Przemyślenia · psychologia

Czy łatwe czasy tworzą słabych ludzi?

Wnętrze koloseum

Jakiś czas temu pisałam o tym, co dała mi Australia i moja podróż na drugi koniec świata. Jedną z prawd życiowych, których się wtedy nauczyłam było to, że tylko wydawało mi się, że czegoś bym nie potrafiła zrobić, bo kiedy nastały trudne czasy, to trzeba było nauczyć się sobie radzić. Inaczej bym po prostu w Australii przepadła.

Zawsze wkurzało mnie niemiłosiernie, kiedy mój tato narzekał na moje pokolenie, że jesteśmy francuskie pieski, że większość z nas jest chora, ma alergie, niedowidzi, boi się zadzwonić gdzieś telefonem itd. Od mamy wiem, że tato więcej gada niż kiedykolwiek robił, więc sam nie był takim kozakiem w młodości jak wymagał od mojego pokolenia, co nie umniejsza faktu, że chyba zaczynam się z nim powoli zgadzać- moje pokolenie jest jakieś takie mniej odporne na życie. To, że się zgadzam z tatem, to chyba oznaka tego, że się starzeję.

Po przylocie do Australii nie znałam tutaj nikogo. Teraz mam małe grono przyjaciół, głównie z pracy, bo nigdy nie chodziłam tutaj do szkoły, więc to źródło przyjaciół było zablokowane. Powiedzmy sobie szczerze, że Australia jest w zbiorze krajów pierwszego świata, jak cała Europa zachodnia i USA, Polskę ustawiłabym w zbiorze państw drugiego świata. Jednak stopa życia u nas jest trochę niższa i mamy inne problemy jako państwo. Prawdopodobnie to ,,zaawansowanie” kraju sprawiło, że Australijczycy w moim wieku mają kompletnie inny światopogląd niż moi polscy znajomi. Mogę śmiało stwierdzić, że jeśli chodzi o pojmowanie świata albo o umiejętność radzenia sobie w życiu, to polskich dwudziestolatków ustawiłabym na równi z czterdziestolatkami z Australii. Wygląda to tak, jakby Polska była o jedno pokolenie ,,do tyłu” za krajami zachodnimi, co w tym przypadku jest pozytywne, szczególnie kiedy patrzę na moich w większości nierozgarniętych australijskich rówieśników. Większość z nich nie szuka jakoś aktywnie pracy po studiach- uważają, że jak się coś trafi to fajnie, jak się nic nie trafi, to nie ma tragedii. Chłopaki aktywnie ćwiczą, biegają, grają w gry zespołowe, ale kiedy przychodzi do ubrania się w skafander do laborarorium, gdzie przez chwilę trzeba balansować na jednej nodze, by się w ten skafander wbić, to całą tę ich sportową koordynację szlag trafia. Do tego dochodzi jeszcze to, że ci ludzie boją się zapisać do dentysty, czasami podejmują się pracy na cztery dni w tygodniu i z rozbrajającym uśmiechem tłumaczą to pracodawcy jako ”bo mamusia mi powiedziała, żebym korzystał jeszcze z życia i w piątki zamiast pracować, to chodził z kolegami na plażę”. Nie neguję, sama uważam, że osiem godzin roboty przez pięć dni w tygodniu to nie jest dobry balans pomiędzy pracą a odpoczynkiem, ale mówienie otwarcie szefowi o takich rzeczach jest raczej nietaktem i umniejsza cię jako pracownika w jego oczach. Z kolei moi znajomi Hindusi mają po dwie- trzy prace, ślą pieniądze do domu, w Indiach robią inwestycje, myśląc na dwadzieścia lat w przód i powiedziałabym, że zachowują się jak pokolenie moich rodziców.

