Z życia wzięte

Nawiedzone dziecko

Wystawa rzeźb Chińskich Znaków Zodiaku z okazji Roku Szczura 2020

Zawsze wydawało mi się, że jestem dziwna- prawdopodobnie myśli tak conajmniej połowa nastolatek- takie uroki wieku dorastania. Okazuje się, że jednak mam na moją dziwność dowody, mimo że sama ich nie pamiętam.

Od zawsze miałam obsesję na punkcie myszy i kotów- dobrze, że nigdy nie próbowałam mieć obu tych zwierzątek w domu równocześnie (mama i tak miała alergię na koty), bo wbrew mojemu dziecięcemu przekonaniu, że koty kochałyby się z myszami i wszyscy byliby szczęśliwi, pewnie koty zeżarłyby myszy jakbym tylko się odwróciła. Ale do brzegu- moja obsesja na punkcie obu zwierzaków była tak duża, że miałam same przytulanki koty i myszy, rysowałam koty i myszy, i kazałam sobie czytać różne bajki o kotach i myszach. Dlatego też pewnego dnia mój wujek kupił mi wielką bajkę o myszach z obrazkami- i z marszu stało się to jedyną bajką, jakiej chciałam słuchać! Codziennie wysłuchiwałam tej samej historyjki o moich ukochanych myszach. Mama mówi, że próbowała przekonywać mnie, że poczyta mi jakąś nową bajeczkę, bo tę już słyszałam tysiąc razy. Ale żadne prośby czy groźby nie podziałały. Więc zaczął mi czytać tato, bo mama zaczęła nerwowo reagować na widok tej książki. Tato po jakimś czasie też wymiękł, bo ile można słuchać tej samej bajki. Jestem pewna, że wieczorem on, mama i babcia ciągnęli losy- a nieszczęśnik z najkrótszą zapałką musiał znów odczytać świętą legendę o myszach. Wujek znowu odwiedził nas po jakimś czasie- zastanawiam się, czy musiał przejść rewizję osobistą przed wejściem do domu, żeby udowodnić, że nie wnosi do domu już niczego o myszach, co przysporzyłoby kolejnych cierpień moim rodzicom : ) Wujek zastał mnie z otwartą książką o myszach, czytającą płynnie całą bajkę, bez zająknięcia, miałam chyba wtedy trzy latka, ledwo. Wujek oczywiście stanął jak słup soli ,,niesamowite jak ona perfekcyjnie czyta” i już miał powiedzieć, że to jego zasługa i jego wspaniałej mysiej książki, kiedy mała ja obróciła głowę niczym dziewczynka z Egzorcyzmów Emily Rose, i recytując dalej, nie zważając na mówiącą w tym samym momencie mamę, dokończyła mysią historię, już bez książki. Podziw zmienił się w zdziwienie i ciarki na plecach: jak dziecko zapamiętało absolutnie całą kilkunastostronicową historię, w dodatku nawet wiedziało który akapit zaczynał się na jakiej kartce- nawigując dzięki rysunkom i przerzucało w odpowiednim momencie strony.

Mysiej historii niestety już nie pamiętam, ale dobrą pamięć mam do dziś. Pytałam mamę, o czym była moja mysia książka, ale wymazała ją z pamięci, żeby zapomnieć o traumie : ) Pozostanie zapisana w mojej podświadomości- może jak dopadnie mnie demencja, to zacznę ją znowu recytować. To byłoby nawet śmieszne : )

41 myśli na temat “Nawiedzone dziecko

  1. „Mysz zjada jedezenie kota, a kocia miska jest rozbita. Co to znaczy?”…
    to jest koan, więc każda odpowiedź jest dobra i żadna nie jest dobra… koan nieco archaiczny zresztą, bo cywilizowane koty rzadko jedzą myszy, wolą kocią karmę /byle nie z Biedronki/, a najlepiej, to coś podpieprzyć ze stolu, jak opiekun nie widzi… ale możesz sprobować rozwiązać w wolnej chwili, na pewno nie zaszkodzi…

