Z życia wzięte · Zdrowie psychiczne

Rozłąka

Od kiedy przyleciałam do Australii (pięć lat temu), udało mi się odwiedzić Polskę tylko jeden raz. Miałam wtedy dziką objazdówkę po kraju, żeby odwiedzić wszystkich, których się dało. Wylatując z powrotem do Australii, miałam moment załamania i byłam na tyle wstrząśnięta tym, że znowu nie będzie mnie przy mamie, a raczej jej nie będzie przy mnie, że przez bramki na lotnisku szłam ze łzami w oczach. Marzyłam, że w kolejnym roku, zamiast jechać do Polski, mama przyleci do mnie i pokażę jej wszystkie ładne miejsca, które do tej pory wysyłałam jej na zdjęciach. Planowałam, że przyleci w październiku, żeby podziwiać te wszystkie śliczne fioletowe drzewka, które kwitną tylko o tej porze. Chciałam pokazać jej pierwszy budynek, w którym mieszkałam, zabrać ją do naszego zoo i oazy dla uratowanych zwierzątek (zbyt zranione, żeby można je było wypuścić na wolność, albo zbyt nieporadne), chciałam jej pokazać wszystkie plaże, przez które do tej pory przemaszerowałam, zabrać ją promem na jeden z cypelków wysuniętych wgłąb oceanu. Fajnie byłoby jej pokazać, gdzie chodzę na moje zajęcia sportowe, mogłybyśmy przejść się na targ rybny lub zobaczyć te trzy dziwne dzielnice, w których architektonicznie i etnicznie jest tak bardzo azjatycko, że nawet nie trzeba wyjedżdżać do Azji. Chciałabym ją zabrać do centrum handlowego, gdzie na najniższych poziomach ukryte są dziesiątki azjatyckich knajpek zaaranżowane w taki sposób, żeby wyglądają jak uliczki w azjatyckim miasteczku a nie jak część budynku (tak przy okazji to taka dziwna różnica między polskimi a australijskimi centrami handlowymi- w polskich sekcja z restauracjami i McDonaldem jest na najwyższych piętrach galerii handlowych, w Australii jedzenie jest zawsze na najniższych- do tej pory mnie to dziwi).

Nie wiem, skąd bierze się ta silna potrzeba przyprowadzenia jej w te wszystkie miejsca. Jakby nie wystarczało mi już tylko opowiadanie o nich czy robienie im zdjęć. Chyba potrzebuję, żeby mama jakoś mocniej brała udział w moim życiu. Może tak się dzieje z wiekiem, kiedy wychodzimy z nastoletniego ,,przestańcie mi mówić, co mam robić, bo sama wiem lepiej” i zaczynamy doceniać opinię naszych rodziców i wręcz chcielibyśmy, żeby cały czas byli obok i nam radzili, bo dorosłe życie jest tak bardzo nieoczywiste, że czasami nawet nie wiadomo, jakie pytania zadawać, żeby świat nam podpowiedział, co robić.

Niestety plany sprowadzenia mamy pokrzyżowała oczywiście pandemia. Szczególnie, że Australii odwaliło podczas tej pandemii bardzo. Nawet ja przez dłuższy czas miałam problemy- na początku, kiedy byłam na wizie pracowniczej, mogłam wylecieć, ale nikt nie wpuściłby mnie z powrotem- bo po co komu ewentualne zagrożenie zza granicy, w dodatku o statusie ,,nieobywatela”. Potem, kiedy byłam już rezydentem, mogłabym wrócić do Australii po wycieczce, ale nie wolno mi było wylatywać, musiałabym ubiegać się o pozwolenie na wylot (bo oczywistym jest, że taki obywatel będzie chciał za jakiś czas wrócić, a krajowi nie chciało się organizować tym ludziom kwarantanny lub ryzykować, że przywloką kolejny koronowy wariant- lepiej, żeby wszyscy siedzieli na miejscu). Europa zdecydowanie mniej szalała z wylotami i wlotami- tam ludzie nadal mogli przemieszczać się na wakacje i tego im zazdrościłam.