Patrząc na to wszystko zastanawiam się, czy człowiek aż tak bardzo zmienia się zależnie od tego, jaka jest jego sytuacja życiowa? Czy naprawdę łatwe czasy zachęcają do lenistwa i sprawiają, że znudzeni życiem zaczynamy sobie wymyślać jakieś ideologiczne problemy i przerzucać się kolejnymi nowowymyślonymi terminami językowymi, żeby być poprawnymi politycznie? Czy tylko stawianie czoła problemom pozwala nam nie być tymi francuskimi pieskami, którym wszystko szkodzi i nie potrafią sobie poradzić bez trzymania ich za rączkę? Trochę przeraża mnie taka wizja, bo jednak wolałabym problemów nie mieć, a życie wieść spokojne, ale co jeśli to oznacza, że poprzestawiają się nam klepki?

Czytałam jakiś czas temu o eksperymentach pana Johna B. Calhouna z lat 60-70 poprzedniego wieku, który zaintrygowany problemem potencjalnego przeludnienia, tworzył utopijne środowiska życia dla myszy i patrzył, jak zmienia się ich zachowanie w zależności od warunków środowiskowych. Ważniejszym z eksperymentów był ten o nazwie Wszechświat 25, w którym myszy miały żyć w idealnym świecie, bez chorób (czuwał nad nimi weterynarz), z nieograniczonymi zasobami (odpowiednia ilość norek, materiałów do budowania gniazd, pożywienia, wody), i bez większych dyskomfortów (brak drapieżników, stała temperatura utrzymywana na poziomie około 20 stopni nawet zimą). Na początku myszy ustanowiły swoje terytoria, zasiedliły norki, po czym nastąpił gwałtowny wzrost ich populacji dzięki sprzyjającym warunkom środowiskowym. Potem coś zaczęło zgrzytać- norki zacząły być nierównomiernie zamieszkałe, myszy zacząły kojarzyć jedzenie z przebywaniem z innymi osobnikami, więc nie jadły już nigdy same, wskaźnik urodzeń spadł i do mysiego świata wkradła się stagnacja. Następnie mysi wszechświat wkroczył w etap samodestrukcji. Panowie myszy, utraciwszy trochę cel życiowy i nie mający żadnej znaczącej roli w swojej małej społeczności, przestali interesować się bronieniem terytorium czy obroną pań, więc stali się wędrowcami bez celu, spędzającymi dnie na jedzeniu i walkach pomiędzy sobą (w sumie podobną historię zaobserwowałam kiedyś w Tunezji, tuż po tych pierwszych kulturowych rewolucjach, kiedy panie zacząły pracować i dokładać się znacząco do budżetu domowego, panowie stracili poczucie sensu i całe dnie spędzali w barach, grając w karty, rozmawiając i bijąc się pomiędzy sobą). Panowie myszy ostatecznie podzieliły się na dwie frakcje- jedna agresywna, szukająca zaczepki, i druga- bardzo potulna i pasywna, która chciała zejść wszystkim z oczów i nie angażować się w nic. Panie myszy nie były dłużne i będąc zmuszone przejąć typowo męskie zajęcie, jakim było ochranianie gniazda, zaczęły być również agresywne. Ich brutalność odbijała się także na ich potomstwie, które było albo ignorowane, albo atakowane i wypędzane z gniazda, zanim potrafiło samodzielnie przetrwać. Niektóre z pań stały się z kolei smętnymi pustelnicami, które unikały jakiegokolwiek kontaktu z innymi myszami. Wskaźnik urodzeń wśród mysiej populacji spadł drastycznie, z kolei umieralność młodych myszy wystrzeliła w kosmos. Mimo to, pojawiło się jeszcze pokolenie myszy, które niegdy nie zaznało życia w ,,normalnej społeczności”. To pokolenie wydawało się bardzo pasywne- nie interesowało ich ani walczenie o terytorium, ani szukanie partnera. Żyły sobie spokojnie i biernie, skupiały się na jedzeniu, spaniu, dbaniu o siebie, unikaniu konfliktów, ale były również obojętne w stosunku do reszty społeczności i nie wykazywały chęci, żeby się tej społeczności w jakikolwiek sposób przysłużyć. Żyły z dala od wszystkich. Przez małą ilość urodzeń, a dużą śmiertelność wśród myszy (samice zabijały swoje młode, a samce zabijały siebie nawzajem), populacja myszy zacząła wymierać, aż w końcu po ponad czterech latach od początku eksperymentu zdechła ostatnia mysz.

