Przemyślenia · Z życia wzięte

Sumienie w pracy

Ostatnio moja koleżanka z Polski stwierdziła, że musi koniecznie rzucić lubianą przez siebie pracę, bo odkryła, że jednym z klientów jej firmy jest korporacja, z której wartościami (a raczej brakiem wartości), poczynaniami i polityką się nie zgadza. Przez większą część naszej rozmowy brzmiała tak, jakby próbowała przekonać samą siebie, że nie ma innego wyjścia jak odejść z pracy i narazić się na bezrobocie, na które nie może sobie teraz pozwolić. Rozważała za i przeciw, bo przecież pieniądze są potrzebne, bo przecież rodzice już są za starzy i role się odwróciły- to my pomagamy im, a nie oni nam i tak dalej. Z rozważań w końcu nic konkretnego nie wynikło- koleżanka dalej tkwi w tej pracy i czuje, że chodzi tam z nieczystym sumieniem. A może jednak coś wynikło z tej rozmowy? Bo zaczynam się zastanawiać, czy jest możliwe pracować gdzieś, gdzie będziemy czuć, że nie przyczyniamy się do np. cierpień zwierząt, do wyzysku innych ludzi, i nie będziemy karmić naszą pracą bezdusznych korporacji czy obrzydliwie bogatych wyzyskiwaczy.

Zaczęłam przyglądać się swojej pracy, naszym klientom, naszym dostawcom. I ze smutkiem stwierdzam, że aby mieć czyste sumienie, sama powinnam zrezygnować ze swojej pracy, ba, powinnam nawet kompletnie zrezygnować z działu gospodarki, w którym przyszło mi pracować. Przemsył medyczny jest zdecydowanie najgorszy jeśli chodzi o jakiekolwiek ekologiczne podejście, bo większość produktów jest jednorazowa- ze względów bezpieczeństwa dla pacjenta, ale też ze względu na to, że nikomu nie chce się płacić dodatkowych pieniędzy na udowadnianie, że produkt można ponownie umyć i wysterylizować. Druga sprawa, że wszystko jest pakowane podwójnie, albo i potrójnie- trochę ze względów bezpieczeństwa, aby produkt był chroniony wieloma warstwami przez niesterylnym światem zewnętrznym, a trochę dlatego, że nasze produkty są drogie- więc klient chce widzieć ładnie zapakowany produkt w tysiące torebek, kartoników i najlepiej zapakowanych indywidualnie, żeby się pięknie nadawało na wystawę i było ładne wizualnie. No więc na tym polu moja praca to kompletna klapa. Jako że nasi klienci to najczęściej małe firmy lub start-upy, których produkt jest dopiero w fazie testów, to nie zliczę ile razy już otworzyłam to podwójne opakowanie ich produktu w laboratorium tylko po to, żeby wyrzucić plastik do kosza i zapakować produkt w kolejne dwie, nowe warstwy plastiku- tylko dlatego, że poprzednie opakowanie było brzydsze, albo produkt był zapakowany dwa lata temu (więc opakowanie było za stare), albo klient zmienił logo na naklejce, albo trzeba było powtórzyć testy laboratoryjne.

Z tym, że produkty naszych klientów są na etapie testów, wiąże się kolejny problem obciążający moje sumienie- klienci testują swoje produkty na zwierzętach. Taka jest niestety kolej rzeczy w branży medycznej- wymaganym jest, żeby produkt przeszedł testy mechaniczne/ chemiczne itd, potem musi być przetestowany na zwierzakach, a potem jest testowany na ludziach- dopiero wtedy wchodzi do obrotu. Może jest jakaś alternatywna opcja, o której nie wiem, ale przez ostatnie 4 lata mojej pracy, czytając standardy międzynarodowe i wymogi, nie widzę innej drogi (jest też szansa, że po prostu lecimy na latwiznę i dlatego ,,nie ma alternatywy”). Dlatego też implanty, które myję czy sterylizuję, są później wszczepiane bogu ducha winnym szczurom, owcom lub prosiakom. Potem niestety takie zwierzaki są zabijane po kilku dniach, tygodniach, miesiącach, żeby sprawdzić, jak kość obrosła wokół kościopodobnej kostki wszczepionej w miejscu złamania, jak dobrze implant łączy kość udową z trzustką monitorując poziom glukozy, czy nie rozwinęła się infekcja, czy to się wszystko nie poprzesuwało, czy ciało pozbyło się naruszonych tkanek wypalonych laserem itd. Zresztą o fakcie, że wszystkie te produkty w którymś momencie są testowane na zwierzakach, dowiedziałam się w drugim roku pracy- klient nie musi nam dokładnie mówić, co będzie robić z produktem, który dla niego przygotujemy. Ale jako że wszystko musi przejść tę drogę, zanim pojawi się w sprzedaży, to możemy się domyślać, jaka będzie kolej rzeczy.

