Przemyślenia · Zdrowie psychiczne

Kłębek

,,Rzeźba” budynków, mostu i wieży z centrum Sydney postawiona przy plaży

Jakiś czas temu już pisałam o tym, w co niedorzecznego na temat świata wierzyłam, kiedy byłam mała (wpis możecie znaleźć tutaj). Ostatnio przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz, która tym razem może też wygląda niedorzecznie, ale może być ciekawą metaforą, która ma sens w prawdziwym życiu.

Otóż, kiedy byłam mała, wiek przedszkolny, wierzyłam gorąco, że każdy z nas ma podczepiony do swojej duszy sznurek. Z perspektywy czasu mogłabym porównać ten sznurek do pępowiny, która łączy nas z jakimś źródłem, które nas tą duszą obdarzyło. Jako dziecko nie wiedziałam, skąd pochodzą dzieci, więc wątpię, żebym świadomie wpadła na tę teorię bycia podłączonym do czegoś sznurkiem. Jeśli było to jakieś podświadome skojarzenie do życia płodowego, którego ,,nie pamiętam”, to jest to w sumie nawet bardziej przerażające, że mogłabym to pamiętać, więc nie zagłębiajmy się w to : )

Mała ja była przekonana, że na ten sznurek musimy uważać i nie możemy go za bardzo zaplątać, chodząc w różne miejsca i chodząc dookoła czegoś, bo jego długość jest skończona, a jeśli nam się wyczerpie, to wtedy nasze życie dobiegnie końca. Te dziwne przekonania sprawiały, że kiedy bawiłam się na placu zabaw albo w domu, starałam się po różnych piruetach wokół drabinek, stołu czy na karuzeli, wracać tą samą drogą do mojego punktu wyjściowego, żeby ,,odwinąć” mój sznurek spomiędzy wszystkich szczebelków czy nóg stołu. Nie pamiętam, kiedy i dlaczego wyrosłam z wiary w istnienie tego sznurka, ale historyjka o nim wydaje mi się dobrą metaforą do naszego prawdziwego życia.

Jeśli pomyślimy o tym, że skłębiony sznurek z supłami symbolizuje nasze codzienne problemy życiowe i to, że często sami komplikujemy sobie życie, chodząc gdzieś niepotrzebnie, robiąc coś wbrew sobie, gmatwając wiele spraw, odtwarzając złe wspomnienia w myślach, to zauważymy, że naprawdę możemy na tym stracić nasze życie. Nie tylko tracimy czas, ale realnie tracimy też zdrowie, komplikując sobie wszystko. Nasz sznurek zaczyna się zacieśniać, brakuje nam swobody, bo jego długość się zmniejszyła od tych wszystkich supłów- i teraz sznurek trzyma nas jak na krótkiej smyczy, nie pozwalając się cieszyć życiem, nie pozwalając pójść dalej. Odciąga nas od odkrywania nowych miejsc i doświadczania miłych rzeczy- trzyma nas za to w jednym i tym samym miejscu (często czujemy się, jakbyśmy ,,utknęli”). Czasami chcąc naprawić jakieś problemy w naszym życiu, gmatwamy się w kolejne, i supły na naszym sznurku zacieśniają się tak bardzo, że ciężko jest nawet wrócić do korzeni problemu i to wszystko dokręcić. Dlatego trzeba ,,odwijać” nasz sznurek na bieżąco i cały czas pilnować, żeby za bardzo się nie poplątał. Kiedy wszystkie problemy nakładają się na siebie, zaczynamy mieć za dużo rzeczy na raz na głowie i nie da się już tak łatwo uratować sytuacji. I wtedy nasze życie naprawdę się kończy- bo sznurek trzyma nas w jednym miejscu i nie pozwala nam się rozwijać jako jednostce, nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł, a dla niektórych przecięcie tego sznurka (czyli targnięcie się na swoje życie) wydaje się jedyną opcją na uwolnienie się z tego splątania.