Pomysłodawca eksperymentu uważał, że idealny świat myszy nie jest środowiskiem naturanlym, więc perspektywa powtórzenia się tej katastrofy w społeczności ludzi jest niemożliwa. Ponadto, pan Calhoun twierdził, że człowiek jako istota rozumna będzie się zachowywać w takich przypadkach inaczej, bo nie kierują nami instynkty. Cóż, pozwolę sobie się nie zgodzić, bo przy chęci przetrwania instynkt na pewno bierze górę, a poza tym, ludzie lubią być okrutni, złośliwi i potrafią robić to nawet z nudów. Patrząc na ten eksperyment na naszych nieszczęsnych myszach, zaczynam nawet widzieć podobieństwa w tym, jak wyglądał ich świat w ostatniej fazie, a jak wygląda nasz świat obecnie. Prawdopodobnie może trochę dramatyzuję, bo ,,zło” na świecie jest nie od dziś, a teraz jest po prostu łatwiej te informacje usłyszeć ze względu na Internet, gazety i telewizję. Ale mam wrażenie, że to bierne pokolenie znudzonych życiem myszy, które nie wiedziało co ze sobą zrobić w tym brutalnym świecie, jest po części bardzo podobne do mojego pokolenia. Mamy obecnie pandemię i dezinformację, żyjemy zamknięci, zastraszeni, teorie spiskowe kwitną, ale wiele ludzi wydaje się apatyczna, zrezygnowana i ma nadzieję się po prostu przyczaić i przeczekać cały ten cyrk. To działo sie nawet przed tym nieszczęsnym wirusem. Młodzi ludzie jakoś utracili ciekawość świata, nie mieli ochoty się zastanawiać, które informacje w Internecie są prawdziwe, nie widzieli potrzeby myślenia o przyszłości, utracili poczucie, że mają wpływ na swoje życie i teraz po prostu płyną z prądem, zamknięci w swoim świecie. Gdzieś kiedyś było na Internecie, że obecnie niemożność znalezienia sobie partnera, to już jednostka chorobowa. Wskaźniki urodzeń w rozwiniętych częściach Azji jak Japonia czy Korea lecą na łeb na szyję, bo panowie czas spędzają przed grami komputerowymi i anime, a panie pozostawione samym sobie stają się strasznie wybredne i często złośliwe, pokazujące, że nikt im nie potrafi dorównać. Od moich znajomych w Austalii najczęściej słyszę, że nie potrafią się odnaleźć w finansach, podatkach, załatwianiu spraw, są wiecznie zmęczeni psychicznie presją w pracy, a jedyną rozrywką jest grill i zachlanie się w piątki wieczorem. Nie zrozumcie mnie źle, ja i tak kocham tych ludzi, poza tym nie wszyscy tacy są. Pojawiają się jednostki ambitniejsze, które stawiają też na hobby, na relacje z rodziną, na planowanie przyszłości. Ale od dłuższego czasu mam wrażenie, że człowiek z braku realnych problemów albo wymyśla sobie własne problemy i wojuje ze światem, albo przestaje sobie umieć radzić z podstawowymi rzeczami dnia codziennego, bo to go przerasta.

A jak wam się wydaje? Czy naprawdę idziemy w kierunku tej destrukcji jaka pochłonęła początkowo idealny świat myszy? Czy kiedy mamy podane wszystko na złotej tacy, to naprawdę nie mamy możliwości nauczyć się życia i zaczyna nam krótko mówiąć odwalać?

10 myśli na temat “Czy łatwe czasy tworzą słabych ludzi?

  1. A mnie się wydaje, że jesteśmy więcej niż jedno pokolenie z tyłu i m.in. dlatego wciąż daleko nam do nazywania się Europejczykami. Najlepszym dowodem na to są ostatnie wybory jakich dokonywali Polacy i kogo dopuścili do władzy… Mam wrażenie że sporo Polaków szuka wygodnego życia naiwnie wierząc że dostanie to za darmo, a PiS ich jeszcze bardziej w to głupie myślenie wpędza rozdając kasę.

