Przemyślenia · Z życia wzięte

Sprawy łóżkowe

Ostatnio trafiłam na czwarty z kolei artykuł mówiący o tym, że młodsze pokolenia uprawiają coraz mniej seksu. Niby starsi cały czas nam zarzucają, że tylko seks nam w głowie, reklamy telewizyjne próbują wszystko sprzedać seksem, młodsze pokolenie ma luźniejsze podejście do seksu przed ślubem i przygód na jedną noc, rozmawiamy o LGBT, kolorowe pisemka są pełne łóżkowych trików, seks jest wszechobecny, a mimo to niejeden artykuł w prasie mówi mi, że młodzi uprawiają mniej seksu niż ich rodzice za młodu. To samo było z wynikami ankietki po pandemii koronawirusa, kiedy Onetowi wyszło, że Polacy drastycznie stracili zainteresowanie tym, co dzieje się w łóżku. Wszyscy spodziewali się, że lockdowny przyczynią się do większej dzietności, bo ludzie z nudów będą się wiecznie orać, ale jednak ta wersja się nie sprawdziła. Nieraz rozmawiam też ze znajomymi i o ile w gimnazjum i liceum wszyscy mieliśmy ciśnienie na rozmawianie o seksie i kozaczenie w tym temacie, tak teraz ludzie stracili zainteresowanie, wiele osób z seksu zrezygnowało, kolejna grupa nie ma na niego czasu, a reszta jest nim rozczarowana. Jako że sama mam seks w głębokim poważaniu, zaczęłam się zastanawiać, gdzie może leżeć przyczyna? I czy jest to normalne?

Większość źródeł, które pobieżnie przewertowałam, obwinia za obecny stan rzeczy przede wszystkim problemy psychiczne i emocjonalne obecnych młodych dorosłych. Bardzo się z tym zgodzę, bo mimo, że poprzednie pokolenia wcale też nie miały lekko, to nasze pokolenie ma za dużo zrąbanych dziedzin życia na raz- i ten stres jest długotrwały, na co człowiek z ewolucyjnego punktu widzenia nie jest odporny. Jemy beznadziejne jedzenie, nasza praca często jest tak daleko od domu, że jedziemy tam godzinę, kolejną godzinę wracamy, coraz więcej pracodawców zaczyna uprawiać nowoczesne niewolnictwo i wymaga obowiązkowych nadgodzin- dni znikają w tempie ekspresowym. Dodatkowo, nie ważne ile byśmy pracowali, mieszkania z tego raczej nie kupimy, chyba że na kredyt, którego raty będą cały czas szybować w górę. I jesteśmy teraz pod większą presją tego, że absolutnie musimy osiągnąć życiowy sukces (oczywiście zdefiniowany wysokością zarobków, udanym życiem towarzyskim, poziomem naszej spontaniczności, pozycją w pracy, wakacjami, na które jedziemy i ładnymi zdjęciami, które wrzucamy do mediów społecznościowych). Mam poczucie, że pokolenie mojej mamy nie miało takiej presji (bo nie miało mediów społecznościowych i nie porównywało się tak obsesyjnie do rówieśników z całego globu, plus dla nich presja była jedna- założyć rodzinę i ją utrzymać- koniec wymagań). Uważam, że o dziwo obecne pokolenie żyje z rosnącym poziomem lęku, bierze leki na depresję lub chodzi do psychoterapeuty (może mamy słabszą psychikę niż poprzednie pokolenia, nie wiem), nie dosypiamy- a stres i leki rozwalają skutecznie jakiekolwiek chęci na seks.

Jednak najbardziej z tych wszystkich powodów przekonał mnie argument, że obecni młodzi dorośli mają za dużo bodźców, które codziennie ich atakują- informacje, newsy, media społecznościowe, przeglądanie zdjęć, tysiące reklam, blogi, artukuły, wszystkie interaktywne rzeczy w pracy i tak dalej. I w tym samym tonie rozprasza nas technologia, z którą odpoczywamy po pracy. Szczerze powiedziawszy bardzo się identyfikuję z odpowiedziami z jeszcze innej ankietki, którą znalazłam, gdzie połowa kobiet była gotowa zrezygnować prędzej z seksu niż z czekolady, a w innej ankietce połowa ludzi wolała porzucić seks niż media społecznościowe. Obawiam się, że to właśnie na tym wyłożyły sie osoby, które prorokowały, że podczas pandemii ludzie z nudów nie będą wychodzić z łóżka. Właśnie nieprawda- mamy teraz tak wiele innych, często ciekawszych i bardziej angażujących rozrywek, że seks niestety z nimi przegrywa. Nie dziwi mnie, że oglądanie filmu, czytanie książki, rysowanie, czy granie w gry okazuje się łatwiejsze niż zbliżenia seksualne. Przy seksie muszę się wykazać, ruszać, męczyć fizycznie, muszę się zasapać- łatwiej usiąść na kanapie i włączyć film- przecież i tak cały dzień siedzę, wtedy skakanie podczas seksu wiąże się z nieprzyjemnym bólem mięśni po całym dniu w zastygniętej pozycji. Osobiście uważam, że jest tak mnóstwo innych ciekawych rzeczy do roboty, że po całym dniu pracy, szukania ciekawostek w Internecie, uczenia się języka, zajęciach na mojej rurze i kole, nie ma zwyczajnie czasu na coś tak mało atrakcyjnego jak seks. Wolę ten czas spożytkować w fajniejszy sposób. Podobnie wypowiada się spora część moich rówieśników i znajomych- szczątkowe chwile czasu wolnego idą na rozmowę z partnerem, wspólne wyjścia i hobby, ewentualnie dokształacanie się. Seks jest na końcu listy priorytetów. Bo nie da się z niego wycisnąć aż tak dużo zaspokojenia i samozadowolenia jak z treningu, dobrej książki czy wyjścia do restauracji.

Niby mamy teraz Tindera i luźne podejście do przygód na jedną noc. Umówienie się na seks jest banalnie proste, rzadko piętnowane, szczególnie w dużym mieście. Ale z drugiej strony jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do rozmów internetowych, że spotykanie ludzi twarzą w twarz przestało być naszą mocną stroną. Wiele osób nie lubi nawet rozmawiać przez telefon i starają sie pisać jedynie wiadomości. Nie mówiąc już o spotykaniu człowieka twarzą w twarz- to aż przeraża. Zdziczeliśmy. To samo dzieje się też w Azji, gdzie w społeczeństwach rozwiniętych niby chodzimy po zatłoczonym mieście, ale czujemy się anonimowo, po czym chowamy się w swojej dziupli i kontaktujemy się z ludźmi tylko przez komputer czy telefon- umawiając się na wspólne gry, czaty, wysyłanie zdjęć. Azjaci często też wspominają, że seks i związki ich nie interesują, bo roszczenia i rządania, które mogą ich spotkać ze strony partnera są zbyt przerażające i wolą nie stawiać im czoła- za dużo z tym zachodu. Po co ryzykować, że partner okaże nam rozczarownie- to kolejny cios w naszą i tak słabą psychikę.

