Rozwój osobisty · Z życia wzięte

Zaskakująca inspiracja

Przykro przyznać, ale zawsze byłam strasznie zazdrosnym stworzeniem. Z siedmiu głównych grzechów to chyba mój największy. Chociaż może nie- najbardziej winna jestem jeśli chodzi o pychę i chyba właśnie z tej pychy i przeświadczenia o swojej przecudowności wzięła się zazdrość- bo jak to tak, ja najwspanialsza, a inni mają lepiej?

W liceum zakochałam się w chłopaku- bardzo inspirujący człowiek, który miał w sobie mnóstwo inicjatywy i chęci próbowania różnych rzeczy. Żadne tam szaleństwa, od takich ludzi uciekam- ten gościu po prostu wiedział czego chce i wiedział, jak do tego dojść: pracą, planowaniem i konsekwencją. Do żadnego związku nie doszło, bo byłam wtedy z kimś innym, ale przyznam, że latami zastanawiałam się, czy nie powinnam zmienić partnera. Tamten facet jakoś inspirował mnie do działania, był aktywny w kole naukowym, był pewny siebie, poszedł na doktorat, studiował z pasji, uczył dzieciaki w przedszkolu tego, co studiował : ), pisał artykuły z dziedziny, która go interesowała. Dopiero po latach okazało się, że bylibyśmy tragiczną parą, nie zgadzalibyśmy się politycznie i światopoglądowo (nie, to nie zwolennik PiSu : )) i zrozumiałam, że możliwe, że nie potrafiłabym za nim nadążyć, a już na pewno nie potrafiłabym wspierać go tak, jak robi to jego żona. Dlatego cieszę się, że jest z nią.

Właśnie, jego żona… Uważam, że w liceum wyglądałyśmy zadziwiająco podobnie. Nawet mój ukochany ma czasami problemy z rozróżnieniem na pierwszy rzut oka czy na zdjęciach z liceum jestem ja czy ona. Obie byłyśmy kujonami, obie ciche, grzeczne, obie trochę mało wierzące w siebie, obie chorobliwie ambitne, obie zakręcone na punkcie perfekcjonizmu, chociaż ja zadowalałam się tym, że innym tylko wydawało się, że zrobiłam coś perfekcyjnie : ), obie próbowałyśmy zdawać na maturze co tylko się dało na rozszerzonym poziomie, obie ubierałyśmy się dosyć podobnie, obie śpiewałyśmy, obie byłyśmy bardzo szczupłe. Oczywiście jej nie znosiłam, bo przykuła uwagę tamtego faceta : ). Uważałam, że jestem od niej lepsza i lubiłam myśleć, że skoro ja jestem zajęta, to z braku perspektyw facet wybrał kogoś maksymalnie podobnego do mnie i musiał się tym zadowolić. Lata mijały, a ja nadal nie mogłam z tej zazdrości wyzdrowieć. Dziewczyna zaczęła rozkwitać pod wpływem Naszego ambitnego ukochanego, a mnie denerwował jej samorozwój- uważałam, że słabi powinni zostać tam, gdzie byli. Obserwowałam kątem oka jej media społecznościowe i zrodziła się pomiędzy nami rywalizacja, o której dziewczyna pewnie nie miała pojęcia. Najpierw przyjęłam postawę ,,to na pewno jej facet sprawia, że ona wychodzi ze skorupy i zaczyna coś ze sobą robić, mój ukochany po prostu mnie aż tak nie inspiruje, więc to jego wina”. Potem na szczęście trochę spokorniałam. Chociaż nadal myślałam, że to ja jestem tą lepszą, bo dziewczyna swoimi staraniami zasłużyła na mój szacunek i powinna się z tego cieszyć (jestem okropna : )). Odpuściłam zupełnie dopiero wtedy kiedy zrozumiałam, że to nie jej mąż był dla mnie ważny, tak na prawdę to ona była dla mnie ważna.

