Australia

Wyślijcie pomoc

Wszyscy wiemy, że Australia jest znana ze swoich robali, jadowitych pająków, węży, os morskich, a nawet krokodyli w północnej części kraju. Ogólna zasada jest taka, że w tym kraju wszystko chce cię zabić, a jeśli tego nie robi, to cóż, pewnie by chciało, ale nie może, bo jest za małe, albo za mało jadowite : )

Laboratorium, w którym pracuję jest na parterze, więc bardzo często znajduję w nim różne pędraki i większe żuczki, które zapełzły za daleko i dostały się aż do naszego biura. Jest to szczególnie nagminne w okresie zimowym, kiedy na dworze jest chłodno i ocieplany budynek jawi im się jako wybawienie. Większość z nich znajduję już martwą, bo budynek jest regularnie opryskiwany we wszystkich kątach i na progach prowadzących do pomieszczeń. Czasami trafiały się również pająki, raz te mniejsze, raz te większe. Oczywiście większe okazy usiłowały jeszcze czołgać się po podłodze, widocznie porcja trutki nie była wystarczająca na ich rozmiary. Zawsze próbowałam być dzielna i robalowe mumie zmiatałam szufelką do śmietnika, a te jeszcze chodzące nakrywałam szklanką, po czym wyrzucałam na zewnątrz (również dlatego, że bałam się, że jeśli je rozdepczę, to rozprysną się na tak dużą plamę, że już lepiej je wyrzucić żywe niż to sprzątać- ot egoistyczne podejście). Raz trafiła mi się nawet jaszczurka! Dosyć koślawo uciekała, ale udało jej się przecisnąć pod drzwiami i zwiać do pobliskiego magazynu zanim otrząsnęłam się z pierwszego szoku. Ale na gościa, którego widzicie na zdjęciu powyżej, nie byłam przygotowana. Wykorzystał pewnie naszą dwutygodniową nieobecność w biurze (aktualnie mamy w Australii wakacje, również szkolne i wiele zakładów pracy zamyka się na cały okres świąt, plus Nowy Rok). Jest to huntsman- podobno nie jest jadowity, ale ze względu na rozmiar, hym, czy pająki mają szczęki?, ze względu na rozmiar szczęk jego ugryzienie raczej boli. Nie jest agresywny i wiele osób mówi, że jest to zwierzak pożyteczny, ponieważ zjada inne pająki, owady (czasami mniejsze kręgowce), ale wygląda zdecydowanie przerażająco. Pech tak chciał, że mój pajęczy przyjaciel schował się w kącie ściany tuż pod sufitem, więc nie miałam jak go dosięgnąć. Rozważałam przez chwilę gonienie go ze szczotką, ale bo ja wiem czy to skacze? A co jeśli szybko biega- warunki ma do tego doskonałe, wnioskując po tych długich nogach. Postanowiłam go nie ruszać i tylko uważnie obserwować, czy jest nadal w tym samym miejscu. Bo wiecie, co jest gorsze od pająka? Pająk, który nagle zniknął.

