Zdrowie fizyczne

Syndrom May-Thurnera

Każdy z nas ma tętnicę wychodzącą z serca i rozczapierzającą się na dwie połówki, aby dostarczać krew do lewej i prawej nogi. Każdy z nas ma też jedną wielką żyłę z dwoma odnogami, która zabiera ,,zużytą” krew z jednej i drugiej nogi, po czym łączy się w jedną żyłę i oddaje tę krew do serca w celu jej natlenienia. U wszystkich z nas obie odnogi tętnicy i żyły przeplatają się ze sobą w okolicy naszego brzucha/ pępka, trochę w kierunku lewej strony, bo serce leży po lewej. Niestety tak czasami bywa, że te przeplatające się się naczynia naciskają jedne na drugie- i tym jest właśnie syndrom May-Thurnera: kiedy tętnica dostarczająca krew do prawej nogi naciska na żyłę, która zabiera starą krew z lewej nogi (wersja odwrotna jest mało powszechna). Krew nie może swobodnie odpływać z lewej nogi i zostaje w niej, powodując puchnięcie, zwiększenie ciśnienia na żyły w lewej nodze (i przyszłe żylaki, niewydolność i ryzyko zakrzepów), a także powodując blizny na uciskanej przez tętnicę żyle, ponieważ żyła jest dociskana do kręgosłupa i kiedy tętni poprzez przepływ krwi, trze o kręgosłup. Cały ten syndrom jest po prostu wadą anatomiczną.

Dla wizy i możliwości pozostania w Australii pracowałam trochę za ciężko i nie zważałam na swoje zdrowie. Już szkoła nauczyła mnie, że stuprocentowa frekwencja jest najcudowniejszym wyrazem ciężkiej pracy i należy do tego dążyć, i nie powinno się zwalniać, bo wtedy nic się nie osiągnie. Praca tylko upewniła mnie w tym błędnym przekonaniu. Dlatego stałam w laboratorium po 5-8 godzin, czasami bez przerwy, na wysokich obrotach, odziana nie tylko w maseczkę, na którą wszyscy narzekają, że hamuje normalny oddech, ale też w całym plastikowo-papierowym skafandrze z kapturem, dwoma parami rękawiczek, czepku i plastikowych owijkach wokół butów. W laboratorium są dwa krzesła, ludzi cztery, pić nie wolno- trzeba byłoby wyjść z laboratorium (i rozebrać się z tego wszystkiego, po czym ubrać z powrotem, co zajmuje 10-15 minut w każdą stronę). No i człowiek pracował tak jak kretyn, aż w końcu w grudniu 2020 zaczęła mi puchnąć lewa kostka u nogi- różnica między lewą a prawą była ogromna- nie mogłam zapiąć buta. Jako że czekałam wtedy na wizę (i czekałam aż do października 2021- czyli 11 miesięcy), to bałam się iść do lekarza. Co jeśli odkryją, że jestem na coś chora i rząd policzy sobie, że leczenie mnie za dużo będzie kosztować podatników w przyszłości, więc wizy nie dostanę? Weryfikacja zdrowia i testy (krwi, siku, oczów, skan płuc) są częścią aplikacji o wizę (te zrobiłam w marcu 2021- nosząc spodnie, by nie było widać mojej spuchniętej kostki- miałam szczęście, że z okazji korony testy były trochę okrojone i wyrzucili z nich rozbierania i macanie pacjenta). Dopiero rok po odkryciu, że puchnie mi noga, trafiłam do lekarza.