W dobie, kiedy nauczyliśmy się odmawiać seksu, gdy nie mamy ochoty i kiedy wiemy wiele na temat chorób i zabezpieczeń, i kiedy seks nie jest już tabu, nagle nie kręci nas aż tak bardzo jak wcześniej. Może właśnie dlatego, że nie jest już taki zakazany, stracił swoją tajemniczość i nikogo nie rajcuje już jego potajemne uprawianie. Kolejnym argumentem, który widziałam w artykule i który udało mi się zweryfikować wśród znajomych było to, że nasza grupa wiekowa sukcesywnie rezygnuje z różnych zachowań ryzykownych- przestaje dużo chlać, rezygnuje z przygodnego seksu- bo nigdy nie wiadomo, jaką chorobę można złapać przy okazji. Plus poczucie lęku społecznego nie sprzyja aktywności seksualnej. Wiele ludzi, szczególnie kobiet, przeżywa też stany depresyjne ze względu na swój nieidealny wygląd, i na domiar złego uważa, że seks też powinien być taki idealny jak z okładki magazynu. Panowie z kolei chcą idealnego seksu jak z filmu. A prawdziwy seks taki nie jest, więc okrutnie rozczarowuje (mam obsesję na punkcie tego, by seks był idealny i wkurzają mnie wszelkie odstępstwa, więc łatwiej z niego zrezygnować niż denerwować się, że znowu dzisiaj krzywo wyszło). Ja bym jeszcze dodała, że wszechobecnie krzyczące feministki neutralizują chęć panów do flirtu i poznawania pań, bo każdy teraz się boi być posądzony o nagabywanie i narzucanie się kobietom. Przynajmniej to obserwuję wśród pracowników w Australii- panowie często boją się żartować na pewne tematy, bo panie potrafią być przewrażliwione i z byle pierdołą latać do działu zarządzania zasobami ludzkimi w pracy, by zgłosić mobbing. Uważam, że nie interesuje nas seks, bo nie potrafimy się wyluzować- mamy problem z żartami, mamy depresję, nie lubimy swojego wyglądu i źle znosimy presję społeczną, że mamy być idealni, świetnie zarabiać, wrzucać do neta zdjęcia z wakacji, spontanicznych weekendów, mieć wspaniałe stanowisko w pracy, aranżować ślicznie nasze własne kupione mieszkanie i odnosić same sukcesy.

I skoro już wspomniałam o kobietach, to mimo tych wszystkich przemian w naszym postrzeganiu i mówieniu o seksie, to nadal kobiety godzą się na bolesny seks i bardzo często udają (co zdarza się też coraz częściej i panom). Czemu godzimy się na bolesny seks? Bo panie od pokoleń są uczone, że nasze potrzeby są na trzecim miejscu, zaraz za potrzebami męża i dzieci. Bo kobieta ma się poświęcać, bo kobieta ma się dopasować- tyle pokoleń kobiet grało przed nami, dlatego i my gramy- mamy to w genach. To jakieś pole morfogenetyczne, które niesiemy ze sobą w przyszłość. Poza tym, czy nie uczymy kobiet, że wszystko, co związane z naszą seksualnością boli i to ,,normalne”? Okres- boli, pierwszy raz- boli, rodzenie dzieci- boli. Dlaczego seks miałby być inny- skoro boli, to wpasowywuje się w inne aktywności związene z seksualnością- wszystko pasuje. Ponadto, kobiety chcą zadowolić partnerów, seks nie jest dla nich aż tak śmiertelnie ważną kwestią honoru jak dla panów, więc jak jest kiepski, to trudno- mi na przykład nie zależy, doznania są mało istotne, bo wymagają włożenia więcej wysiłku niż ich efekt końcowy jest warty. Najbardziej mnie interesuje, czy mój partner jest zadowolony, bo jestem przyzwyczajona, że moje ciało nie działa w ten sposób co trzeba, więc nawet nie chce mi się na siłę ,,gonić tego orgazmu”. Za dużo z tym zachodu. Uważam, że problemy z seksem naszego pokolenia to też głównie problemy z hormonami (które teraz ma masa ludzi), problemy z jelitami i trawieniem/wypróżnianiem (które ma jeszcze większa masa ludzi), napięcia mięśni (a dno miednicy uwielbia kumulować w sobie stres, jaki codziennie przeżywamy, i nienawidzi tego, że cały czas siedzimy i naciskamy na to wszystko- dno miednicy wolałoby spacer)- dlatego trudno cieszyć się czymkolwiek tam na dole, kiedy wszystko jest skrępowane zaciśniętymi mięśniami.

Moje osobiste podejście do seksu jest raczej negatywne. Prawdopodobnie wynika z moich wczesnych doświadczeń, kiedy partner wiecznie chciał się macać i bawić, mi się nudziło, bolało, ale przecież trzeba było odgrywać swoją rolę- bo wszyscy tak robią. Seks mnie zdecydowanie nudzi, i męczy fizycznie. Szczególnie, że mój partner ubzdurał sobie, że im dłużej, tym lepiej. Ja wolałabym załatwić to w 5 minut. Orgazm taki sam, a nie tracę na docieranie do finału tak dużo czasu- dla mnie liczy się efekt, dla mojego partnera niestety droga. Jeszcze gorzej, że partner miesza emocje do seksu- dla mnie to czynność czysto fizjologiczna- opiera się na instynkcie, pożądaniu i byciu podjaranym władzą czy siłą, nie ma za to nic wspólnego z miłością czy delikatnością, jest mechaniczny, a nie jakiś wiotki i uroczy, eteryczny, emocjonalny. Seks to seks, a nie jakieś wzniosłe przeżycia duchowe. Chciałabym, żeby mój partner zrozumiał, że dla mnie seks jest dobry, kiedy uda mi się dobrze odegrać swoją rolę i jeśli patrzyłabym na siebie z boku, mogłabym być zadowolona ze swojej prezencji- wtedy zajęcie jest odhaczone jako sukces. Mój partner niestety na siłę próbuje mnie nauczyć pojmowania seksu w jego sposób- jako jakieś magiczne zespolenie, w totalnie spontanicznej chwili pełnej autentyczności. Trawającej godzinę ; ) Boziu. Wierzę w znaki zodiaku- mój znak jest opisywany jako ten, który jest gorący na zewnątrz i lubiący emanować seksualnością, ale za to jest to znak, który w środku jest zimny jak lód (i nie jest zainteresowany kończeniem gorących rozmów czy podchodów w łóżku, bo nie czuje pożądania). Dosyć rozczarowujące połączenie, ale prawda jest taka, że na seks wzruszam ramionami.