Jeśli popatrzymy na tę teorię sznurka z tej perspektywy, to przestaje być ona szaloną wizją dzieciaka, a nabiera sensu. Może warto dzisiaj przystanąć na chwilę i zastanowić się, czy nasz sznurek ostatnio nie zaplątał się aż za bardzo, czy nie ogranicza nam ruchów, bo zaplątaliśmy go niemiłosiernie wokół wszystkich naszych problemów, niemiłych sytuacji, złych wspomnień, toksycznych relacji. Może warto dzisiaj spędzić chwilę nad rozplątywaniem tego sznurka, żeby znowu poczuć się swobodniej i móc wykorzystać długość sznurka, jaka nam została, na to, by iść do przodu, zamiast chodzić wokół jednego problemu, który trzyma nas w przeszłości i nie pozwala przójść w stronę przyszłości.

30 myśli na temat “Kłębek

  1. Ten sznurek łączący nas z duszą jest bardzo dobrą metaforą pozwalającą na zagłębienie się w głównym temacie, bo prawdą jest to, że z wiekiem zwiększa się nasz bagaż doświadczeń życiowych. Nic dodać, nic ująć, strzał w dziesiątkę.
    „Jaja kobyły” psycholog i informatyk chciałbym jednak dodać, że z tą naszą pamięcią płodową, a nawet z wcześniejszą „pamięcią przodków” jest nieco inaczej. Otóż pamiętamy nie tylko nasze życie płodowe, ale i najważniejsze życiowe etapy naszych przodków. Pamiętamy, ale nie potrafimy do tego dotrzeć. Z naszą pamięcią ludzką jest bowiem tak jak z pamięcią cyfrową. Praktycznie dopiero w wieku 2-7 lat dziecko zaczyna „formatować swój mózg”, a więc zakłada foldery, do których wrzuca różne wydarzenia ze swojego życia. Podobieństw między ludzkim mózgiem (umysłem), a dyskiem (komputerem) jest znacznie więcej, mózg także defragmentujemy, czyścimy z wirusów, czasem robimy format, i niestety pod koniec naszego życia stwierdzamy, że oto mózg nam się zawiesił i już nie wstanie …

    Polubienie

    1. Słyszałam nawet wersję, że geny w jakiś magiczny sposób pamiętają życie moich przodków, dlatego czasami płatają nam figle, mają jakieś wrodzone problemy, skłonności i tak dalej.
      W sumie to człowiek sam stworzył komputer na podobieństwo swojego mózgu i sieci neuronowej, czyż nie? Jak tak teraz o tym myślę, to Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, a my stworzyliśmy na swoje podobieństwo komputer? Bo w sumie człowiek, to tak naprawdę mózg z układem nerwowym, a przynajmniej nieduchowa część społeczeństwa właśnie to wskazałaby jako nasze jestestwo.
      Szkoda tylko, że tych naszych dysków nie da się wymieniać, ściągać dane na nowy dysk, po czym wsadzać go do nowego serwera i lepszą funkcją chłodzenia, żeby działać/ żyć dalej.

      Polubienie

      1. Pamięć przodków przenoszona w genach przestała mnie zadziwiać z chwilą, gdy eksperymenty sprzed prawie 70 lat, i praktyka hodowlana, to potwierdziły. Natomiast zastanawiam się jak to jest możliwe, że ta pamięć zostaje zakodowana w nanostrukturach biochemicznych, a więc w częściach składowych genów, na poziomie materialnym, i może być aplikowana w dowolnym miejscu.
        Twoje marzenie, aby mózg można było wymieniać na nowy z zachowaniem danych jest także moim marzeniem. Na razie w tym obszarze tkwimy w powijakach, potrafimy zapisać komputerowo i odtworzyć dane płynące od elementów wykonawczych (mięśnie) do pojedynczych komórek neuronowych, ale jeszcze nie potrafimy skorelować tego z podobnymi mechanizmami. Do stworzenia np. autonomicznej dłoni droga więc daleka, na razie możemy podziwiać to na filmach SF.

        Polubione przez 1 osoba

  2. Ten mój sznurek to istna plątanina, ale dbam o to by takim był od wielu, wielu lat. Niestety jesteśmy mistrzami w komplikowaniu sobie żywota. Wiążemy tych supełków przez życie multum, a potem przychodzi taki moment gdy spoglądamy na to wszystko i zastanawiamy się, po co to kuźwa było…

    Polubienie

    1. Najgorzej, jak ktoś ma tendencję do zaplatania tych supłów niepotrzebnie, a do tego jeszcze tendencję do,, podziwiania” swojego dzieła. Chyba ja tak mam- takie umartwianie się.
      No właśnie, zastanawiamy się, po co żeśmy aż tak to wszystko pozaplatali, ale nadal zaciskamy kolejny supełek, tak z przyzwyczajenia?