Wizytę uważam za jedynie pomocną w tym, że usłyszałam diagnozę. Na tym skończyła się przydatność lekarza, mimo że odwiedziłam trzech- wszyscy twierdzili, że z wadą anatomiczną nie da się nic zrobić, że moje symptomy nie są aż takie tragiczne (nie czuję bólu, noga nie jest przegrzana mimo tej nadmiarowej krwi, nie mrowi, ,,tylko” jest słoniowego rozmiaru i rozrzerzają się na niej żyły) i należy tylko nosić rajstopy uciskowe (by na siłę przepchać krew przez tę ściśniętą żyłę) i poczekać na ,,fantastyczną” operację przeszycia żyły w inne miejsce, albo wstawiania metalowej siatki w żyłę, by na chama ją udrożnić. Teraz na operację się nie nadaję, bo operacja jest na tyle poważna, że ,,nie ma sensu jej robić na młodych osobach”. Mimo że moja mama jest aptekarą, to nigdy z lekarzami nie było mi po drodze- nie ufam im i mimo mojego dyplomu inżyniera, wolę leczyć się z wujkiem Google. I tak też zrobiłam tym razem (tak, tak, nie róbcie tak jak ja, nie jestem lekarzem, wszystko co robicie jest na waszą odpowiedzialność, a w razie poważniejszych problemów- skonsultujcie się z lekarzem. Mam wrażenie, że teraz wszyscy muszą to dopisywać, więc dla spokoju ja też to dopiszę).

A teraz o tym, co udało mi się osiągnąć samodzielnie, po tym jak obrażona wyszłam z gabinetu lekarza. Przede wszystkim zastanowiło mnie jakim cudem ta ,,wada anatomiczna” ujawniła się dopiero kiedy mam 27 lat. Dlaczego nie tuż po osiągnięciu dojrzałości fizycznej i zaprzestaniu rośnięcia- czy ta żyła nie powinna być uciskana już od samego początku? Druga sprawa, to Internet, książki, prezentacje multimedialne powiedziały mi, że cierpiący na ten syndrom to w 90 procentach kobiety- ze względu na to, że nasza miednica jest głębsza (dziękuję naturo, ,,świetnie” to wymyśliłaś). Najczęściej ta wada anatomiczna ,,magicznie” manifestuje się dopiero po urodzeniu dziecka, bo po ciąży to się wszystko przesuwa (i nie dziwi mnie to, przecież tam ledwo starcza miejsca na dziecko, na narządy wewnętrzne, i na układ krwionośny- jeszcze raz naturo, ,,dobra robota”). Ale w takim razie jak to z tym jest- to jednocześnie wada anatomiczna, z którą się rodzimy, i jednocześnie ujawnia się po ciąży, jak to się wszystko w środku samo poprzesuwa na nieodpowiednie miejsca? Czy to nie kłóci się z logiką? No i ostatnia rzecz: udało mi się znaleźć publikacje niemieckiego lekarza na temat tego, że syndrom May-Thurnera związany jest z tym, że kobiety wypychają kupry do tyłu jak kaczki i to przodopochylenie miednicy sprawia, że żyły i tętnice zaczynają na siebie patologicznie naciskać. Dodatkowo śledzę fizjoterapeutkę i lekarza od żył nóg i miednicy na mediach społecznościowych i promują oni fizjoterapię, rozluźnianie brzucha i pracę z mięśniami miednicy jako remedium na tę przypadłość.

Do lekarza nigdy już nie wróciłam, ale zaczęłam eksperymentować na sobie:

  • Przede wszystkim przestałam leżeć w mojej ulubionej pozycji: lubiłam kiedyś leżeć na brzuchu, podparta łokciami, z książką/ telefonem w ręku, czasem też ze zgiętymi nogami w kolanach i fruwającymi stopami nad tyłkiem. Taka pozycja pogłębiała ,,kaczy kuper” (wyginając moją dolną część pleców w łuk) i od kiedy przestałam tak leżeć, opuchlizna mojej nogi zmniejszyła się o 70-80%, w dosłownie jeden dzień.
  • zapisałam się do fizjoterapeuty, który pomógł mi wzmocnić mięśnie dolnej części pleców i trzymać miednicę w neutralnej pozycji- koniec kaczego kupra jest już blisko.
  • dzięki zajęciom na rurze i na lyrze wzmacniam mięśnie brzucha, co wspomaga moje ciało w utrzymywaniu poprawnej postawy (zauważyłam, że w dni, kiedy siedzę pochylona, a nie daj boże z tyłkiem wysuniętym w tył, ale tułowiem pochylonym do przodu- to ze spuchnięciem jest o wiele gorzej, jeśli siedzę na krześle prosto, noga magicznie puchnie tylko jakieś 10%)
  • zaczęłam robić automasaż brzucha. Wyczytałam na koncie pewnej fizjoterapeutki z Polski, że masaż wisceralny (podobno tak Słowianie leczyli dawniej choroby) jest w stanie uwolnić wiele napięć w brzuchu i poprawić trawienie, funkcjonowanie narządów, ich ukrwienie, natlenienie itd. Podczas całej mojej drogi pozbywania się opuchlizny z mojej nogi, moje odczucie spiętych mięśni wędrowało od spietej łydki, poprzez spięty tył pleców nad lewą nerką, aż usadowił się w spiętych mięśniach na lewo od pępka- to tam jest ta uciśnięta żyła. Dlatego teraz próbuję rozmasowywać to miejsce, zatapiam w nim palce, ciągnę powłoki brzuszne szczypiąc je niczym krab i mam nadzieję, że spięcie w końcu puści. Jeszcze mi się to nie udało.
  • Ostatnią rzeczą, która jest na mojej liście i dopiero zaczynam próbować, to uregulowanie trawienia w jelitach i dojścia do ładu z lewym jajnikiem, ponieważ człowiek to naczynia połączone- zarówno damskie problemy jak i smutne jelita będą sprawiały, że coś może być w naszym brzuchu spięte, ze stanem zapalnym, albo może się obsuwać i naciskać na inne narządy. Dlatego trzeba byłoby też przyjrzeć się mięśniom dna miednicy, bo wszystkie narządy na dole brzuszka są przez nie podtrzymywane. Mam nadzieję, że to będzie już ostatnia cegiełka do zredukowania opuchlizny lewej nogi do zera, bo niewiele mi już brakuje- ale te 10-20% opuchlizny jest jak te ostatnie uporczywe kilogramy- ciężko jest się ich pozbyć.

Moja kostka już nie puchnie jak kiedyś, teraz to tylko 10-20% tego co było (chyba, że za długo siedzę w pracy, albo zapominam się napić- wtedy zgęstniała krew odmawia przeciskania się przez uciśniętą żyłę i opuchlizna to jakieś 30% tego, co było). Jedyne, co zostało mi po monstrualnej dawnej opuchliźnie, to nadmiernie rozszerzona żyła po wewnętrznej stronie łydki (i nie wiem, czy da się ją zmusić do powrotu do normy- rozciągnęła się z nadmiaru krwi, która się tam tłoczyła) i moja lewa łydka jest o półtora centymetra grubsza od lewej (nadal delikatna opuchlizna, ale wizualnie nie da się tego zauważyć- trzeba zmierzyć, by się kapnąć, że coś jest nie tak). Szczerze wątpię, czy byłabym w tym samym miejscu, gdybym posłuchała tych trzech lekarzy i biernie czekała na poważną operację na za dwadzieścia lat. Mam wielki żal do tych ludzi, że jedyne, co ich interesuje, to pokroić pacjenta i z głowy- kiedy istnieją jeszcze inne alternatywy! Czy człowiek ma czas w tym zabieganym świecie szukać i sprawdzać samemu? Od tego płacę 250$ za prywatną piętnastominutową wizytę, żeby ktoś mi podsunął rozwiązania problemu, a nie kazał mi jeść magnez, rosić rajstopy uciskowe i dać się pokroić za 20 lat, po czym resztę życia spędzić na lekach rozrzedzających krew. Niby XXI wiek, ale tak samo jak mamy kiespkich inżynierów, którzy poszli na studia z rozpędu, tak samo mamy kiespkich lekarzy, którzy poszli na studia zwabieni obietnicą wysokiej pensji.

