Z życia wzięte

Pompeje i Wezuwiusz

Moja mama zawsze była bardziej skupiona na tym, żeby pokazać mi świat niż żeby w naszym domu stał najnowszy telewizor czy żeby po raz kolejny w tym dziesięcioleciu odnowić łazienkę. Jestem jej za to wdzięczna, bo miałyśmy takie same priorytety w tym temacie. Byłyśmy kilka razy w Egipcie i Turcji, plus Tunezja- jako najtańsze opcje dla Polaka, standardowa Grecja, udało nam się też raz odwiedzić Barcelonę i zaliczyć objazdówkę po Włoszech w szalonym tempie. Te dwie ostatnie wycieczki wspominam najlepiej, bo po Barcelonie chodziłyśmy samodzielnie według wyznaczonej przeze mnie trasy, a we Włoszech, mimo kosmicznej prędkości zaliczania jednego miasta dziennie przez dwa tygodnie, wyciągnęłyśmy z tej wycieczki bardzo dużo.

Pompeje i Wezuwiusz to były moje ulubione miejsca z całej tej objazdówki po Włoszech. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie dlaczego- może po prostu pani przewodnik tak ciekawie przybliżyła nam życie tamtych ludzi, że aż poczułam z nimi jakąś więź, jakby byli mi bliscy, może ogólna atmosfera panująca w tym miejscu?

Podczas pobytu w nieistniejącym już mieście mieliśmy trochę pochmurną pogodę, potem zaczęło też padać, więc ta mroczna pogoda pasowała do klimatu historii miejsca zasypanego prawie dwa tysiące lat temu przez nieubłagany wulkan. Wszystko wyglądało spokojnie, ale człowiek czuł się jakoś nieswojo.

Teatr, w tle spowite chmurami góry (jedna z nich to może być Wezuwiusz, ale już nie pamiętam, czy był po tej stronie)

Byłam zdziwiona, że już w tych starożytnych czasach ludzie wpadli na podobne pomysły jak my, albo raczej my kontynuujemy ich pomysły. Np. kamienie ustawione na środku drogi, które miały za zadanie spowolnić wozy i konie, żeby nie rozpędzały się za bardzo po mieście. Z tego co pamiętam, to kamienie mogły też służyć jako przejście dla pieszych, które pozwalało na przejście na drugą stronę suchą stopą, jeśli akurat padało, a droga zamieniała się w rwący potok. Kamienie ustawione po bokach drogi miały z kolei wydrążoną dziurę, do której można było przywiązać lejce konia albo sznur, na którym prowadziliśmy osiołka. Zwykły kamol, a tyle zastosowań!

Kamienie ,,spowalniające”, parking na konia i przejście dla pieszych

Ludzie mieli nawet podgrzewane podłogi. Osiągano to poprzez budowanie podłogi na słupkach-podpórkach, przez co tuż pod podłogą powstawał gąszcz kanałów, które wypełniały się gorącym powietrzem, dzięki temu, że pod podłogą znajdował się piec. Dodatkowo termy również były na dobrym poziomie, oferując podgrzewane baseny, odpoczynek i lecznicze kąpiele. Jak słusznie zauważył jeden z naszych współbratymców z wycieczki, mimo takiego zaawansowania technicznego i dbałości o ciało, średnia długość życia w Popmejach oscylowała w okolicach trzydziestuparu lat. Ale to tylko dlatego, że śmiertelność wśród dzieci była bardzo wysoka- dla tych, którzy przetrwali dzieciństwo, reszta życia mogła być wypełniona rozrywkami w termach lub teatrze (na 5000 widzów) jeśli byli z odpowiednio bogatej rodziny.

Podłoga na słupkach- w pustych przestrzeniach między podporami płynęło nagrzane przez piec powietrze

Największym zainteresowaniem (pewnie zarówno Pompejańczyków z tamtych czasów jak i obecnych zwiedzających) cieszył się oczywiście lupanar czyli dom publiczny. Nazwa wzięła się stąd, że prostytutki nazywano wilczycami, nie do końca pamiętam, dlaczego (lupa- wilczyca). Do lupanarów prowadziły ,,drogowskazy” w postaci męskich przyrodzeń wygrawerowanych na chodniku- oczywiście końcówka ,,sprzętu” wskazuje kierunek, w którym znajdziemy lupanar. Czasami była to też rzeźba w 3D, która wystawała ze ściany budynku, w którym był lupanar, żeby go odpowiednio oznaczyć. Najczęściej domy publiczne były małe, największy miał chyba z 10 pokoi. Na ścianach były namalowane erotyczne rysunki, które według podejrzeń archeologów, mogły służyć jako cennik- nawet jeśli delikwent nie znał tutejszego języka, to mógł zwyczajnie wskazać pozycję, jaka go interesuje i tak zamówić usługę.