Nie oramy się z partnerem już od roku, a może i dłużej, bo na tyle mnie to nie obchodzi, że przestałam liczyć. To chyba mój najlepszy rok w życiu- święty spokój, mogę się wyspać, żaden mięsień nie ma zakwasów, mogę ten czas spożytkować na ważniejsze i ciekawsze rzeczy, nie oglądam sufitu albo poduszki przez godzinę dziennie, oszczędzam energię na inną formę ćwiczeń. Niestety będzie trzeba wrócić na dawne tory, bo partnerowi nie do końca to odpowiada, a brak seksu w związku nie jest normalny czy zdrowy- ciężko byłoby znaleźć osobę, która byłaby nim równie niezainteresowana co ja (chociaż może się mylę, skoro strony internetowe mówią, że milenialsi rzucili seks w kąt). Poza tym, mój facet na tyle mi pasuje i jest na tyle ważny, że mogę się do niego dopasować w tej kwestii. Uważam, że brak seksu wyklucza ważną strefę przywiązania, która buduje sie między partnerami. Jedyny problem jest taki, że rozleniwiłam się podczas tego roku i ciężko jest teraz wrócić do dawnego udawania. Wygodnie mi z brakiem seksu. Poza tym, już się odzwyczaiłam i teraz nieswojo się czuję, kiedy pomyślę o tym, jak w ogóle trzeba się wtedy zachowywać. Chyba po tak długiej przerwie trzeba się tego uczyć od nowa…

54 myśli na temat “Sprawy łóżkowe

  1. Z każdym Twoim słowem na temat przyczyn braku zainteresowania seksem wśród dzisiejszych młodych się zgodzę. Do mnie chyba najbardziej przemawia to przebodźcowanie i nadmiar rzeczy na głowie, na seks po prostu już nie ma siły ani ochoty gdy jesteśmy przytłoczeni wszystkim innym. Smutne, bo to co wydawałoby się być zespoleniem ciał i formą najczystszego zbliżenia przestaje mieć znaczenie. Nigdy na moim blogu otwarcie nie piszę o takich sprawach, ale myślę że już trochę się „znamy”. W moim związku jest odwrotnie, to mąż nie jest zbyt zainteresowany seksem, a ja potrzebuję tego zbliżenia bardziej pod względem emocjonalnym, nie cielesnym. Wtedy czuję, że jesteśmy blisko, że wszystko toczy się tak jak w związku powinno. On od początku traktował seks jako czynność, którą nie ma co zaprzątać sobie głowy, nie ma co o niej rozmawiać. Przez to dochodziło do wielu konfliktów, gróźb, podejrzeń o niekochanie, o brak pociągu do mojej osoby i tak dalej. Często czułam się przez to mniej wartościowa, nieatrakcyjna, miałam mętlik w głowie, bo nigdy wcześniej w żadnym ze związków nie było takiego chłodu w łóżku jak w moim małżeństwie. Poza tym wszystko hula, o dziwo. W końcu, po latach tej łóżkowej batalii dałam mężowi wolność w tym temacie. Seks jest wtedy kiedy on chce, zazwyczaj raz, dwa w miesiącu, a ja po prostu biorę to co mi daje. Po wielu rozmowach wiem już, że to nie we mnie jest problem, nie w mojej atrakcyjności, czy jej braku. Myślę, że ten brak zainteresowania seksem u męża wiąże się z tym wszystkim o czym piszesz, presja społeczna, zbyt dużo bodźców, obowiązków, spraw, wyścig szczurów w tym jego korpo. Pewne sprawy trzeba zaakceptować i czasem po prostu odpuścić. Wtedy żyje się lepiej, szczęśliwiej.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Jak najbardziej zgodzę się z thm, że poprzez zbliżenia pokazujemy drugiej osobie, że ze związkiem jest wszystko w porządku, akceptacja osiąga najwyższy poziom, a my czujemy się chciani. Chyba mieliśmy podobne konflikty z partnerem jak u Ciebie w związku- takie podejrzenia, że ta druga osoba jednak nas nie lubi, albo robimy coś nie tak, jesteśmy niewystarczający, nie podobamy się. Najgorzej jest, gdy partnerzy mają bardzo odmienne potrzeby, ich częstotliwość, albo nagle zmieniają drastycznie częstotliwość. Mam nadzieję, że i ja dojdę do ładu w tym temacie z moim facetem, bo mimo iż seks mi obojętny, to jest dla mnje sygnałem, że się podobam- a tego potrzebuję bardziej niż tego nieszczęsnego seksu ☺
      Myślę, że zaczynamy odpuszczać, kiedy dorosłe życie zupełnie nas wciągnie- bo wtedy musimy ogarniać za dużo rzeczy na raz.
      I dziękuję za tak obszerny komentarz, szczególnie, że uspokoił mnie, że może jednak nie jestem jakimś dziwakiem.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Ja tak samo myślałam, że u nas jest coś nie tak, przecież w innych związkach takie rzeczy nie mają miejsca, nawet proponowałam wizytę u seksuologa- bezskutecznie. Teraz chyba widzę więcej i wiem, że taka sytuacja ma miejsce w wielu normalnych zwiazkach i brak seksu, bądź jego rzadka częstotliwość nie oznacza braku miłości, czy relacji na skraju rozpadu. To tylko skutek stylu życia, jaki sami tworzymy, dzisiaj tak właśnie myślę.