20 myśli na temat “Syndrom May-Thurnera

  1. Po pierwsze dziękuję za ciekawe informacje i gratuluję umiejętności zrozumiałego opisania dość skomplikowanych spraw.
    Po drugie, gratuluję samodzielnego zbadania tematu i zastosowania metod które dają dobre rezultaty.
    Po trzecie… nie wiem czy się cieszyć czy martwić?
    Cieszyć, że urodziłem się mężczyzną i ominęła mnie taka ilość komplikacji.
    Martwić – z tego samego powodu – że natura tak niesprawiedliwie traktuje kobiety.
    Oczywiście gdzieś na dnie kręci się złośliwość – czy aktywiści w dziedzinie praw kobiet o tym wiedzą? Czy nadal upierają się, że kobieta nadaje się na żołnierza tak samo jak mężczyzna?
    No a jak z osobami, które nie są pewne swojej płci, albo są pewne, że ich płeć jest niezgodna z tym co rozpoznano po urodzeniu?
    Dygresja – odnoszę wrażenie, że kobiety pochodzące z niektórych plemion afrykańskich mają wyjątkowo wystające kupry. Czy one są bardziej podatne na ten syndrom czy natura jakoś to rozwiązała?
    Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. W sumie jestem zdania, że ludzie powinni nauczyć się rozróżniać prawa ludzkie od praw natury, żebyśmy mogli się dogadać, że w sprawach praw ludzkich (głosowanie, edukacja, pensja, dostęp do czegoś, zabiegi medyczne) jesteśmy równi, ale według praw natury nie jesteśmy i nigdy nie będziemy póki nie zaczniemy modyfikować sobie ciał (więc odpadają argumenty typu,, feminizm kończy się, gdy trzeba wnieść pralkę „- bo to prawo natury, z tym tylko głupi walczy). Na razie aktywiści próbują zaklinać rzeczywistość. Kobieta żołnierz chyba już od początku służby jest uczona, że w razie schwytania przez wroga jest na bardziej straconej pozycji, bo jest co najmniej pewne, że ją zgwałcą.
      A z tą niepasującą płcią, to mam mały mętlik w głowie, bo z jednej strony ludzie teraz mówią, że cechy charakteru nie są związane z płcią (więc delikatny może być mężczyzna, a bezwzględna kobieta), po czym mówią, że choć urodzili się facetem, to czują się kobietą, bo są emocjonalni i empatyczni. Jak dla mnie to sobie przeczą ☺
      Natura sprawiedliwa nie jest, i jej zależy tylko na tym, byśmy dożyli wieku rozrodczego, wydali ze dwóch potomków, po czym z perspektywy natury możemy umierać. Więc im bardziej nasze ciało jest wobec nas fair i się nie psuje, tym bardziej jest się z czego cieszyć!
      Co do tych Afrykanek, może one mają tylko duże tyłki, ale niekoniecznie przechylone do przodu miednice?

      Polubienie

    1. Wszyscy od naszych nawyków, przyzwyczajeń czy środowiska (krzesła, specyficzne ustawienie stołu, poduszki, łóżka, i innych drobnostek) mamy jakieś asymetrie i nierówną postawę ciała. Raz wywołuje to efekt strikte kosmetyczno-wizualny, a raz zaczyna urastać do rangi bólu/ problemu/ napięcia 🙁 Aż tak dużo chodzisz, że ewidentnie widać, jak po tym mięśnie rosną? Chciałabym, żeby moje też się trochę ruszyły, ale ani myślą!

      Polubienie

  2. Sam zawiodłem się na lekarzach szukając pomocy przy uszkodzonym mięśniu i powiedziałem dość, jak mam jeszcze nerwy przez nich tracić to wolę żeby od czasu do czasu dokuczał mi ból. Z jednej strony fajnie że sama sobie poradziłaś, a z drugiej to straszne że gdy człowiek potrzebuje pomocy to trafia na osłów w fartuchach. Co do tego w jakim wieku Ci się to ujawniło, to podejrzewam że tu nie ma żadnej konkretnej granicy. Po prostu przyszła pora by dać znać o sobie i przyszło…

    Polubienie

    1. I teraz pomyśleć, że jak wydarzy się coś nagłego, co pilnie będzie wymagać pomocy, to trafimy do tych samych osłów.
      Po mojej ostatniej pielgrzymce po lekarzach przyznaję, że chodzenie po lelarzach jest dla lydzi zdrowych- to ciągłe kombinowanie kiedy się urwać z pracy, jak dogonić szybko autobus, to czekanie w kolejkach, opóźnienia, użeranie się ze specjalistami, którzy marzą o przepisaniu ci paracetamolu i wysłaniu do domu po 10ciu minutach wizyty. Zgadzam się- można jeszcze nerwy stracić.

