Przemyślenia

Pułapka samowystarczalności

Są chyba dwie główne teorie na temat tego, dlaczego spotyka nas w życiu to, co nas spotyka. Jedna teoria skupia się na tym, że wszechświat jest silniejszy od nas i nasz los jest już przez niego od dawna ustalony, a my nie mamy wpływu na odgórny porządek. Druga teoria daje większą nadzieję, ale spycha też na nas większą odpowiedzialność, mówiąc, że przyciągamy do swojego życia to, na co kierujemy swoją energię i w co wierzymy, że nam się należy.

Nie wiem, która teoria jest zgodna z tym, że muszę sobie ze wszystkim radzić sama. Czy jest to pułakpa samowystarczalności, ponieważ oczekuję tego, że świat jest zły i każdy walczy z nim w pojedynkę, bo jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, to musisz to zrobić sam? Czy może jest to jakaś klątwa, która sprawia, że cokolwiek nie zrobię, i tak wyląduję na ringu sama- bo wszechświat ustalił sobie, że tak ma być?

Skłaniam się ku teorii mieszanej, bo zawsze patrzyłam na moją mamę, porzuconą przez mojego tatę, która musiała sobie ze wszystkim radzić sama. Przez to że byłyśmy tylko dwie, rodzicielka zawsze mówiła mi, że muszę sobie jakoś radzić ze szkołą i innymi swoimi obowiązkami, bo ona sama ma dużo na głowie, biorąc na siebie rolę i ojca, i matki. Po jakimś czasie zaczęłam oczekiwać od świata, że ze wszystkimi rzeczami trzeba sobie radzić samemu i dobrze by było być na tyle samodzielnym, żeby nie musieć prosić nikogo o pomoc (nie tylko, żeby im nie zawracać głowy, ale również po to, żeby nie być od nich zależnym). Dodatkowo tak też wyrażam miłość czy troskę o innych, nawet o mój zespół w pracy- przejmując na siebie problemy, żeby inni mogli się czuć bezpiecznie.

Na domiar złego mój partner ma schematy kompatybilne do moich- matka była zbyt zajęta, poza tym była jedynie zainteresowana słownym wyrażaniem miłości do syna. I chyba najgorsze ze wszystkiego- mój partner to idealista chcący naprawić świat. I niestety bycie idealistą bardzo przeszkadza w dbaniu o rodzinę- bo taka osoba uważa, że pomoże rodzinie dopiero wtedy, kiedy już wreszcie zbawi świat. A wiadomo, to może trochę zająć :).

Dopiero kiedy przyszła dorosłość, problemy zaczęły przyłazić grupami, nie było na nie czasu, a niektórych nie dało się ugryźć w pojedynkę, to samodzielność zaczęła mi przeszkadzać. No i zaczęłam marudzić i sygnalizować, że przydałaby się jakaś pomoc- od mamy i od partnera. Ostatanio świat umiłował sobie dyskusje na temat chorób psychicznych, złego samopoczucia i wałkujemy na okrągło, że trzeba komunikować nasze potrzeby i rozmawiać, by wypracować wspólne kompromisy, zapytać o pomoc, bla bla bla- komunikacja i jeszcze raz komunikacja. W teorii wszystko pięknie rozpisane, w praktyce trochę zgrzyta. Zamiast z realną pomocą, spotkałam się raczej ze zdziwieniem (bo przecież do tej pory sobie świetnie radziłaś- czy to sugestia, że byłoby wygodnie dla wszystkich, gdybyśmy wrócili do tamtego starego schematu? Ja ogarniam wszystko sama, a inni dzielnie kibicują?). Spotkałam się też z tłumaczeniem, że inni mają gorsze problemy i trzeba im pomóc najpierw (no wiecie: zmartwiony kolega z pracy, schorowana sąsiadka, ciocia nieumiejąca ogarnąć nowego telefonu i inne sprawy niecierpiące zwłoki)- może to i prawda, że pomagamy najpierw tym, którzy najpilniej tego potrzebują, ale dla mnie najbliższa rodzina jest na pierwszym miejscu nieważne z jaką trywialną głupotą by do mnie przyszła (plus nie można pomagać na początku ciamajdom tylko dlatego, że są ciamajdami- takim to już nic nie pomoże : ) ). Ale chyba najbardziej mi się podobało stwierdzenie, żebym nie była taką marudą mówiącą o problemach, bo przez to inni w moim otoczeniu czują się niekomfortowo. Ta rada jest pewnie tak samo przydatna jak ,,spróbuj nie mieć depresji, bo przez to mi też smutno”.