    Polubienie

    1. Może przeciwnie, przeskoczyliśmy w pewnym momencie jedno pokolenie i zapragnęliśmy łatwego i bezproblemowego życia, bo nam się wszystko należy, bez żadnego wysiłku. Pamiętam, jak tuż przed tymi nieszczęsnymi wyborami, kiedy dobra zmiana doszła do władzy, ludzie na politechnice byli z siebie tacy dumni, że nareszcie mogą coś zmienić, że dobra zmiana ma taki cudowny program wyborczy i oni naprawdę w to wiedzyli! Zdecydowanie jest wiele różnych rodzajów inteligencji i ta naukowa nie idzie w parze w inteligencją społeczną…

      Polubione przez 1 osoba

      1. Nasi dziadkowie nie mieli bezproblemowego i łatwego życia i może dlatego, w przeciwieństwie do obecnego społeczeństwa, im się w d..ch nie poprzewracało. Prawda jest taka, że łatwe życie tworzy kaleki które potem zostawione samym sobie z niczym sobie nie poradzą. Ciekawe co zrobią ci, którzy olali pracę bo biorą 500+, gdy tej kasy zabraknie.

        Polubienie

  2. Chyba odrobinę przesadzasz ;).

    Pokolenie moich rodziców uważało, że moje to degeneraci, moje pokolenie uważało, że młodzi to nieudacznicy, a pokolenie moich dzieci martwi się, co z tych dzieci wyrośnie… A karawana idzie dalej i ma w głębokim poważanie obawy starszych pokoleń względem młodszych.

    Najdziwniejsze w całej notce wdaje mi się Twoje zdanie „Panowie myszy, utraciwszy trochę cel życiowy…”. Wybacz, myszy i cel w życiu to dowcip, jakiego dawno nie słyszałem. 😉 Cały ten eksperyment Calhouna w mojej opinii jest zboczeniem zawodowym. Nie sposób wyciągać z niego żadnych wniosków i porównań dla społeczności ludzi z prostego powodu – myszy nie myślą, myszy kierują się instynktem.

    Polubienie

    1. Zgodzę się, że każde pokolenie myśli o młodszym pokoleniu jak o jakiejś porażce wychowawczej i snujemy czarne scenariusze, że nic dobrego z nich nie wyrośnie i zagłada ludźkości będzie murowana : ) Zamiast mówić tak o swoich dzieciach, ja obserwuję to u moich australisjkich rówieśników i to mnie po prostu zaskoczyło. Ale ludzkość we wszystkim lubi tak dramatyzować- cały czas przepowiadamy koniec świata, upadek kultury itd.
      Hymm, myszy miały taki cel, na jaki im ich móżdżek pozwalał, my na szczęście mamy trochę więcej sił napędowych i potrafimy znaleźć sobie ciekawe zajęcie, zająć się swoimi myślami. Poza tym, nasze społeczeństwo nadal funkcjonuje, chociaż depresje i problemy psychiczne są teraz jakoś bardziej popularne i zastanawiam się, czy to dlatego, że młodzi są coraz mniej na to odporni czy dlatego, że teraz jest ”przyzwolenie” na depresję i potrafimy ją nazwać.

      Polubienie

  3. Bardzo dobry post, szkoda, że go nie rozwinęłaś. Też stawiałem sobie podobne pytania i na niektóre nawet znalazłem odpowiedź. 😉 Życiowy cel – to zadanie jakim jest prokreacja. Odnajdujemy ten cel nawet w jednokomórkowych organizmach nie tylko fauny, i flory, ale i w prostych biochemicznych związkach m.in. azotu (np. krystalizacja). Jednak samo rozmnażanie nie wystarcza dla wyżej rozwiniętych organizmów, bo dla rozwoju niezbędna jest ewolucja.
    I tu właśnie eksperyment Calhouna – chociaż z punktu naukowego niewielkiej wartości – udowodnił, że ewolucja to także … degeneracja. Słuszne są więc Twoje obawy, że „łatwe czasy tworzą słabych ludzi”.