        Polubione przez 1 osoba

  2. nie będę ukrywał, że lubię ten sport, mogę się obyć bez „drugs”, które wręcz mogą nie istnieć, bez rock’n’rolla też jakoś daję radę, ale bez „tematu bazowego” jest mi co najmniej niefajnie… mam nawet taką teorię, że mając pewne doświadczenia z owymi drugs zawsze zachowywałem umiar i nigdy nie wpadłem w żadne tarapaty, jak niektórzy znajomi, bo za bardzo kłóciło mi się to z seksem, który moim zdaniem najlepszy jest na trzeźwo… zaś kompatybilność w tej kwestii uważam za bazowy filar związku, a za fundament tego filaru dobrą komunikację… nie wyobrażam sobie bycia w tym związku z kobietą chorą na oziębłość…
    natomiast jakie są teraz tendencje światowe w tym temacie?… nie wiem, jakoś nigdy na tym nie skupiałem uwagi, ale jeśli to prawda, że ów sport obecnie jest mniej popularny, to chyba też bym upatrywał przyczyny we wspomnianym przebodźcowaniu, a u starszych dorzuciłbym jeszcze przemęczenie wyścigiem szczurów, w który się wpuszczają, kompletnie bez sensu zresztą… być może jeszcze jedną przyczyną jest robienie z seksu problemu, choć tu mam wątpliwości, bo ten problem robiono od zawsze…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

  3. Bardzo dobra, potrzebna i odważna notka. Szacun.
    Zgodzę się z Piotrem, który uważa, że sex to „bazowy filar związku, a za fundament tego filaru dobrą komunikację”, choć jeśli idzie o komunikację chyba mamy na myśli coś innego. Ja WIEM, że nie można wymagać od zadręczonej obowiązkami i umęczonej kobiety erotyzmu na miarę oczekiwań migającego się od obowiązków męża lub partnera. Na to, żeby być razem, także w łóżku, trzeba mieć siły. I chęć. Bo to nie jest sport. To dawanie sobie czasu i uwagi, nie tylko w łóżku, tam to jest finał, uwieńczenie całego dnia.
    Istnieje coś takiego, jak chemia, wzajemne przyciąganie, pomimo wszystkich i wszystkiego. I nie jest to żaden sentymentalny konstrukt. Spotkałam kogoś takiego raz w życiu i…spanikowałam. Byłam już mężatką, miałam dziecko, a poza tym rodzice, teściowie, przyjaciele…wszystkich byśmy zawiedli. Jaki finał? :)))) To oni WSZYSCY zawiedli mnie, bezdusznie i okrutnie. Spotkałam go, dziś już starszego pana, ale nie dla mnie 🙂 na pogrzebie wspólnej znajomej. Nic się nie zmieniło. Staliśmy na przeciwko siebie w kaplicy i patrzyliśmy na siebie nad trumną, jak kiedyś na imprezach, wyjazdach w góry. W sumie tragikomiczne, ale takie właśnie jest życie.

    Polubienie

    1. coś wyjaśnijmy: nie tyle sam seks uważam za filar, ale jak wspomniałem: kompatybilność… są pary złożone z ludzi wręcz aseksualnych, które seksu (prawie) nie praktykują, nie jest dla nich wcale ważny i one również mogą stworzyć udany, zarąbisty związek…
      kompatybilność nie ogranicza się jedynie do kwestii gustów, temperamentów, czy poziomu libido, ale obejmuje także samo podejście do seksu, jaką rolę ma on pełnić w w życiu i związku…
      a komunikacja?… to nie tylko samo gadanie, ale także, a może nawet bardziej dogadywanie się bez słów, wspólne wibracje, jak to się mawia „ta sama fala” nadawania i odbierania: patrzą ludzie na siebie i już wiedzą, o co im chodzi, niepotrzebna im werbalność…
      a co z ludźmi niekompatybilnymi seksualnie?… zawsze mogą zostać przyjaciółmi, to też jest sensowna relacja…
      p.jzns 🙂

      Polubienie

      1. Zdecydowanie kompatybilność jest tutaj najważniejsza. Niesttey świat tak jest ustawiony, że wszyscy wszystkim wmawiają, że seksu musi być dużo, często, i kilka razy pod rząd. I potem wszyscy próbują się do tego dopasować, zaczynają wierzyć w jakieś niestworzone historie, po czym próbują je powtórzyć w domowym zaciszu. Szczególnie uważam, że panowie są podatni na nabieranie się na takie historie (że wystarczy ,,dobry partner”, a z każdej kobiety zrobi się nimfomankę, bo wystarczy ją nauczyć, jakie to fajne, albo że każda laska uwielbia pięciogodzinny tantryczny seks- i próbując na siłę to odgrywać w domu, narażają się na jeszcze większe niezrozumienie ze strony swoich partnerek).
        Nie wiem jak to jest na portalach randkowych, ale powinni kazać użytkownikom uzupełniać ankietki na temat religii, poglądów, podziału obowiązku i preferencji seksualnych- żeby nikt nie tracił czasu na osobniki niekompatybilne : )
        Co do komunikacji- mam wrażenie, że przeceniamy jej zbawczą rolę. Na podstawie swojego doświadczenia i rozmów z koleżankami śmiało stwierdzam, że komunikacja nie działa aż tak bardzo jak nam się wydaje. Partnerzy bardzo opornie rezygnują ze swojej wizji, ciężko im wyperswadować, że np pięciogodzinny seks jest naprawdę koszmarem, bo to do nich nie trafia, najczęściej na roszczenia ,,nie lubię tego, proszę przestańmy tak robić” partnerzy reagują histerycznie- nie rozumieją jak można tego nie lubić, albo gryzie się to z miejską legendą, że przecież ,,wszystkie kobiety to ubóstwiają”. Mam wrażenie, że preferencje seksualne są jeszcze większym ogniskiem zapalnym niż religia i ludzie absolutnie nie są w stanie ich zmienić- i jeśli partner nie akceptuje ich w tej kwestii, to jest to conajmniej ujmą na ich honorze, powoduje ich ostry sprzeciw. Więc komunikacja w seksie według mnie nie ma wystarczającej mocy.

        Polubienie

    2. Szalenie podoba mi się to zdanie, że nie można wymagać od zmęczonej obowiązkami kobiety super erotyzmu, który będzie pasować do potrzeb jej migającego się od domowych obowiązków partnera!
      Może faktycznie istnieje chemia i wzajemne przyciąganie- miałam podobną sytuację i wybrałam inaczej- poszłam za nowym facetem świat. Facet okazał się beznadzieją i nie chcę się już tak w życiu mylić. Oczywiście inni mogą posoadać lepszą intuicję i wybierając nowego faceta, wybrać dobrze. U mnie nie zadziałało.
      Nigdy nie miałam okazji przetestować radnek online, ale może powinni dodać do nich taką ankietkę na temat poglądów odnośnie podziału obowiązków w domu, religii i spraw łóżkowych, żeby ludzie nie tracili czasu na niekompatybilne osoby- to by bardzo ułatwiło sprawę.

