emigracja · Przemyślenia

Polak Polakowi wilkiem

Słyszałam kiedyś taką anegdotkę od wujka, który wyemigrował do Irlandii, że jak spotyka się Polaka na obczyźnie, to należy uciekać jak najdalej, bo taki to cię tylko wykorzysta. Wtedy patrzyłam na wujka z kpiącym uśmiechem, no bo jak to, to przecież Nasi, jak mogą nam źle życzyć? Będąc w Australii sama wiem, że na język polski słyszany gdzieś w autobusie czy na ulicy reaguję pozytywnie i trzymam kciuki za tych ludzi, żeby im się w Australii udało. Ale w ogólnym rozrachunku, to wujek jednak miał rację.

Moje pierwsze spotkanie z Polakami w Australii nastąpiło w Internecie- na facebookowej grupie, gdzie ludzie dzielą się wiedzą, zadają pytania, szukają rekomendacji, pomocy, oferują swoje rękodzieła i tak dalej. Sama należę do dwóch takich grup- Polacy w Sydney i Kulturalni Polacy w Sydney. I nazwa tej drugiej grupy mówi nam od razu, że na pierwszym forum odstawiały się takie cyrki, że aż trzeba było założyć drugie, trochę bradziej regulowane przez admina forum, na którym Polacy rozmawialiby ze sobą jak ludzie.

Mimo że pierwsza grupa facebookowa obfituje w pełne jadu posty, to i tak śledzę ją z ciekawością. To chyba jakaś forma telewizyjnego ”Dlaczego ja” czy jak to tam się teraz nazywa i gdy ją czytam, to często mam wrażenie, że to jakaś komedia i często zastanawiam się, czy leci z nami admin : ) Pomimo tylu tysięcy kilometrów, jakie dzielą nas od ojczyzny, Polacy na swoim australijskim forum kłócą się o katastrofę smoleńską. Ostatnio modne było dogryzanie sobie w związku z zakazem aborcji w Polsce- jedni wstawiali posty zapraszające do protestowania pod konsulatem, drudzy wyzywali tych pierwszych tak barwnymi epitetami, że nauczyłam się aż nowych przekleństw. Pojawiają się też posty z zapytaniem, gdzie można zrobić sobie fajny tatuaż i wtedy przeważająca część komentarzy dotyczyła tego, że pytający będzie wyglądać jak ścierwo, kiedy zrobi sobie tatuaż i lecą kolejne kwieciste epitety. Regularnie mamy też post od dobrodusznego rodaka, który przestrzega przed ,,takim a owakim panem, który go oszukał”, więc pisze post, leci po nazwiskach i przestrzega wszystkich ,,przed tą szumowiną”. Bardzo ciężko jest stwierdzić, który z panów ma w ogóle rację, bo w komentarzach trwa już w najlepsze gównoburza, kto tu jest tak naprawdę poszkodowany, kto łże, kto komu wisi pieniądze, kto na kogo doniósł itd. Do tego dochodzą posty oferujące pracę. Nie wiem dlaczego jest to zawsze tylko i wyłącznie: panie szukają osób do swoich firm sprzątających, panowie do firm malarskich/budowlanych, są jeszcze laski szukające osób do sklepów internetowych, albo czegoś w tym stylu. Zawsze, ale to zawsze oferują głodowe stawki, albo stawki nie podają, mając nadzieję, że jakiś frajer przyjdzie i już po prostu z bezsilności zostanie. Potem pod takimi ofertami pracy jest kolejna komentarzowa gównoburza, kto komu nie zapłacił, kto kogo oszukał i cyrk zaczyna się od początku. Najlepsze są jednak posty urażonych panów, którzy lubią sobie pomiauczeć jak to inny kolega ich wystawił w biznesie, naobiecywał złotych gruszek na wierzbie i zniknął, i postanawiają zniszczyc komuś opinię. Oczywiście każdy z osobników ma w zanadrzu zastępy rycerzy, którzy zdrowo nawalają się w komentarzach ku chwale swoich wodzów.