      Polubienie

      1. Siedziałem 6 godzin pod gabinetem ortopedy. Obok mnie siedział jakiś staruszek ze złamaną ręką. Nie wiem jak on tyle czasu wytrzymał 🙂 Obyśmy więcej do tych konowałów nie musieli trafić.

        Polubienie

  3. bardzo ciekawy tekst, gdyż pojęcia nie miałem o takiej wadzie anatomicznej i dysfunkcjach z niej wynikających… pocieszające jest jednak, że u Ciebie rozmiar nieszczęścia nie jest tak tragiczny i życzę Ci, żeby dalej się redukował…

    skoro o rozmiarach mowa, to jakoś tak niezbyt dawno temu postanowiłe skontrolować stan swojej kanalizacji i poszedłem do urologa, tak profilaktycznie… wysłał mnie na na USG i jak na moją skromną wiedzę medyczniej, nawet nieźle to wyglądało… tylko zaintrygował mnie pewien detal, jedna wzamianka: „prostata mała”… większość chłopów to tępe łosie i reagują alergicznie na info, że w okolicach ich krocza jest coś „małego” 🙂 , więc na ponownej wizycie zapytałem, co to oznacza i czy to dobrze, czy źle… lekarz odparł, że to „cecha osobnicza” i jest nie tyle dobrze, co lepiej od lepieja, bo rak prostaty jest u mnie szalenie mało prawdopodobny, a jak wiadomo, panowie w wieku dojrzałym nieraz umierają na taką dysfunkcję… dodał jeszcze, że stan mojej prostaty jest tak znakomity, iż niejeden małolat tak nie ma, wsparł to metaforą: „może ją pan sprzedać (na części zamienne) i wziąć za nią ciężkie pieniądze”… dobry humor od razu mi wrócił, a do tego poznałem nową interpretację frazy „rozmiar ma znaczenie”, tak niejako na odwrót…
    ja rzecz jasna wiem, dlaczego ta prostata jest tak świetna, ale z tego już się zwierzał nie będę, bo jeszcze jakiś zawistnik uzna, że się „chwaaalę”, czym zdradzi co prawda swoją słabą znajomość polskiego, jednak jakoś nie jara mnie taka wiadomość… za to zwierzyłem się lekarzowi, który potwierdził moją amatorską teorię…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Tak się śmiesznie składa, że cztery miesiące temu przeniosłam się z mojego starego wydziału w firmie do nowego, który akurat pracuje nad ulepszaniem urządzenia do nieinwazyjnej operacji prostaty, więc na tamtej anatomii też siłą rzeczy musiałam zacząć się znać i orientować. Faktycznie panowie mogliby zareagować historycznie na wieść o czymś małym tam, gdzie raczej chcieliby, żeby wszystko było mega ☺ Ale ta prostata musi zostać mała i z tego, co czytałam do naszych prac inżynierskich, to mnóstwo mężczyzn ma z tym problem- istna plaga! Więc gratuluję zdrowia! Oby jak najdłużej!

      Polubienie

  4. Myślę, że trafić na dobrego lekarza i diagnostę w danej chorobie nie jest łatwo. Mam diplopię, idę do lekarza, a on pyta, co to za choroba. Kiedy miałam zapalenie uchyłków, przeżywałam ból i pobyty w szpitalu, ponieważ żaden lekarz nie wiedział, jak leczyć . Dopiero, gdy trafiłam na lekarza, który sam chorował na uchyłki, przepisał mi dietę i od tej pory mam spokój. Dieta różniła się od innych tym, że mogę jeść tylko pszenne i białe pieczywo, nie mogę jeść surowych owoców i warzyw. Mam wrażenie, że coraz więcej niedouczonych miernot nastawionych na kasę nas leczy.
    Serdeczności zasyłam

    Polubienie

    1. Bycie lekarzem to najczęściej biznes rodzinny- rodzice pchają tam dzieciaki, albo młodsze rodzeństwo idzie z rozpędu za starszym, i w większości dla pieniędzy/ prestiżu.
      Też coś tak czuję, że na danej chorobie najlepiej zna się lekarz, który sam tę chorobę ptzechodzi/ przechodził. Bo zdrowie i te wszystkie zależności są strasznie skomplikowane, trzeba czytać, szukać, szperać i dopiero wtedy można choróbsku zaradzić ☺