Ależ oczywiście, że nie mogło być tak łatwo. Pajęczak zaczął niespokojnie dreptać po ścianie, kiedy zaczęłam szurać różnymi przyrządami w laboratorium. Modliłam się tylko, żeby kierował się w stronę podłogi, a nie sufitu, bo wizja monstrum łażącego nad moją głową nie była najprzyjemniejsza, że tak to mało drastycznie ujmę. Moje modły zostały wysłuchane (chyba wyczerpałam życiowy fart na cały rok) i pajęczysko zeszło na podłogę. Ha! I tu cię mam- podłoga to mój teren i czuję się na nim odważniejsza. Wzięłam szklankę i już miałam pająka uwięzić, ale tak obracam tą szklankę w ręku i obracam- boziu, średnica nie pasuje. On się w tej szklance nie zmieści przez te długie nogi. Musiałam pomrugać parę razy oczami, żeby pobudzić ospały mózg do pracy. Przy okazji zauważyłam, że pająk nadal się przemieszcza i zaraz zapędzi mnie w kozi róg. Pewnie mogłabym nad nim przeskoczyć i uciec z laboratorium, ale jeszcze raz- a bo jak wiem, czy to też skacze? Na szczęście miałam do dyspozycji zlewkę z większą średnicą, więc uwięziłam intruza i zaczęłam się rozglądać za jakąś sztywną kartką do podłożenia pod zlewkę, żeby przetransportować pająka na dwór. Szukam, szukam, nie ma nic sensownego, bo przed urlopem robiłam porządki. Widzę kątem oka, że coś mi się dalej rusza w tle. Drugi pająk? Nie, lepiej, to zlewka sobie chodzi. Chyba mam jakieś zaburzenia z reakcją ,,walcz lub uciekaj”, bo zamiast zrobić jedną z tych opcji, wybrałam trzeci wariant i patrzyłam jak pająk, w wersji plastikowego czołgu, idzie sobie z niemałym trudem po podłodze, suwając plastikową zlewką. Tego już było za wiele jak na moje nerwy. Szybko policzyłam, że zlewka daleko mi w tym tempie nie ucieknie, więc zdążę wezwać posiłki. Pognałam na piętro, sprowadziłam największego faceta, jakiego udało mi się znaleźć i przyprowadziłam ze sobą do laboratorium jako wsparcie. Niestety to nie działa tak, że im jesteś większy, tym mniej boisz się pająków, więc kolega odmówił ścigania czołgającej się zlewki i staliśmy tak nad nią w zadumie aż nie ocaliła nas starsza Malezyjka, która wzięła zlewkę z pająkiem, podłożyła pod to tekturkę i poszła wyrzucić naszego intruza w krzaki.

Tutaj robalowa historia wcale się nie kończy, ponieważ w przeciągu tych samych dwudziestuczterech godzin obudziłam się w środku nocy, czując coś dziwnego pod lewą pachą. Ogólnie zawsze śpię jak zabita, ale może to spotkanie pająka w dzień kazało mi być bardziej czujną również w nocy? Niczym w transie usiadłam gwałtownie na łóżku, niewiele myśląc złapałam to coś i rzuciłam na drugi koniec łóżka, cienko piszcząc do mojego chłopaka, że chyba coś mnie użarło. Już miałam przed oczami wizję tego dzisiejszego pająka, który mnie odnalazł i teraz mści się za wyrzucenie go z jego nowego terytorium. Pomacałam pachę, nie boli, może jednak nic mnie nie użarło- ale mój chłopak nadal morduje to coś na dywanie za pomocą kapcia, więc co to jest? Walenie kapciem ustało, więc zbliżyłam się do krawędzi łóżka i moim oczom ukazał się wielki karaluch wielkości kciuka, męskiego kciuka. Fuj. Wygląda na to, że próbował mnie zjeść podczas snu, ale się na nim położyłam- jego jedna nóżka nadal smętnie leżała oderwana na mojej poduszce. Karalucha wyrzuciliśmy przez balkon (one są jeszcze bardziej wytrwałe niż ten pająk, więc nie chciałam ryzykować cudownego wskrzeszenia karalucha, który pewnie za jakiś czas wylazłby o własnych siłach ze śmietnika, a spuszczony w kiblu chyba by go zatkał, patrząc na jego rozmiary- ok, przesadzam). Przepraszam osobę, której może ten zatłuczony karaluch spadł na głowę. I przyznam szczerze, że nie wiem, jak on się do nas wdrapał na dwunaste piętro, bo ewidentnie wszedł balkonem. Rozważam powrót do cywilizowanej Europy : )

28 myśli na temat “Wyślijcie pomoc

        1. Może mielonego pająka bym zjadła, bo nie wyglądałby jak pająk. Z teoretycznego punktu widzenia robale mają tyle białka, że spokojnie zastąpiłyby wartościowy posiłek. Ale z psychiką podczas jedzenia to inna sprawa.

          Polubienie

  1. Hahah Ale ubawił mnie Twój wpis.Nie, żeby był nieprawdziwy. Jeszcze może tylko dorzucę jadowite żaby i to, że karaluchy nigdy nie występują pojedynczo 😉 Pamiętam, że kiedyś przez pół nocy przesiedziałam z Przyjaciółką na telefonie, bo jej męża nie było, a sąsiedzi spali i w takim niekorzystnym czasie wśliznął jej się do domu wąż, niestety jadowity.
    Wracaj do Europy 🙂

    Polubienie

    1. w Polsce karaluch, karaczan i prusak to ten sam jeden gatunek, ale na świecie /także w Australii/ różne gatunki tak się nazywa, więc nie wiadomo dokładnie, o jakim mowa…
      p.jzns 🙂