    na punkcie kotów to ja też mam świra, jestem wyznawcą Bastet, to taka dziwna bozia, którą czczę, choć nie wierzę w jej realne istnienie…
    na punkcie myszy już nie… szczerze mówiąc, to ja nie wiem za dokładnie, jakie są moje relacje z myszami… co jakiś czas tylko muszę ogarnąć jakąś byłą mysz, którą kocica przyniesie do domu, anonsuje to zwykle tak głośno, jakby Putasa zagryzła…
    ale kiedyś miałem w domu i kota, i myszy na raz… to było tak, że swego czasu zalęgła się u mnie pewna panienka, która sobie zażyczyła, aby jej kupić parkę myszy w pet shopie, to kupiłem… zrobiliśmy im lokum, ale to było słabe lokum, bo następnego dnia myszy już nie było… rządząca wtedy w domu kocica paliła głupa, ale ona była z tych kotów, co czasem jadają myszy, więc sprawa była raczej jasna, niemniej jednak śledztwo zostało umorzone ze względu na niską szkodliwość społeczną…

    ja miałem kiedyś taką książkę, takie kieszonkowe wydanie popularnonaukowe o kosmologii: Herman Bondi – „Wszechświat nieznany”… znalazłem ją w pobliskim składzie makulatury, gdzie chodziliśmy się bawić z chłopakami z podwórka… czytałem ją pasjonacko, tylko ojciec się wkurzał, bo jego zdaniem to była za poważna lektura, jak dla sześciolatka… ale niechby tylko spróbował mi ją zabrać, czy gdzieś schować!…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Hym, mysz (biedny) wyżera resztki z pańskiego stołu, ale biznesmeni (kot) sami są zadłużeni i żyją na kredyt (i nawet nie stać ich na miskę)? Nic innego na razie mi nie przychodzi do głowy>
      Znam różne koty- ten mojego taty jest jakiś pół ,,szlachetny” i jada tylko przysmaki z puszki, myszy się boi, śnieg boli go w łapki. Kot teściowej- leje się z innymi kotami na polu, przynosi zdechłe myszy jako podarki i ma się dobrze. Pewnie jak ludzie- jedni delikatni, jedni zapatrzeni w survival i ,,powrót do tradycji przodków”.
      Myszy już nei lubię, ale kocham chomiki. Niemniej jednak koty wygrywają u mnie w rankingu ukochanych zwierzaków. Więc chyba też wybaczyłabym mojemu kotu, jeśli zeżarłby mojego chomika. Ale pewnie i tak bym po nim płakała.
      Ten Wszechświat nieznany to po prostu trudna książka naukowa o kosmosie itd czy jeszcze jakieś filozoficzne rozkminy do tego? Jakaś przed-internetowa jest, nei bardzo mogę znaleźć jej opis.

      Polubienie

      1. ale streszczenia też nie moge znaleźć…
        trudno mi powiedzieć, i leja z tej książeczki wtedy pojmowałem, ale raczej sporo, bo niektóre motywy kojarzę do dziś… ja w ogóle wtedy byłem zakręcony na punkcie Kosmosu, astronomii i astronautyki, inni koledzy zbierali fotki piłkarzy, a ja miałem nad łóżkiem Aleksieja Leonowa, Neila Armstronga i taką wielką galaktykę z jakiejś rozkładówki…

        Polubienie

  2. Sam takich fanaberii nie maiłem, ale moja córka, he, he. Kupiłem jej książkę Tuwima „W aeroplanie” i było dokładnie jak z Tobą. Ja z tej książeczki zapamiętałem fragment: „a tam zaraz blisko to było lotnisko. Kurka się tam zapędziła, aeroplan zobaczyła, a że była dobra skoczka, wskoczyła tam nasza kwoczka…” To, że córka już po kilku dniach recytowała całą treść z pamięci, to mały pikuś. Ona wiedziała, w którym momencie trzeba przewrócić kartkę lub przenieść wzrok na sąsiednią.

    Polubienie

    1. Ja właśnie też ,,przerzucałam” strony. To jeszcze dodatkowo dodaje realizmu całej sytucaji. Przybijamy wirtualną piątkę- miło, że jest więcej takich osób ze świetną pamięcią.
      Swoją drogą czytałam gdzieś, że dziecięce umysły cały czas są na falach mózgowych teta, które wspomagają pamięć i wyobraźnię- to wyjaśnia łatwość uczenia się do siódmego roku życia- dzieci są po prostu na naturalnym haju : )