      Polubienie

      1. choć poznałem nieco kobiet przez net, z rozmaitym skutkiem zresztą, to paradoksalnie nigdy przez portale randkowe, jakoś nigdy mnie kręciły, tak więc nie mam doświadczeń z tymi portalami… ale tak mi się wydaje, że choć nieźle jest wstępnie coś wiedzieć o tej drugiej osobie, tak z grubsza, bazowe, szkicowe dane, choćby po to, żeby nie marnować czasu, to zbyt dokładna ankieta i wymiana takich ankiet chyba by zubożała i w efekcie psuła całą zabawę… w końcu dowiadywanie się, zbieranie informacji, interakcja wzajemna też jest tej zabawy jakimś elementem…
        poza tym jakież to informacje może zawierać np. podanie nazwy swojej religii, albo jej braku?… przecież to tylko etykietka, pod którą może kryć się prawie wszystko, bo różne bywa rozumienie tych etykietek…
        to już większą wartość może mieć informacja o gustach seksualnych, nie tylko na bazowym poziomie samej orientacji… ktoś np. pisze „lubię tak, ale nie lubię tak”… inna sprawa, że efekt może być zabawny, choćby np. „ahaaa, tak nie lubisz? to ja cię do tego przekonam” i już jest jakieś zahaczenie do dalszej rozmowy 🙂
        a gusta łóżkowe bywają zmienne, bo to, co z jedną/ym partnerką/em było niefajne, z drugą/im bywa super pomysłem…

        czy jest coś takiego, jak „chemia”?… nie wiem, bo nie używam takiego słowa w tych sprawach… ale jeśli ma ono oznaczać jakąś intuicję, wyczuwanie wzajemne wibracji, tej „wspólnej fali”, o której wspomniałem, to jak najbardziej istnieje, z tym, że nie każda/y rozumie język własnej intuicji i gdy coś pójdzie nie tak, to wtedy się wszystko zwala na nią, jakoby była omylna… a to nieprawda, bo to my bywamy omylni w odczytywaniu jej komunikatów…

        Polubienie

        1. Szczerze to wolałabym szczegółową ankietę na portalu randkowym, nie jara mnie zdobywanie informacji-faktów. Zdobywanie informacji o charakterze tak, ale podstawowe fakty o podziale obowiązków, religii i łóżku- nie, bo w tych kwestiach niektóre odpowiedzi są dla mnie tak bardzo nie do zaakceptowania, że szkoda by mi było przywiązywać się do niekompatybilnej osoby.
          Jakoś nie mogę pojąć tego, że gusta łóżkowe są zmienne- traktuję to jak jedzenie- majonez lubię i koniec, to samo spaghetti- chyba, że ktoś je źle przygotuje, ale ogólnie wiem, że je lubię. Nie lubię flaczków- i tu nawet djak ktoś je super przygotuje, to i tak odpadają 😃
          Wracając do tej ankietki- religia to jest bardzo dobra etykietka, bo o ile jak mi ktoś powie, że jest chrześcijaninem, go mi to nic nie mówi, ale jak mi powie, że jest głęboko wierzący, albo praktykujący, no to małżeństwa z tego z mojej strony nie będzie. Pozabijalibyśmy się przy okazji dzieci, bo nikomu nie dam ich na siłę wychować w wierze. No i dupa 🤔

          Polubienie

          1. „jestem (np.) chrześcijanką” nic nie mówi, bo można to chrześcijaństwo rozumieć, czuć i realizować na wiele sposobów…
            z kolei „jestem głęboko wierząca i praktykująca” nie mówi o jaką religie chodzi: może chrześcijaństwo, może islam, a może jakaś odmiana hinduizmu lub rodzimowierstwa?…
            czyli dalej nic nie wiem…
            no, to może razem?: „jestem głęboko wierzącą i praktykującą /tu pada jakaś konkretna nazwa religii/”… tylko że po takim tekście wciąż jestem w tym samym miejscu, nadal mojej wiedzy na temat tej osoby to nie wzbogaca… zsumowały się jedynie braki, luki informacyjne 🙂

            na poziomie bazowym, czyli orientacji, gust seksualny faktycznie jest niezmienny: z homo nie zrobi się heteryka, a z heteryka homo… są też pewne techniki, „stałe fragmenty gry”, które lubimy od zawsze, a są też takie, których nie lubimy, nie polubimy, na które nie idziemy i koniec dyskusji… jednak im głębiej się wchodzi w detale, niuanse, tym bardziej jakaś drobna zmiana gustu staje się możliwa… po prostu obie strony współtworzą to, co się pomiędzy nimi dzieje podczas takiej łóżkowej sesji i różne mogą być tego efekty…
            ale można też rzecz jasna usztywnić się mentalnie i traktować partnera/kę jak rzecz, która nie ma nic do gadania, ma tylko odegrać jakąś wyznaczoną rolę w naszym schemacie… tyle, że taki seks wydaje mi się po prostu uboższy, okrojony ze swoich możliwości, a po jakimś czasie po prostu nudny, zżarty rutyną…

            Polubione przez 1 osoba

  4. Przede wszystkim dzisiejsi młodzi dorośli to pokolenie życia w intrenecie. Oni już świata poza wyświetlaczem nie widzą, więc trudno by dostrzegali drugą osobę (wiem, może przesadziłem w ocenie…) Poza tym pęd za karierą, tempo obecnego życia, po prostu ich wypala. Trudno myśleć o bzykaniu gdy się zachrzania od rana do wieczora, czasem przez 6 dni w tygodniu… Jakkolwiek to dziś nie zabrzmi, to ludzie są dziś zmęczeni życiem, choć po części na własne życzenie, bo przecież to my tworzymy świat.

    Polubione przez 1 osoba

    1. W sumie to bardzo dobre podsumowanie tego, co napisałam- że jesteśmy po prostu zmęczeni życiem. Po części to prawda, że to nasza wina, bo my tworzymy świat, ale z drugiej strony ten świat już tam był, kiedy ja weszłam w dorosłe życie i ileż to razy się słyszało od starszych/ menadżerów/ szefów, że ,,absolutnie nic się nie da zmienić”, ,,tak już jest”, ,,tak działa świat i nie da się inaczej”. Więc nawet jakby człowiek chciał coś poprawić w dorosłym świecie, to inni zaraz sprowadzą nas do parteru : )

      Polubienie

      1. Mój ostatni pracodawca stwierdził że nie ma sensu czekać na lepsze czasy, bo lepszych już nie będzie 🙂 Na pewno nie dla tych którzy nie mają nadmiaru gotówki… 🙂 A poważniej, to będzie tylko gorzej, bo technologia nas pożera i podejrzewam że społeczeństwo za 50 lat może traktować prokreację jako konieczność a nie jako przyjemność.