Drogowskaz, cennik i łóżko (mam nadzieję, że kładli na to jeszcze jakiś materac, bo nie wygląda zbyt zachęcająco).

W Pompejach był również rynek, na którym można było odmierzyć towary sypkie takie jak mąka czy zboże. Były tam też bary jako kolejna rozryka dla ludności. Uszkodzone przez pył wulkaniczny budynki sprawiają wrażenie, że w Pompejach wszystko było parterowe, ale prawda jest taka, że ludzie potrafili budować dwu i trzy piętrowe domy- niestety nie zachowały się do naszych czasów. Większość domów jest ozdobiona kolorowymi freskami na ścianach, posiada ładne posadzki, zachowało się też kilka bardziej fikuśnym mebli, jak ten stół z lwimi łbami na zdjęciu poniżej. Co mnie zdziwiło, to sposób w jaki powstały figury ludzi pogrzebanych żywcem przez popiół. Ciała mieszkańców oczywiście naturalnie rozłożyły się wraz z upływem czasu, więc zostały po nich jedynie puste przestrzenie ograniczone z jednej strony ziemią/kamieniami, a po drugiej zastygniętym popiołem. Archeolodzy wpuścili w te pustki gips, który wypełnił luki, zastygł, po czym został wyciągnięty i teraz straszy w gablotach ustawionych naokoło miasta i w muzeach. Więc kiedykolwiek oglądamy rzeźby z Pompei- nie są to prawdziwi ludzie, tylko ich gipsowe odlewy. Brzmi to mniej strasznie, ale ze względu na pozycje, w jakich zamarli na wieki- nadal jest to straszne.

Miarki na sypkie produkty, dom bogatego mieszkańca, freski, mozaika na posadzce, bajeranckie nóżki od stolika i gipsowy odlew człowieka.

Nasza wycieczka po Pompejach zakończyła się wizytą u stóp Wezuwiusza i wdrapaniem się na jego (może nie sam szczyt, bo mierzy tyle, co nasza Śnieżka, nie byłoby na to czasu), ale napewno wdrapaliśmy się dosyć wysoko. Wulkan jak wulkan, wygasły, albo raczej ,,śpiący”, bo od czasu do czasu sejsmograf pokazuje, że wulkan nadal żyje, tylko na razie sobie śpi. W czasach, kiedy byłyśmy tam z mamą, Wezuwiusz przeżywał swoje delikatnie większe przebudzenie, a górę obsiedli z każdej strony naukowcy, którzy monitorują i badają wulkan z ciekawości i w imię nauki- nie żeby ich obecność sprawiła, że moglibyśmy jakkolwiek powstrzymać wybuch. Jeśli kiedyś to nastąpi, to prawdopodobnie zmiecie niedaleko położony Neapol (jedno z brzydszych włoskich miast szczerze powiedziawszy- nie przypadł mi estetycznie do gustu). Tak czy siak- dzielnie wspięliśmy się na Wezuwiusz, niestety nie było czuć na nim siarki jak na innych wulkanach, np. w Nowej Zelandii, za to był sklepik z pamiątkami. Spodobał mi się tam pierścionek ze szkła wulkanicznego, ale jako że jesteśmy z mamą straszne sknery, postanowiłyśmy poszukać takiego samego u podnóża góry, bo napewno będzie taniej (tak samo jak z naszą gorącą czekoladą za astronomiczną cenę w schroniskach na szczytach gór w Polsce). Niestety przeliczyłyśmy się i u podnóża góry nie było ani jednego sklepu. Nie wiem, dlaczego aż tak desperacko chciałam mieć ten pierścionek, ale postanowiłam, że wbiegnę na górę jeszcze raz, co zajęło mi jakieś 15 minut biegu, a mama czuwała, żeby autokar nie odjechał beze mnie : ) Byłam ledwo żywa, gdy wparowałałam do tego sklepu na wulkanie. Mam nadzieję, że mój szalony bieg i obłęd w oczach nie sprawił, że ktoś pomyślał, że uciekam, bo wulkan zaraz wybuchnie. Finalnie pierścionek dorwałam, do autokaru wpadłam za 2 minuty zbiórka i mogłam spokojnie odjechać do kolejnego miasta na trasie.

Neapol widziany z Wezuwiusza

19 myśli na temat “Pompeje i Wezuwiusz

  1. Nie bez powodu się mówi, że prostytucja jest najstarszym zawodem świata 🙂 Ale akurat te panie nigdy nie głodowały, bo popyt był odkąd pierwszy facet postawił nogę na Ziemi 🙂 🙂 Patrząc na to wszystko aż trudno uwierzyć że bez dzisiejszych technologii powstawały takie rzeczy. Z drugiej strony człowiek od zawsze miał w sobie pragnienie piękna i potrzebę ułatwiania życia.