Teraz przepisy się zmieniły i nareszcie mogłabym polecieć do Polski z powrotem. Jednak bardziej zależy mi na tym, żeby to moja mama przyleciała do mnie, żebyśmy mogły spędzić chociaż miesiąc ze sobą, wędrując po mieście i okolicach, żebym mogła pokazać mamie, jak wygląda teraz moje życie i otoczenie. Żeby w ten sposób chociaż symbolicznie stała się tego aktywną częścią, bo byłaby w miejscach, które codziennie mijam, ze mną. Niestety obecne przepisy nadal nie pozwalają mojej mamie na wlot, więc musimy przyczaić się może na kolejne pół roku i mam nadzieję, że wtedy już się uda. Szkoda tylko, że nadciąga mój termin ślubu (tak, tak, mówiłam wam, że nigdy nie wezmę ślubu, ale życie mnie zmusiło. Okazało się, że papierek może być przydatny, więc idę odhaczyć ten etap, ale przynajmniej jestem konsekwentna z tym, co pisałam już w poprzednim wpisie Dlaczego nigdy nie wezmę ślubu – więc żadnej dużej imprezy, żadnych gości oprócz świadków, żadnego pierwszego tańca i innych okropieństw). Trochę smutno będzie, że mama nie przyleci na mój ślub i poogląda go sobie tylko na zdjęciach. Jakieś to takie nienaturalne.

I teraz nich mi ktoś powie, że pieniądze szczęścia nie dają, kiedy pieniądze rozwiązałyby problem przylotu mojej mamy w tydzień- i pewnie dałyby jej rezydenturę, własne mieszkanie i zabezpieczenie przyszłości. Ale że rzeczywistość często rozczarowuje, niestety na razie jest tak, że obie jesteśmy na przeciwległych krańcach planety i jeszcze chwilę musimy poczekać, aż zobaczymy się ponownie. Jeśli dalej Australia będzie świrować z tymi wlotami nie-obywateli, to chyba zabiorę się do Polski po swoim ślubie (będę musiała się nieźle nagimnastykować, żeby nie wpakować się w ślubną imprezę, którą na siłę chce mi zorganizować rodzina prawie-męża). Ale dla spotkania z mamą przetrwam nawet to : )

29 myśli na temat “Rozłąka

  1. Ta tęsknota do dzielenia się swoim szczęściem z matką nigdy Cię nie opuści. Ja dzielę się nadal z nimi, mamą i babcią, tym, co kocham, co mnie zachwyca, choć tylko duchowo, mentalnie, bo obie już nie żyją, a i ja ledwo, ledwo 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Smutne, że Mamy nie będzie w tak ważnym dniu, ale wiadomo, że przyjedzie później i wtedy radość będzie jeszcze większa, czego Ci życzę.
    Na nowej drodze życia niech świeci zawsze słońce, niech miłość i wzajemne zrozumienie towarzyszy Ci do ostatniego dnia. Bądź szczęśliwa!

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ta tęsknota jest zrozumiała. Mieszkacie na dwóch końcach świata i kontakt telefoniczny czy przez net nie zastąpi prawdziwej bliskości. Najlepiej by było gdybyś na stałe ją do Australii ściągnęła, ale podejrzewam że były by opory 🙂

    Polubienie

    1. Właśnie wręcz przeciwnie- mama jest bardzo chętna na przeprowadzkę (jedyne, czym się martwię to forsa, bo wiza dla niej jest obrzydliwie droga- nikt nie chce mieć starego, niepracującego emigranta na emeryturze, plus boję się, że będziemy mieszkać wszyscy razem- i czy prawie-mężowi to będzie odpowiadać, czy mamie nauczonej, że mieszka wygodnie sama, nie będzie to przeszkadzać?). Mama nawet zaczęła się samodzielnie uczyć angielskiego (i bardzo dobrze rozumie, co inni mówią, sama trochę boi się mówić). Więc właśnie pracuję nad tym, jakby tu ją ściągnąć. W końcu moje dzieci nie mogą być pozbawione kontaktu z babcią- to się nie godzi : )

