Australia

Vivid festival

Czerwiec, lipiec i sierpień to na przekór naszym polskim przyzwyczajeniom, zimowe miesiące, w tym dwa pierwsze są najzimniejsze, w sierpniu pogoda już powoli odpuszcza. Do tej pory mój mózg nie do końca potrafi się do tego przyzwyczaić, więc kiedy tylko zaczyna się robić zimno, a liście na drzewach zaczynają żółknąć i opadać, mój mózg jak zacięta płyta myśli sobie ,,aha, rok się kończy, zaraz będą święta Bożego Narodzenia”. A tu dopiero czerwiec : ) O świętach Bożego Narodzenia w lipcu jeszcze będzie- bo to o dziwo takie małe ,,święto”, które obchodzi się w Australii, ale dzisiaj chciałabym się skupić na festiwalu Vivid.

Vivid po angielsku oznacza żywy, jaskrawy (w kontekście koloru) i dlatego taka nazwa została wybrana do nazwania tego festiwalu- ponieważ cały festiwal polega na tym, żeby pobawić się światłem, w mieście ustawiane są różne instalacje artystyczne, najczęściej łączące w sobie nie tylko światło, ale i dźwięk. Festiwal zawsze organizowany jest w miesiacach zimowych (najczęściej czerwiec, rzadziej przełom maja i czerwca), kiedy szybciej robi się ciemno, i cała ta zimowa atmosfera pasuje do podziwiania kolorowych światełek i pokazów. To kolejna dobra okazja do darmowego chodzenia po mieście, zaraz po wystawach z okazji Chińskiego Nowego Roku. Najczęściej większość artystycznych atrakcji jest interaktywna, jak na przykład wielkie kwiatki-trąbki z przyciskami, które po wciśnięciu odgrywają różne dźwięki instrumentów dętych (rodzice z dziećmi nie byli zbyt zadowoleni z tej instalacji artystycznej, bo dzieciaki nie chciały odczepić się od trąbko-kwiatków i dusiły wszystkie przyciski ile sił w palcach).

Moim ulubionym interaktywnym czymś była ,,tuba” ustawiona przed drzewem, plus światełkowe pręty zawieszne na tym drzewie. Do tuby można było krzyczeć i w zależności od głośności albo częstotliwości, światełkowe pręty zapalały się na różne kolory. Krzyk niby oczysza, więc całkiem pomysłowa ta instalacja : ) Z niej częściej korzystali dorośli niż dzieci- dzieci mają okazję, żeby sie wykrzyczeć, dorośli zazwyczaj muszą całe życie spędzać w stonowanej ciszy, bo nie wypada nam krzyczeć- więc ta tuba to była niepowtarzalna okazja!

Moim kolejnym ulubionym był rząd baletnic w różnych pozach nad oceanem, które zapalały się w różnej sekwencji w zależności od muzyki, jakby ,,tańczyły”.

Powyższe zdjęcia są sprzed trzech lat, ponieważ na czas korony festiwal wstrzymano. Może to dlatego w tym roku na ulicach było morze ludzi. Przez co jestem tym festiwalem okrutnie w tym roku zawiedziona. Nigdzie nie dało się przejść, w zatoce z Operą były bramki i kolejki, więc sobie odpuściliśmy i udało nam się dotrzeć tylko do innej zatoki na pokaz fontann, które podświetlają się i wyrzucają wodę w rytm muzyki.

Przez tę masę ludzi chyba zaczynam marzyć, żeby wprowadzili sprzedawanie biletów na ten festiwal, bo przy okazji trzygodzinnego spaceru po mieście główną atrakcją, jaką mogłam oglądać byli ludzie : ( W tym conajmniej jedna trzecia pchająca przed sobą wózek z dziećmi- dzieciaki niezadowolone z tłumów, albo płaczące, albo śpiące, na pewno nie mogące nic zobaczyć z pozycji wózka i dzikich tłumów.

Standardowo różne budynki i Opera były podświetlone, albo były na nich wyświetlane ruchome obrazy. Jako że w poprzedni weekend polegliśmy w misji obejrzenia festiwalowych atrakcji ze względu na dzikie tłumy, to w środę zrobiliśmy kolejne podejście i tym razem mogliśmy bardziej swobodnie pochodzić wokół zatoki, między budkami z jedzeniem i porobić kilka zdjęć.