      Polubienie

      1. Może to kwestia charakteru? Może po prostu tacy jesteśmy… Nie wiem, ale pewien jestem jednego, że z wiekiem to nie przechodzi, bo mimo świadomości że tak jest, ja nadal to robię.

        Polubienie

        1. Może trafił nam się jakiś sznurek z innego materiału, taki który łatwiej się plącze, dlatego go tak z premedytacją zawijamy. Haha, z wiekiem to chyba wszystkie cechy charakteru się nasilają- patrząc po moich dziadkach dochodzę do takiego wniosku (i nie podoba mi się taki stan rzeczy 🤣😞)

          Polubione przez 1 osoba

          1. Niezbyt optymistycznie nastrajająca teoria, szczególnie że mam wyjątkowo marudny charakter i gdyby to jeszcze się nasiliło… Oby nie 🙂 Nie da się przejść życia bez żadnego supełka, a że mamy ich więcej niż inni… Taki nasz urok 🙂

            Polubione przez 1 osoba

  3. skojarzenia mam dwa;
    w magii Kahunów istnieje takie pojęcie, jak „nici aka”… nie pamiętam już zbyt dokladnie tej teorii, ale z grubsza chodzi o niewidzialne „nici” łączące jaźnie ludzi, którzy się spotkali, ale fizyczne spotkanie nie jest konieczne, bo wystarczy, że ktoś wejdzie w kontakt z rzeczą, która należała do innej osoby, a nici aka, które nadal są do tej rzeczy przylepione łączą się ze sobą i w konsekwencji łączą te osoby… to zaś umożliwia magom przekaz energii, „dobrej” lub „złej” do kogoś, kogo nie widzieli na oczy, a także innym osobom, niekoniecznie zawodcom, które mają jakieś tego typu zdolności… nie wszystkie nici aka są dla wszystkich dostępne, ale na przykład matka z dzieckiem może się tak łączyć quasi-teelpatycznie… za to terapia według Kahunow to także praca nad odplątaniem zaplątanych nici aka… czy jakoś tak…
    ciekawe, co ta teoria mówi kontaktach przez internet?… tak na logikę też powinny one takie nici generować…
    druga kojara to książka: Frank Herbert „Whipping Star” /tłumaczone na polski dwojako: „Ubiczowana gwiazda” albo „Gwiazda chłosty”/… jednym z bohaterów, a raczej bohaterek jest istota, która nie postrzega rzeczy, obiektów, ale za to postrzega wszystkie związki, powiązania między nimi, tzw. „łączniki”, które są bardzo ważne w całej fabule, odjechanej zresztą na maksa… czytałem ją kilka razy, także po zielu, a nawet po kwasie /tak już po ustaniu głownego tripu/ i za każdym razem odkrywałem coś nowego… gorąco polecam, jeśli lubisz takie jazdy… przeczytać znaczy, nie brać kwasa… niewykluczone, że autor zaczęrpnął coś z teorii magii Kahunów, ale niewykluczone, że wpadł na to sam…

    jakby nie było, istnieje coś takiego, jak „intuicja dziecka”, które co prawda jeszcze zbytnich doświadczeń nie ma, ale ma już jakiś ROM w umyśle, w skład którego wchodzą np. archetypy, więc niewykluczone, że swoją koncepcją sznurkową byłaś bardzo blisko… dzieci są oświecone „pierwotnie”, dopiero z czasem im sie szyba percepcji zamazuje i trzeba np. praktyki zen, czy czegoś w tym guście /czasem nawet kwasa, choć to bywa ryzykowne/, aby to odkręcać…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. p.s. motyw sznurka do pępka porusza też Brian W. Aldiss w „Cieplarni” /”Hothuse”/, ale to już jest fizyczna pępowina i taką ma funkcję, która łączy osobników jednej z przyszlych odmian ludzi z „matką – drzewem”… ale to już trochę inna bajka, niemniej też warta przeczytania 🙂

