Australia · Z życia wzięte

Zaskoczenie i prawo jazdy

Przez ostatnie cztery lata byłam przywyczajona do tego, że o dokumenty trzeba się nabiegać, naprosić i nawypełniać tysiąca podań i zaświadczeń. I jako że jestem w Australii, również trzeba było te stosy papierów przetłumaczyć. I od razu portfel był lżejszy. Czasami myślę sobie, że powinnam zrezygnować z pracy inżyniera, jaką wykonuję i zostać jakimś radcą prawnym, bo po tylu latach wypełniania papierków stało się to moją drugą naturą. Dlatego jestem w niemałym szoku, że kiedy zostałam stałym rezydentem Australii, załatwianie papierów stało się o niebo łatwiejsze! W półtora godziny udało mi się załatwić prawo jazdy. Australia nawet nie wie, jaki błąd popełniła 🙂

Strona internetowa, na której było napisane jak przerobić polskie prawo jazdy na australijskie poinformowała mnie, że muszę wypełnić jakiś wniosek, przetłumaczyć mój dokument przez specjalnie uznawanego tłumacza z australijskiej firmy i dopiero będziemy rozmawiać. Ale polska grupka na facebooku głosiła, że wystarczy pójść z dokumentem w ręce do jakiegoś ośrodka i dostanie się dokument od ręki. Miałam tego dnia wolne, więc pomyślałam ,,co mi szkodzi”- wsiadamy w autobus i jedziemy! Na miejscu miła pani podsunęła mi i mojemu chłopakowi dwustronicowy formularzyk do wypełnienia. Włożyła nam nawet długopisy w rękę, cobyśmy się za bardzo nie namęczyli z ich szukaniem. Mimo że machina drukująca świstki z numerkiem, jaki zajmujesz w kolejce była tuż obok nas, to miła pani wydrukowała je za nas i wcisnęła nam numerki do ręki. Raczej nie wyglądaliśmy na zagubionych, więc miła pani zrobiła to z dobroci serca, a nie dlatego, że wyglądaliśmy na jakichś niedorozwiniętych (przynajmniej taką mam nadzieję).

Przy okienku spotkaliśmy kolejne miłe panie- mój chłopak był gdzieś tam po lewej, ja dostałam okienko po prawej. Miła pani sprawdziła na stronie rządowej, czy na pewno jestem stałym rezydentem i przysługuje mi stałe prawo jazdy, sprawdziła w paszporcie czy na pewno jestem odpowiednio stara, żeby być zwolniona z egzaminu na prawo jazdy (obywatele Polski powyżej chyba 25 roku życia są na liście szczęśliwców, którzy nie muszą zdawać egzaminów). Potem otworzyła grubaśną księgę z wzorami praw jazdy z całego świata i porównała moje prawko z kolorowym schematem- która linijka to data wydania, która linijka to imię itd. Jakież to genialne- nie potrzebne żadne tłumaczenia, wystarczy porównać dokument z szablonem. Po czym miła pani poprosiła o kartę publicznego ubezpieczenia zdrowotnego i potwierdzenie adresu. Wtedy pobladłam, ale miła pani nie mogła tego zauważyć spod maseczki.