Ale na szczęście jestem egoistą, w dodatku aktualnie zmęczonym egoistą, dlatego obiecałam sobie, że wymaganie (nawet nie proszenie, tylko wymaganie) pomocy to coś, nad czym muszę zdecydowanie popracować. Podejrzewam, że kobietom jest najciężej prosić o pomoc- kto nie miał w rodzinie babci/ cioci/ mamy, która marudziła, że nikt jej nie pomaga w kuchni/ domu i jest umęczona, a potem sama wyrywała wam z ręki odkurzacz/ szmatkę/ garnek, bo ona zrobi to lepiej? Taka trochę pułapka samowystarczalności. Nie chodzi mi tylko o prace domowe, ale cały wachlarz innych dorosłych problemów, ale akurat wpis pasuje do aktualnego maratonu sprzątania i gotowania na Wielkanoc : ) Nie zapomnijcie odpocząć i podzielić się z innymi domownikami swoimi obowiązkami! Wesołych Świąt!

45 myśli na temat “Pułapka samowystarczalności

  1. Ja jednak jestem bliższy pierwszej Twojej teorii. Uważam że tąsiłę sprawczą posiadamy do pewnych granic, a jest coś co kieruje naszym życiem, ma na każdego z nas jakiś plan i wie jak owe życie się potoczy 🙂 Ja to nazywam Bogiem 🙂 Przyciąganie tego co nam się należy? Wiesz, patrząc na moje życie to ewidentnie wiele z tego co się dzieje w ogóle mi się nie należy. Przynajmniej w moim mniemaniu 🙂

    Polubienie

    1. Też lubię się trzymać opcji, że mam jakiś wpływ, a dziwne rzeczy nie dzieją się bez przyczyny tylko dla jakiegoś głębszego sensu, którego mój ludzki mózg nie widzi.
      Ale właśnie dlatego, że patrzę na to, jak ludzie, którzy na to nie zasługują, często się z czymś męczą, to nie podoba mi się ten ,,ogólnie zarysowany” plan od kogoś z góry. Chciałabym móc swój plan z Nim obgadać i trochę zmodyfikować : )

      Polubienie

  2. Mogę Cię pocieszyć i wesprzeć w tej walce z żywiołem. Ze mnie chyba jest taka „Ciocia, która nie umie ogarnąć nowego telefonu”, bo chociaż z zawodu byłem (i jestem) ekspertem serwisującym sprzęt komputerowy to cholernie wku.wia mnie to, że firmy produkujące skomputeryzowany sprzęt ścigają się w obszarze własnego designu. I tak zamieniają przyciski, nazwy, ikonki, funkcje, nazwy aplikacji, algorytmy, a nawet całe systemy operacyjne tylko po, aby przywiązać do siebie klienta. Podobnie odbieram świat zewnętrzny, też wydaje mi się, że komuś zależy na tym, aby ludzkość ciągle „wyważała otwarte drzwi”. A więc nie przejmuj się i z uśmiechem wkraczaj w „nowe”.
    Wesołych i pogodnych świąt.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Może też zacznę być tą ciocią, co nie ogrania telefonu- wtedy chętni do pomocy będą walić drzwiami i oknami : )
      Każdego telefonu uczę się w sumie na nowo- ostatnio okazało się, że nowy dodaje sobie podpis na każdym zdjęciu (napis, jaka to kamera, czy model, czy coś tam) i trzeba było szukać w ustawieniach, jak wyłączyć tę opcję ,,pieczątki” na każdej fotce.
      Wesołych!

