Zdrowie fizyczne

Moje gadżety

Wszystkich Świętych już za nami, więc powoli zaczynamy się skupiać nad nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia. A to oznacza prezenty! Jeśli oowoli szukacie pomysłu, co kupić, to może zainteresuje was jeden z przedstawionych przeze mnie pomysłów. Prezenty nadadzą się bardziej dla kobiety, choć myślę, że dwie propozycje mogłyby się spodobać także panom. Może to być też prezent dla was samych- ja ogólnie wolę kupić sobie coś samodzielnie, jestem raczej niewdzięcznikiem jeśli chodzi o dostawanie prezentów od kogoś. Mamy tu coś droższego i coś taniego, no więc zaczynamy:

  1. Perifit– to zmyślne jasnozielone urządzonko po prawej stronie zdjęcia. Mój ukochany do tej pory nie wierzy mi, że nie jest to wibrator, ale nie, to na prawdę nie jest wibrator. Jest to urządzenie, które pozwala nam ćwiczyć mięśnie dna miednicy i jest to gadżet tylko dla kobiet (w obecnym świecie tysiąca płci powinnam raczej powiedzieć, że jest to prezent tylko dla posiadaczy pochwy 🙂 ). Urządzenie ma dwa sensory wbudowane w środku tych dwóch wybrzuszeń, dzięki czemu mierzy skurcz siły mięśni położonych płytko (tych, które powinny pracować podczas naszych ćwiczeń) i tych położonych głęboko (których nie powinniśmy aktywować podczas ćwiczeń, żeby nie generować szkodliwego ciśnienia w jamie brzusznej, które osłabi nasze mięśnie dna miednicy), bateria powinna trzymać kilka lat, a w razie jej wyczerpania wysyłamy urządzenie do producenta w celu wymiany baterii, gadżet jest wodoodporny. Jestem trochę opóźniona w rozwoju jeśli chodzi o nowe technologie i interaktywne zabawki, ale ta jest bardzo prosta w obsłudze- ściągamy na telefon aplikację, włączamy urządzenie, ono łączy się poprzez bluetooth (antenka jest w tej białej zawleczce, która pozostaje poza ciałem- mówię, jeśli ktoś czuje się niepewnie mając nadajnik fal w swoim ciele), po czym możemy odpalić na aplikacji w telefonie jedną z kilku gier. Dostępne jest latanie motylkiem/ ptaszkiem i zbieranie kwiatków (motylek leci w górę, gdy ściskacie mięśnie i opada, gdy je rozluźniacie), można latać kosmicznym statkiem, być rekinem pożerającym rybki (skurcz- otwiera paszczę rekina, rozluźnienie ją zamyka), jeździć samochodzikiem (skurcz mięśni- skręcamy samochodzikiem, rozluźnienie- jedziemy prosto). Przed każdym użyciem robimy kalibrację- robimy trzy skurcze i rozluźnienia mięśni, żeby aplikacja wiedziała, w jakiej jesteśmy dziś formie i dostosowała się do nas. Zależnie czy chcemy poprawić problemy z nietrzymaniem moczu, problemy z parciem na pęcherz, czy poprawić życie seksualne, aplikacja wybiera nam sekwencję skurczów i rozluźnień, jakie powinniśmy wykonywać (więc kwiatki, skręty samochodem, albo asteroidy będą w różnej konfiguracji). Ogólnie bardzo ciekawa sprawa- a że w Polsce opieka poporodowa leży i kwiczy, a nacodzień jesteśmy napięci i znerwicowani (co przekłada się na zbyt duże napięcie mięśni w całym ciele, przez co nie są w stanie wykonać skurczu, kiedy sytuacja tego wymaga- nawet nasza ręka po dźwiganiu siatki z zakupami przez godzinę nie będzie miała sił podnieść czegoś jeszcze, tak samo napięte przez cały dzień mięśnie dna miednicy nie dadzą rady funkcjonować tak przez cały czas)- dlatego może być to dobra inwestycja w swoje zdrowie czy poprawę życia seksualnego (uważam, że kobiety mają tutaj trudniej, żeby osiągnąć satysfakcję, dlatego warto próbować sobie pomóc jak tylko się da). Wiem, że na rynku jest też wiele innych firm produkujących tego typu urządzenia, jest też polski PelviFly, ja jednak wolałam Perifit ze względu na te dwa sensory, które mówią mi, czy poprawnie ćwiczę i nie muszę chodzić na jakieś konsultacje z fizjoterapeutą jako część moich ćwiczeń jak przy PelviFly.