      Polubienie

  5. Unikam lekarzy jak mogę, mamy tutaj ajurwedyka, który z wykształcenia jest lekarzem ale praktykuje medycynę alternatywną. Wole jego usłyszeć jego diagnozę niż lekarza akademickiego. Dzisiejszy lekarz jest tak wąskim specjalistą, że jeśli pomoże coś to przy okazji przy czymś zaszkodzi.

    Polubienie

    1. Właśnie ta wąska specjalizacja często przekreśla szanse ana jakieś dobre leczenie. Lekarze zapomnieli, że człowiek to układ połączony, chyba tylko fizjoterapeuci jeszcze to rozumieją.
      W Australii jest sporo takich lekarzy, którzy są zarówno związani z medycyną alternatywną, jak i,, normalną”, i przyjmują w tradycyjnych przychodniach, co mnie zdziwiło. Jakoś ta medycyna wschodnia też bardziej dk mnie przemawia. Słowianie pewnie też mieli własną, ale chyba przepadła z biegiem czasu.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Ciesze sie, ze sobie poradzilas. Tak sie zastanawiam, moze lekarzom sie nie chce myslec bo wiekszosc pacjentow i tak leczy sie z Google? 😛
    Ale szok, ze tyle musisz placic. W UK wiele osob narzeka na sluzbe zdrowia, ale my mamy ja za darmo. Ale zeby musiec placic i dalej nie otrzymywac pomocy?
    Ja z pomoca Google zdiagnozowalam u siebie przyczyne koszmarnego bolu glowy. Odliczalam minuty do kolejnej dawki paracetamolu, czasem nawet plakalam z bolu, dzieci mnie przytulaly. Az wynalazlam ze to wlasnie od paracetamolu moze mnie bolec… Jak tylko przestalam brac, bol odszedl. Watpie zeby jakiekolwiek lekarz na to wpadl.

    Polubienie

    1. Nawet jeśli człowiek się leczy z Google, to i tak potrzebuje lekarza do wypisania recepty, albo skierowania na badania.
      Jeszcze nie do końca ogarniam systemu zdrowotnego w Australii, ale tak po krótce to są tu publiczne kliniki z lekarzami rodzinnymi (nic nie placisz) i są takie aame kliniki tylko trochę bardziej nowoczesne (i wtedy państwo dopłaca ci za wizytę tyle, ile ta wizyta kosztuje w standardowej klinice, a ty odpłacasz resztę- bo to koszt,, ładniejszego wnętrza kliniki”, ,, pobierania krwi np na miejscu). Niestety specjaliści są płatni (choć można dostać częściowy zwrot kosztów, ale to coś w stylu 70$ zwrotu za 200$ wartą wizytę), chyba ci specjaliści i testy mogą być za darmo dla starszych lub ludzi z grupy ryzyka/ faktycznie chorych, ale młody i zdrowy płaci za specjalistę sam. Jest też opcja, że nie ogarnęłam do końca jak to działa i nie znalazłam tych za darmo 😅

      Polubienie

  7. Ale to ciekawe! Jak wszystko o czym piszesz, zresztą. Cieszę się, że sama sobie dałaś radę i zgadzam się w 100% co do lekarzy, niestety. Ja też mam jedną łydkę większą, stało się tak po ostatniej ciąży. 😦

    Polubienie

    1. Jeszcze nodze trochę brakuje do wyglądu z czasów świetności- to chyba podobnie do chudniecia: łatwo zgubić te pierwsze kilogramy, ale ciężko pozbyć się tych ostatnich, one są jakoś bardzoej uparte. Noga to samo- ostatni procent opuchlizny nie schodzi i tyle 😑
      Hym, też masz większą łydkę? Może mamy to samo? Ja nie wiem, że ta ciąża nie do końca się naturze udała. Nie mogliśmy mieć torby jak u kangura i koali czy coś?

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s