      Polubienie

  3. Przykro mi, ze jest Ci ciezko, i ze zaczelas odczuwac ciezar bycia we wszystkim zbyt samodzielna. Ja tez jestem Zosia Samosia, ale w moim przypadku wynika to z tego, ze 10 lat temu zostalam sama z 6 miesiecznym dzieckiem i zaprzysieglam sobie zyc w taki sposob, zeby sobie ze wszystkim poradzic nawet wtedy, kiedy z mojego zycia ktos znowu zniknie z dnia na dzien. I choc jest mi czasem ciezko, to tak wolę.

    Z tych dwoch teorii, ktore wymienilas na ppczatku, przychylam sie do tej, ze mamy to, co przyciagamy. Absolutnie nie wierze w to, ze wszystko jest dla nas spisane.

    Moje przygotowania do swiat ograniczyly sie w tym roku do ugotowania 5 jajek, umyciu pomidorkow, pokrojeniu ogorka i zrobieniu kanapek z serem/szynka i zabranie tego wszystkiego wraz z mężem i dziecmi do parku na piknik, bo piekna pogoda jest 🙂

    Polubienie

    1. Chyba zawsze w jakimś stopniu byłam Zosią Samosią, ale uaktywniło mi się podzcas samotnego roku w Australii, kiedy facet wrócił kończyć studia w Polsce, a ja zostałam z wizą, egzaminami, dwoma pracami i koniecznie chciałam przygotować na powrót faceta trochę łatwiejsze okoliczności szukania pracy itd. Więc chyba obie popłynęłyśmy na tym pomyśle bycia niezależnym, bo już kiedyś byłyśmy zdane tylko na siebie. Ciężki kawałek chleba, a z dzieckiem nawet sobie nie wyobrażam, niesamowita kobieto!
      Ja rozpaczliwie próbuję coś przyciągać, ale to coś dryfuje w przeciwnym kierunku, zamiast do mnie : ) Może muszę przestawić sobie ustawienia.
      Popieram takie święta- jajka są, zieleń jest, trawka jest- większość symboli wielkanocnych się zgadza.

      Polubienie

  4. „… jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobrze, to musisz to zrobić sam?”
    Nie znam odpowiedzi na to pytanie gdyż przyznaję się, że chyba nigdy nie przywiązywałem zbyt wielkiej wagi do tego czy coś zrobione jest dobrze.
    Życzę beztroskich Świąt.

    Polubienie

  5. dwie teorie to na pewno panują w temacie, czy to, co nas spotyka to efekt naszych działań, czy Doli /bogini losu, przypadku/, a prawda jest pomieszana gdzieś pośrodku… z reguły jest tak, że ktoś, komu „idzie” w życiu chętnie przypisuje zasługę sobie, a komu „nie idzie”, ten zwala wszystko na pecha… a często wtedy jeden, jak i drugi nie ma racji, źle to widzi…
    natomiast osobna sprawa to ludzie roszczeniowi, którzy oczekują od świata różnych korzyści tylko za sam fakt, że istnieją, bardzo nieciekawy, niemiły typ moim zdaniem… zwykle tacy oczekują za wiele, zaś jak wiadomo /choć nie wszystkim/ sami sobie fundują ból głowy, gdy te oczekiwania nie chcą się spełnić…
    a jak w tym wszystkim ma się temat „samowystarczalność”?… ano znowu jakoś gdzieś pośrodku… nie ma ludzi absolutnie samowystarczalnych, bo nie ma takich, którzy wiedzieliby, czy umieli wszystko, więc w pewnych kwestiach muszą zdać się na innych… jeśli ktoś nie chce być zdany na innych w jakiejś kwestii, to musi albo sam się tego nauczyć, albo po prostu sobie to odpuścić, przestać tego chcieć… bo pomijając czysto bazowe potrzeby, to większość tych potrzeb, pragnień, czy oczekiwań tworzymy sobie sami, to nasz umysł je generuje, nic innego i nikt inny…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Ci roszczeniowi często dostają, czego chcą, bo są tak przekonani o swojej wspaniałości, że aż,, wymuszają” wszystko na wszechświecie swoją energią. Typ może i paskudny, ale w sekrecie im zazdroszczę.
      Mam poczucie, że teraz, w dobie Internetu, próbujemy wiedzieć wszystko i nieufnie sprawdzamy po wszelkiej maści ekspertach.