      Polubienie

        1. Okrutna praktyka, ale logiczna. Przecież ten emeryt nic nie włożył w system emerytalny czy zdrowotny, a właśnie wchodzi w etap życia, na którym będą tylko wyciągać tę forsę z systemu. Więc państwu się to nie opłaca- mają już wystarczająco swoich emerytów 😀

          Polubienie

            1. No emerytura z Polski raz że już jest niska jak na polskie realia, a w Australii trzeba ją podzielić jeszcze na trzy z okazji przewalutowania. Więc państwo musiałoby dopłacać takiemu emerytowi państwową emeryturę jako wyrównanie. Ale myślę, że koszty zdrowotne są i tak najogromniejszym kosztem, większym nawet niż emerytura.

              Polubienie

  4. Jeszcze sie wtedy nie znalysmy, wiec podsylam Ci link do opisu mojego slubu, ktorego tez nigdy nie chcialam brac oraz wesela, na ktorym mnie nie bylo 😀

    https://burzatumblemind.wordpress.com/2018/10/18/wesele-bez-panny-mlodej/

    Zycze Ci, zebys jak najszybciej mogla spedzic z mama czas w Australii i pokazac jej wszystkie wazne dla Ciebie miejsca. Co do pieniedzy, ktore umozliwilyby Ci przeniesienie mamy obok Ciebie, to pytanie jest takie, czy ona by tego chciala?

    Polubienie

    1. Chyba padłabym, gdybym musiała się ochajtać w tydzień! Co za gonitwa. Ale szczerze powiedziawszy, gdyby nie jesień i nadciągająca zima w momencie decyzji o ślubie, to pewnie ustalilibyśmy termin wcześniejszy niż odległy listopad.
      Mama jak najbardziej chce przyjechać- ogarnęła już samodzielnie angielski (choć z mówieniem gorzej, ale wszystko rozumie, co inni mówią), nie wiem tylko czy fajnie będzie mieszkać z nią pod tym samym dachem- ona już tak długo mieszka sama, a mój facet ma głupie nawyki w tym granie na kompie do pierwszej, nocne żarcie i prysznic w środku nocy. Boję się, że się pobiją. Myślę, że jeśli miałabym dzieci, to moja mama nawet rakietę zbuduje, żeby się do Australii dostać (jestem jedynakiem, mama jest trochę niespełniona w kwestii dzieci). Więc problemem zostaje tylko forsa 🤣

      Polubienie

  5. Znam ten ból, sam byłem ojcem” jak to się mówi po naszemu. Moi rodzice nigdy mnie nie odwiedzili w obawie, że jak zachorują to narobią mi problemów. Teściowie chociaż starsi nie mieli takich problemów. Pamietam swój pierwszy przyjazd do Polski, tej nowej po zmianach. Z każdym następnym przyjazdem coraz mniej rozumiałem tamte realia…dzisiaj już ich kompletnie nie rozumie…tylko w moim przypadku to już ponad trzydzieści lat.

    Polubienie

    1. Gdzieś ktoś ładnie stwierdził, że emigrant to taka inna rasa, która po jakimś czasie nie pasuje ani do starego kraju, ani nigdy nie będzie do końca pasować do nowego kraju.
      Brawa dla teściów, ja raczej miałabym strachy tak jak rodzice. A szkoda, bo nie ma co marnować takich okazji.