      Polubione przez 1 osoba

    2. Czytałam o tym łączeniu się z ludźmi/ zdarzeniami poprzez przedmioty i ich dotykanie, ale chyba jeszcze nikt tak fajnie tego nie przedstawił, że to po prostu polega na łapaniu sznurka, który ktoś na tym przedmiocie zostawił.
      Haha, książki poszukam. Może autor też był na dobrym kwasie i dlatego takie coś wymyślił? Stawiam, że wielu autorów albo coś bierze, żeby odblokować niepojęte pokłady kreatywności, albo po prostu szukają inspiracji w snach i przelewają to na papier. Sny są tak odjechane, że na trylogię odjechanych historyjek by starczylo.
      Tak, też sądzę, że dzieciaki mają jakiś przebłysk geniuszu, czy poprzednich wcieleń, bo jeszcze nie do końca zamknęło im się połączenie z tą częścią mózgu. A może możliwość szybkiego uczenia się świata jest dostępna tylko wtedy, kiedy ten umysł jest jakoś,, otwarty”, przez co ta dziwna wiedza sprzed życia jest dostępna w czasie dzieciństwa. Czytałam gdzieś też jakaś spiskową teorię ateistyczną, że chrzest jest od tego, żeby zamknąć ludziom dostęp do tej wiedzy, bo chrzest zmazuje grzrch pierworodny, który według autorów teorii dotyczył tak naprawdę chęci posiadania wiedzy (w końcu to było drzewo poznania), więc może coś w tym jest.

      Polubienie

      1. z reguły nie myślę, co autor sci-fi brał, wolę po prostu czytać, ale czasem człowiek się dowiaduje tego i owego, np. taki S.Lem tylko jakieś symboliczne alko od święta i pewnie jakaś kawa, ale Ph.K.Dick z kolei ponoć przerzucił trochę przez mózg trochę różnych ingrediencyj wszelakich…
        co do mnie, to wyznam Ci, że podczas aktu twórczego zdarza mi się pokrzepić po słowiańsku piwem, ale nie zawsze i jeśli już tylko jedno, góra dwa… kawy nie pijam wcale… innych rzeczy nie tykam…
        aha, jeszcze zioło, choć to nie drag, ale bywa wymieniane jako takowy, jednak po zielu nic nie tworzę i w ogóle nie bloguję… lapciak mi wtedy służy tylko do słuchania muzy, oglądania filmów, a czasem „gołych babencji”, gdy mojej Lady nie ma w okolicy zbyt długo 🙂

        nie wiem, jak to jest z tym „grzechem pierworodnym” i jego „zmywaniem”, mam tylko taką prywatną teoryjkę, że historia z „owocem poznania” symbolizuje moment, gdy naga małpa doznała defektu umysłu, zaczęła za dużo myśleć dyskursywnie, w efekcie czego oceniac świat, zamiast po prostu go oglądać i tworzyć sobie problemy z niczego, zamiast w nim żyć i być…

        Polubienie

        1. Obawiam się, że jakbyśmy nadal tylko ,,byli i żyli” to nie za długo by nasze życie potrwało. Dzięki temu, że zaczęliśmy myśleć, to zaczynamy dożywać 70-100 lat i tak dalej. Zaczęliśmy kombinować. I oczywiście ażza bardzo z tym przeholowaliśmy, dlatego teraz czasami zmyślamy sobie problemy. Ale chyba jednak nie chciałabym być tą małpką w zoo-Edenie.
          Niektórych książek nie da się ogarnąć na trzeźwo, więc może i staropolskie rozwiązanie w postaci piwa byłoby bardzo wskazane (w sumie polecałabym je na wszystkie lektury szkolne, bo tych nie da się czytać na trzeźwo, ale że to nei jest wiek do picia, to niestety odpada- nic nie ukoi cierpień czytelnika)

          Polubienie

          1. myślenie /dyskursywne/ jest okay, tylko co ludzie z tym myśleniem robią, jak go używają?…
            nie chodzi o to, aby wcale nie myśleć, tylko o ten nadmiar myślenia, ktorym tworzymy sobie owe urojone problemy…
            ale być może to jest tak, że jest to cena, którą człowiek płaci za przedłużenie sobie życia?… ale z drugiej strony, mistrzowie zen, którzy myślą „tylko tyle, ile trzeba i wystarczy” ponoć żyją długo…

            lektur szkolnych prawie wcale nie czytałem, bo nie miałem czasu zajęty pochłanianiem ciekawszych książek, więc z polskiego miałem zawsze marne stopnie /w przeciwieństwie do matematyki/… tak w ogóle, to bym ten przedmiot zreformował: zamiast wymagać znajomości tych lektur, uczyć dzieciaki sztuki posługiwania językiem, to byłoby bardziej zgodne z nazwą przedmiotu…