        Polubienie

        1. Albo będziemy trzaskać dzieci z probówki, poprawione, sama chętnie byłabym takim dzieckiem z przemodelowanym kodem genetycznym, żeby np uniknąć wady wzroku czy coś.
          Też myślę, że lepsze czasy już nie nadejdą. Wszyscy pieją z zachwytu, że z okazji rozwoju medycyny będziemy żyć dłużej niż nasi rodzice, ale ja uważam, że nasze pokolenie będzie pierwszym, które z powrotem zacznie żyć krócej niż rodzice. Osiągnęliśmy już szczyt- kiedy dobra medycyna spotkała się jeszcze z w miarę dobrym żywieniem i środowiskiem. Nasze jedzenie i środowisko już nie jest takie super jak to, w jakim byli nasi rodzice, dlatego nasza medycyna już nic nie zdziała. No i plus wyścig szczurów, to czego dobrego my się spodziewamy? 😃

          Polubienie

          1. Szkoda że ta długość życia nie przekłada się na jakość. Co z tego że będziemy dłużej żyć skoro przeciętna emerytura na nic nie starcza i stajemy się tylko niepotrzebnym balastem dla społeczeństwa… Ja pierdzielę, ależ optymistyczny komentarz mi wyszedł…

            Polubione przez 1 osoba

            1. No, trochę źle brzmi… Szkoda, że nie można dołożyć dodatkowych lat do trzydziestki, albo dwudziestki. Bo dokładanie lat na końcu życia przedłuża tylko te chorobowe lata. Ciekawe, czy jak kolejne pokolenia nagle zaczną żyć krócej, to czy zmniejszymy liczbę lat, którą trzeba przepracować do emerytury? Tak by było sprawiedliwie.

              Polubienie

  5. Młodzi ludzie chyba są tak rozleniwieni, że wszystko ich męczy. Nikt ich nie uczy, że seks jest piękną dziedziną życia, ale trzeba dobierać sobie odpowiednich partnerów, a nie iść na żywioł. Nikt ich nie uczy co to jest gra wstępna, że od tego trzeba zacząć, a nie od rąbania. Szkoda wielka szkoda, bo wielu omija magia.

    Polubienie

    1. Myślę, że nie mamy aż tak dobrego zdrowia jak nasi rodzice, dlatego wszystko nas tak męczy- w mojej grupie wiekowej, tuż przed trzydziestką, wszyscy mają albo poważne alergie, albo przewlekłe zmęczenie, wrzody żołądka, astmy, wyrąbaną wątrobę, arytmię serca, trafiły się nawet dwie białaczki- tych już z nami nie ma. Sama czuję, że jestem zmęczona, a zawsze miałam najwięcej energii z grupy (ok, do tej pory mam najwięcej energii, moi znajomi zasypiają na imprezach).
      Mam raczej poczucie, że dobrze dobieramy sobie partnerów- ja swojego uwielbiam, ale nawet tak wielka miłość nie jest w stanie przekonać mnie do seksu.

      Polubienie

      1. Co to się na tym świecie porobiło. Ja pamiętam swoje młode czasy, że lubiłam się kochać, choć też byłam zmęczona, bo za PRL-u łatwo się nie żyło. Może masz rację, że pokolenia są teraz coraz słabsze i sfrustrowane życiem.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Młodzi powinni być pełni życia, a jakoś z nas uleciało- j nie wiem, gdzie szukać przyczyny. Tak czy siak- dla mnie seks to nudna rozrywka, wolę się czegoś pouczyć/ pójść na zajęcia sportowe, bo przy nich ma się jakiś cel i zadowolenie z siebie po zajęciach, że umie się coś nowego. Dziwne to, bo pop kultura mówiła mi, że seks będzie na szczycie listy priorytetów, a u mnie on się nie łapie nawet w pierwszej dwudziestce 🤣

          Polubienie

            1. No właśnie niestety jemu zależy, dlatego mówię, że muszę na nowo się nauczyć jak to działa, bo teraz już czuję się w takich łóżkowych sytuacjach głupio, jakbym się oduczyła, jak to powinno wyglądać. Tylko że przeceniamy komunikację w związkach i sprawy łóżkowe nie wydają mi się czymś, co można przegadać i dojść do kompromisu. Panowie dosyć histerycznie reagują na to, że partnerce się coś nie podoba, często wypierają też informację, że ona chciałaby coś zmienić. Więc trzeba po prostu się dopasować, wbrew sobie- ale tak jak mówiłam, kobiety grały już tyle stuleci, to i mi się nic nie stanie, byleby partner przestał marzyć o pięciogodzinnej zabawie, bo zasnę 😃

              Polubienie

                1. Mój partner naiwnie wierzy, że wszystkie kobiety skrycie tego pragną (w końcu to my marudzimy na za krótką grę wstępną) i że to sprawa honoru, bo długo znaczy, że się potrafi. I ni jak nie idzie mu przetłumaczyć 🤣 no nic 😃

                  Polubienie

                    1. Hym, o jednorazowych wyskokach wolę nie wiedzieć szczerze powiedziawszy. Poza tym, mój partner strasznie mocno wiąże emocje z seksem, więc nie podejrzewam go o uciekanie z demonem seksu, póki by tego demona nie pokochał.

                      Polubienie

    2. Wedlug seksuologow gra wstepna u kobiety trwa caly dzien. Powiedzmy sobie szczerze, ze jesli kobieta pracuje, a z pracy wraca do kolejnej, nieplatnej pracy, jaka jest zajmowanie sie dziecmi, domem, zakupami, dokumentacja, wizytami u lekarzy i mezem tak strasznie zmeczonym swoja praca, to ciezko to nazwac jakakolwiek gra wstepna…

      Polubienie

      1. Yep, proza życia. Czasami nawet wystarczy być z siebie niezadowoloną, bo coś nam wybitnie w pracy/ na zajęciach/ tak ogólnie nie wyszło i też nastrój pryska. A może mamy za mało energii. Ale ja nie potrafię się szybko przełączać z trybu,, porażki” do trybu ,, zadowolenia mimo wszystko”.
        W sumie ludzie kiedyś też tyrali, a mieli siły (chociaż łóżko było jedyną rozrywką i pewnie to dlatego). Nie rozumiem, czemu nasze pokolenie jest bardziej zmęczone 😒

        Polubienie

        1. Moze jestesmy zmeczeni mozliwosciami, jakie daje nam ten swiat? Przeladowani informacjami, przytloczeni wyborem dróg w zyciu itp. Kiedy czlowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, co traci, to nie cierpi z tego powodu, bo zwyczajnie nie jest tego swiadomy. Ja wiem po sobie, ze kiedy podczas siedzenia z niemowleciem w domu zatopilam sie w swiat wirtualnego aktywizmu i kursow i odkrylam, ile tego jest, chcialam uczestniczyc w absolutnie WSZYSTKIM, a na to przeciez nie starcza czasu ani sil. Lepiej byc glupim czy inteligentnym? Wiedziec czy nie wiedziec? Miec ambicje czy nie miec? Zawsze mnie te kwestie zastanawialy.