Zaczęłam znajdować w tej dziewczynie inspirację. Przyglądałam się temu, jak odkrywa swoją pasję i przekuwa ją w karierę zawodową. Patrzyłam jak codziennie nad sobą pracuje, nad samoakceptacją, nad poczuciem własnej wartości, nad różnymi hobby i umiejętnościami (myślę, że dzielenie się tym z innymi na Internecie motywowało ją, bo jak już się społeczności pokazało niektóre swoje zalety, hobby, to warto byłoby kontynuować- to takie publiczne ogłaszanie swoich zobowiązań czy postanowień- jak już je pokazaliśmy, to musimy się ich trzymać, bo wszyscy patrzą i kibicują, albo może pokazujemy też sobie, że możemy zbudować swój lepszy wizerunek i warto się starać). Zaczęłam się uczyć od niej, że nie można ze sobą walczyć, bo będąc swoim największym wrogiem, do niczego nie dojdziemy. Kiedy nie miałam siły ćwiczyć albo nie chciało mi się wychodzić z domu czy gotować, zawsze sobie przypominałam, że przecież ona ma na to siły, a ja nie mogę być gorsza. Ale tym razem nie była to chorobliwa zazdrość czy niezdrowa rywalizacja, która do tej pory mnie wypalała- to było czerpanie inspiracji i sił z jej motywacji. (Może przeceniam swoją rolę, ale wydaje mi się, że w starych czasach ona być może czerpała inspirację ze mnie? Patrząc na to, jak często komplementowała mnie za oceny, kolor oczów, figurę, oceny w szkole itd, i porównując to do siebie). Najzabawniejsze jest to, że jakiś czas temu odkryłam, że jesteśmy nawet bardziej do siebie podobne, niż do tej pory podejrzewałam. Dziewczyna opublikowała na swoim profilu, że jeśli ktoś chciałby pogadać z nią o swoich problemach, to służy wsparciem, bo sama przeszła załamanie, miała problemy z postrzeganiem siebie przez co trafiła na obserwację do szpitala, i nadal zmaga się z poczuciem, że powinna robić więcej i ma problemy z samoakceptacją, a stare schematy dopadają ją w cięższych momentach, ale stara się trzymać to wszystko w ryzach i na codzień być wspierającą i radosną osobą (oprócz tej hospitalizacji, to mogłybyśmy sobie przybić piątkę). Nie, nie napisałam do niej, że potrzebuję pogadać i oczekuję wsparcia. Ale od jakiegoś już czasu czułam, że jeśli kiedyś nadarzy się okazja powiedzieć jej, że jest dla mnie inspiracją i czerpię z jej działań i siły swoją własną motywację, to jej to powiem. Ludzie, których podziwiamy zasługują na to, by o tym wiedzieć. Więc jej wyznanie było dla mnie szansą, by dać jej znać, że mimo iż nigdy nie byłyśmy sobie bliskie, to jest dla mnie ważną osobą i podziwiam ją za drogę, którą przeszła i za pracę, którą włożyła w swój samorozwój. I cieszę się, że teraz to wie. Mam nadzieję, że ta niespodziewana wiadomość od nie-bliskiej jej osoby da jej siłę do dalszych zmagań z życiem, i da siłę również mi do zachowania na stałe tej pozytywnej więzi jaką czuję, że z nią stworzyłam w mojej głowie. Może gdybym została w Polsce, to nawet zostałybyśmy bliższymi koleżankami? Myślę, że naprawdę wiele rzeczy pojmujemy w ten sam sposób i obie lubimy nad sobą pracować. Obie mamy też tak samo za bardzo wygórowane wymagania wobec siebie, które czasami nas przytłaczają, ale obie też mamy w sobie moc. Dlatego miło byłoby móc wspierać się na codzień. Dziwne, jak duży wpływ czasami mają na nas ludzie, którzy nie są z nami w bardzo bliskich relacjach.