            Polubienie

            1. Też nie czytałam lektur, ale miałam same szóstki i chodziłam na konkursy 🤣 cóż, dzieciaki już umieją się posługiwać polskim (dlatego całe trzy lata gimnazjum i tłoczenia form gramatycznych mijało się z celem) – ale pal licho już z tą szkołą- tego się nie da naprawić.
              Myślę, że nadmiarowe myślenie to cena za nasz rozwinięty mózg. Albo efekt uboczny.

              Polubienie

  4. Nasza synowa (matka czwórki dzieci) miała silne przekonania na temat specjalnych kontaktów między nienarodzonymi dziećmi i ich matkami. Gdy urodziła pierwsze dziecko starała się od początku wsłuchać w jego gaworzenie w nadziei, że noworodek przekaże jej jakieś informacje.
    Pierwsze informacje uzyskała gdy jej syn miał 2 lata – pamiętał, że było mu ciepło i dobrze i że tuż przed opuszczeniem tego miejsca ściskał w dłoni kamyk.
    – Feliks, i co ty z tym kamykiem zrobiłeś? Jak się urodziłeś nie miałeś niczego w dłoni.
    – Ja go zostawiłem, dla swojej siostry.
    Niestety siostra chyba tego kamyka nie zauważyła.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Jeden z mistrzów wschodnich mówił podchodzeniu do problemów życiowych, że jeśli możemy coś na nie poradzić to powinnismy to zrobić, jeśli nie to należy je zaakceptować…wydaje mi się, że próba rozwiązania czegoś co wykracza poza nasze możliwości powoduje kolejne problemy. Podobnie mówił mi mój homeopata i ajurwedyk…

    Polubienie

    1. Bardzo się z tym zgadzam, ale tylko i wyłącznie w teorii. To tylko tak ładnie brzmi, że nie będziemy się przejmować tym, na co nie mamy wpływu. A co jeśli mamy wpływ na wszystko- co jeśli możemy wizualizować zmianę czegoś i będziemy w stanie nawet wpłynąć na innych ludzi i ich decyzje? CO jeśli mówieniem, że nie mamy wpływu na inne rzeczy tak naprawdę zamykamy sobie drogę do tych zmian i usprawiedliwiamy to, co jest po prostu ,,trudno” zmienić, ale nie ,,niemożliwe”.
      Druga sprawa, że mnóstwo rzeczy, na które ,,nie mam wpływu” są największym źródłem problemów- czy podstemplują mi wizę, czy dostanę się na studia, czy wyniki badań będą dobre, czy ten autobus w końcu się ruszy i zdąrzę na rozmowę o pracę. Właśnie te ,,na które nie mamy wpływu” to najczęściej sprawy życia i śmierci, więc jak się tu nimi nie denerwować : (

      Polubione przez 1 osoba

      1. zajmowanie się jakimś tematem niekoniecznie musi oznaczać przejmownanie się nim… choćby w przykładzie z rozmową o pracę: jadę na nią i kombinuję, szacuję swoje szanse, ale czy konieczne jest przy tym owo denerwowanie się, trwonienie energii na emocje, które wcale nam nie pomogą w osiągnięciu sukcesu?… to akurat, kwestia tych emocji, jest do przepracowania, są do tego narzędzia dostępne każdej/mu, bo te emocje biorą się właśnie z nadmiaru myślenia… one nie pojawiają się „skądś”, z czeluści poświadomości, tylko sami je tworzymy i nakręcamy za dużo myśląc o wyniku np. rozmowy o pracę…
        oczywiście z dnia na dzień siebie nie zmienimy, ale powoli, spokojnie, systematycznie nawet największy ogródek jest do przekopania… Mas Oyama nie od razu rozwalił kamień kantem dłoni, trochę czasu regularnych ćwiczeń mu to zajęło…
        p.jzns 🙂