    Polubienie

    1. NIe mamy pazurów, kłów, grubej skóry, nie biegamy szybko jak pantera- jedyne, co nam pozwoliło przetrwać jako gatunek jest zdecydowanie mózg.
      Też się zastanawiam, jak to wszystko ludzie stawiali bez naszej technologii. Teraz potrafimy jeszcze spieprzyć jakiś most czy budynek, a ludzi mamy dużo- powinno byc łatwiej wyłuskać tych, którzy są mądrzy i wiedzą co robią. Kiedyś było kilkoro ludzi na krzyż, a jakoś się zawsze trafił taki, który wiedział jak coś usprawnić.

      Polubione przez 1 osoba

  2. najdalej na południe Włoch dotarłem tylko do Rzymu… Pompeje znam tylko z filmów, głównie popularnonaukowych, ale pamiętam też serial, w którym jeden z głównych bohaterów był szefem firmy produkującej garum /sos rybny/, trochę akcji dzieje się wokół jego biznesu i od tamtego czasu gdy słyszę „Pompeje” to moim pierwszym skojarzeniem jest włąśnie ten sos rybny… inna sprawa, że Pompeje były faktyczne dużym i ważnym ośrodkiem produkcji tego sosu w państwie rzymskim…

    wilczyca… nie chciało mi się badać tematu w necie, wolę zresztą sam kombinować i wyjaśnienia wyszły mi dwa, być może oba naraz są trafne… primo, to nieraz na takich ulicach będących miejscami pracy owych pań przebywają one stadnie i gdy trafi się potencjalnie nadziany klient, to równie stadnie go nagabują… secundo, to może być kwestia samej techniki obrabiania klienta… początek jest skromny, zaczyna się od stawki bazowej za prostą usługę, a gdy klient nabiera ochoty na coraz wymyślniejsze figle, skubie się go ekstra osobno za każdą fikuśność, do tego jeszcze naciąga go się na jakieś drinki, poczęstunki i efekcie tego taki „bojek” /to ze slangu polskich wilczyc/ jest oskubany, wrecz rozszarpany finansowo do cna…
    notabene słowo „stado” w odniesieniu do wilków nie jest prawidłowe, ale język naukowy swoje, a język common swoje…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Jak zawsze seriale i filmy niezawodne- czasami tak dużo z nich czerpiemy, czy to stereotypów czy prawd, że aż się boję, że na reżyserach spoczywa ogromna odpowiedzialność (w przeciwnym wypadku, wszyscy będą powtarzać ich niestworzone historyjki).
      Może i być takie wyjaśnienie. Chyba Inernet też nie podaje jakiegoś jednego sensownego, bo historycy nie są pewni, skąd ta nazwa wyszła. Nam ta wilczyca kojarzy się z babką polującą na majątek pana w potrzebie, ale patrząc na to, że legenda starożytnego Rzymu zaczyna się od wilczycy karmiącej przyszłych założycieli miasta, to może ludzie starożytności myśleli o tych swoich prostytutkach pozytywnie. Dlatego ozwali je pozytywnym słowem wilczyca. Taka kobieta, do której można powrócić po siły życiowe?

      Polubienie

      1. coś może w tym jest… ponoć cesarz Klaudiusz miał przyjaciółkę, powiernicę, doradczynię, swego rodzaju opiekunkę w osobie emerytowanej prostytutki, jako znającej życie od podszewki… to ona odradzała mu poślubienie Messaliny czując kobiecą i zawodową intuicją, co się szykuje…

        Polubienie

        1. Haha, czyżby inne grupy zawodowe miały za dużo reguł i społecznych konwenansów, dlatego nie mogły rozmawiać na różne tematy, albo nie miały szansy poznać prawdziwego życia, bo ich życie było wystylizowane, by pasowało do zasad? To by miało sens. Nie słyszałam o tej ciekawostce historycznej, ale brzmi bardzo wiarygodnie.

          Polubienie

  3. Zazdroszczę, że mama inwestowała w Twoje poznawanie świata, życie jest tak krótkie, że nie ma sensu skupiać się na rzeczach materialnych. Moja matka jest całkowitym przeciwieństwem, od dziesięciu lat jeździ na wakacje w jedno miejsce, a najważniejsze dla niej jest otaczanie się rzeczami, które nie są jej do niczego potrzebne. Ludzi za to ocenia po tym, kto co ma i ile zarabia. Mnie zawsze też ciekawią takie historie i zawsze jak jesteśmy z mężem gdzieś na wakacjach to odwiedzamy lokalne muzea. To trochę zabawne dla naszych znajomych, bo w czasie gdy oni leżą na plaży, my biegamy po muzeach i galeriach 😀