          Polubione przez 1 osoba

          1. W symie podoba mi się ta idea, że cierpimy bardziej, bo świat pokazał nam, jak dużo jest możliwości, które tracimy ze względu nie niewystarczające fundusze, czas, umiejętności, i masę innych rzeczy.
            Zawsze wpadam w pułapkę chęci robienia absolutnie wszystkiego. Pooglądam trochę koleżanek na Instagramie i już chcę kopiować hobby od każdej z nich. Szukałam jakiego języka chciałabym się nauczyć- wyoisałam na kartce 16 i jak boga kocham, nauczę się wszystkich jak mi starczy życia 🤣
            Nie wiem czy lepiej być głupim czy mądrym, ale głupi jest szczęśliwszy, więc jeśli cenimy sobie bardziej wiedzę niż szczęście, to powinniśmy wybrać bycie inteligentnym. Ale takie wybory są ciekawe.

            Polubienie

  6. Powiem Ci, że dla mnie seks mógłby w ogóle nie istnieć, ale ja to się zastanawiam, czy nie jestem po prostu aseksualna. Choć zdarzyło mi się spotkać faceta, który mnie mocno pociągał, więc może nie. 😉 Zawsze mnie dziwi, ze jest go tyle w filmach i książkach, również w tych starszych, jakby ludzie nie mieli lepszych zajęć i zastanawiam się, jak często w realnym życiu ludzie go faktycznie uprawiają. W dążeniu do szukania partnera blokuje mnie między innymi obawa o jego ewentualne potrzeby – choć po Twoim tekście powinnam widzieć to optymistyczniej. 🙂
    Ale jeśli chodzi o zaczepki, to mieszkając w Polsce i przebywając z Polakami (choć najgorzej wspominam jednego Ukraińca – w każdym razie nasza część Europy) mam nieco inne zdanie i uważam, ze niektórzy panowie powinni się bardziej hamować i wciąż zgłoszenie żartów, które się zdecydowanie za daleko posuwają (albo niewłaściwego podrywu, bo to też ciężko odróżnić) byłoby społecznie fatalnie widziane, w odróżnieniu od samych żartów.

    Polubienie

    1. Czyli jednak jest nas więcej, tylko wszechobecne mówienie o seksie sprawiło, że niezainteresowani starają się ukrywać, bo czują, że się nie wpasowują w społeczne normy i wymagania.
      Też się zastanawiałam czy nie jestem aseksualna, ale te wszystkie kategorie są do siebie tak podobne, że dałam sobie spokój. Poza tym,, diagnoza” mnie z tego nie wyleczy.
      W dobie Internetu powinno być dosyć łatwo znaleźć kogoś równie niezainteresowanego łóżkiem- teraz każda grupa,, dziwaków” ma swoje portale randkowe. Gdybym nie miała już mojej lepszej połówki obok siebie, to pewnie szukałabym na takich portalach, bo brak kompatybilności w tej sferze jest męczący. Więc powodzenia- jest nadzieja! Nie wszyscy są i marzą o demonach seksu ☺
      Ja tam mam dużą tolerancję do żartów, ale faktycznie w Polsce podryw wcjodzi czasami na tak lamerski poziom, że aż strach.

      Polubienie

  7. …co widać w coraz niższym przyroście naturalnym.
    Bardzo odważny wpis, gratuluję! 🙂
    Rozumiem twoje podejście. Ze mną jest tak, że nie tyle nie lubię seksu, ile nie jest dla mnie priorytetem. To ma swoje zalety, bo nigdy nie zdradzę Tomka. Abstrahując od moich uczuć do niego, po prostu nie potrzebuję tego zrobić dla samego… zrobienia. Śmialiśmy się nawet z Tomkiem, że gdyby coś się wydarzyło, np. poszedłby – odpukać – do więzienia, to byłby całkiem spokojny, że przez długie lata pozostanę mu wierna.
    Po tym co napisałaś o swoim partnerze, chciałoby się powiedzieć, ze to ewenement, ale Tomek jest taki sam! Dla niego ważna jest cała otoczka, i robi wszystko by to mi było dobrze w pierwszej kolejności. Doceniam, ale czasami jest mi to niepotrzebne i chciałabym inaczej, mniej romantycznie. I on też potrafi się dopasować, także pod tym względem jest nam dobrze. 🙂
    Co zauważyłam, i często powielane jest w filmach to to, że gdy kobieta mówi partnerowi, że go zdradziła – on chce tylko wiedzieć, czy fizycznie. Jeśli nie, to super, to wszystko da się jeszcze naprawić. Z nami, kobietami jest na odwrót. To znaczy mogę mówić tylko za siebie, ale myślę, że odnosi się to do wielu kobiet. Dla mnie dużo gorsza i trudniejsza do wybaczenia jest zdrada psychiczna, emocjonalna, że mój facet zakochał się w innej kobiecie!
    Spychanie kobiety na dalszy plan to praktyka stosowana od pokoleń. Najgorsze, że często to „kobieta kobiecie zgotuje taki los”. Mam tu na myśli, często już opisywany przeze mnie problem, czyli pseudo-dziennikarki z pseudo- poradników. Jeśli nie hula w związku, jeśli przestało iskrzyć to kobieta ma się starać, wyginać, pachnieć i wyglądać. Kurwa, no! Dzieci z opiekunką, a ty zapieprzasz do sklepu po bieliznę erotyczną, żeby,,, facet nie odszedł do młodszej! Masakra jakaś!
    W moim związku, póki co, dobrze się układa. Wiem, że jestem w okresie „przedmenopauzowym”, i wszystko buzuje, niekoniecznie w dobrym kierunku. Wiem też, że taki okres rozstroju może potrwać od 7 do 10 lat. Zanim przyjdzie menopauza właściwa. Wiem też, że dużo daje powiedzenie o tym partnerowi i szczera rozmowa. A co za tym idzie, myślę, że taka szczera rozmowa powinna też dotyczyć młodych, czyli was. Czy szczerze rozmawiasz z nim co czujesz i dlaczego jest jak jest?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zawsze warto szukać pozytywów- ,, skarbie, będę ci wierna do śmierci, bo łóżko mało mnie interesuje”, muszę to zapamiętać.
      Chyba też ciężej byłoby mi wybaczyć zdradę psychiczną, choć pewnie o fizycznej rozmyślałabym jeszcze dłużej, zastanawiając się, w czym ta nowa jest lepsza. Mój partner o dziwo ma alergię na tę psychiczną zdradę i twierdzi, że zdrady ze strony kobiet są gorsze, bo my zdradzamy emocjonalnie i to jest poważniejsze niż szybki numerek na imprezie, z nudów i,, nic nie znaczący „. Cóż, nie wiem.
      Tak, te kokorowe pisemka dla kobiet są straszne- na jednej stronie ciuchy za 1000 zł sztuka, potem przepis na ciasto, potem przepis na płaski brzuch, potem triki jak zatrzymać faceta na zawsze seksem, a potem jak dobrze powycierać kurze. Schizofrenia murowana!
      Rozmawiamy z partnerem, ale wydaje mi się, że przeceniamy rolę komunikacji w związku. Bo o ile na,, czy możesz zacząć robić to a tamto” panowie reagują zaciekawieniem i współpracują dosyć chętnie, o tyle na,, czy możesz przestać robić to i tamto” panowie reagują histerycznie i cierpi ich honor. Mój partner jest z tych, co wierzą w bajki typu- jak facet się zna na rzeczy, to z każdej kobiety zrobi nimfomankę, albo że to powinno trwać dwie godziny, a najlepiej to powtórzyć, żeby było dwa razy po dwie godzini. I nie mogę go z wiary w te bajki wyleczyć- a to z nich pochodzą nasze nieporozumienia ☺