        Polubienie

      2. Akceptacja to nie jest łatwa sprawa, trzeba się długo gimnastykować żeby się jej nauczyć. Weźmy „czy dostanę się na studia” … a jak się nie do staniesz, przecież świat się nie kończy, być może masz inną drogę do przejścia i do niej studia są niepotrzebne. Problem pojawia się właśnie wtedy gdy nie chcemy tego zaakceptować. Wiem jednak o czym mówisz, każdy ma przecież jakieś marzenia i pragnienia, które nie zawsze się spełniają. Żyć jednak trzeba i pchać się do przodu jak nie drzwiami to oknem. 😂😂😂

        Polubienie

  6. Jak Ty to robisz, że jak już coś napiszesz, to trafia to prosto w moje serce… Miałam łzy w oczach czytając ten tekst. Ja swój sznurek cały czas oczyszczam z supełków i nie mam problemu z ograniczeniami, jakie on powoduje. Ale jest tak wiele osób, którym te supełki rosną cały czas, a oni nic z tym nie robią! To jest straszne i smutne jednocześnie. Jako dziecko bylas nawiedzono-kreatywna, a jako dorosla osoba jestes wrazliwo-madra. Sorry za to slowotworstwo ale sie wzruszylam.

    Polubienie

    1. Dziękuję bardzo 😃 choć i przepraszam za łzy- chyba nie dobrze płakać, dobrze, że tylko ze wzruszenia.
      Często po napisaniu posta dyskutuję z moim facetem o opisanym temacie, bo facet ma zakaz czytania bloga, i też stwierdził, że byłam nawiedzonym dzieckiem, haha. Coś w tym jest.
      Dobrze by było powołać do życia nowy zawód- telekinetyczny rozplątywacz supłów, niby w normalnym świecie to byłby psycholog, ale jego metody są trudniejsze dla zaplątanych osób eh.

      Polubienie

      1. W jednej z ksiazek Stephena Kinga sa małe czlowieczki, ktore odcinaja ludziom aury, kiedy ich zycie dobieglo konca. I jeden z bohaterow zaczyna widziec te aury i tych czlowieczkow. Aury maja rozne kolory itp

        Polubienie

  7. Z tej teorii wynika, że tylko i wyłącznie my jesteśmy odpowiedzialni za nasz los i to jak potoczy się nasze życie, to my dokonujemy wyborów i wybieramy drogi, którymi podążamy, my jesteśmy odpowiedzialni za to jak nasz sznurek się „układa”. Podoba mi się taka myśl 😊

    Polubienie

    1. Daje nam to duże poczucie sprawczości, ale i dużą odpowiedzialność. Jednak jeśli doprowadzimy moją sznurkową teorię do ekstremum, to faktycznie wracalibyśmy do domu tymi samymi drogami i robili piruety wokół mebli- to było dosyć męczące 🤣

      Polubienie

  8. Jakie nasze wpisy podobne (sznurek- pępowina) 😂
    Ale, że związany z duszą to już, powiem ci grubo, jak na przemyślenia małego dziecka. Ale gdy tak o tym myślę to i ja starałam się wracać po tych samych śladach i nie plątać tego niewidzialnego czegoś(?) tyle, że nie wiem co to mogło być, albo nie pamiętam.
    Metafora bardzo trafna i warta przemyślenia. Pocieszające jest to, że supły jednak można rozplątać, to dobrze, to daje nadzieje.
    P.S. Jako dziecko bez przerwy rysowałam. Wierzyłam, że wszystko co rysuję ma sens, cel i za chwilę stanie się realne. Rysowałam więc bardzo szybko, ale dokładnie. Szybko, bo bałam się, że nie zdążę skończyć zanim to coś się ożywi. Dokładnie – wiadomo – żeby było pełne, niepourywane, gdy ożyje…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Właśnie dzięki Twojemu wpisowi mi się przypomniało o tym sznurku, dlatego napisałam.
      Podoba mi się ta teoria z rysowaniem- cóż za niesamowita odpowiedzialność spoczywa na rysującym- musi narysować szybko, w dodatku ładnie, żeby ożywionemu stworzeniu nie było smutno, że jest brzudkie, albo ma jedną rękę większą od drugiej itd.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s