Udało mi się odszukać na telefonie umowę wynajmu mieszkania- miła pani powiększyła sobie część z adresem, którą przecież mogłabym wkleić sobie w Paincie i nikt by się nie połapał- i tyle jej wystarczyło. Potem poszła do okienka, gdzie był mój chłopak z inną miłą panią, żeby skserować sobie naszą kartę ubezpieczenia zdrowotnego (mamy tylko jedną kartę na oba nazwiska, zapomnieliśmy zrobić sobie duplikat). Odetchnęłam z ulgą, po czym miła pani włączyła na monitorze za sobą jakieś rządki literek. Miałam tego dnia słabsze okulary, bo wyszłam z domu tak jak stałam.
-Proszę przeczytać ten drugi rząd- poprosiła miła pani i już myślałam, że po mnie. Przecież ja tam ledwo widzę, że na ekranie są w ogóle literki, a co dopiero to przeczytać! Ale miła pani nawet na mnie nie patrzyła, więc zmrużyłam oczy tak mocno, że prawie je zamknęłam i wydukałam literki, które wydaje mi się, że były na ekranie. Miła pani odwróciła się, żeby popatrzeć na ekran za sobą, po czym popatrzyła jeszcze raz na mnie z niedowierzaniem. Boże, może tam jednak nie ma ”E” tylko ”F”? A może to w ogóle nie są literki i tylko mnie wkręcają- z moją wadą wzroku to byłoby możliwe.
-Wie pani, bo po polsku te literki się inaczej czyta niż po angielsku, a poza tym okulary mi parują pod tą maseczką- nawet nie zdążyłam tego powiedzieć, bo miła pani wzruszyła ramionami na znak ,,może petent jest po prostu analfabetą” i zaczęła dusić klawisz enter.
-Pani siądzie tam na przeciwko mnie, to zrobimy zdjęcie do dokumentu- uff, czyli może to jednak było E a nie F. I wtedy sobie przypomniałam, że w czasach zarazy nie noszę pod maseczką makijażu. Cholera 🙂 No trudno, w paszporcie też nie mam najpiękniejszego zdjęcia. Cyk! Już w domu założyliśmy się z chłopakiem, kto będzie gorzej wyglądał na zdjęciu- ja i moja muchomorowa twarz, czy on i jego długaśna grzywa wyhodowana podczas lockdownów. Spoiler- wygrałam. Przynajmniej jak kiedyś złapie mnie policja, czy to za jazdę pod wpływem, czy po 14-stu godzinach jazdy bez snu, to będę wyglądać dokładnie tak jak na zdjęciu z dokumentu- więc pomyślą, że wszystko jest ze mną w porządku i wyglądam tak na codzień : )

Na marginesie- przypomniało mi się też, jak dwa lata temu byłam w polskim konsulacie prosić o nowy paszport i pani odesłała mnie do domu mówiąc, że ,,to zdjęcie, z którym pani przyszła to się nie nadaje, więc proszę umówić się na spotkanie jeszcze raz i przyjść znowu” (więc za miesiąc znów musiałam brać cały dzień wolny w pracy i cwałować na drugi koniec miasta, bo konsulatowi nie podobało się zdjęcie paszportowe). Tak czy siak, miła pani po zrobieniu zdjęcia wydrukowała dla mnie niebieski świstek.
-Pani jeździ na razie z tym świstkiem i on działa jak prawo jazdy- popatrzyłam na świstek z napisem ,,prawo jazdy opłacone dla takiej a takiej osoby”-A jak przyjdzie prawdziwe prawo jazdy pocztą, to proszę jeździć już z prawdziwym. Pa-pa. Serio, przyjdzie pocztą i nie muszę znowu do was przychodzić, jak do konsulatu po paszport, i odbierać osobiście? Jestem w niebie!

Zwiałam z miejsca zdarzenia ściskając niebieski świstek, jakbym się bała, że zmienią zdanie i mi go zabiorą. Prawo jazdy miało przyjść w 10 dni roboczych pocztą. Po pięciu dniach wyciągnęłam ze skrzynki list, macam- czuję jakąś kartę. Hura! Jednak to na pewno było E a nie F, zdałam! Otwieram list, a tam nowa karta ubezpieczenia zdrowotnego ,,Droga Pani, rząd nas poinformował, że jest już pani stałym rezydentem, więc wysyłamy stałą kartę ubezpieczenia zdrowotego”. Do tej pory miałam tylko taką na rok (kiedy aplikuje się z prośbą o stałą rezydenturę, to można od razu dostać publiczne ubezpieczenie zdrowotne, ale karta jest ważna tylko na rok, rezydent dostaje pięcioletnią- bo i rezydenturę trzeba odnawiać co 5 lat). Poobracałam kartę w palcach, po czym poszłam skreślić z listy rzeczy do zrobienia ,,zaaplikować o przedłużenie ubezpieczenia zdrowotnego”, bo załatwiło się samo. Na marginesie- czemu rząd informuje wszystkie inne urzędy o moim statusie, co to za handel informacjami : ) Prawko przyszło trzy dni później.