Ostatnio też miałam okazję zgrzewać coś w stylu głowic z małymi igiełkami, które mają być w przyszłości alternatywą dla szczepionek ze zwykłą igłą. Dopiero jakiś czas po wykonanej pracy zadzwonił do nas zadowolony klient, że produkt wygląda bardzo ładnie, działa, i właśnie składają do kupy wszystkie dostarczone przez nas i inne firmy elementy, żeby spotkać się z Billem Gate’sem i pokazać mu ich najnowszy wynalazek. Jak wiemy pan Bill inwestuje dużo w szczepionki. I teraz- czy mam znów popadać w poczucie winy, bo wykonuję pracę dla miliarderów, którzy dorobili się na innych ludziach (i tak byłoby kompletnie tragicznie, jeśli produkowalibyśmy coś, co sprzedaje Amazon). W dobie ostatnich przepychanek z koroną- może powinnam też czuć niepokój, że wspieram niektóre biznesy czy biznesmenów?

I ostatnia sprawa, jeśli już doszliśmy do biznesmenów- to nasi dostawcy, żeby było taniej, to głównie Chiny i Malezja. Jak wiadomo pierwszy kraj ma conajmniej nieprzyjazną obywatelom politykę, a drugi nie płaci swoim pracownikom odpowiedniej pensji. Więc mimo iż nasi dostawcy muszą uzupełniać i podpisywać naszą śmieszną ankietkę z pytaniem ,,czy nie wykorzystują niewolniczej pracy w tworzeniu swoich produktów”- jest to tylko głupia formalność, która mało znaczy. Ale musimy mieć ten podpisik na ankietce w naszej dokumentacji- taki jest prawny wymóg. Mimo to, pracownicy po drugiej stronie oceanu nie są traktowani godnie, a my wspieramy firmy, które zgotowały im ten los, płacąc im ogromne pieniądze za ich produkty. W tej kwestii nie mam prawa głosu- bo to szefostwo decyduje, skąd pozyskujemy opakowania. Mogę im zaproponować alternatywy- ale wiadomo, że najtańsze źródło i tak wygra.

A teraz to już w ogóle powiem coś kontrowersyjnego, bo wielu ludzi jest niezadowolonych z tego, że Europa, i nasza Polska zresztą też, finansuje cierpienie Ukraińców poprzez handel z Rosją, poprzez za małe sankcje, kupowanie od nich ropy i innych dóbr naturalnych. Nie znam się na ekonomii- zawsze to była dla mnie czarna magia i wymysł szatana, nie znam się też na tym, jakie mielibyśmy alternatywy i jak bardzo ucierpielibyśmy my, gdybyśmy konsekwentnie odcięli Rosję od wszystkiego. Nie znam tych mechanizmów. Wiem tylko tyle, że patrząc na moją pracę, te wszystkie zależności od różnych firm, zero kontroli nad tym, co klient zrobi z produktem, nasi niewolniczo pracujący dostawcy, to testowanie na zwierzakach – czuję, że nie mam wpływu jako jednostka na to, żeby świat stał się lepszym miejscem. Musiałabym chyba zostać pracownikiem parku narodowego, żeby nie przyczyniać się do pogrążania naszego świata w dalszym cierpieniu zwierzaków, niewolnictwie pracowników czy zaśmiecaniu planety. A nawet wtedy obowiązywałyby mnie zasady i rozporządzenia napisane przez kogoś tam nade mną. Czy da się w naszym świecie ,,etycznie pracować”?

Na zakończenie, żeby nie było aż tak negatywnie i smętasowo- udało nam się w pracy zmusić szefostwo do przestawienia się z papierowych wersji dokumentów na elektroniczne. Poprzez ,,my” mam na myśli tylko młode pokolenie, bo starsi wmawiali nam przez bite dwa lata, że to za trudne, nie da się zrobić, za dużo z tym zachodu i jest niemożliwe (a poza tym do tej pory działało, więc ,,po co zmieniać”). Ale uparliśmy się, zaczęliśmy testować wersję online dokumentów, napisaliśmy raporty z naszych testów i finalnie przerzuciliśmy się na trzymanie dokumentów w chmurze! Udowodniliśmy, że serwer regularnie robi kopie zapasowe, że dokument jest przechowywany na dwóch różnych systemach (w przemyśle medycznym muszę trzymać dane 15 lat, i muszą być w dwóch miejscach na wypadek, gdyby jedno nawaliło), udowodniliśmy, że elektroniczny podpis jest bezpieczniejszy na dokumentach (bo ciężej go podrobić) itp. I mimo że starsi pracownicy nadal narzekają, bo nie podoba im się, że wprowadzamy jakiekolwiek nowości, to nareszcie całe biuro przestało furiotycznie drukować tonę papierków dziennie. Dobre i tyle, chociaż w takim tempie to ja nie wiem, czy zdążymy zrobić ze świata lepsze miejsce.