      Polubione przez 1 osoba

    2. O takich rozterkach emigracji mało kto wspomina. Niestety, oddalenie fizyczne od osób, które uznajesz za ważne. To,że chcesz oprowadzić Mamę po uliczkach i miejscach gdzie toczy się Twoje życie, wiążę chociażby z pokazaniem kim się stałaś, co i jak robisz. Pięć lat to szmat czasu,jesteś już inna niż ta,która wyjeżdżała z kraju nad Wisłą. Inne jest też Twoje życie, nadzieję, i plany, chcesz by Mama Cię poznała,uczestniczyła w Twoim życiu być może „bardziej”a już na pewno na innym poziomie. Co innego oznacza opowiadanie w jaki sposób jeździ się na rowerze, co innego samej zasiąść za kierownicą,a trochę co innego podróżować w tandemie. Życzę Ci wielu radosnych spotkań z Bliskimi!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Chyba sama bym lepiej tego nie ujęła- tak, to właśnie jest takie cichutkie marzenie, żeby bliscy zobaczyli nową mnie i wzięli czynny udział w nowej wersji mojego życia. Myślę, że już bliżej niż dalej do realizacji tego marzenia 😀

        Polubione przez 1 osoba

  6. Pieniądze dają szczęście, bo dają możliwości. Na pewno taki dzień jak własny ślub, nawet jeśli jest symboliczny, chce się spędzać z najbliższymi. Może chociaż uda się skorzystać z cudów techniki i połączyć jakoś z mamą żeby mogła obserwować uroczystość na kamerce?
    Przychodzi rzeczywiście taki czas w życiu, że ta matka przed którą miało się kiedyś nastoletnie sekrety, staje się powierniczką dorosłych problemów i kimś u kogo szuka się rady. Ja też bardzo tego potrzebuję i choć mama mieszka kilka ulic dalej, mam wrażenie jakby mentalnie w ogóle jej przy mnie nie było. Czasem ludzie są bardzo blisko, a tak jakby dzieliły ich tysiące kilometrów.

    Polubienie

    1. Mamy 10 godzin różnicy w strefach czasowych, więc mama będzie spaać jak suseł, kiedy będę się hajtać.
      Bardzo ładnie ujęte z tym byciem daleko od lydzi mimo małego fizycznego dystansu. Czasami najważniejszy jest ten emocjonalny dystans, a wtedy nawet ten fizyczny jest się w stanie pokonać. Ja tylko jestem wdzięczna za te wszystkie videochaty- gdyby nie one, to samo słuchanie głosu nie byłoby chyba wykraczające.

      Polubione przez 1 osoba

  7. Piękny, emocjonalny wpis 🙂 Uwierz mi, że z wiekiem to nie mija, tylko jakby wchodzi w inny etap. W sensie – im dłużej się nie widzicie… i tak dalej. Wiem dokładnie o czym mówisz, będzie już 22 lata od kiedy moja mama zamieszkała w Stanach. Przylatuje tu bardzo rzadko. 😦
    P.S. Gratuluję ślubu, bez względu na motywację 😀 (Kurde, jednak faktycznie sporo mamy wspólnego)

    Polubienie

    1. Tak właśnie podejrzewam, że będzie z tą rozłąką gorzej z biegiem czasu. A nie chcę też, żeby moje dzieci znały dziadków z Whatsappa i tyle, więc za jakiś czas muszę jakoś mamę przemycić do Australii (jej wiza będzie mnie kosztować w złocie tyle, co mama waży 🤣).
      22 lata to szmat czasu! Całe szczęście, że mamy videochaty, to trochę ratuje sytuację.
      Dziękuję za gratulacje- jakoś się przyzwyczajam do tej myśli o ślubie i chyba jest nawet ok, na razie najfajniej było wybierać obrączkę. Ach te zakupy.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Niestety kochana, dzieci będą znały dziadków głównie z Whatsappa. Taka jest rzeczywistość. Ale coś za coś. Na pewno będą miały lepszy start w życiu. No i dziadków w „egzotycznym kraju” 😀

        Polubienie

        1. Moja mama nastawia się na to, żeby do mnie przyjechać na stałe, nawet sama nauczyła się dosyć dobrze angielskiego. Poza tym, jakoś muszę się nią zaopiekować na starość, ale oczywiście zobaczymy jak to wyjdzie w praniu- być może jak tu przyleci i pomieszka, to jek się odwidzi. Albo pobije się z moim gotującym o północy partnerem.

          Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s