Mam też drugie źródło mojej inspiracji- mniejsze, ale historia tej relacji jest dosyć podobna- tym razem była to poprzednia dziewczyna mojego ukochanego, z którą najpierw chorobliwie się porównywałam, ale potem okazało się, że myślimy w podobny sposób i mamy podobny system wartości. Więc teraz bardzo ciekawie się jej przyglądam. Odkrywam też, że jest wartościową osobą. Jako że życie pisze najzabawniejsze scenariusze- obie te inspirujące mnie dziewczyny mają tak samo na imię : ) Oczywiście zbudowanie z nimi pozytywnej więzi było możliwe tylko dlatego, że żadna z nas nie odbiła drugiej faceta, ani one mi, ani ja im. Podejrzewam, że w przeciwnym wypadku raczej ta zdrowa relacja nie miałaby szansy zaistnieć.

Czyżby panowie interesowali się kobietami o podobnych charakterach, przez co żona mojego niedoszłego faceta i była mojego obecnego faceta są tak do mnie podobne, że mogłabym zaryzykować, że jesteśmy częściami tej samej duszy? Mówi się, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok, jednak moje obie historie pokazują, że jeszcze bardziej możliwa jest sytuacja odwrotna, kiedy to od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok. Kiedy od zazdrości i poczucia zagrożenia przechodzimy do szacunku i czerpania inspiracji. Nie podejrzewałabym w liceum, że obie te relacje ewoluują w takim kierunku, ale teraz bardzo cieszę się, że sprawy przybrały taki obrót. Może to właśnie jest po części dorosłość emocjonalna? Może to też wynik pogodzenia się z samą sobą? Kiedy niepewność i brak samoakceptacji przestają przysłaniać nam logiczne myślenie, zaczynamy dostrzegać, jak ważni są dla nas ci, których najmniej byśmy o to podejrzewali.

24 myśli na temat “Zaskakująca inspiracja

  1. Czytam ten tekst i pierwsze co mi przychodzi do głowy to, że nigdy nie zrozumiem kobiet! 🙂 I nigdy nie pomyślał bym że potraficie czerpać inspirację z jakby nie było konkurentek. Z czego czerpią ja faceci? Przyznam ze nie wiem, ale raczej nie z innych facetów, bo na to jesteśmy zbyt próżni 🙂 A problemy z samoakceptacją, mimo sędziwego wieku, mam do dziś, ale podejrzewam że to wina depresji z którą od lat sie zmagam…

    Polubienie

    1. Cóż, dojście do tego, że mogę czerpać inspirację z tych dziewczyn przysżło po około ośmiu latach, więc badzo długo.
      A może panowie właśnie są wewnętrznie tak bardzo silni sami z siebie, że nie potzrebują zewnętrznych wspomagaczy : ) Poza tym, czy wszyscy nie patrzymy na ludzi w telewizji, Internecie, gazetach i nie czerpiemy z nich motywacji- nawet jeśli na zasadzie ,,phi, przecież nie mogę być gorszy- czas zacząc ćwiczyć, znaleźć sobie hobby, lepiej się wysypieć/ cokolwiek”?
      Czasami mi się wydaje, że niektórzy mają tę samoakceptację wpisaną naturalnie w ich DNA, a inni muszą się bardzo nad tą samoakceptacją napracować i mimo pracy- jest ona bardzo krucha. Żyjąc właśnie z taką kruchą samoakceptacją, życzę CI powodzenia, żeby Tobie również udało się coś dobrego wypracować na tym polu i bardziej polubić siebie.

