ale post nie o tym : ) Ostatnio restrykcje koronowe zelżały, a ja tylko na to czekałam! Udało mi się zapisać na zajęcia z tańca na rurze (jakoś nadal mi to źle brzmi) i na podwieszanym kole (czy to nie wzięło się z cyrku?). O tej rurze marzyłam już na studiach czyli jakieś osiem lat temu, ale kiedy zobaczyłam rozwalony na cały dzień plan zajęć, i tak przez pięć dni, i kiedy zobaczyłam ile razy muszę przeczytać każdą definicję i prawo fizyczne z notatek, żeby perfekcyjnie to zapamiętać, to uznałam, że nie ma czasu na żadne dodatkowe zajęcia. Wydaje mi się, że moje przyswajanie wiedzy blokował stres, ale nieważne, studenckiego czasu już nie naprawię. Potem w Australii miałam dwie prace na raz, potem nocami kułam do egazminu z angielskiego, potem pracowałam ciężko aby zasłużyć na wizę sponsorowaną od pracodawcy, a potem nastały czasy korony. Dlatego kiedy tylko szkoły się otworzyły z powrotem i zaczęły wpuszczać wszystkich w marcu, pobiegłam tam w podskokach i od razu zapisałam się zarówno na taniec na rurze jak i na akrobacje na podwieszanym kole. Oba, hym, sporty?, przeszły moje i tak wygórowane oczekiwania odnośnie siły mięśni, jaką należy dysponować, żeby się móc na rurze i kole ruszać. Byłam świadoma, że ciężko wdrapać się na oba te ustrojstwa, ale jako osoba z silnymi łapkami (nosiło się te kartony w pracy w magazynie, i wspinało się czasami na ściankach wspinaczkowych)- nie byłam przygotowana na to, że mimo wszystko będzie mi ciężko, i to często. Jednym zdaniem- zawiódł core, czyli mięśnie brzucha i tułowia, z których tak naprawdę wychodzi siła naszych nóg i rąk. Więc u mnie ręce i nogi ogólnie dawały radę, ale brzuch i korpus były na tyle słabe, że nie umiały dźwignąć tego obciążenia w praktyce i trzymać ciała w kupie. Bardziej nadawałabym się do ćwiczeń izolowanych, gdzie podnoszę sobie ciężarki ręką czy nogą, elegancko, bez wielkiego zaangażowania tułowia (wiem, że rzadko się tak da, bo mięśnie i tak pracują wspólnie).

Dzisiaj chciałabym się skupić na tym, jak różne i jak podobne są ćwiczenia na rurze i na podwieszanym kole (będę je dla uproszczenia nazywać lyra, bo tak się to w Australii nazywa, w Polsce chyba też, ale nie jest to w polskim popularna nazwa). Post z pozycji nowicjusza, bez poprzedniego doświadczenia w tańcu, po półtora miesiąca nierównej walki 🙂

Taniec na rurze:

  • zdecydowanie bez silnych rąk ciężko zrobić jakieś fajne triki. Na szczęście nasze instruktorki od pierwszych zajęć kazały nam robić podnoszenia i podciągnięcia się na rurze, najczęściej z pozycji siedzącej, lub jakieś przysiady z trzymaniem się, więc ta siła jakoś tam budowała się w tle, kiedy my ćwiczyłyśmy łatwiejsze obroty
  • kiedyś nie byłam aż tak paskudnie delikatna, ale jako dorosły mam idiotycznie delikatną skórę, która na jakiekolwiek otarcia reaguje pojawianiem się krwistych kropeczek. Odkryłam, dlaczego kiedyś nie byłam taka delikatna- to pewnie zasługa wieszania się na drabinkach na wszystkich placach zabaw. Teraz na szczęście ciało znowu się przyzwyczaja, ale przy okazji każdej kolejnej figury na rurze zdobywam nowe siniaki niczym trofea. Dobrze, że w Australii właśnie zaczęła się jesień, to mogę chociaż wszystkie siniaki schować pod rajstopami i spodniami. Gdyby nie to, to pewnie w pracy by pomyśleli, że chłopak mnie bije xD
  • nadal czuję się niepoważnie wijąc się obok tej rurki. Kręcenie się, podnoszenie, wirowanie, fruwanie na samych rękach i wszystko inne wymagające siły jest ok, ale zmysłowe wicie się obok jakoś mi nie podchodzi. Wydaje mi się zbyt infantylne i wydaje mi się, że poważnym kobietom nie przystoi. Prędzej zrobię na tych zajęcich szpagat niż przyzwyczaję się do jakichś kobiecych ruchów z większą gracją.
  • podoba mi się, że mamy cały przekrój typów sylwetki na zajęciach, chociaż wiekowo wszyscy są 20-36. Ale mamy i maciupeńką Hinduskę, i kształtną Latynoskę, i tyczkowatą wychudzoną Koreankę, i grubszą w dodatku bardzo wysoką Australijkę, i parę takich standardowych dziewczyn i typowych kanapowych klusek. Każdy się kręci, każdy sobie radzi i też każdy żałośnie z rurki się zsuwa mimo walki.
  • Ogólnie zajęcia na rurze podobają mi się mniej przez te wplecione seksi wicie się : ) ale przede wszystkim podoba mi się mniej przez moje upocone do granic możliwości dłonie. Takie zapocone łapki niestety sprawiają, że nie da się rurki złapać i kręcić, tylko człowiek ześlizguje się w dół. Próbowałam już antyperspirantów w żelu, mycia rąk płynem do naczyń, odtłuszczania ich alkoholem, i walenia na nie tony magnezji, płynów z talkiem/kredą do wspinaczki czy co to tam zawiera i nic. Muszę dokładać nową porcję przed każdym zakręceniem się na rurze. Wydaje mi się, że ta potliwość to wynik stresu i emocji (bo dłonie najbardziej mi się pocą, kiedy zaczynamy się wić przy rurce haha)- może kiedyś to pokonam, na razie ponoszę sromotną klęskę i najczęściej zaliczam ślizg po rurze w dół po jakichś piętnastu sekundach trzymania jej, a kupiłam najsilniejszą magnezję (tak silną, że podłoga wokół mojej rury ma białe płatki wokół, a ręce jak były mokre, tak nadal są)
  • patrząc na siebie w lustrze podczas zajęć zauważyłam, że moje drewniane nogi, na które narzekałam to mój najmniejszy problem : ) Prawdziwy problem to drewniane plecy! No nic, rozciągnie się.

Taniec na lyrze:

  • tu sprawa jest o wiele lepsza! Rurka, z której zrobione jest koło ma mniejszą średnicę, więc też łatwiej na niej zakleszczyć swój uścisk dłoni. Poza tym, tam mi się magicznie dłonie nie pocą. Zagadka stulecia!
  • Nasza instruktorka stwierdziła, że taniec na rurze na początku jest łatwy, a potem jest gorzej, gdy wchodzą bardziej skomplikowane triki. Z kolei niby lyra jest trudna na początku, a potem jest już lepiej. Jakoś mam odmienne wrażenia i na lyrze idzie mi bardzo dobrze. Przede wszystkim dzięki tym silniejszym rękom i plecom (jeszcze raz, ah to noszenie kartonów w pracy! Nie, żartuję, ja zawsze miałam jakieś męskie łapy : ) ). Dlatego mi podciągać się jest dosyć łatwo.
  • Lyra ogólnie boli tylko na dłoniach (witajcie odciski) i okropnie z tyłu kolan. Tam mam obtartą skórę przez bite cztery dni!
  • Mam za to inny problem z lyrą. Pierwszy z nich to wszelkie figury odwrócone. Udało mi się przemóc i zrobić fikołka na dolnej obręczy koła, ale nie mogę sobie po dobroci przetłumaczyć, że dam radę się utrzymać na samych rękach, wisząc głową w dół i z nogami rozczapierzonymi na boki. Chyba muszę poćwiczyć na dziecięcych drabinkach, bo zablokowana psychika nie pozwala mi tak zawisnąć.
  • No i drugi problem- cała zabawa z tą lyrą polega na tym, żeby ona ładnie z wami w środku wirowała wokół własnej osi. Nie wiem, czy mam coś nie tak z błędnikiem, ale jak mi tak świat wiruje przed oczami, to mój mózg jakoś nie nadąża za obrazem i nie wiem, co się wokół dzieje (czytaj, panika gotowa). Z pewnością da się do tego przyzwyczaić, szczególnie, że na razie próbujemy ćwiczyć na statycznym kole, chociaż czasami samo potrafi się rozbujać, nie trzeba mu specjalnie pomagać.
  • Lyra jest też o tyle lepsza, że nie wijemy się na niej w krótkich gaciach tylko dramatycznie machamy rękami i nogami, nosząc legginsy. I przynajmniej o tych zajęciach mogę opowiadać babci i tacie bez ryzyka, że dostaną zawału albo ataku szału, że wiję się na rurze (coś za często to dzisiaj powtarzam).