      Polubienie

  6. Ani jedna ani druga teoria nie jest „moja”. Nie przeciwstawiam losu ludzkiego Wszechświatowi, w tzw. przyciąganie też nie wierzę. Uważam, że postępujemy tak, jak nauczyliśmy się to robić w dzieciństwie, a to jak nauczyliśmy się zachowywać w dzieciństwie jest wypadkową środowiska i genów. Jak mamy jako takie geny i jako takie środowisko to jest niebezpodstawna nadzieja, że będziemy w przyszłości całkiem z siebie zadowoleni. W środowisku jakie nas spotyka na początku naszego życia nie ma żadnego „wszystko jest po coś”, geny to także loteria. Więc na początku jest przypadek, a potem albo nam to nie przeszkadza, albo dorabiamy ideologię, w każdym razie druga połowa życia jest już naszym dziełem. Na święta mam sałatkę, przepierzoną. Zjem ja z rana sama, bo Kochany jest w pracy. Pogodnych świąt 😊

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie do końca przekonuje mnie, że druga połowa życia jest naszym dziełem, skoro geny i środowisko uczą nas jak mamy się zachować w danej sytuacji- więc nasze reakcje będą zdeterminowane przez tę mieszankę geny + środowisko. Możemy z tym walczyć, ale zawsze wyuczony odruch będzie tym bardziej naturalnym.
      No i wolę wierzyć, że i geny mogę zmienić- może w obrębie,, włączania ” i,, wyłączania ” sekwencji genów, które są dobre i złe.
      Ale zdecydowanie ludzie dorabiają do swojego rozczarowania,, losem” równe teorie, byleby tylko wytłumaczyć sobie, że,, to bóg”, ,, to geny”, ,, życiowy pech”, wtedy łatwiej nam przeboleć różne porażki i zwalić odpowiedzialność na kogoś innego.
      Sałatki rządzą. Szczególnie wiosenna Wielkanoc aż prosi się o,, lżejsze” posiłki, więc wszelkie sałatki najbardziej pasują.

      Polubienie

      1. Zgadzam się, wyuczony odruch będzie tym bardziej naturalnym. Dlatego ludzie, którzy potrzebują w życiu pomocy w zmianie swojego patologicznego zachowania równie chętnie co z podziękowaniami, albo nawet chętniej, rzucają się swoim potencjalnym ratownikom do gardła. Dlatego też osoby, którzy jednak doznają oświecenia i zaczynają działać inaczej, są faktycznymi bohaterami życia. Porażki i ból po stracie zawsze będą, to co z nimi robimy pokazuje na jakim etapie rozwoju jesteśmy. Znam czterdziestolatków foszących się jak piętnastolatki na to, że życie nie jest takie, jakiego oni żądają i na jakie zasługują. I co im zrobisz? Nic, mijasz i idziesz dalej, każdy dojrzewa na własny rachunek.