      Polubione przez 1 osoba

  2. podobno większość tak działa: kolejna, następna kobieta jest zawsze podbna do poprzedniej, tak fizycznie, jak psychicznie: charakterem, osobowością… kobiety mają zresztą podobnie z facetami, bo to wszystko nie zależy zbytnio od płci… tłumaczy się to tym, że owa większość ludzi nie pragnie nowych doświadczeń, tylko woli powtórki… nie ma przy tym znaczenia, czy poprzednie doświadczenie uważają za udane, czy nie… jeśli nieudane, to pragną spróbować jeszcze raz, bo może tym razem wszystko będzie okay… a jeśli udane, satysfakcjonujące, to pragnienie powtórki jest jak nabardziej logiczne, wręcz oczywiste…
    generalnie wychodzi na to, że ta większość ludzi bardziej żyje przeszłością, niż chwilą obecną…
    z tego wszystkiego też chyba pochodzi określenie, że ktoś jest w czymś typie…
    ale ja akurat nie należałem do tej większości: gdy przejrzę pamięć, wszystkie kobiety, z którymi miałem do czynienia, włącznie z obecną, czy to był związek, czy coś bardziej chwilowego, są zadziwiająco od siebie różne… nie potrafię znaleźć jakiejś znaczącej wspólnej cechy, pomijając oczywiście fakt bycia kobietą, taką normalną, choć z drugiej strony jakoś porąbaną… to ostanie to akurat nie moje spostrzeżenie, tylko koleżanki z dawnej pracy, psycholożki zresztą… ale czy „porąbanie” można uważać za konkretną cechę, skoro każde z tych porąbań jest inne?… tak więc, gdy ktoś zapyta, jaki jest mój ulubiony typ. wzorzec kobiety, to odpowiadam „nie wiem”… taki typ po prostu nie istnieje… być może siedzi gdzieś w podświadomości, ale tak głęboko, że moja autoanaliza tam nie sięga…
    za to więcej chyba mógłbym powiedzieć o tym, z jakimi kobietami nie chciałem i nie chcę mieć do czynienia, co najwyżej się z nimi zakumplować… ale to już osobna sprawa, jeszcze dalej od tematu, niż do tej pory odpłynąłem…

    zaś jaki jest ten temat?… aha, inspiracja, co i kto może nią być… wydaje mi się, że dla faceta w pierwszym rzędzie drugi facet… najpierw jako autorytet /w jakiejś konkretnej dziedzinie, choć może się też trafić ogólnożyciowy/, potem, gdy obrastamy w piórka, nabieramy krzepy, wiedzy, umiejętności ten autorytet staje sie rywalem, zamiast go naśladować zaczynamy próbować go przerastać, udowodnić sobie, że jesteśmy „lepsi” w takim, czy innym sensie…
    za to kobieta jako inspiracja dla faceta?… tu akurat mechanizm jest jeszcze prostszy, wręcz prymitywny… po prostu chodzi o podziw ze strony tej kobiety, to jest cel priorytetowy… ale potem, na poziomie sprawa się komplikuje… całe mnóstwo mężczyzn pojęcia nie ma jak ten podziw zdobyć, nie umieją tego rozpoznać, ani wykonać… niektórym rzecz jasna się to udaje, ale częściej ma to efekty odwrotne…
    moim odkryciem, dość dawnym już było, żeby mieć wyrąbane na ten kobiecy podziw, nie starać się go zdobywać… okazuje się, że wtedy ten podziw pojawia się jakoś sam, zupełnie niespodziewanie… to jest analogiczne do innego mojego dawnego odkrycia, żeby nie szukać (kobiet), tylko je znajdywać…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. p.s. wielu z tych mężczyzn, którzy nie umieją pozyskać podziwu kobiety idzie na łatwiznę i kobiety po prostu kupują… mają wtedy dość ograniczony wybór, bo na pewno nie kupią kobiety, ktorą bardziej interesują faceci jako tacy, niż ich pieniądze… nazywa się to „prostytucja” /nie bójmy się tego słowa/, w wariancie klasycznym (jednorazowe zlecenie), bardziej długoterminowym (umowa sponsorska) albo bez ustalonego terminu (małżeństwo „z rozsądku”)… choć uważam takich gości za słabych i ich męskość jest dla mnie wątpliwa, to wcale tego nie potępiam… lepiej gdy taki typ kupi sobie „dupę”, niż ma wyładowywać swoje frustracje w szkodliwy dla innych sposób, jeśli kobiety mu brak…