      Polubione przez 1 osoba

  8. Mnie tam wcale nie dziwi brak zainteresowania seksem i u młodych i u wszystkich innych, powód jest moim zdaniem jeden podstawowy, a mianowicie samotne rodzicielstwo. Teraz w dorosłość wchodzą te pokolenia, które jako pierwsze odczuły konsekwencje wychowania w społeczeństwie w którym ogół obowiązków i oczekiwań związanych z dziećmi spada na kobiety. Wcześniejsze pokolenia jeszcze próbowały scalać i ratować i dbać, teraz się tego nie robi. Aktualne młode kobiety widziały za dużo, mężczyźni zaś nie wiedzą jak się zabrać do tematu rodziny i tak to się kręci.

    Polubienie

    1. Poszłabym nawet o krok dalej i powiedziałabym, że obecne pokolenie boi się mieć dzieci (koniec jakiegokolwiek czasu dla siebie) i boi się ciąży (mimo rozwiniętej medycyny rzadko kiedy ta ciąża kończy się bez uszczerbku na zdrowiu). Tyle już rzeczy naprawiliśmy myśleniem i wynalazkami, a tego naprawić nie umiemy.

      Polubione przez 1 osoba

  9. Kolejny niesamowity, wnikliwy, gleboki, prawdziwy, osobisty, intymny, intrygujacy, madry, dojrzaly, wielowymiarowy wpis Kangurku. Musze zebrac mysli, zeby byc w stanie cokolwiek madrego odpisac, bo bardzo bym chciala.
    Poki co napisze, ze wyrazenie ,,wiecznie orać” rozbawilo mnie tak, ze oplulal monitor komputera w pracy 😀

    Polubione przez 1 osoba

  10. Okay, zebralam mysli 🙂

    Moze wlasnie fakt, ze tego seksu jest wszedzie za duzo, nawet w reklamach rzeczy zupelnie z nim nie zwiazanych, przyczynia sie do tego, ze tracimy nim zainteresowanie? Zakazany owoc lepiej smakuje. Nie pomagaja widoki idealnych cial na zdjeciach w mediach spolecznosciowych czy nawet filmach 18+ ! Chcac nie chcac na pewno porownujemy do nich nie tylko siebie, ale i naszych partnerow.

    Ja postrzegam seks jako cos bardzo plytkiego, niemal zwierzecego. To jest taka sama potrzeba, jak głód czy wypróznianie sie. Czujemy potrzebe, cos nas swedzi, to sie musimy podrapac i dac temu upust. Jest on moim zdaniem na samym dnie jakichkolwiek wartosci w zyciu i kojarzy mi sie raczej z pierwszym momentem zakochania, kiedy buzuja w nas hormony i caly czas chce sie nam ,,orac” 😀 Czyli kolejny dowod na to, ze jest to cos, nad czym ciezko zapanowac i co ma nad nami kontrole.

    A czy nie masz takich mysli, ze byc moze juz nie kochasz swojego faceta? Jesli nie chcesz odpowiadac tutaj, to wiesz, gdzie mnie znalezc 🙂

    Polubienie

    1. Zdecydowanie zakazany owoc, który już nam się opatrzył we wszystkich reklamach i przestał być tabu, nie rajcuje nas już tak bardzo. Myślę, że jesteśmy nim rozczarowani- najpierw nastolatki rozmawiają o tym z wypiekami na twarzy, a jak przyjdzie co do czego, to okazuje się, że wcale nie działa tak super, coś uwiera, spada się z łóżka, połowy pozycji nie da się odtworzyć, bo coś w plecach strzyka, albo inne śmiechu warte powody nas rozczarowują 😃
      Dla mnie seks też jest bardziej związany z czystymi odruchami, potrzebami fizjologicznymi, niż ze strefą emocjonalną. Swojego faceta kocham, tyle że okazuję mu miłość inaczej i nie wyobrażam sobie okazywać ją seksem. Seks wynika z pożądania, nie z miłości, tak jakoś wewnętrznie czuję. O dziwo dla mojego faceta seks równa się miłość i emocje- mamy jakieś poglądy na przekór naszej płci, bo to raczej kobiety dodają emocje do seksu, a panowie nie. W moim związku jest na odwrót 🤣

      Polubienie

  11. Od kiedy sięgam pamięcią to w naszej kulturze mieliśmy z seksem problem. Cenzura w peerelu zepchnęła temat do strefy tabu. W latach przemiany ustrojowej jedyna i słuszna religia uczyniła z seksu coś nieczystego. Do tego pojawiły się media które uczyniły z seksu narzędzie sprzedaży.

    Polubienie

    1. A młode pokolenie, wbrew opinii starszego pokolenia, że tylko seks im w głowie, uprawia tego seksu mniej niż rodzice 😄 może wszystkie te kościoły i rządy powinny przestać zakazywać, bo okazuje się, że jak jie jest zakazane, to jakoś ludzi mniej to ckekawi. Taki paradoks.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s