    Polubienie

  4. Co nie idzie do przodu, to się cofa, bo w tym czasie to świat idzie do przodu, a jednostka nadal stoi i się nie rozwija. Jak pamiętam ze szkoły, człowiek, który zaspokoił swoje podstawowe potrzeby życiowe, wspina się coraz wyżej po piramidzie Maslowa i potrzebuje realizować coraz bardziej duchowe/ społeczne/ psychiczne potrzeby. Prawdopodobnie dlatego nasze społeczeństwo nie rozpadło się tak jak to mysie, na szczęście. Pytanie tylko czy to Faust miał w powieści rację, że człowiek nigdy nie będzie miał dosyć zdobywania, czy to Mefisto miał rację, że w pewnym momencie będziemy już mieli wystarczająco wszystkiego? Może to właśnie wtedy, przy zahamowaniu tej ewolucji, w punkcie nasycenia wszystkich potrzeb, następuje ta degeneracja- z nudów, z łatwego osiągnięcia wszystkiego, z braku siły napędowej by zdobyć więcej.

    Polubienie

  5. Nie ma jak przesada w bezkrytycznym czytaniu „naukowców” niestety wychowałem się na wsi. Więc tego kitu nie połknę. Według tej bzdury naukowca, Nie istnieje hodowla zwierząt futerkowych. Jak byłem mały miałem króliki, ot takie zwierzątka co się trzyma w klatkach, karmi sprząta im. Tak już od kilku wieków sobie żyją. Co się dzieje gdyby wszystkie wypuszczone były z klatki? to każda dostępna samica, będzie w ciąży! Jednak wojny między samicami, albo wojny samców. Jak też mordowanie sobie wzajemnie potomstwa. Powoduje, że dzieli się na odpowiednie klatki te zwierzęta. No chyba, że ma się giga farmę i mogą sobie latać. Krowy u znajomych dają mleko, no a nie są to święte krowy z Indii. Od pokoleń mieszkają tam, co więcej mają z pokolenia na pokolenie coraz lepsze warunki. I co dają więcej mleka i mają więcej potomstwa od tych z Indii. W ogóle te zwierzęta w UE nie stają się leniwe nie wyginęły. I to potomkinie tych świętych…
    Z myszkami od 10 lat mam problem z pewną mysią rodziną, której bezczelność polega na tym, że wyjadają jedzenie z miski mojego kota. Chociaż to może problem mam z kotem, bo jedzą stojąc obok niego 😀 chociaż dowolna inna jak chce wejść do domu to ginie z jego łap. Ogólnie to fajne zwierzątka, zbyt pracowite to one nie są. Najbardziej to lubią mieszkać dosłownie w workach z żywnością.. Więc proszę mi zdradzić jak stworzyć im lepsze warunki, skoro po 2 latach będę od nich wolny 🙂 Na białe myszki nie działa na pewno koleżanka już ma któreś pokolenie.

    Więc po co ten bzdet naukowca? a gdy doczytamy, że dla uniwersytetu ekonomicznego ten eksperyment??
    Pamiętajmy jesteśmy potomkami pokolenia co obaliło ustrój, z powodu niskich zarobków!
    Proszę sobie wyobrazić, że teraz tam gdzie Pani pracuje jakiś facet z naszego pokolenia ogłasza strajk, bo podrożały kotlety! i to facet co siedzi co chwilę na l4.
    Więc co należy zrobić, abyśmy my tych rządów nie sprzątnęli. Wmówić nam, że jesteśmy gorsi w pracy od naszych rodziców. Przykład mój Ojciec przepracował lata na piekarni początek pracy końcówka lat 80 to 5 pracowników produkowało co noc 300 chleba. Teraz w 2021 ta sama piekarnia zatrudnia 4 pracowników, którzy robią 2000 chlebów co noc. Kolega z podstawówki przejął firmę budowlaną po Ojcu, no i tempa z jakim dziś się buduje stary majster fizycznie nie wytrzymał… Co do takiego dawnego pracowitego pokolenia należy pamiętać, że oni przy naszych chorobach to byli na rentach…
    I tak poprzedniemu pokoleniu mówiono, że w czynie społecznym przekracza normę, a nam się mówi jak to wydajność pracy rośnie (to jest to samo).
    Choroby owszem mamy więcej.
    By usmażyć przysadkę mózgową ze wszystkimi jej funkcjami od wzroku po płodność przez udary wystarczy nie przestrzegać półgodzinnej przerwy w patrzeniu na monitory LCD.
    Dwa warunki pracy nasze odbiją się na zdrowiu naszych dzieci, jak rodziców na naszym.
    Zatrutą żywność już sobie komentowaliśmy 😉
    Wracając do świata zwierząt od lat 90 strasznie chorują szczury hodowlane, koty, psy… białaczki, alergie, tarczyca…