35 myśli na temat “Vivid festival

  1. Nie wiem czy ludzi można nazwać atrakcją. Ja bym powiedział że byli niepotrzebnym komponentem na tle całego tego piękna jakie tworzyły instalacje. W sumie i tak dziwne że nikt nie wpadł na sprzedaż biletów, bo zarobił by niezły grosz 🙂

    Polubienie

    1. Tak, ludzie zdecydowanie nie byli pożądaną,, atrakcją” na tym festiwalu 🤣 ale takie uroki dużego miasta niestety. Chociaż czasami lubię oglądać jak różni są ludzie na mieście, szczególnie, że mamy taką różnorodność etniczną. No ale tym razem interesował mnie festiwal, a tu ludzi od cholery 😑

      Polubienie

      1. Na tym festiwalu też jest dużo pierdół do kupienia- najbardziej popularne są,, miecze świetlne”, świecące wianki do włosów, szklanki w oostaci żarówek z diodą na dnie i przezroczyste balony z sznurkiem kooorowych LEDów na około balona.

        Polubienie

    1. Ludzi też? Przyznaję, że ciekawie czasami pooglądać wszystkie te różne twarze w tłumie, szczególnie, że mamy tak wielką różnorodność etniczną, ale jak na zdziczałego introwertyka przystało, po jakimś czasie muszę się schować przed tym mrowiem ludzi.
      Tak czy siak, polecam przyjechać 😃 dla nas australijska zima jest niestarszna, a światełka i ludzi bez liku- można siedzieć i oglądać godzinami!

      Polubienie

  2. powiem krótko: podoba mi się to…
    za to tuba reagująca na dźwięki, to wypisz wymaluj roślinka z opowiadania Lema rosnąca na pewnej planecie, która żywi się dźwiękami i jest tam atrakcją turystyczną… myk polega tylko na tym, że ta roślinka nie selekcjonuje treści do niej krzyczanych i wdzięcznie rozkwita w oczach nawet jak się jej nawrzuca, pociśnie od ostatnich… buraki mają wtedy istną radochę…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Haha, czyli jak zwykle już jakiś artysta to wymyślił, tylko użył tego w innej artystycznej dziedzinie.
      Może Lemowa roślinka po prostu lubiła energię z fal dźwiękowych, dlatego nie dbała o treść. Ta tuba na festiwalu też interesowała się tylko głośnością i częstotliwością. Pewnie każdy mógłby do niej wyklinać w swoim języku, a ona i tak ładniutko by się świeciła.

      Polubienie

  3. Co sie dzieciakom dziwic, sama bym dęła w te tuby ile sił w plucach 😀 To drzewo tez swietnie brzmi. Skoro w zaleznosci od dzwieku podswietlaja sie rozne elementy, to tak jakbysmy byli jednoscia z drzewem 🙂

    Polubienie

    1. Jednością z drzewem, w sumie tak- jakbyśmy się z nim porozumiewali. W sumie cały ten festiwal jest chyba zrobiony tak, żeby oglądający czuł się,, jednością z oglądaną sztuką „- bo może dotknąć, wcisnąć przyciski, pokrzyczeć. Interaktywna wystawa 😃
      Za duże tłumy to jednak nie moja bajka. Oglądam trochę ludzi z ciekawości, bo każdy tak bardzo inaczej wygląda, ale potem już jestem zmęczona i muszę się schować w swojej dziupli.

      Polubienie

  4. Przypomina mi to moje odczucia z podobnego festiwalu (Light Festival) w Melbourne, chyba 8 lat temu.
    Tłok był tak straszny, że moja żona od razu zrezygnowała i wróciła tramwajem do domu.
    Ja próbowałem dotrzeć do kilku atrakcyjnych miejsc, ale czułem się raczej niepewnie i nie wróciliśmy na podobne festiwale w kolejnych latach.
    Zerknąłem na aktualności – tak – mamy teraz Glow Art Festival – https://www.timeout.com/melbourne/things-to-do/glow-winter-arts-festival
    ale ograniczony do jednego parku i wstęp za biletami.