22 myśli na temat “Sumienie w pracy

  1. Powiem, a raczej napiszę tak: sumieniem garnka nie napełnisz i rachunków nie popłacisz. Ja rozumiem tego typu rozterki, ale jesteśmy tylko małymi trybikami w tej maszynie i to takimi które łatwo zastąpić, dlatego nasz opór w tej materii niewiele zmieni. Ja też nie czułem się fajnie gdy musiałem kupić ruski węgiel, ale gdybym się postawił to jedyne co bym osiągną to że w zimie by mi dupa marzła, a świata od tego bym nie zmienił, bo nie kupię ja, to kupi sąsiad, albo jakaś fabryka. Z przykrością stwierdzam że świat już jakiś czas temu wyleczył mnie z podobnych rozterek…

    Polubienie

    1. Jako takich rozterek to nawet nie mam, na szczęście, bo w obecnym świecie ( a może zawsze tak było) nie da się żyć tak, żeby było wszystko zgodnie z naszym sumieniem. Wszędzie jest za dużo zależności, powiązań, szemarnych układów i właśnie tak jak mówisz- nasz wpływ na to wszystko jest nijaki…

      Polubienie

      1. Ogólnie nie da się przejść przez życie z czystym sumieniem, a tu tym bardziej nie należy mieć skrupułów. Czasem wręcz nieświadomie łamiemy swoje własne sumienia, co nie znaczy że musimy się tym zadręczać, albo podejmować radykalne decyzje. Takie jest niestety to życie.

        Polubienie

        1. Właśnie- najbardziej szkoda mi tych, co wierzyli, że podejmują dobre wybory, nie wspierają niewolnictwa XXI wieku, nie rujnują planety, a potem nagle docierają do nich te złe informacje, że nic z tego, nie da się przed tym uciec i przez pół życia ich ,,świadome” wybory nie były takie świadome, bo brudy na temat jakiejś firmy jeszcze nie wypłynęły na przykład.

          Polubienie

  2. Kto jak kto, ale ja rozumiem rozterki Twojej kolezanki w 100%. Firma, w ktorej pracuję, zajmuje sie drogimi butami i moznaby pomyslec, ze to taka nieszkodliwa sprawa – buty. Jednak kazda źle wykonana lub zwrocona przez klienta para butow wykonanych ze skóry konia, sarny bądź kangura (!!!), to przeciez zmarnowane zycie tego zwierzecia. Kazde zamowienie JEDNEJ pary butow z Niemiec czy Francji, to przeciez koszt paliwa, zanieczyszczenie srodowiska. Mysle o tym wszystkim kazdego dnia, w pracy uchodze za ”tą, ktora chce ratowac swiat”, ale mam wrazenie, ze na miejsce kazdej jednej pozytywnej zmiany wyrosnie 5 negatywnych. Nie oznacza to jednak, ze jest to powod do poddania sie. Dobrze jest byc swiadomym i szerzyc ta swiadomosc. Super, ze udalo Wam sie zmniejszyc ilosc drukowanych dokumentow. Piąteczka! 🙂

    Polubienie

    1. Trochę jest to dołujące, że człowiek naprawi jedną rzecz, a zaraz już musiałby się zacząc zajmować całą resztą problemów, która stoi w kolejce (i końca kolejki nie widać).
      Z tym transportem ubrań (butów) itd to dopiero wykład jednego profesora na wydziale architektury otworzyło mi oczy, że rzeczywiście do całego tego kupowania online trzeba przerobić infrastrukturę miast, żeby ludzie mogli zamówić ciuchy, przymierzyć/ użyć tylko raz na imprezę, po czym zwrócić/ wymienić na inny rozmiar/ model. I blokujemy drogi, spalamy kolejne litry paliwa… Dostawy ekspresowe to już w ogóle jest morderstwo : ( A wszyscy chcą mieć wszystko na już.