14 myśli na temat “Zaskoczenie i prawo jazdy

    1. Wiem, pamiętam jak załatwiałam w Polsce dokumenty potrzebne mi do wyjazdu do Australii- boże święty, nigdy więcej. Załatwianie dokumentów w Australii było prostsze- wszystko przez Internet, chociaż musiałam podawać tysiące informacji. Polski konsulat lub załatwianie zaświadczenia o niekaralności z Polski- koszmar. Szczególnie konsulat koszmar…Jak typowy polski urząd. Nie polecam 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  1. Moje doświadczenie z australlijskim prawem jazdy jest już przedatowane, ale wspomnę.
    Wraz z żoną musielismy zdać egzamin, na szczęście tylko pisemny.
    Pytania typu multiple choice, zapamiętałem dwa.:
    – Czy wolno wyrzucać z samochodu śmieci przez okno ?
    Jedna z odpowiedzi: tak, ale tylko na wsi.
    – Jak się zachowasz jeśli z tyłu zbliża się do ciebie wóz strazacki na sygnale?
    jedna z opcji: przepuszczę a potem pojadę za nim pomagać gasić.
    Ciekawostka – w tamtych czasach prawo jazdy było bez zdjęcia a był to (i dotąd jest) najwazniejszy dokument identyfikacyjny.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziwne, że trzeba było zdać test pisemny- jeżdżenie samochodem wymaga raczej głównie wiedzy praktycznej, więc dziwi mnie, że ktoś się skupiał na teorii. Chociaż patrząc po tych przykładowych pytaniach i odpowiedziach, to ten test miał być chyba tylko formalnością. Podoba mi się opcja,, pojadę za wozem strażackim gasić pożary ” – a czemu by nie? Taki nadgorliwy obywatel to nawet i przydatny!

      Polubienie

  2. choć nie przepadam za chodzeniem do urzędów, ale jak mus, to mus, czasem trzeba tam się pofatygować, wszystkiego netem ogarnąć nie da rady, zauważyłem jednak przy okazji, że wredne biurwy to gatunek ginący i zastępują je coraz częściej miłe panie… i teraz nie wiem, czy to urzędy tak się zmieniają, czy to moje widzenie świata się zmienia na bardziej pozytywne?…
    co do zdjęć w dokumentach, to chyba wspominałem, że to nie mnie zależy na tym, czy innym dokumencie, tylko system chce, abym go miał, więc nie staram się wyglądać „ładnie” na tych zdjęciach…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Na tych zdjęciach do dokumentów nawet nie da się wyglądać ładnie ☺
      Myślę, że te złośliwe urzędniczki to jednak gatunek ginący. Nie są już takimi nadludźmi jak kiedyś. Ja z kolei widzę teraz pokolenie pań miłych, ale nieogarniających- nic nie wiedzą o żadnych przepisach czy dokumentach, ale przynajmniej się uśmiechają.

      Polubienie

  3. Z tymi zdjęciami do dokumentów nie jest tak prosto. W Polsce od kilku lat obowiązuje zasada, że twarz ma być tak centralnie ustawiona, aby widziane było prawe i lewe ucho. Chodzi o dokładniejszą identyfikację. Kiedyś obowiązywała zasada: „lewe ucho”. A, że mam prawą stronę nieco ciekawszą, więc jako fotograf po prostu sobie i klientom odwracałem zdjęcie. Przechodziło kontrole! Myślę, że biometria ureguluje wszelkie różnice.
    Jako senior i honorowy obywatel mam nieco łatwiej w urzędach, ale mimo wszystko bardziej podoba mi się Twój kraj.