Gorąco polecam obie aktywności fizyczne. Wyrabia mięśnie i zaufanie do swojego ciała bardziej niż inne formy sportu, a już na pewno bardziej niż rekreacyjne machanie hantelkami w domu. No i dla tych, którzy lubią coś, co wygląda zjawiskowo, albo można tym zaiponować innym, rura i lyra są zdecydowanie dla was. Takim hobby można zaskoczyć. Ale obie formy sportu są dosyć wymagające i po każdych zajęciach bolą mnie przede wszystkim plecy, trochę ręce i mięsień łączący pachę z klatką piersiową. Przynajmniej na razie. Pewnie zacznie boleć co innego jak wejdą nowe figury i triki, ale nie mogę się tego doczekać.

Ktoś kiedyś próbował? A może wolicie zupełnie inne sporty? I czy ktoś ma jakiś niezawodny sposób na te potliwe łapki 😦 ?

29 myśli na temat “Koło kontra prosta

  1. Na potliwe łapki najlepszy sposób to nie myśleć o tym. 😀 Przez kilkanaście lat trenowałem kulturystykę więc mogę Ci polecić kalafonię (w sklepach dla elektroników i skrzypków), zmielona jest takim białym proszkiem, często mylonym z kredą. Natomiast nie używaj talku, bo on ma odwrotne działanie – daje poślizg! Kalafonią smarujemy wszystkie miejsca dotyku z rurą. To co dobre ma jednak i wady, kalafonia trzyma tak mocno, że nie można wykonać kontrolowanego zjazdu/poślizgu. No i nie martw się!
    Początki zawsze bywają trudne. 😉

    Polubienie

    1. Właśnie niemyślenie to coś, czego mój mózg nie potrafi zrobić. Rozważam chodzenie na zajęcia bez okularów, bo wtedy nie będę widzieć, co się dzieje, kto gdzie się gapi i może z braku bodźców mózg da mi spokój.
      Ciekawa ta kalafonia- wikipedia nawet ją wyróżnia jako pomoc do tańczenia na szarfach. Ale i tak myślę, że mi to jest potrzebny super glue 🙂 Na razie wiszę na takim stojaku do ćwiczeń mojego faceta- może to jednak problem z niepewnym chwytem : )

      Polubienie

  2. A to dopiero 🙂 Zaskoczyłaś Kangurzyco :). Ale pozytywnie:). Ruch po zimowym letargu i cowidowych restrykcjach jest jak najbardziej wskazany :). Ja też zaczęłam ćwiczyć na steperze (choć za WF-em nigdy jakoś nie przepadałam. Szybko się niestety męczyłam). Z tego, co opisujesz, to rzeczywiście fascynująca sprawa i samo zdrowie, choć jak mniemam nie każdy się w tym odnajdzie (dla mnie np. byłaby to zbyt ciężka dyscyplina). Trzymam w takim razie kciukesy za twoje akrobackie wyczyny na rurze :). Powodzenia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję : ) Też do tej pory zaczynał mnie męczyć ruch, nawet wchodzenie pod górkę kiedy szłam do pracy. Myślę, że jak nadal będziesz dzielnie ćwiczyć na steperze, to szybko zauważysz, że już mniej szybko się męczysz!
      Na zajęciach z koła i rurki mieliśmy na początku dwóch chłopaków- jeden wyglądał na takiego z siłowni. Wszyscy już zrezygnowali- jeden nie mógł się wygiąć, drugi podciągnąć, a trzeci bał się wisieć głową w dół- więc racja z tym, że ten sport nie podpasuje wszystkim. Ale z tym to tak zawsze.