      Polubienie

      1. mówiąc innym językiem dzieci są po prostu oświecone, czyli widzą świat takim, jakim jest on faktycznie… dopiero z czasem nasze „okno percepcji” się brudzi naszym zbędnym myśleniem: opiniami, poglądami, uprzedzeniami, itp, które to myślenie tworzy… oświecenie nazywa się też czasem „stanem naturalnym”, ale co do haju, to wychodzi na to, że to my, dorośli jesteśmy na tym haju, a nie dzieci… niektórzy mają nawet „bad trip” podczas tego haju…
        ale ta sprawa z falami mózgowymi wcale z tym nie koliduje, wręcz znakomicie uzupełnia, wyjaśnia temat od strony fizjologicznej…

        Polubienie

        1. Powiedziałabym, że wręcz przeciwnie- dzieci nie widzą prawdziwego świata, tylko swoje zmyślone rzeczy. Te fale teta są aktywne przy zmyślaniu rzeczywistości wokół siebie (i kolorowego snu) – więc te dzieciaki są na takim haju LSD. One nie tyle bawią się w wymyślanie przyjaciół, że podłoga to lawa, a lalki przyszły na herbatkę- one to autentycznie,, widzą „. To nie jest prawdziwy świat ( no chyba, że dorośli utknęli w matrixie).

          Polubienie

          1. faktycznie jest w tym trochę racji… rzecz w tym jednak, że wiele dzieci jednak wie, iż to tylko iluzja, którą same sobie stworzyły… wiele jednak potrafi się zagalopować w tym i faktycznie uwierzyć, że iluzja jest realem… czyli sprawa nie jest rozstrzygnięta do końca…
            ale sama kwestia oświecenia też nie jest do końca rozstrzygnięta… istnieje na przykład pogląd, że to oświecenie, percepcja tego co jest takim, jakie to jest, również jest iluzją… umysł ludzki po prostu tak ma, że trudno mu zaakceptować, iż nic nie jest stałe i trwałe, więc tworzy sobie coś takiego, aby się tego trzymać…
            ten pogląd wcale nie jest taki głupi, bo wystarczy zapytać, co jest bardziej realne, czy to co postrzega człowiek, kot, czy też mysz, albo pszczoła, nie wspomnę już o tasiemcu, czy delfinie?… wszystkie te gatunki mają nieco inne, różniące się od siebie narzędzia percepcji i żadne nie jest ani „lepsze”, ani „gorsze” od innych… możemy co najwyżej porównywać niektóre cechy tych narzędzi, ale nic poza tym…
            istnieje też pogląd kompromisowy: oświecenie jest też iluzją, ale niejako najniższego stopnia, lepszego przybliżenia realu dostępnego człowiekowi już nie ma…

            Polubienie

            1. Czyli jednym słowem świat realny postrzegamy na tyle dobrze, na ile pozwalają nam nasze ograniczenia fizyczne: chociażby różna gama dźwięków czy kolorów, jakie rozróżniamy ze względu na wrażliwość słuchu czy ilość receptorów odbioru koloru w oku, inne zwierzaki widzą kolory w innym spektrum, więc dla nich świat wygląda zupełnie inaczej, aż dochodzimy do tego, że nasz ludzki umysł pewnie nie potrafi przetworzyć niektórych bodźców (i jeszcze pół biedy jak chociaż trafiają do podświadomości). Czasem w ogóle fizycznie nie umiemy bodźców odebrać, a czasami nasz mózg pewnie nie ogarnia pewnych koncepcji- 4D nawet sobie nie fo końca potrafimy wyobrazić, a co dopiero odbierać stamtąd jakiekolwiek sygnały (jeśli założymy, że na 4D składa się też czas).

              Polubienie

  3. Ogólnie to moją pierwszą książką wałkowaną w kółko była mitologia Grecka… Czytałem nagrywałem na kasety…

    Co do kotów i myszy to, mam kota wojownik na polu złowi wszystko od myszy po wiewiórki… Ale jak jakaś mysz wejdzie do domu, to sam sobie muszę złapać. Bo inaczej kot tylko patrzy jak mu zjada karmę z miski. To jest kocia gościnność!

    Polubienie

    1. Mitologia grecka też była fajna- chyba jedyna lektura szkolna, którą faktycznie przeczytałam całą i pamiętałam każdą postać, choćby tylko się pojawiła w jednej jedynej linijce tekstu.
      Może ten kot w taki sposób pokazuje swoje uznanie dla myszy, która zaszła aż tak daleko, że aż wkroczyła na jego terytorium?
      Ale dziwi mnie, że kot upoluje nawet wiewiórkę. Myślałam, że to dla niego za duże.