        U nas wielkanocny weekend średni w temacie pogody, więc zamiast iść w góry, bedziemy jedli sałatki. Taki plan 😁

        Polubienie

  7. Moje doświadczenie podpowiada mi, że to raczej zderzenie tego o czym marzyliśmy i jak sobie wyobrażaliśmy nasze dorosłe życie z jego realiami. Jak niemal w każdej dziedzinie tak i w życiu teoria i praktyka to dwie różne rzeczy. Kiedyś ktoś mi powiedział żeby oczekiwać jak najmniej wtedy ta ekstra będzie miłym zaskoczeniem…każdy musi znaleźć swoją drogę i jakoś pchać to życie do przodu. 😀😀😀

    Polubienie

    1. ,, oczekuj niewiele, a nigdy się nie rozczarujesz? „- niby prawda. Niestety u mnie królują kosmiczne wymagania. Jako jedynak i dobry uczeń, któremu wszystko przychodziło z łatwością- od polskiego, przez niemiecki, po wf, i ścisłe, teraz nie mogę się przyzwyczaić, że w dorosłym życiu jest trochę więcej trudności. A właśnie pchać życie do przodu trzeba i tyle ☺

      Polubienie

  8. Czytam: „Spotkałam się też z tłumaczeniem, że inni mają gorsze problemy i trzeba im pomóc najpierw” i wyjść z podziwu nie mogę ;))
    Też się z takim stwierdzeniem spotkałem, choć w zupełnie innym kontekście, czyli: „więc nie marudź”. Prawda zaś jest taka, że faktycznie wszyscy, a nie tylko niektórzy mają gorzej, tylko to niczego nie zmienia. Nasze „gorzej” jest zawsze gorsze od „gorzej” innych. I tak niech pozostanie, bo egoizm to piękna rzecz, a asertywność chroni nas przed totalnym upadkiem.

    Polubienie

    1. Może i osoba, która ma problem, uważa, że jej problem jest najważniejszy i najtragiczniejszy na świecie, dlatego wszyscy powinni zwrócić na nią uwagę. Ja jednak wykłócam się tutaj z priorytetami moich najbliższych, którzy uważają, że mniejszego kalibru problemy osoby B stoją wyżej w hierarchii niż problemy osoby A z bliższej rodziny, z realnie większym problemem.
      Uważam, że właśnie trzeba,, marudzić”- w przeciwnym razie ludzie nas zignorują, albo zadepczą, jeśli będziemy pokornie kłaść uszy po sobie i czekać, aż się ktoś łaskawie zlituje.

      Polubienie

  9. Samodzielność to na pewno kwestia wychowania, chociaż jest tu i przyciąganie, jakby na życzenie dostajemy tę możliwość… wyręczenia całego świata z danej czynności.
    To trochę śmieszne jest w ogóle… przykład – w pracy pozwalam sobie pomóc, ta a ta osoba robi za mnie coś, co pewnie i zrobiłabym sama, ale ma być szybciej. Jest szybciej ale… przychodzi reklamacja. Potem tę nieszczęsną pomoc naprawiam przez dwa dni, bo tamtej osobie już nie dam tego zajęcia do ręki… bowiem jak się okazało z reklamacji nie widzi dobrze, albo nie potrafi się skupić… nieważne. Jestem w plecy dwa dni, a tamta osoba zrobiła coś źle, a teraz odpoczywa kolejne dwa dni. Nie wiem czy ludzie specjalnie nie robią czegoś źle, żeby zwalić na drugiego dane zadanie i wiadomo kolejne podobne też ich ominą skoro tak…
    I albo się człowiek godzi na wykorzystywanie albo zmienia pracę… i dziwnym trafem znów trafia się takie osoby… jakieś błędne koło. Dlatego i wychowanie (na taką właśnie ogarniętą osobę) i przyciąganie (bo jakby sytuacja się powtarza).