      Polubione przez 1 osoba

    2. Nigdy nie miałam konkretnego typu faceta, jeśli chodzi o urodę, ale miałam precyzyjny typ faceta jeśli chodzi o psychikę/ charakter. Żaden z moich dwóch facetów nie pasował do tego typu : )
      Ludzie jak najbardziej żyją cały czas pzreszłością- ale może nie tyle dlatego, że mamy pewien typ, albo chcemy coś naprawić (wchodzą w związek z klonem), ale może tak naprawdę kopiujemy rodzica. Gdzieś był taki artykuł, że jeśli chodzi o kobiety, to ich mężczyźni najczęściej wyglądają jak ojcowie tych kobiet. Jednak teoria nie sprawdza się w przypadku mojego faceta, więc traktuję ją jako ciekawostkę, a nie prawdę objawioną.
      Co do tej inspiracji- nawet jeśli kobieta nie zwróci na faceta uwagi, to facet wcale nie przegrywa, jeśli dla zwrócenia na siebie uwagi zaczął ćwiczyć/ uczyć się/ pracować nad charakterem/ zmienił pracę na lepszą itd. Jeśli ona sobie pójdzie, to on zostanie przynajmniej ze swoimi osiągnięciami. Ale nie zgodzę się z tym, że jak nie zabiega się o zainteresowanie dziewczyn, to one same się pojawią. Owszem- ale nie będzie to fajny typ kobiet. Szczególnie te dyskotekowe panienki, albo panienki spod bloku bardzo lubią tych złych chłopców, którzy nie tylko mają owe panie w nosie, ale i jeszcze gorzej. Najczęściej panie odpowiadają na to, że szuka się ich podziwu.

      Polubienie

      1. tak, znam tą teorię, że kobieta szuka podświadomie „kopii” ojca, a mężczyzna matki… nie mam przekonania do tego, co więcej, istnieje też teoria „na odwrót”, gdy rodzic był np. autorytarny, przemocowy, czy jakoś tam inaczej „nie tak”, wtedy szuka się przeciwieństwa… do niej też nie mam przekonania… to wszystko nie jest takie proste, jak z tych teorii wynika…

        dla obserwatora z zewnątrz raczej trudno jest rozpoznać, czy taki facet faktycznie nie zabiega o zainteresowanie kobiet, czy tylko tak udaje, aby być bardziej intrygujący…

        za to prawdą (często, choć nie zawsze) jest coś innego: gdy kobieta ucieka od przemocowego partnera, to kolejny często bywa równie przemocowy, a gdy takiego nie znajdzie, to po prostu wraca… to jest taka mutacja syndromu sztokholmskiego…
        ale to już jest osobny temat…

        Polubienie

  3. Wydaje mi się, że najważniejsze to dojrzeć w każdym człowieku jego pozytywy..nienawiść to złe uczucie samo w sobie, może i zwykle jest bardzo destrukcyjne….przede wszystkim dla nas samych.
    Mam wrażenie, że zawsze przyciągamy ten sam typ ludzi, dlatego często nowy model to tylko nowość na chwile

    Polubienie

    1. Zawsze mnie dziwiło, że każdy jak mantrę powtarzał, że nienawiść jest destrukcyjna przede wszystkim dla nienawidzącego, a nie dla nienawidzonego, ale jako że wierzę w moce i inne takie rzeczy, to uważam, że może być tak samo destrukcyjna dla obu strony (bo my się wkurzamy, ale wysyłamy złą energię i ona na pewno osiąga swój cel że tak brzydko powiem).
      Nowość nowego modelu chyba polega tylko na tym, że ma inne imię niż poprzedni 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Jak zwykle poruszyłaś bardzo skomplikowany temat. Jednak dopiero próba korelacji inspiracji z autorytetem (bo inspiracja jest przelotna i zmienna, a autorytet ma bardziej utrwalony i ustabilizowany wpływ) i znalezienia tej cienkiej granicy pomiędzy tymi pojęciami wyjaśnia o co chodzi. Inspiracje są różne, autorytety się zmieniają, ale ich wpływy pozostawiają ślad w naszej psychice. Jeżeli do tego dodamy ewoluujący stan psychofizyczny, wpływ wieku, dokształcanie, kryzysy, i tp., to mamy efekt raczej wypadkowej tych wszystkich czynników, niż syntetyczny obraz naszej osobowości.
    Wydaje mi się, że – pomimo wielu doświadczeń – jesteś raczej na starcie do „biegu o życie”, niż na etapie kontemplowania, czy delektowania się przeszłością. Czeka Cię jeszcze wiele nowych i ciekawych przeżyć, czego Ci życzę.