  2. Foreo– kolejny gadżet, tym razem do mycia twarzy. Mam okropną cerę- nie będę oszukiwać, że Foreo rozwiązało moje problemy, ale na pewno pomaga, szczególnie na zaskórniki. Jest to urządzonko, które jest wykonane z medycznego silikonu, ma dwa rodzaje włókienek- grubsze i cieńsze, a samo urządzonko wibruje (kilka poziomów do wyboru) i ma wbudowany czasomierz, który będzie nas jednym wydłużonym zawibrowaniem informował, że czas przejść do szorowania kolejnej powierzchni twarzy- trochę jak elektryczne szczoteczki do zębów. Szczotka nie nadaje się do używania z peelingami, kwasami czy żelami z jakimiś drobinkami, które mogłyby uszkodzić urządzenie, ale z delikatnymi piankami do mycia będzie świetna. Jest wodoodporna, możemy ją umyć samą wodą i będzie gotowa do użycia, ładuje się ją przez USB, a bateria trzyma bardzo długo- ja ładowałam ją w zeszłym roku. Szczoteczka z pewnością sprawia, że nie mam już tylu czarnych kropek na buzi- bardzo głęboko doczyszcza nasze pory. Taka porządnie oczyszczona buzia również lepiej chłonie kremy, dodatkowo te wibracje na pewno fundują nam przy okazji masaż.
  3. Pranamat– to ta fioletowa mata z różowymi kolcami. Mata jest wykonana z włókna kokosowego, kolce to tak na prawdę plastikowe i bardzo ostre kwiatki lotosu. Do tego mamy również poduszkę wypełnioną gryką. Mata jest droga i choć na rynku jest dużo podróbek, postanowiłam, że zakupię tę oryginalną, która ma dużo certyfikatów i przeprowadzano na niej badania, żeby sprawdzić, czy na prawdę daje jakieś efekty. Na początku była dla mnie za ostra, więc kładłam się na niej w piżamce lub cienkim podkoszulku, teraz mogę na niej leżeć bez chroniącej mnie warstwy materiału. Zdecydowanie pomaga nam rozluźnić wiecznie spięte ramiona, poprawia ukrwienie, również na głowie (co poprawia wygląd włosów i pozwala nowym włoskom rosnąć, na punkcie czego mam obsesję), nadaje się do masażu i pleców, i stóp, i cellulitu. Do wyboru jest duża mata, mała mata, poduszka i chyba firma wprowadziła jeszcze coś nowego. Małą matę odstąpiłam koleżance z pracy, która po poprzedniej robocie w kawiarni i dźwiganiu miała okropne bóle krzyża, z którymi była często u fizjoterapeuty. Wygląda na to, że mata zmniejszyła jej cierpienia. Ja nie mam poważniejszych problemów z plecami itp, więc mogę tylko powiedzieć, że mata daje mi bardzo miłe i maksymalne rozluźnienie. Możliwe też, że zmniejszyła moje bóle przy okresie.
  4. Masażer do głowy i szczotka do szamopnu– te dwie rzeczy są strasznie tanie, więc może nie do końca nadają się na prezent, chyba że robicie sobie drobne prezenty w pracy, albo znajdziecie bardziej zaawansowany odpowiednik. Masażer do głowy (ta metalowa ucięta trzepaczka do jajek) jest bardzo ciekawy- kosztował mnie chyba dolara, może dwa, każdy drut zakończony jest plastikową kuleczką i po prostu nasadzamy to całe ujstrojstwo na głowę i napędzamy je siłą własnych mięśni, masujemy gdzie nam się podoba, jest to dosyć rozluźniające, a do tego stymuluje porost włosów lub chociaż pobudza cyrkulację krwi, przez co włosy mnie wypadają. Szczotka do szamponu (to różowe) to zwykły silikon, którego używam albo na sucho jak masażera, albo podczas mycia głowy, żeby zamiast drapać głowę pazurami, dotrzeć do każdego zakamarka z szamopnem i porządnie wszystko umyć. Bardzo proste, a jednak cieszy.

Macie już jakieś pomysły, co kupicie bliskim? A może macie pomysł, co sami chcielibyście dostać?

7 myśli na temat “Moje gadżety

  1. Nie, no ty to zawsze czymś mnie zaskoczysz! Bardzo ciekawe urządzenia, chociaż może nie wyglądają – na pierwszy rzut oka myślałam, że to gadżety dla psa… 😂
    Perifit to w ogóle wow! Motylki i autka – niesamowicie pomysłowe!
    Ja zazwyczaj daje prezenty spersonalizowane, a przynajmniej pasujące do osobowości danej osoby. Oczywiście jeśli dobrze ją znam, chociaż nawet dla obcych staram się aby to było coś niespotykanego.