      Polubienie

  3. to mi przypomina,jak kiedyś uznałem, że nigdy nie mógłbym wstąpić do policji, gdyż miałbym zbyt wielki konflikt wewnętrzny egzekwując te elementy prawa, które uważam za złe lub głupie… ale to mi nie przeszkodziło potem przyjąć zlecenia na jakąś stronkę internetową od tejże policji, jednak najpierw przyjrzałem się uważnie, czemu to ma służyć…
    myślę, że nie da się zarabiać na życie i w ogóle żyć w idealnej zgodzie ze sobą samą/ym… czy działacz pro-eko byłby skuteczny, gdyby całkiem zrezygnował z jazdy samochodem?… jesteśmy skazani na pewien kompromis i jedyne, co możemy zrobić, to minimalizować te elementy naszego funkcjonowania, które uważamy za niefajne… deklaracja „nigdy się nie sprzedam” zgrabnie brzmi, ale tylko w teorii, bo w praktyce wciąż się sprzedajemy, czasem nawet tego wcale nie zauważamy…
    to rzecz jasna nie znaczy, aby w ogóle temat sobie odpuścić zasłaniając się takimi frajerskimi tekstami, jak „bo przecież jeść i mieszkać jakoś trzeba”, bo wtedy zmienimy się w bezmózgie androidy, automaty przeżarte hipokryzją…
    oddać się systemowi, stać się tylko śrubką, cegłą w murze – źle… odciąć się od tego systemu całkiem – też źle… pozostaje jedynie jakaś „droga środka”, jak to się czasem ładnie nazywa…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Czuję, że dla mnie ten złoty środek nie do końca jest po środku, on ma taką mylną nazwę : ) Jednak lepiej jest, jak jesteś my trochę bliżej ,,ratujmy planetę” niż ,,kocham konsupcjonizm”. Ale oczywiście nie zawsze się da, bo świat jest tak skonstruowany, że i tak wciągnie nas siłą w te trybiki choć tochę.
      W policji też nie chciałabym robić- jak na dziecko mundurowego, mam o nich o dziwo kiepską opinię…

      Polubienie

  4. W sumie wszystkie Twoje dylematy można rozwiązać pytaniami: jak nie TO, to CO w zamian? Co do obłędu w opakowaniach, które i mnie wkurzają niemiłosiernie, można np. wprowadzić 2 opcje dla klienta: jedna z pudełkiem zawierającą lek z instrukcją albo sam lek, jeśli pacjent korzysta z niego regularnie i na grzyba mu potrzebne kolejne ulotki? Inna sprawa, to doświadczenia na zwierzętach. Czy zdecydowałabyś się, o ile miałabyś taką możliwość, podania leku od razu ludziom? Kwestia wykorzystywania lub nie taniej siły roboczej, to już naprawdę nie twoja sprawa. Czy Twoje zwolnienie się z pracy jakoś pomogłoby tym ludziom? Nie jesteś omnipotentna.
    Żeby nie było, że taka mądra jestem…:) Przeszłam na wcześniejszą emeryturę, kiedy moja dyrektorka (byłam w-ce) zdecydowała o takiej ilości czasy na jednego pacjenta, który był zwyczajnym oszustwem i „zaliczaniem”, a nie faktyczną pomocą.

    Polubienie

    1. Ja niekoniecznie mam dylematy, chciałam raczej pokazać, że każda praca ,, obciąża” w jakiś sposób nasze sumienie, dlatego nie rozumiem postawy mojej koleżanki. Świata się nie zbawi- lepiej, świat nawet nie chce, żeby się go zbawiało. Obecnie używamy metod, czy to produkcji, testowania, czy pakowania, które są najmniejszym złem, na jakie udało nam się wpaść przy obecnej technologii. Tylko niektóre rzeczy dałoby się poprawić, ale tu wkraczamy na ścieżkę wojenną z menadżerami i ludźmi ustalającymi prawo i normy.
      A tak na marginesie, ciężko byłoby mieć lek wersję z ulotką i wersję bez ulotki, bo w tym momencie to są dwa różne produkty, wymagające dwóch różnych nazw, oznaczeń i osobnej teczuszki z dokumentacją i testami kontrolnymi (bo trzeba lub nie trzeba sprawdzić czy ta ulotka tam jest). Dlatego pcha się ulotkę wszędzie- bo tak jest łatwiej.