Zastanawia mnie, skąd jest w naszych rodakach tyle nienawiści do drugiego człowieka? Czy to chęć dorobienia się, czy to złośliwość? Panowie od firm budowlanych lubią mydlić oczy nowoprzyjezdnym, którzy mają wizy turystyczne (więc brak prawa do pracy) albo studenckie (ograniczona liczba godzin, które wolno przepracować) i za niskie stawki wykorzystują pracowników, po czym im nie płacą i straszą zgłoszeniem na policję, bo pracownik pracował mimo braku pozwolenia na pracę. To samo jest z paniami od sprzątania, które biorą określoną sumę za wysprzątany dom, a tobie płacą od godziny, najniższą stawkę jaką się tylko da. Ale i tak mistrzami są ci, którzy jak tylko podłapią, że komuś się wiedzie lepiej, że ktoś potrafił sobie dobrze coś zakombinować, to dzwonią z donosem do urzędu imigracyjnego i skarżą na cokolwiek- zmyślonego lub nie. Czy my jako naród w pierwszej kolejności lubimy się upewniać, czy nasz sąsiad aby na pewno nie ma lepiej niż my? Bo jak ma lepiej to katastrofa! Należy się postarać, żeby przywrócić naturalny porządek i sprowadzić sąsiada do parteru.

Teraz może wsadzę wszystkich do jednego wora, a z pewnością nie wszyscy są źli, ale z mojej obserwacji ci wrogo nastawieni rodacy to najczęściej osoby ze starszego pokolenia, czterdzieści lat i w górę, najczęściej osoby, które przyjechały tutaj, bo uciekały przed komuną i niekoniecznie chciały wyjeżdżać, były po prostu zmuszone. Może do tej pory nie mogą się z tym pogodzić, że musiały opuścić kraj, może ,,kombinowanie jak za komuny” zostało im we krwi, może próbują założyć w Australii swoją małą ojczyznę i również tu bronią naszych tradycji (narzekania) i religijnych wartości. Nie wiem, ale większość tych, których spotkałam była nastawiona na: dorobić się, wykorzystać, pocwaniaczyć, pouśmiechać się sztucznie i byle mi było wygodnie. Pokolenie młode, które tu spotkałam, jest na szczęście zupełnie inne. Może to dlatego, że są młodzi, jeszcze nie zgredowaci : ), jeszcze nie chcą narzekać, musieli się strasznie napracować, żeby dostać wizę (nie wiem jak było dawno temu, ale wiem, że od jakiegoś czasu wymagania i koszty wiz rosną i z roku na rok jest coraz ciężej), więc może oni bardziej doceniają to, że tu są. Może też po prostu chcą tu być, taki mieli cel, są najczęściej po studiach, w przeważającej części inżynierskich, znają języki, jest im łatwiej się zaadaptować do nowego środowiska. Może to wszystko sprawia, że nie mają ochoty kombinować jak tu się wzbogacić czyimś kosztem? Albo może po prostu nie mają jeszcze wiz stałego pobytu, więc nie czują się na tyle bezpiecznie, by kombinować?

Polacy zastanawiają się, czemu nie mogą się zjednoczyć w obliczu obecnego rządu, który działa nam na nerwy, czemu nie potrafią sobie czegoś wywalczyć, zmienić kraju na lepsze, pójść w kierunku rozwoju zamiast wzajemnych walk i cyrku w sejmie. Ale nie potrafimy tego zrobić nawet w ,,dobrych” warunkach, jakie oferuje Australia. Polacy w jakiś masochistyczny sposób upodobali sobie swoje męczennictwo, upajają się martyrologiczną historią naszego kraju, zamiast skupić się na zwycięstwach jakie odnieśliśmy, jesteśmy cały czas podzieleni. Sprawdzamy, czy aby sąsiad na pewno nie ma lepiej niż my. Kiedy strajkuje jakakolwiek grupa zawodowa, to mówimy, że im się w dupach poprzewracało, bo śmią czegoś więcej żądać, zamiast do nich dołączyć, by wspólnie wywalczyć coś dla nich i dla siebie. Lubimy też narzekać, ale zamiast rozwiązywać problem, po prostu upajamy się tym, jak jest nam źle. Nawet dzieci w szkole mają jakiś taki dziwny nawyk do narzekania i marudzenia, a mówienie o swoich sukcesach jest odbierane jako snobizm. Lepiej jest przytaknąć, że też ci nic nie wychodzi, a wtedy otrzymasz akceptację grupy- przynajmniej taki proceder działał we wszystkich szkołach, do których ja chodziłam. Tak samo było z grupą czterdziestoletnich studentów angielskiego, których jedyną opcją zaczepienia się w Australii było uczenie się języka. Jeden z nich znalazł stałą pracę i został tu na stałe, reszta klepiąc się po plecach, wsiadała wspólnie do samolotu powrotnego, dumna, że poszli na dno razem, i przeklinali tego zdrajcę, który na pewno wchodzi do d.. swojemu szefowi i tylko dlatego mu się udało zostać.