    Polubienie

    1. Wiem, że te zdjęcia muszą być robione według ustalonego z góry wzoru- dlatego poszłam do fotografa, mówię mu, że potrzebuję zdjęcia paszportowego, pan cyknął typowo paszportowe, ale oczywiście polski urzędas z nudów i by pokazać jaki to jest przydatny kazał mi przyjść jeszcze raz. To samo zdjęcie do dokumentu australijskiego przeszło spokojnie. Z tego co pamiętam nasz konsulat nie ma zbyt dobrych opini. Też się pod nimi podpisuję. Kiedy odbierałam paszport, w kolejce za mną była dziewczyna, pół Polka, mówiła tylko po angielsku, dlatego pani w okienku kazała mi przetłumaczyć jej, co ma wypełnić w dokumentach- bo oczywiście w konsulacie wszystkie druczki po polsku, a urzędnik boi się mówić po angielsku. Trochę obciach…

      Polubienie

    2. kiedyś było „lewe ucho – prawe oko”, a teraz to nawet nie wiem, patrzę teraz w dowód i widzę „full en face”, wszystkie oczy i wszystkie uszy, ale to już sprawa fotografa, nie moja, ja nawet nie pamiętam za dokładnie, jak mnie ustawiał, a gdy spytał, którą wersję wybrać /bo klikał kilka razy/ odparłem „pierwszą z brzegu” 🙂
      ostatni raz w życiu starałem się „wyglądać” na fotce do matury, ale to dlatego, że wymienialiśmy się z dziewczynami fotkami „na pamiątkę”, więc moje motywacje były zgoła inne, niż podobanie się systemowi…
      za to „najlepsze” /bo najgorsze/ zdjęcie mam w książeczce wojskowej, niewyspane, po imprezie, zrobione w dworcowym automacie, ale trudno mi powiedzieć, czy zrobiłem to z premedytacją, bo te pierwsze automaty to była masakra, one nie umiały robić ładnych fotek…
      p.jzns 🙂

      Polubienie

      1. Ja stosuję najprostszą metodę, ustawiam smartfon na statywie, potem siebie na krzesełku i włączam nagrywanie filmu na ok. 1 min. Z filmu wybieram najlepszą klatkę, czasem dodaję drobny retusz w „Paint” i na ogół jest OK.
        Faktycznie te pierwsze automaty – u nas nazywano je zdjęciami migawkowymi, bo robiły 4-6 kompletów zdjęć – były do kitu. Zostało mi jeszcze kilka do pierwszej legitymacji szkolnej.

        Polubienie

  4. Ciebie to się normalnie czyta z wypiekami na twarzy. Takimi właśnie jak muchomor, czyli nie do zdjęcia. Tyle ciekawych rzeczy się dowiaduję. A teraz jeszcze w dodatku humor mi poprawiłaś bo się uśmiałam 😀 No i cieszę się, że tak się wszystko układa. Naprawdę rezydentura jest raz na 5 lat?

    Polubienie

    1. Miło mi, że przyczyniam się do poprawiania humoru!
      Tak, rezydent jest na 5 lat, potem trzeba zaaplikować o jego przedłużenie i uzasadnić, dlaczego się go potrzebuje- ale słyszałam, że jest to tylko prosta formalność. Po 4 latach bycia w Australii (w tym chociaż rok jako rezydent) można prosić o obywatelstwo (też bardzo prosto to uzyskać- poprzez teścik a-b-c-d pod tytułem,, zakreśl flagę Australii „), więc sporo osób zostaje obywatelami zanim ich rezydentura wymaga odnowienia. Niektórzy odnawiają ją kilka razy, co 5 lat, bo musieliby się zrzec swojego oryginalnego obywatelstwa (chyba Chiny, Indie i Korea nie pozwalają swoim ludziom mieć podwójnego, więc z chwilą, gdy stają się Australijczykami, to tracą to poprzednie).

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s