      Polubienie

      1. Z tymi opakowaniami to są wszystko sztucznie wymyślone problemy, a co człowiek opracował, to może i odpracować 😉 z korzyścią dla środowiska. Robię zakupy w aptece internetowej, zamawiam po kilka sztuk danego leku. Moją pierwszą czynnością jest pozbycie się papierowego badziewia, Jest tego zmarnowanego materiału naprawdę dużo. To chore! Jeśli, przy choćby takiej samej cenie, klient miałby do wyboru wersję z lub bez ulotki, to jego odpowiedzialność. Nie tak duża znowu, bo opis leku znajdzie w necie.

        Polubienie

        1. Tak, ale prpblem polega na tym, że firma produkująca ten lek i zleceniodawca produkcji tego leku musi teraz mieć dwie różne wersje dokumentacji całej produkcji i jej specyfikacji, bo lek z ulotką jest innym produktem niż lek bez ulotki. Klient sobie poradzi, oczywiście i nawet będzie szczęśliwszy bez ulotki. Ale audytor, który przyjdzie sprawdzać firmę produkującą, będzie zadawać niewygodne pytania w stylu,, jak w dokumentacji i na hali produkcyjnej rozróżniacie te dwa produkty, jakie są testy kontrolne, żeby ich nie pomieszać „. To wszystko wynika z ludzkiej miłości do kategoryzowania i wymyślania sobie problemów 😃

          Polubienie

  5. Fakt, sama kupuję tubkę pasty opakowaną w papierowy karton, podobnie jak słoiczek kremu. Po co? Kto stworzył taki kanon piękna? Codziennie po zakupach wyrzucam od razu tony śmieci, za które zresztą płacę. Koszona trawa ląduje w plastikowych worach, a skoszona ziemia w słońcu robi się skałą. Co to za dizajn i piękno?
    Zasyłam serdeczności

    Polubienie

    1. Z tymi pastami do zębów to słyszałam miejską legendę na temat Islandczyków, którzy przestali kupować pasty w kartonikach, więc producenci zaczęli sprzedawać tylko bezkartonikowe pasty- ekologiczny sukces.
      Myślę, że te kartoniki są potrzebne po to, żeby udowodnić na drodze testowania, że taki produkt łatwiej znosi transport. My też tak robimy w przemyśle medycznym, że testujemy transport i sprawdzamy, czy produkt przeżyje. Wpadowanie go w karton pewnie jest łatwiejsze. No ale konsument niepotrzebnie za to płaci, biedne drzewo też.

      Polubienie

  6. Kiedy się nad tym zastanawiam, coraz bardziej dochodzę do wniosku, że bardzo trudno jest nijak nie przyczyniać się do niczyjego cierpienia jak pracownik czy konsument i jednostka tak naprawdę bardzo niewiele może. Jakiś czas temu przeczytałam sobie „Śmierć w Amazonii” Domosławskiego i wysnułam wniosek, że tych wszelkich powiązań jest zwyczajnie za dużo i są za daleko idące: od mebla z Ikei czy tapicerki w samochodzie do mordowania aktywistów. Też muszę się przyznać, że bojkot rosyjskich produktów czy jego brak mnie jakoś specjalnie moralnie nie rusza (patrzę na to bardziej taktycznie) – bo tu bojkotujemy, ale jednocześnie są reżimy, z którymi demokratyczny świat nie ma żadnego problemu.
    Jeśli chodzi o testowanie na zwierzętach, to jest to oczywiście okrutne, ale nie wiem, czy istnieje alternatywa – od razu na ludziach? Z drugiej strony niewiele wiem na ten temat, a może faktycznie dałoby się inaczej.

    Polubienie

    1. Zgadzam się, że za dużo tych zależności. Ciężko się w nich wszystkich połapać. Jeszcze ciężej być ich wszystkich świadomym!
      No a z testowaniem sama nie wiem- pewnie niektóre rzeczy by się dało od razu na ludziach, inne pewnie nie, ale prawnie większości nie można. Gdybyśmy chcieli coś pozmieniać, to pewnie trzebaby było cały system zbudować od nowa, bo wymienianie trochę tu, trochę tam, to jak poprawianie odpryśniętych paznokci ciapkami lakieru- czasami łatwiej zmyć i zacząć od początku (a kto ma na to czas, jak czas to pieniądz?).

      Polubienie

  7. Tak, jednostka ma wpływ na to żeby świat był lepszym miejscem i właśnie sama to udowodniłaś. W naszej rodzinie też staramy się żyć w sposób etyczny i w zgodzie z ekologią, chociaż na tylu polach, na ilu się da. Nie zmienimy całego świata, trudno też mówić o zmianie pracy, która jest jedynym źródłem utrzymania, ale małe kroczki mają ogromne znaczenie. Już sam fakt, że sobie to uświadamiasz to wielka rzecz.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s