    Polubione przez 1 osoba

    1. Czasaki patrząc na środowisko pracy mam wrażenie, że jedyną składową jest wychowanie- bo w momencie, kiedy taki ogarnięty, wyręczają wszystkich pracownik przekracza bfamy biura, wszyscy podświadomie czują, że można wykorzystać jego,, nadgorliwość „.
      W mojej pracy takie pokazywanie na siłę, że ma się dwie lewe ręce jest aż nagminne- przy czym im wyższe wykształcenie i im bardziej z kogoś Australijczyk, tym bardziej pokazuje, że mu wszystko leci z rąk. A szefostwo to łyka jak pelikan i każe innym robić np prace manualne. I wierzę, że w kolejnej pracy tych ludzi czeka to samo, póki nie zmienią podejścia (zresztą sama jestem jednym z tych frajerów, co w nagrodę za dobrą pracę, dostają pracę innych 😀)

      Polubione przez 1 osoba

      1. My biedne takie nagrody to nawet się nie śniły. Szefostwo widać wie najlepiej, że jak ktoś sobie nie radzi niżej to trzeba go dać wyżej… bo tam sobie poradzi. Myślałam, że tak jest tylko w Polsce, a tu proszę to ogólnie przyjęta niepisana zasada.

        Polubione przez 1 osoba

        1. My to już ternujemy od czasów szkolnych- cudowna,, praca w grupach” i wymaganie od dobrego ucznia wszystkiego (żeby reprezentował ładnie szkołę i nadrabiał wyniki ogólne szkoły), a od kiepskiego ucznia nie wymagamy nawet minimum. I w pracy jest to samo. Podczas pandemii, kiedy cały mikromanagement nie mógł już istnieć (ludzie w domach, więc nie można mi było wisieć ciągle nad głową i organizować spotkanka) wielu ludzi miało chyba problem z udowodnieniem, że ich praca jest w ogóle przydatna ☺

          Polubione przez 1 osoba

            1. Teraz pracodawcy tak lubią patrzeć wszystkim na ręce, bojąc się, że pracownicy się opierdzielają, że nawet ja, z pracą, którą dałoby się robić z domu przez conajmniej 3 dni w tygodniu, nie mogę pracować z domu 😐

              Polubienie

                1. Cóż, jestem przeciwna wyciskania z ludzi ponad standardy, bo nie powinno się tak pracować codziennie. U nas w robocie jest zakaz pracy z domu, bo dwie osoby z 30 nie umieją zarządzać swoim czasem, a 10 zajmuje się mikromanadżmentem i dyszeniem innym pracownikom nad głową, więc przy pracy z domu ci menedżerzy straciliby robotę ☺ Ja w domu bardziej mogę się skupić, bo mój menadżer nie ma sześciu meetingów za moimi plecami na zoomie i nie trajkocze 7 z 8 godzin pracy. Marzy mi się praca z domu

                  Polubienie

                  1. Bo jakby przestał dyszeć musiałby się wziąć za robotę niższego szczebla, czyli udowodnić wszystkie swoje teorie w praktyce… a to mogłoby się okazać niewykonalne 🙂 Koło rozmowy nam się zamknęło, z czego wyszłyśmy do tego wróciłyśmy.

                    Polubienie

  10. Trzeba pozwalać sobie na odpuszczanie, wyluzowanie i dawać sobie pomagać, a nawet żądać pomocy. Jeśli będziesz we wszystkim dobra, to po jakimś czasie dołożą pracy bądź obowiązków, bo przecież tak dobrze sobie radzisz…
    Znam parę małżeńską, w której jeden dzień sprząta i gotuje on, w drugim ona, wspaniale funkcjonują, bo dzielą się obowiązkami, mają czas na wspólny odpoczynek i czas na własny relaks.
    Zasyłam serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

    1. To właśnie układ idealny- każdy robi po trochu. Nierówny podział rozumiem tylko wtedy, kiedy jeden uwielbia sprzątać, a drugi uwielbia gotować, dlatego tych obowiązków nie chcą dzielić.
      Jako że sama jestem z tych nadgorliwych, to uważam, że to w nas jest problem, bo właśnie nie umiemy dać sobie pomóc…