    Polubienie

    1. Czyli to takie,, atawistyczne”, że we wszystkich ludziach zimowa pora wyzwala chęć oglądania kolorowych światełek. Nie wiem, czy to zimno, czy brak słońca tak na nas działa.
      Dzikie tłumy trochę odstraszają. Wydaje mi się, że sporo osób z Melbourne przeprowadziło się teraz do Sydney- nawet w koim zakładzie pojawili się trzej pracowanicy stamtąd, bo stwierdzili, że Melbourne po lockdownach nie oferuje aż tylku miejsc pracy. Jakoś nie mogę w to uwierzyć.

      Polubienie

  5. Z jednej strony piękne widoki, z drugiej coraz częściej odzywa mi się z tyłu głowy, że sztuczne światło to zanieczyszczenie, podobnie jak hałas i tłum. Może się po prostu starzeję 😀

    Polubienie

    1. Tłum zdecydownie drażni mnie bardziej z tych dwóch opcji. A światło, cóż pewnie instalacje były tylko kroplą w morzu całego tego światła, które niepotrzebnie się świeci w biurach po godzinach. Ale Twoje spostrzeżenie jest jak najbardziej trafne- planeta nie cieszy się z tego festiwalu.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Muszą być jakieś atrakcje by na tym zarobić. Musimy jednak w czasach ocieplenia klimatu być mądrzy i trzeba ograniczać się do minimum, ale póki co świat tego nie rozumie.

    Polubienie

    1. Świat rozumie, ale ma nadzieje, że zarabianie pieniędzy na zaśmiecaniu planety jest ważniejsze. Myślę, że festiwal też może dołożyć małą cegiełkę do ocieplenia klimatu (w końcu te instalacje potrzebują prądu, ludzie dojeżdżają do nich autem, pewnie trochę śmieci zostanie koło straganów z jedzeniem), ale to nich w porównaniu z wielkkmi firmami, które tyle samo śmieci i elektryczności ciągną każdego dnia. Dobrze byłoby zacząć od thch firm, ale boję się, że nie mamy takiej władzy, by to zrobić.

      Polubienie

    1. Takie fontanny są chyba najpopularniejszą firmą, bo widzę je już w wielu krajach, i nawet w wielu miejscach Polski- na pewno jest jedna we Wrocławiu, wiem, że to nie za blisko, ale może czas wyruszyć na krótką wyprawę i nadrobić tamtą przerwaną fontannową wycieczkę ☺

      Polubienie

  7. OMG! Niesamowite! Przepiękne! Ja w ogóle od ciebie dowiaduję się tylu ciekawych rzeczy o Australii, że nie masz pojęcia. Dziękuję 🙂
    Właśnie dowiedziałam się kolejnej… to u was jesienią też spadają liście z drzew?… palm?

    Polubienie

    1. Ha ha, dziękuję ☺
      Hym, liście spadają, ale tylko z niewielkiej ilości gatunków. Większość drzew nadal ma swoje listki, ale jakieś 20% robi się żółta k czerwona i opada. Palma nie gubi- dzielnie trzyma się cały czas.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Tak myślałam 😀 Jeśli znajdziesz czas, to pstryknij fotkę tym żółtym i opadającym, chętnie zobaczę. Na moim blogu masz mój e-mail. 🙂 A, i jeszcze mam pytanie. Masz zajebiste zdjęcia do wpisów. Pstrykasz je sama? Czy to są miejsca w Australii?

        Polubienie

        1. Ok, następnym razem będą drzewa ☺ zdjęcia pstrykam sama, czy ja wiem czy takie piękne, ale fajnie, że się podobają. Tak, lwia część tych zdjęć to miejsca z Australii, chociaż czasami wcisnę jakieś z Egiptu czy Włoch, bo dopiero wtedy kupiłyśmy z mamą normalny aparat (jeszcze pamiętam te na kliszę 🤣), i sprawiłyśmy sobie lepsze telefony.

          Polubione przez 1 osoba

    2. Tak właściwie, to mamy taką dzielnicę na obrzeżach miasta, a może to już jest poza miastem, gdzie rosną tylko takie drzewa, które zmieniają koloryni gubią listki. Wszyscy tam jeżdżą na sesje zdjęciowe i to istna atrakcja turystyczna, szczególnie wśród osób z Azji południowo-wschodniej ☺

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s