      Polubienie

  3. akurat rozwiązywanie równań to dla mnie tylko „jakieś tam rachunki”, a nie Matematyka przez duże „M”… na studiach (matematycznych) najbardziej mnie kręciła teoria prawdopdobieństwa, ale geometrię też lubiłem, gdyż dostarcza modeli pomagających intuicyjnie pojąć wiele innych działów, także pozornie nie związanych z nią…
    tak w ramach ciekwostki, to w wielu kwestiach prostą można traktować jako okrąg /OKRĄG, nie koło/, jeśli się doda do niej tzw. „punkt w nieskonczoności”… w geometrii rzutowej istnieje przekształcenie zwane „inwersją”, badając je łatwo to zauważyć…
    na każdą aktywność ruchową można spojrzeć jak na sport lub jak na sztukę, albo i jedno, i drugie naraz… pole dancing jest dość wdzięczną dziedziną, miłą dla mego oka, niezależnie od tego, jak na to spojrzeć… za to aerial lyra to temat mało mi znany, już spieszę nadrobić zaległości…
    może to jest tak, że technicznie łatwiej jest zamontować w pomieszczeniu pionowy drążek /”rurę”/, niż „trapez kołowy”, co dość prosto tłumaczy różnice w popularności…
    sztangiści i praktycy innych sportów siłowych, a także wspinacze używają zwykle „magnezji” /hydroksowęglanu magnezu plus ew. coś tam jeszcze/, aby zwiększyć tarcie skóry dłoni podczas uchwytu… do nabycia w sklepach sportowych /także via net/ w postaci proszku, kostki lub płynu…
    co do moich gustów sportowych, to sztuki/sporty walki, które są bardzo holistyczne, wyrabiają wiele różnych cech motorycznych i czerpią wiele ćwiczeń z innych, bardziej wyspecjalizowanych sportów… ale mimo bogactwa tych ćwiczeń i sprzętu do nich /czasem też improwizowanych/, można też praktykować bez żadnego sprzętu i też być w pełni usatysfakcjonowanym…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Prawdopodobieństwo- hym, było tylko w liceum w sumie, na studiach całe trzy lata zeżarły całki i równania. Prawdopodobieństwo było ciekawą odskocznią od tradycyjnej matmy, jednak jako że za mało je poznałam, traktowałam je jako czarną magię matmy- niby logiczne, ale jednak czasami dziwne i wymykające się moim wyliczeniom.
      Męska wersja pole dancing to chyba kalistenika- tam z kolei panowie wdzięcznie suną w powietrzu.
      Koło chyba jest mniej popularne, bo o ile z rurą można robić kilka trików, a potem potarzać się po podłodze, po czym wić się koło rury, o tyle jak już się wlezie na koło, to trzeba na nim zostać na całą długość pokazu/ układu, przeplatając kończyny na około i trzymając się, żeby nie spaść. Plus może koło nie było takie ciekawe, bo kojarzyło się z cyrkiem. Pole dance z kolei obiecywał kobietom, że oswoją się ze swoją seksualnością, więc wszystkie na to poleciały : )
      Ze sztuk walki to byłam za studenckich czasów na judo- fajna sprawa, szzcególnie, jak jest się jedyną dziewczyną w grupie. Dobrze się na tych zajęciach bawiliśmy.

      Polubienie

  4. Każda aktywność zmuszająca ciało do wysiłku to bezwzględnie doskonały pomysł…szczerze mówiąc rura mnie nie przekonuje, ale pewnie dlatego, że zbyt mało widziałem takich popisów. Koło to już inna sprawa, sporo w tym akrobatyki i wydaje mi się czymś bardziej wszechstronnym z punktu widzenia ćwiczeń fizycznych…tak czy inaczej to sporty nie dla każdego i trzeba mieć pasje, bez nie ani rusz.