      Polubienie

  11. Podpisuję się nogami i rękami za zdrowym egoizmem i wejrzeniem najpierw w swoje własne potrzeby. Ale to tylko teoria, bo w praktyce zawsze za dużo na siebie biorę. Moja matka należy do takich osób, które narzekają, że im źle i ciężko ale to wszystko mają na własne życzenie, bo nie dają sobie pomóc. Potem obwinia wszystkich wokół za sytuację, której sama jest winna. Twierdzi, że zawsze musi radzić sobie sama, a więc też tego oczekuje ode mnie. Niestety w stosunku do mojego rodzeństwa nie ma takich wymagań, a cały ten jej żal skupia się na mnie. Kiedyś usłyszałam od niej, że nie widzi potrzeby pomocy mi w czymkolwiek bo doskonale sobie w życiu radzę. A więc tak właśnie staram się żyć, radzić sobie ze wszystkim sama, brać na siebie cały ciężar tego świata. To pętla, z której bardzo ciężko się uwolnić. Czy nasz los jest z góry narzucony przez siły wyższe? Wątpię. Myślę, że to my wszystkim kierujemy i od nas zależy, w którym kierunku pójdzie nasze życie. Choć zdarzają się też sytuacje nieprzewidywalne, którymi może i kieruje jakieś przeznaczenie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Też nie za bardzo potrafię realizować tej teorii w praktyce. Ehh, powinni tego uczyć w szkołach czy coś.
      Jesteś najstarsza z rodzeństwa? Tak tylko strzelam- może dlatego mama się upiera, że pierworodny powinien być samowystarczalny?
      Niemniej jednak najbardziej właśnie nie lubię tupu marudzącego, a i tak wyrywającego wszystko wszystkim z rąk, bo ,,zrobi to lepiej”- u mnie na szczęście nie jest to mama tylko babcia, więc mamy trochę rzadszy kontakt- ale zawsze było to tak samo denerwujące…

      Polubienie

      1. No właśnie nie jestem najstarsza, a najmłodsza. Mam wrażenie, że taka jestem z przypadku po 10 latach trafiona od starszego rodzeństwa i na moje wychowanie już nie starczył sił, miłości i cierpliwości 🙂
        Ja też czasem lubię sobie tak ponarzekać, ale zrzucanie tego całego narzekania na innych to już niezbyt przyjemna sprawa.

        Polubienie

  12. Powiem tak podstawowa zasadę energetyczna. Nie można dać tego czego samemu się nie ma. Jeśli latasz i pomagasz wszystkim to szastasz swoją energią i w końcu ją wyczerpiesz. Pamiętaj jeśli wszechświat chce pomóc danej osobie, tej której pomagałaś to znajdzie wyjście (innego osobnika). Wypoczęta bardziej pomożesz niż przemęczona. Miłość do siebie nie jest egoizmem.

    Oczywiście, że prawo przyciągania działa. Tylko, że to czyni podświadomość. A tu już mamy wzorce schematy i inne takie rzeczy (dyskutowaliśmy tu, w wielu rozmowach).
    Czy są istoty wyższe i Bóg, (jeden w wielu miliardach istot) Tak, tylko UPS świadomość się z nim nie skontaktuje to znów rola podświadomości…
    Zostaje kontaktowanie się z nią co czynimy np. medytacją. No i ostatecznie wszystkie zdarzenia są wypadkowymi wszystkich podświadomości. Czyli mamy moc współkreacji…

    Polubienie

  13. PS. Żadnej klątwy nie masz! Nie wiem czemu to pojęcie jest nadużywane przez ludzi. Dużo Ci wychodzi, byś używała tego słowa 🙃 jak Tobie i Twoim bliskim nic dosłownie nie będzie wychodzić to dopiero można używać tego brzydkiego słowa🙂