      Polubienie

  2. maszerująca zlewka faktycznie robi wrażenie… akurat Ty wiedziałaś co pod nią jest, ale sprowadzony koleś nie i mógł sobie wyobrażać praktycznie wszystko…
    czy pająk ma szczęki?… to jest dobre pytanie… właściwie nie ma, ale ma tzw. „szczękoczułki” do tego każda ma pazur, a żeby było zabawniej, to są nogi, jedna z par tak wykształcona… co ciekawe pająk nic nie je techniką połykania, on tymi nogami wstrzykuje soki trawienne do środka ofiary, potem wsysa wszystko z powrotem, a resztę zostawia…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

  3. W moim klimacie pająków w domu mam od gradobicia. Kiedyś kierowałem się sumieniem, ale od momentu rozmowy z Ekwadorczykiem, który zapewnił mnie, źe niektóre okazy mogą być niebezpieczne, litość się skończyła. Kiedyś pisałem o jaszczurkach na moim patio, one jednak nie sprawiają problemu. My mieszkamy trzy tysiące metrów nad poziomem morza, wszystkie zwierzaki zatem raczej mniejszych rozmiarów.

    Polubienie

    1. Czasami ciężko rozpoznać, który pająk to ten dobry, a który to ten zły, więc faktycznie najbezpieczniej zatłuc wszystkie.
      Jaszczurki są urocze.
      3 tysiące metrów- czy to jakoś wymaga zaadaptowania się do nowego środowiska? Nasze najwyższe polskie góry Rysy to 2.5 tysiąca.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Mieszkamy tu już dziesięć lat. Po powrocie z Polski wystarczy nam dwa trzy dni aby się zaaklimatyzować. Początki nie były łatwe ale relatywnie szybko przywykliśmy do tutejszych warunków.
        Pajacyki w przeciwieństwie do jaszczurek mają vis odrażającego, pewnie dlatego nie kogą liczyć na takie samo traktowanie 😊😊

        Polubienie

  4. Właśnie dlatego nigdy w życiu nie pomyślałbym o wyjeździe do Australji! 🙂 Zresztą nie tylko tam, bo moja noga nie postanie nigdzie gdzie są jadowite pająki i węże,których się panicznie wręcz boję! 🙂

    Polubienie

    1. Przez chwilę myślałam, że Australia jest tak daleko, że po prostu każdy trochę zmyśla na jej temat (niektórzy myślą, że w Polsce po ulicy chodzą niedźwiedzie w zimie jak na Syberii), potem myślałam, że może te węże i pająki to tylko poza miastem, ale niestety te wszystkie historie to prawda : )
      To chyba taki pierwotny lęk- te robale są nie tylko jadowite, ale po prostu paskudne.

      Polubione przez 1 osoba

  5. Wszelki Duch Pana Boga Chwali! Łonajgod! Jaki ten pająk był duży mniej więcej, bo po zdjęciu oceniliśmy z Tomkiem, że wielkości naszej kratki wentylacyjnej… Tak, moja droga, aż Tomka zawołałam. On zresztą zaraz zaczął kombinować jak się go pozbyć i miałam ci przekazać, ale mu przypomniałam, że nie piszesz w czasie rzeczywistym i ten post umieściłaś wczoraj 😂

    Polubienie

    1. Podziwiam facetów, że im od razu odpala się program szukania rozwiązania. Napisz, napisz, pewnie mi się i tak przyda na za jakiś czas, jak kolejne monstrum się pojawi. Pajęczyska nie mierzyłam, no ale miał średnicę większą niż szklanka. To już prawie się liczy jak mała chihuahua 🤣

      Polubione przez 1 osoba

    1. Raczej tak. Kiedy byłam mała, dostawałam szoku na widok najmniejszego pająka, czasami nawet bladłam na ich widok. Ale odkąd przeprowadziłam się do Australii, nastawiłam się na to zadaniowo- muszę robala złapać/zabić, bo takie sytuacje będą się powtarzać. Poza tym, te duże są tylko obrzydliwe, za to te małe bardziej jadowite. To chyba działa jak z psami chihuahua swój rozmoar nadrabia wściekłym ujadaniem, małe pająki nadrabiają swój rozmiar jadowitością 🤣

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s