      Polubienie

    1. Z tytułami jest taka sprawa, że nie zwracałam na nie uwagi aż do końca podstawówki- czytałam książki i oglądałam filmy, a potem nei potrafiłam nikomu wytłumaczyć, co to za film/ książka, bo nigdy nie patrzyłam na tytuł. Jakoś tak niewiarygodne mi sie to teraz wydaje.
      Z ksiażki pamiętam tylko tyle, że była o jakiejś takiej typowej mysiej rodzinie i jej perypetiach. To pewnie ksiażka z gatunku tych z przesłaniem, np że syn-mysz źle się zachowywał, a potem zrozumiał, że rodzice chcą dla niego dobrze czy coś. Pamiętam tylko parę obrazków, że myszy miały ludzkie ciuchy, mama-mysz na pewno szeroką spódnicę i fartuch i myszy miały w swojej norce kominek 🙂 Tak bardzo wiarygodne haha

      Polubienie

    1. Na pewno istniała, przynajmniej mama często wspomina tę traumatyczną historię, jak musiała czytać tą książkę. Z kolei ja pamiętam ze dwa obrazki z tej książki- mysiej rodziny ubranej w ludźkie ciuchy, z kominkiem w swojej mieszkalnej norce. Więc jeśli nie mieliśmy w domu zbiorowych halucynacji (co oczywiście nie jest wykluczone, z małym dzieckiem mało się śpi, więc może rodzice zaczęli widzieć nieistniejące książeczki), to chyba jednak ta bajeczka była prawdziwa.

      Polubienie

    1. Ja lubiłam bajki tylko jako dziecko, teraz bym ich nie strawiła. Dlatego umówiłyśmy się z mamą, że jak kiedyś dorobię się dzieci, to ona będzie chodzić z nimi do kina na bajki (bo i tak nawet teraz je ogląda).
      Filmy fantsy też mnie jakoś nei ciągną. Ale sci-fi już bardziej. Chyba bycie realistą, mimo że czasami smutne, bo widzimy świat bez upiększaczy, jest najbezpieczniejsze- jesteśmy dokładnie świadomi swojego otoczenia, bez żadnych przekłamań.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Spotkałem podobne dziecko, córka mojej kuzynki.
        Miała niecałe 3 lata i lubiła „czytać” mi swoje ulubione książki, nawet przewracała kartki we właściwych momentach. I to nie była tylko jedna książka.
        Natomiast ja nie miałem takich zdolności.
        Gdy poszedłem do szkoły byłem przerażony gdyż chyba wszyscy moi koledzy znali sporo liter, niektórzy potrafili nawet napisać swoje imię. A ja nic.

        Polubienie

        1. W sumie mimo zapamiętywania książek, to nie chciało mi się uczyć pisać w przedszkolu, więc do szkoły poszłam bez wiedzy o literkach. Na pierwszej lekcji uczyliśmy się łączenia literek i pisania ciągów np,, ele”- ja robiłam sobie z tego trzy powtarzające się pętelki, bo nie wiedziałam, co to literki 😃 Więc mamy podobne doświadczenia

          Polubienie

  4. Z tą pamięcią to jest b. dziwna sprawa, bo ona nie istnieje w oderwaniu od innych cech naszej osobowości. Wśród wielu typów pamięci (Google) moja pamięć zmysłowa dot. wzroku, i smaku, spowodowała, że jednym z najsilniejszych hobby stało się fotografowanie, gra w szachy i … kucharzenie.
    Miałem dwa koty, ale z żadnym nie nawiązałem bliższych relacji, bo to straszne psotniki … jeden podarł i zeżarł najważniejszą część mojej pracy magisterskiej, a drugi w nocy skacząc do potraw stojących na piecu „odkręcił” kurek od gazu.

    Polubienie

    1. Rozumiem, że pamięć zmysłową można potem podzielić na bycie wzrokowcem, słuchowcem i kinestetykiem? Ja raczej pamiętam przestrzennie, gdzie był dany wyrywek tekstu na kartce, ale pamięć przestrzeni 3D mi szwankuje.
      Gdzieś słyszałam, że zapach jest najsilniej związany z przypominaniem sobie wspomnień, bo chyba ośrodek węchu leży w mózgu blisko ośrodka pamięci.