    Polubienie

  5. Faktycznie, taniec na rurze kojarzy się z tymi klubami w których wkłada się paniom pieniądze w majtki 🙂 Choć zdaję sobie oczywiście sprawę że to nie do końca prawda i że to taniec jak każdy inny, z tym że tu do pomocy służy pewien atrybut 🙂 Ruch to zdrowie, więc czemu nie 🙂 Fajny pomysł na spędzenie wolnego czasu 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Na szczęście wiele szkół tańca zrobiło z tego wicia się trochę bardziej siłowy sport i wtedy jest ok. Coś jak kalistenika dla facetów- tam też trzeba płynnie panować nad ciałem, a panowie ćwiczą na drążku lub i z własnym ciałem.
      Z tym tańczeniem w klubach, to pewnie zarobiłabym więcej niż jako inżynier. Eh : )

      Polubienie

  6. Z wymienionymi sportami mam tyle wspolnego, co z wszystkimi innymi, czyli nic 😀 Za to moja kolezanka z podstawowki przez kilka lat tanczyla na kole w cyrku! Teraz sama jest instruktorka. Na koło dodała tez wstazki, moze Ciebie tez to czeka 🙂

    Polubienie

    1. Jeszcze nie widziałam ze wstążkami.
      Patrząc na te wszystkie szkoły taneczne, to koło coraz bardziej zyskuje na popularności i nauczyciele są bardzo poszukiwani. Moja koleżanka sama zrezygnowała z kariery inżyniera i teraz uczy innych jak kręcić się na kółku.

      Polubienie

  7. Cóż ja z tych co lubią „magiczne mikstury” czyli np. wywar goździki, rumianek i szałwia do kąpieli przez 21 dni. Ponieważ ładnie się sama zdiagnozowałaś to wiesz, że medytacją popracuj nad opiniami ocenami ze strony innych osób, a także z wyobrażeniami czego oczekują. A miną wszystkie bóle które opisałaś oraz pocenie się łapek. Sprawdzone na sobie 😁 widzę, że nie masz czasu na moczenie nóżek w wodzie z solą….

    Polubienie

    1. Magiczne mikstury są świetne, ale za długo trzeba czekać na efekty, i podejrzewam, że mogłyby nie dać rady większym problemom.
      Z medytacją będę próbować, chociaż jestem pewna, że jeśli tylko coś na zajęciach będzie nie wychodzić, to wpadnę w szał jak zwykle 😅 No cóż

      Polubienie

      1. Dają na tyle ile pozwolisz. Zresztą już sama znasz większość zasad jak to działa. Długo, ale za to efekt długotrwały. „Rura” się znudzi, a łapki dalej nie będą się pocić😁 jedyny efekt uboczny jaki moze Ci sie pojawić, że „zamęczysz nocą narzeczonego”.
        Już wewnętrznie wpadasz w szał, bo tracisz poczucie swobody i ograniczenie decyzyjności (mięsień między pacha a klatką piersiową).
        Cóż szybsza technika od ziół I medytacji to igły (akupresura), ale kompletnie nie nadaje się do zdalnego doradzania. Bo sobie krzywdę zrobiłabyś.

        A z formalności u was też powinienem dopisywać klauzule, że to co pisze nie jest medycyną tylko wspiera proces z leczenia?

        Polubienie

        1. Na medycynę niekonwencjonalną jest taka nagonka, że kto wie. Może niedługo w komentarzach też trzeba będzie dopisywać ten śmieszny tekst,, nie jestem lekarzem, robisz to na własną odpowiedzialność „. Oby nie, bo to będą dziwne czasy.
          Z akupresurą może się skuszę- Australia ma tak dużo Azjatów od medycyny wschodniej, że na pewno coś znajdę.
          Trochę nie podoba mi się ten efekt uboczny,, zmęczenia nocą narzeczonego”- to chyba najgorsze, co mogłoby się stać.

          Polubienie

    1. Nieprawda 😜
      Właścicielka naszego studia zaczęła przygodę z rurką w wieku 46 lat. Teraz ma 55 i nadal uczy niektóre grupy. Z kolei w grupie równoległej dla trochę wyżej niż początkujących jest 60ciolatka. Nawet trzaska figury odwrócone, ku mojemu przerażeniu, bo ja jestem na etapie wdrapywania się, i wiszenia kurczowo w połowie rury niczym koala 🐨 Co za obciach 🤣 Więc wiwk, nie wiek, zachęcam gorąco!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s