Moja nauczycielka polskiego z liceum mówiła, że kiedy spotykają się za granicą Żydzi, to wspierają się i powstaje np Holywood, ale jeśli Polacy spotykają się za granicą, to od razu myślą o stu sposobach, jak wykopać dołek pod sobą nawzajem. Czy naprawdę tak jest?

15 myśli na temat “Polak Polakowi wilkiem

  1. Z ciekawością przeczytałem ten post, bo o wielu opisywanych sprawach nie wiedziałem. Też w latach 1970-75 przymierzałem się do Australii, ale wynikało to z przypadkowej sytuacji … mój kolega z liceum, skorzystał z wymiany międzyuczelnianej i po kilku latach próbował mnie ściągnąć. Może się mylę, ale myślę , że te dramatyczne opisy o „Polakach za granicą” dotyczą właśnie tych, którzy chcieli tam się dostać, a nie tych, których tam ściągano. Podejrzewam też, że inaczej kształtowało się środowisko polonijne, gdy nie było jeszcze Internetu. Na ogół jednak to co piszesz pokrywa się z teraźniejszymi opiniami tamtejszych Polaków … może więc taka jest nasza cecha narodowa.
    Druga sprawa to Internet, mam trzy konta na szajsbuku (Fb) mimo, że żadnego z nich nie zakładałem. 😀 Przez kilka miesięcy na jednym z tych kont testowałem, ale wnioski były niezachęcające, no i nie zawracam sobie tym głowy.

    Polubienie

    1. Mnie w sumie dziwi ten jad na facebookowym forum. Zrozumiałabym go bardziej, gdyby ci ludzie pisali pod jakimiś pseudonimami i po prostu przychodzili tam się wyżyć i poubliżać anonimowo innym użytkownikom. Ale oni te swoje komentarze podpisują imieniem i nazwiskiem, jeszcze ze zdjęciem swojej twarzy. Jakby byli, bo ja wiem, dumni, albo przekonani, że dobrze komuś dogadali?
      Moje Iranki z pracy też stwierdziły, że ich rodacy nie trzymają się razem. Z kolei Filipińczycy patrzyli na nas jak na ufoludki i nie rozumieli, jakim cudem rodacy nie trzymają się razem i się nie wspierają. Więc może to faktycznie cecha narodowa? Tylko nie wiem dlaczego jedne narodowości ją mają, a inne nie.

      Polubienie

      1. Z psychologicznego punktu widzenia taka możliwość publicznego wyżywania się na kimś z nadzieją, że nie wywoła to kontaktu „face to face” jest dobrym odreagowaniem dla osobników nie zrówoważonych i zaburzonych psychospołecznie. Mam nadzieję, że to się jakoś unormuje, bo już widać, że polityczna cenzura działa i skutecznie eliminuje niepożądane politycznie treści. 😒
        Mnie taka agresja w sieci nie dziwi, bo większy problem widzę w nadmiarze informacji fałszywych, albo nie sprawdzonych do końca. W końcu Lem miał rację podobno pisząc, że: „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”. 😀

        Polubienie

  2. Wiesz, podejrzewam że mamy to zapisane w genach i to nie tylko Polaków za granicą dotyczy. W mojej ostatniej firmie miałem sporo „życzliwych” kolegów, którzy tylko czekali aż komuś sie noga powinie, albo w tym wręcz pomagali np. niby w żartach mówiąc przy dyrekcji o tym czy o drugim o kilka słów za dużo… Spotkałem w swoim życiu tylu złych ludzi, że po prostu przestałem ufać…

    Polubienie

    1. Takie zdradzieckie szuje z pracy są najgorsze. Niby wszyscy tyracie dla tego samego wyzyskującego was szefa, albo jeśli firma jest dobra, to po prostu współpracujecie, żeby przynieść firmie więcej zysków, a tu nagle znajdzie się taki dorobkiewicz, który myśli, że jak umniejszy innych, to nagle sam zostanie wywyższony. A jak szef takiemu ufa, to już jest w ogóle super… Może mamy w genach bardziej donosicielstwo? Albo nie w geanch, tylko nas ruscy tak przemodelowali?