      Polubienie

      1. Pamięci nie da się podzielić i nie ma takiej potrzeby, bo w zasadzie wszystkie zmysły współdziałają na zasadzie sieci neuronowej. Można wydzielić ośrodki, ale w przypadku ich rozległego uszkodzenia same się reaktywują i relokują w nowych miejscach (aktywnie korzystamy tylko z ok. 10-12% mózgu). Masz jednak rację, że jedne zmysły funkcjonują lepiej, inne gorzej, i dlatego np. ktoś ma talent, a ktoś inny cierpliwość i pracowitość …

        Polubienie

  5. Czytałem przede wszystkim Przygody Tomka na różnych kontynentach. Pamietam, że z latarką pod kołdrą jak gasili mi światło i kazali iść spa. Może to z tego u mnie te ciągoty do zwiedzania świata. 😂😂

    Polubienie

  6. A ja pamiętam moją zajączkową książkę z dzieciństwa, potrafię ją wyrecytować, a nawet nadal mam ją na półce. Czeka sobie na mojego syna aż dorośnie i zacznie równie chętnie pochłaniać tą historię jak ja, gdy byłam dzieckiem 😊😊

    Polubienie

  7. Jako dziecko miałam taką jedną ulubioną książkę, którą ciągle trzeba mi było czytać, więc też znałam na pamięć, do dzisiaj umiem wyrecytować początek. Moi rodzice pewnie tak samo, ale chyba nie mają traumy. 🙂
    Bratanica miała okres, kiedy lubiła brać do ręki jakąś książkę, taką dorosłą, przewracać strony i „czytać”, ale historia była daleka od zamierzonej przez autora. 🙂 I pamiętam taki słodki widok, jak ona „czyta”, a jej młodszy braciszek siedzi zasłuchany i wpatrzony jak w obrazek. 😀

    Polubienie

    1. Fajnie gdyby ktoś kiedyś zrobił badania i sprawdził na jakiej podstawie dzieci, a potem dorośli wybierają swoje ulubione zwierzątko, na punkcie którego mają bzika.
      Pingwin? To taka miłość z dzieciństwa czy objawiło się później?
      Z Twoją małą bym się dogadała- mogłybyśmy razem kupować sobie myszy 🤣

      Polubienie

  8. Pluszowymi myszkami, a nawet szczurkiem, a sama wybierała sobie zabawki, bawiła się moja córka. I podobie jak Ty miała swoje ulubione książki(np. Wiersze J. Porazińskiej), kóre trzeba było po raz enty czytać każdego wieczora, a gdy się pomyliłam, poprawiała mnie z pamięci i oburzała się, że znowu źle czytam 🙂
    Zasyłam serdeczności

    Polubienie

    1. Haha, to jest najlepsze, że mimo że dziecko pamięta perfekcyjnie na pamięć, to nadal każe czytać sobie to samo. Czy to bezgraniczna miłość do bajeczki czy to chęć utrwalenia jest w pamięci jeszcze bardziej? Hym.

      Polubienie

  9. Hehehe, fajna historia! Tak, po takim czasie i tylu „odczytach” dziecko już zna na pamięć każdą linijkę. Ja też męczyłam rodziców okrutnie żeby wciąż mi czytali, że nauczyli mnie czytać gdy miałam niecałe 4 lata. Potem panie w przedszkolu wykorzystywały mnie do czytania innym dzieciom, a same popijały kawkę na zapleczu. 😀

    Polubienie

      1. Wtedy jakoś o tym nie myślałam. Cieszyłam się, że umiem czytać, ale nie zastanawiałam się nad innymi dziećmi. Dopiero po latach, mając własne dzieci stwierdziłam, że to jednak faktycznie bardzo szybko. Ale! Teraz ci powiem hit! Pierwsze zdanie powiedziałam w wieku… 8 miesięcy. Zawsze uważałam, że moja mama zmyśla, aż natknęłam się na moją książeczkę zdrowia i znalazłam adnotację lekarza „Dziecko, wiek 8 miesięcy powiedziało pierwsze wyraźne zdanie!!!” Tak, lekarz opatrzył to trzema wykrzyknikami 😀
        W sumie tak mi zostało to gadanie do dzisiaj…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s