    Polubienie

    1. Faktycznie inspiracja trwa chwilę- jeśli wyciągniemy z niej już wszystko, co mogła nam dać, albo temat/ hobby przestało nas interesować, to przerzucimy się na inne źródło inspiracji. Autorytety może reprezentują bardziej ponadczasowe wartości i dlatego zostają z nami na dłużej?
      Och, zdecydowanie nie odbiegłam jeszcze daleko od linii startu w naszym maratonie pod tytułem życie. Chociaż lubię roztrząsać przeszłość, to i tak wielu rzeczy jeszcze nie doświadczyłam i mam nadzieję, że po dwóch koronowych latach przestoju, coś ciekawego na nowo zacznie się wokół mnie dziać!

      Polubienie

  5. Mam znajomego, który już trzeci raz wybrał żonę, z którą żyć się spokojnie nie da. To puste lale, którym w głowie imprezowanie, alkohol, towarzystwo i życie z dnia na dzień, chociaż on zabaw nie lubi, jest domatorem. Mam koleżankę, która już drugi raz wyszła za pijaka, a sama alkoholu do ust nie bierze. Tak się zastanawiałam, co ciągnie ich do takich osób…
    Zasyłam serdeczności

    Polubienie

    1. Jak co ciągnie do takich osób? to proste, umieją rozpoznać cechy rodziców i jednocześnie sami nie mieć tych cech, bo u rodziców ich odrażały.

      Taki sam mechanizm jest w polityce. Prosty przykład partia rządząca w Polsce. Elektorat głównie z poprzedniego ustroju i z przekazanej o nim wiedzy, czyli dla umysłu „było ciężko, ale dało się przeżyć”… Przy czym niechęć tych osób do poprzedniego ustroju.
      I to samo z opozycjonistami i mamy „za Tuska było źle, ale lepiej on niż oni”.

      Ten sam mechanizm działa np. w chodzeniu do macdonalda chociaż obok będzie mało znany fastfood…. W marketingu ten mechanizm nazywa się znajomością marki.

      Polubienie

  6. Hahaha! Uwielbiam twoją szczerość. Ciekawa historia i skłaniająca do refleksji. Tomasz faktycznie jest podobny do jednego z moich byłych, ale miałam nadzieję, że to przypadek. W końcu poznałam jego charakter dopiero po jakimś czasie, także… Ale czy zwróciłam na niego uwagę dlatego, że był też do niego podobny fizycznie? Hmm… Chyba nie, bo i to dotarło do mnie po kilku dniach. Może wybrałam podświadomie? W ogóle okazało się też, że obaj obchodzą urodziny tego samego dnia 😀 Z kolei była dziewczyna Tomka jest całkiem inna niż ja. No, ale też nie znam jej zbyt dobrze, także… 😀

    Polubienie

    1. Czyli to pewnie jak z wróżkami- wróżka strzela ogólnikami, które do siebie dopasowujemy. Może z podobieństwem naszych byłych też na siłę doszukujemy się cech wspólnych. 🤔
      Kiedy mieliśmy z moim facetem przerwę w związku, to wszystkie jego potencjalne trzy dziewczyny wyglądały tak jak ja- nawet oprawki okularów miały w tym samym kolorze.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s