      Polubienie

      1. Takich niestety jest sporo. Niby udają Twoich kolegów, ale czekają choćby na najmniejsze potkniecie. Ludzie za złotówkę więcej za godzinę są w stanie własna matkę sprzedać… Smutne, ale prawdziwe…

        Polubienie

  3. „spotkać Polaka za granicą”…
    z własnych doświadczeń wiem, że nie ma tu żadnych prawidłowości… były akcje złe, były dobre… długo by opowiadać o takich, czy innych przypadkach… od dawna wiem, że najlepiej trzymać umysł „nie wiem”, nie oceniać nikogo zawczasu, nie słuchać stereotypów, być otwartym na to, co może się zdarzyć i być czujnym, aczkolwiek na pełnym luzie, bez napinania się… co prawda jakoś tak poszło, że lepsze /statystycznie sumując/ relacje miewałem np. z Peruwiańczykami, niż z Polakami, ale to nie jest żadna podstawa do wyciągania żadnych zbyt daleko idących wniosków… nie ma sensu zastanawiać się w jakiej nacji jest więcej ciulów, a w jakiej mniej… to strata czasu i tworzenie sobie problemów z niczego… ważne jest to, co jest i lepiej skupić się na tym, jakie to coś jest, a nie jak to sobie wymyśliliśmy…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    1. To prawda, że w każdej nacji znajdą się i złoci ludzie i jakieś paskudy. Problem z Polakami chyba jest taki, że od własnego rodaka oczekujemy, że wyciągnie do nas rękę, bo w końcu to swój gość, coś nas łączy- język, historia. W sumie może nie jest to do końca sprawiedliwe, że traktujemy taką osobę jak ”rodzinę” i oczekujemy bezinteresonej pomocy, bo przecież ten Polak zna nas tak samo mało jak ten Włoch czy Peruwiańczyk. Jednak mimo wszystko, Polacy są niestety rzadziej mili niż ten Włoch cz y Peruwiańczyk. Może jesteśmy jakoś bardziej nastawieni na ,,muszę przetrwać, bo nie przyjechałem się tu bawić”, albo mamy wpojoną jaką delikaną zawiść, dlatego niechętnie dzielimy się z innymi?
      Ja staram się nie podchodzić z pazurkami do nowopoznanych Polaków, bo to od razu wywołałoby nieprzyjemności na samym początku. Jednak ci młodsi budza we mnie trochę większe zaufanie, co wynika z moich doświadczeń. Mam nadzieję, że niedługo spotkam mnóstwo dobrych starszych Polaków i dzięki nim zmienię zdanie.

      Polubienie

  4. Mieszkam od 37 lat w USA i musze powiedziec ze mam dokladnie takie samo zdanie o tutejszych Polakach. Nie znam innej grupy narodosciowej o tak wzajemnie nieprzychylnych stosunkach. Niestety wszystko wynika z zawisci a takze jakims wrodzonym wirusie „moja racja”.
    W moim miescie polonia nie jest liczna a i tak bardzo podzielona na malenkie grupki zaprzyjaznionych ze soba a unikajaca reszte. Co jest rownie charakterystycznym to mania obgadywania innych i obserwowania kto co i ile ma? To jest tym bardziej dziwne ze kazdy jeden zyje w dobrej materialnej sytuacji i mniej wiecej rownej wiec nie ma czego zazdroscic.
    Zlozylo sie tak iz duzy naplyw polskiej emigracji mial miejsce wtedy gdy i my tu przybylismy – bylo to wiele mlodych rodzin z malymi dziecmi. Wtedy istnialo wiecej wzajemnych kontaktow, ogolnej przyjazni, pomocy i porad, nawet istnial polski klub, istnialy wspolne pikniki, Sylwestry, itp. Ani sie ogladnelismy wszystko sie zmienilo i rozlecialo, kazdy poszedl w swoja strone i za swoimi interesami, jakby nie mozna pogodzic jednego z drugim. Najbardziej odrzucila mnie zazdrosc i obgadywanie i to spowodowalo iz od dawna nie utrzymuje kontaktow z tymi ludzmi. Smutne ale prawdziwe tym bardziej ze, jak wspomnialam, nie widze tego wsrod innych nacji. Dodam iz nie jestem wyjatkiem – znam inne polskie rodziny ktore przyjaznia sie jedynie z amerykaninami, podobnie do nas.
    Mocno pozdrawiam dodajac zyczenia bys byla zadowolona z miejsca w ktorym jestes.