    Polubienie

    1. Spersonalizowane prezenty są zawsze najlepsze- pokazują, że ktoś poświęcił chociaż chwilę na zastanowienie się, co podobałoby się danej osobie. Plus przynajmniej taki prezent będzie cieszyć, bo ma więcej szans być trafionym. Ja raczej jestem kiepska w prezentach, zawsze mi się wydaje, że się nie spodobają.
      Gadżety dla psa, hym, to może lepiej nie będę kupować sobie psa, bo jeszcze pomyśli, że to dla niego i katastrofa gotowa!

      Polubione przez 1 osoba

  2. masażer głowy mam (chyba, bo ogarniam graty po przeprowadzce), dostałem go wiele lat temu od takiej fajnej panienki z Białorusi, gdy handlowała tymi masażerami na Jarmarku Dominikańskim w Gdańsku, a ja jej pilnowałem towaru pod swoją wiatą, gdy chodziła do klo… ale jak pamiętam, to użyłem tego może raz na rok, a tak generalnie to leżał sobie gdzieś 🙂
    branżą gadżetową zajmowałem się swojego czasu /”kwiaty lotosu”, „pierdząca poduszka”, „jaszczury” na drucie, i wiele, wiele innych/, nawet niezły z tego był pieniądz i okazja do zwiedzenia świata, ale teraz już pewna epoka się skończyła… obecnie ludzie (głównie laski) gadżetują srajfonami i uparcie włażą mi pod koła auta, czy roweru…
    ostatnio jednak dostałem w prezencie taki wiatraczek na korbkę, fajne było na chwilę, ale też „leży gdzieś” 🙂
    gadżet w prezencie dla swojej Lady… hm… może nie rozwijajmy tematu, bo to zbyt prywatne 😛 … a dla kotów?… koty są mądrzejsze od ludzi, umią się bawić wszystkim, co mają pod łapkami… np. zakrętką od butelki…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Nawet nie mogę zgadnąć po nazwach tych gadżetów, do czego by mogły służyć. Jaszczury na drucie? To chyba jakiś szyfr 😀
      Telefon to prawdopodobnie jedyny gadżet, który jest ludziom do szczęścia potrzebny. Innymi najczęściej bawimy się chwilę i rzucamy w kąt, a szkoda, bo niektóre bajery są naprawdę godne uwagi.
      Koty z pewnością wygrywają- dla nich wszystko urasta do miana super-zabawki

      Polubienie

      1. jaszczur na drucie jest zrobiony z gąbki i nadziany na zwykły, giętki drut, dzięki temu można go prowadzić ulicą niczym na smyczy, odpowiednio poruszając nadgarstkiem, a od czasu do czasu spowodować, że jaszczur skacze na kogoś, a jednocześnie nie robi kuku… dobry patent na podrywanie dziewczyn, śmiechu i pisku jest wtedy co niemiara, ale głównie za jaszczurami szalały ongiś mamuśki z dzieciakami… jaszczur jest pomysłem polskim z początków lat 90-tych, podbiliśmy nim Niemcy, Skandynawię i Francję, a ze względu na ówczesne różnice walutowe zarabialiśmy na tym niezły cash… ponoć podobne jaszczury wymyślono i sprzedawano w Tajlandii, ale niewiele wiem na ten temat… potem pomysł znalazł naśladowców, np. we Francji i Hiszpanii, do branży weszli też Arabowie, gadżet się oklepał, opatrzył i zszedł do rangi zwykłego balona sznurku, cena też spadła, tak więc stało się to mało ciekawe…
        innym tej samej rangi jarmarcznym gadżetem były wtedy „pajączki” i „akrobaci”, które się rzucało na szybę i zmyślnie pomykały po niej, sekret tkwił w żelu, z którego były zrobione, nigdy jednak nie zrobiły takiej furory, jak swego czasu jaszczury…

        Polubione przez 1 osoba

  3. Wibrator. Pomiędzy Odrą, a Bugiem temat który nie mieści się w ramach obowiązującej nomenklatury. Wypowiedzenie tego słowa w szerokim gronie wyzwala ciszę, niesmaczne dowcipy albo dyskusje o moralności.

    Polubienie

    1. Prawda, ale jak widać na załączonym obrazku, tego urządzenia,, szatana” tam nie ma 😜
      Polska zdaje się składać z mnóstwa erotomanów-gawędziarzy. Może dlatego tak dużo rzeczy jest tabu i rozmawianie o nich normalnie jest zakazane- po to, żeby te tematy były owiane tajemnicą i erotomani-gawędziarze mogli sobie tych tematów używać do woli ☺

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s