    Co do Japonii to problem polega na tym, że tam już jest pracoholizm oni siedzą w robotach, ze strachu o jej utratę 16 godzin dziennie 7 dni w tygodniu. Jak w takich warunkach tworzyć rodziny?? około 5 tyś Japończyków rocznie umiera z przepracowania na terenie zakładu pracy! a tam jeszcze wypłaty każdego roku są niższe.

    Polubienie

    1. Może te zwierzaki z polskiej wsi są lepsze niż myszy tego pana od eksperymentów. Polacy też sobie na świecie radzą lepiej niż inne narodowości tego wspaniałego Zachodu, bo nam się jeszcze chce pracować, albo chociaż kombinować.
      Też mi się wydaje, że teraz ludzie w pracy bardziej tyrają, a dostają nadal śmieszne pieniądze. Albo raczej zwiększyła się przepaść pomiędzy pieniędzmi, jakie otrzymuje szef, zarząd, menadżerzy, a zwykły pracownik dostaje ochłapy. Moje obie babcie były już na rentach w wieku czterdziestukilku lat, bo ,,przecież zaraz umrą”, takie schorowane. Mój tato siedzi na wcześniejszej emeryturze, bo mundurowy. Ale cała trójka marudzi na młode pokolenie, że im się nei chce pracować, kiedy żadne z nich nie będzie tyrać do 67 roku życia, jak to rząd zaplanował np dla mnie.
      Słyszałam gdzieś, może to miejska legenda, że w Japonii ta śmierć z przepracowania jest tak częsta, że aż dorobiła się swojej własnej specjalnej nazwy : ) Nie zdziwiłabym się, gdyby to była prawda.

      Polubienie

      1. Co do Japonii nie pamiętam tej nazwy, pierwszy raz słyszałem to od dziewczyny co wyemigrowała na zachód by studiować i żyć, czyli z Japonii do nas 😀 a drugi raz z reportażu w programie Galileo.
        Co do tej przepaści wynagrodzeń od wieków ona istnieje. Dochody Króla, czy szlachcica, a chłopa… I tego, że szefowie dobrze zarabiają bym się nie czepiał. Bo już Lewica w latach 50 w Wielkiej Brytanii, zdołała zrobić eksperyment pt. płacimy tyle samo dyrektorowi co sprzątaczce i wiadomo co się stało były sprzątaczki, a chętnych na fotel dyrektora brak…

        Co do tej emigracji to w sumie nie mogę zrozumieć od czego to zależy. Bo ja trafiam na obcokrajowców z zachodu głównie Anglia, Holandia, Portugalia, Włochy, Japonia… którzy w pracują w Polsce za taką samą stawkę jak Polacy na tym stanowisku. Z kolei pracujący z nimi Polacy w większości po pewnym czasie emigrowali za granicę.. do tych krajów.
        Chociaż podejrzewam, że chodzi o presję otoczenia. Tak jak np. skutek uboczny świata według Bundych był taki, że Amerykanie nie chcieli pracować w swoim kraju w sklepach obuwniczych. I nie chodziło o zarobki, po prostu był to w ich kraju wyśmiewany zawód. Do innych krajów do tej pracy emigrowali. Bo w USA to praca nie dla białego człowieka. Z drugiej strony sposób myślenia pracodawców przez ten pryzmat brzmi: jaki to musi być nieudacznik życiowy z mojego rodaka, skoro składa do mnie CV? będzie kiepskim pracownikiem skoro już chwyta się wszystkiego!

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s