    Polubienie

    1. Na plaż y też jest fajnie leżeć, ale po jakimś czasie od wakacji jakie ma się niby stamtąd wspomnienia- i tak każda plaża to piach- jeden ładniejszy, drugi cieplejszy. Dlatego popieram muzea, jakieś wystawy, chociaż oglądanie ładnych domków, albo parków narodowych.
      Ciekawym jest, że siostra mamy jest jej przeciwieństwem i woli mieć niż być. Nie mam pojęcia jak one się wychowały pod jednym dachem i mają sprzeczne proirytety : )
      Szkoda, że Twoja mama nie lubiła jeździć, ale cóż, teraz masz szansę nadrobić to ze swoim ślicznym synem. Pamiętam, że nawet doceniałam zwiedzanie Polski, bo tato uczył historii w szkole przez jakiś czas i zabierał mnie do wszystkich możliwych polskich zamków. Też bardzo fajna sprawa.

      Polubienie

      1. Oo no to wiadomo skąd pasja do zwiedzania i poznawania historii, skoro tata był historykiem. Wierzę, że mama i jej siostra mogły się uchować pod jednym dachem, będąc całkowicie różne, ponieważ ja mam dwoje rodzeństwa i każde z nas jest zupełnie inne, do tego stopnia że nie utrzymujemy nawet bliższych relacji.

        Polubienie

  4. Bardzo ciekawa relacja, szczególnie dziękuję za zdjęcie kamieni na jezdni – przejście dla pieszych. Tak, ale równocześnie narzucało to standard rozstawu kół wszystkich pojazdów.
    Niedawno czytałem skomplikowane rozważanie na temat rozstawu szyn kolejowych – standard = 4 stopy plus 8 1/2 cala (1435 mm). Autorzy po nitce do kłębka dochodzą do starożytnej Anglii i kolein wyrobionych przez rydwany rzymskiej armii.
    Jakoś nie przyszło im do głowy zastanowić się skąd ta rzymska armia przyszła do Anglii.

    Polubienie

    1. Może to było jakieś gotowe rozwiązanie techniczne, które ludzie zgapiali jeden od drugiego.
      Chyba czytałam podobne rozważania na temat szyn i zależności ich szerokości od rzymskich rydwanów, ale tam poszli jeszcze o jeden krok dalej i udowadniali, że wspomagające rakiety do statków kosmicznych czy coś tam, jako że są transportowane pociągami, też musiały pasować do szerokości szyn. Więc całe to rozważanie zostało sprowadzone do tego, że nasze zaawansowana technologia została dopasowana tak, żeby pasować do rozmiaru podwójnego zadka konia 🙂 To jednak chyba bardziej miejska legenda, niż stuprocentowo pewna historia.

      Polubienie

  5. Tylko pozazdrościć takiej mamy. Moi rodzice nie dlatego nie podróżowali, że woleli coś lepszego domu, po prostu takimi byli domatorami…
    Żebyśmy nie wiem jak daleko posunęli się technologicznie, to przyrody nie opanujemy, czego przykład miałaś okazje zobaczyć. Takich przykładów jest więcej, chociaż nam się ciagle wydaje jacy jesteśmy wielcy. Świat jest niesamowity i piękny, my niestety jesteśmy jego najgorszym dodatkiem.

    Polubienie

    1. Ludzie nadal wierzą w swoją wszechmoc, mimo że właśnie wirus utarł nam nosa. Ale jakoś zdajemy się nie dostrzegać swojej porażki, którą ponosimy przez ostatnie bite 2 lata- nadal myślimy, że możemy wytresować naturę jak chcemy :).
      Do pary z podróżniczą mamą, miałyśmy właśnie takiego tatę domatora. A może to nie była kwestia bycia domatorem? Wydaje mi się, że tato nie chciał jeździć, bo tak badzo bał się wyściubiać nos z Polski, i wmawiał sobie, że i tak wszystko co najlepsze jest w Polsce, a na domiar złego za granicą nikt nie mówi w ,,normalnym języku” czyli pop polsku. A potem domatorom trafiają się dzieci, które emigrują najdalej jak się da 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  6. Może dlatego wilczyce, że gdy odmówiono im zapłaty to wyły do księżyca? 😀
    Ale serio – niesamowicie ciekawie to opowiedziałaś 🙂
    I też bym wróciła po pierścionek 😀

    Polubienie

    1. Podoba mi się opcja z wyciem do księżyca, nie pomyślałam o tym. Byłam bardziej skłonna stwierdzić, że rozdrapywały klienta pazurami 😇
      Dobrze wiedzieć, że jednak nie tylko ze mnie mała wariatka, żeby kłusować przez wulkan dla pierścionka.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s