    Polubienie

    1. To smutne, że zaczęło się tak dobrze, a potem skończyło na podzielonej Polonii, która rozbiła się na jakieś wrogie klany. Może na początku każdy skupił się na tym, żeby się zadomowić, poradzić sobie, odnaleźć w nowej rzeczywistości, albo zachłysnęli się ,,lepszym światem”, potem może nadeszła szara rzeczywistość i obudziła się jakaś zawiść ,,dlaczego on ma tyle samo co ja, a nie musiał tak ciężko pracować”? Nie chcę myśleć, że na początku ludzie trzymali się ze sobą, bo mieli w tym interes, żeby zdobywać od innych cenne informacje, co należy robić na obcej ziemi, żeby się dorobić. Aż tak źle o Polakach nie myślę.
      Dziękuję za życzenia, jak na razie jestem zadowolona z Australii, teraz mam nadzieję, że Australia będzie zadowolona ze mnie i pozwoli mi tu zostać.

      Polubienie

  5. To chyba prawda, niestety, bo w kółko o tym słyszę od różnych Polaków z różnych części świata. Moja mama ponad 20 lat mieszka w Stanach i czasami opowiada mi o takich przypadkach. Według niej najgorsze jest to, że ci ludzie nie robią/mówią tego wprost, tylko działają po cichu, udając twoich przyjaciół. Z moją mamą w bloku mieszka Polka, która jest tam nawet dłużej niż mama. Ich relacje wykroczyły poza sąsiedzkie, bo wpadały do siebie na kawę, robiły razem zakupy itd. Kiedyś mama poskarżyła się jej, że posadzka na balkonie jest źle wykończona i można się na niej przewrócić. Wtedy ta sąsiadka poradziła mamie, żeby zamówiła ekipę, która położy jej nową nawierzchnię, a administrator budynku może jeszcze zwróci za to część pieniędzy. Mama tak zrobiła i gdy prace się już kończyły, okazało się, że nie wolno wykonywać samodzielnie takich prac, i kazano mamie zerwać nowe kafle i jeszcze zapłacić karę. Na szczęście mama przyjaźni się z taką panią adwokat, właśnie od takich spraw i wygrała. Po jakimś czasie zapytała panią w sekretariacie administracji, skąd wiedzieli że robi remont balkonu. Pani stwierdziła, że nie może ujawnić, ale pokaże mamie szybko numer telefonu, z którego ktoś o tym doniósł. No, i oczywiście był to numer tej sąsiadki/koleżanki. Nie dosyć, że wiedziała, że to niedozwolone, to jeszcze czekała z doniesieniem do końca prac… Także, tego. Mama była w lekkim szoku.
    Ja wiem, że są specyficzne sytuacje, które mogą skłonić ludzi do określonych zachowań. Jednak uważam, że tutaj przede wszystkim liczy się charakter człowieka. Jeśli ktoś jest wredny i zawistny to będzie wredny i zawistny, w kraju, czy za granicą, teraz, czy za dwadzieścia lat.
    Ja z kolei, gdy słyszę polski język za granicą, to wyłącznie bluzgi. Wstydzę się przyznawać, że to mój rodak, i odsuwam się jak najdalej 😀

    Polubienie

    1. Myślę, że Australia jest tak daleko, że tutaj już coraz rzadziej docierają dorobkiewicze, bo im się to mniej opłaca niż Wielka Brytania czy Niemcy, więc na szczęście kiedy słuszę polski język, to bardzo rzadko są to przekleństwa (chyba, że już całą swoją moc przekleństw POlacy przelewają na to nieszczęsne facebookowe forum, więc na wyklinanie w realu nie starcza im sił).
      Nie rozumiem takich ludzi, którzy na codzień normalnie z tobą rozmawiają, przymilają się, radzą, rozmawiają, a potem cichaczem donoszą, dają złe rady, zbierają informacje, które potem przekazują kolejnej koleżance. Bycie takim podwójnym szpiegiem musi być strasznie meczące, że też tym ludziom się to nie nudzi, albo że ich to nie męczy, to jestem naprawdę pełna podziwu.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Dlatego fejsbuczkowe grupy jadem kipiące omijam szerokim łukiem. Ludzi lubię, ale zawieram z nimi znajomości na moich zasadach. No i marzę o wyprowadzeniu się w zaciszne miejsce gdzie będę się resetować odpoczywać i gdzie nie będę musiała się zastanawiać dlaczego ludzie mają jeden cel – DOKOPAĆ INNEMU

    Polubienie

    1. I to jest pewnie zdrowe podejście, które nie jedno zdrowie psychiczne by uratowało. Internetowe żmije najczęściej sycą się tym, że można się z kimś poużerać online. A ,,normalni” na tym cierpią.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s