    Polubienie

    1. Czysta prawda z tą współkreacją- chociaż jeśli, jak dobrze mówisz, to podświadomość gra pierwsze skrzypce, a nie zawsze da się ją poskromić, to niestety właśnie ona ma więcej do gadania (co czasami nie współgra z tym, co ja chciałabym osiągnąć).
      Zgodzę się, że najpierw to ja muszę odpocząć, by móc w stanie wspomóc innych. Mój problem polega jednak na tym, że nie narzekam na za dużo ludzi wokół mnie, którzy wymagają mojej pomocy- to ja chciałabym otrzymać pomoc od mojej najbliższej rodziny, zamiast być zmuszona radzić sobie samodzielnie. A niestety dwie najbliższe mi osoby działają w trybie,, najpierw zbawię resztę świata, bo ty i tak umiesz siebie radzić sama”. Dlatego przeraża mnie trochę Twoja wizja, że jeśli wszechświat chce komuś pomóc, to znajdzie sposób i kogoś tej osobie ześle. Bo wychodzi na to, że nie tylko moje najbliższe osoby nie widzą potrzeby, by mi pomagać, ale nawet wszechświat nie widzi takiej potrzeby, haha 😃

      Polubienie

      1. A Ty widzisz potrzebę pomagania sobie, skoro sobie radzisz i jednocześnie zbawiasz świat? (Bo wszechświat widzi o Tobie to co Ty podświadomie)

        Nie emanujesz energia „potrzebuje pomocy”, tylko radzę sobie i innym. Skoro miałaś siłę nawet na rozpieszczanie swojego faceta (tak to Ty go wyreczylas), to też ustawiałaś wektor energii od Ciebie do niego. Nie dziw się, że jego umysł, czyli podświadomość nie zrezygnuje sama z wygody i komfortu.

        Z podświadomością da się współpracować tylko, że czy aby na pewno zaakceptujesz to co ona i wszechświat mieliby dla Ciebie? Widzisz chcesz zmienić partnera? Dla wszechświata brzmi – zmieniam partnera (bez różnicy, czy cechy obecnego, czy na innego) i jednocześnie podświadomość mówi nie chce zmieniać partnera. Czyli nie podoba mi się to i to. No dobra czyli przyciągasz to co Ci się nie podoba, aż świadomość podejmuje decyzję, czy przekonuje podświadomość do zmiany partnera, czy do zmiany podejścia tego co się nie podoba. Czyli wracamy do tematu granic, czyli do Twojej skóry 🤫

        Polubienie

  14. PS. Za szeroko patrzymy na wszechświat. Zapytaj tu na blogu czy wszechświat (każdy komentujący) uważają Cię za osobę zaradną? Zapytaj też tych komu pomagasz.

    Bardziej do osiągnięcia celu potrzebujesz akceptacji prawa do swojej wygody i odpoczynku. Akceptacji podziału zadań w domu.

    Polubienie

    1. Bardzo zgadzam się z ostatnim zdaniem. Tylko nie wiem dlaczego mówisz, że zbawiam świat (w tej poprzedniej wiadomości) – to nie ja zbawiam świat, to moi najbliżsi się w to bawią, ja uważam, że to zbędne.
      Wiem, że może i jestem zaradna, ale jako że rzeczy do ogarnięcia się ostatnio rozmnożyły, to jestem teraz niezdrowo,, desperacko” zaradna. I raczej nie wysyłam wszechświatowi energii mówiącej, że sobie poradzę, mam wrażenie, że wysyłam raczej poczucie urazy i chęci poradzenia sobie na złość thm, którzy odmawiają zrobienia czegoś za mnie.
      Tak czy siak, wracamy do podświadomości i przymusu zmiany nastawienia, które jakoś wydaje się za trudne 😃 dzięki za komentarz!

      Polubienie

      1. Bo zbawiasz jest jakaś osoba, której odmawiasz pomocy? A kto się nie umie odwrócić nawet od osoby, którą już inni mają dość?
        Energetycznie to taka emanacja jak była u Lady Diany…

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s