Przemyślenia · Zdrowie psychiczne

Sztuczność

Po modzie na wystylizowane zdjęcia w mediach społecznościowych nastał czas pokazywania zdjęć bez retuszu i nawoływania do tego, że najważniejsza jest tolerancja i każdy może wyglądać tak jak chce. Teraz w co drugim zdjęciu na Instagramie, jakie widzę, jedna trzecia to zdjęcia bez poprawek, najlepiej zaraz po przebudzeniu, ćwiczeniach albo gdy ma się katar/ jest się przemęczonym itp, a kolejna jedna trzecia to zdjęcia poprawione i niepoprawione, ustawione jedno obok drugiego, żeby ,,obnażyć ten oszukańczy system filtrów i photoshopów”. Jakiś czas temu wybuchła zresztą o to kłótnia, kiedy pewna popularna osoba uznała, że obecnie panuje moda na brzydotę i wszyscy wstawiają z uporem maniaka swoje niepoprawione zdjęcia. To bardzo stara wojna internetowa i jestem spóźniona z jej komentarzem dobre pare miesięcy, ale i tak chciałabym dodać coś od siebie. Szczególnie, że mam trochę inny pogląd na to wszystko niż obie grupy.

Oczywiście każdy może sobie wyglądać jak chce, ale musimy też pamiętać, że tak samo każdy ma prawo powiedzieć, że my nie podobamy się tej osobie. Sporo osób o tym zapomina i ma pretensje do świata o to, że zostali odrzuceni przez jakiegoś potencjalnego partnera, bo nie podobali mu się fizycznie, a przecież oni są tacy z natury i jak ktoś śmiał ich nie docenić. Tyle że od tolerancji i traktowania człowieka normalnie, do pociągu fizycznego jest jeszcze droga dłuższa niż ta na Księżyc.

Szczerze powiedziawszy, to przestałam obserwować konta tych dziewczyn, które w kółko wrzucają swoje ,,naturalne” zdjęcia, ponieważ sama dobrze wiem, jak wyglądam rano czy bez makijażu. Jest to pokrzepiające, że to nie ze mną jest coś nie tak, tylko tak niestety wyglądają ludzie, ale nie czuję potrzeby, żeby ktoś przypominał mi o tym conajmniej raz w tygodniu. Druga sprawa, że osoby, które tworzą coś i wrzucają do Internetu muszą liczyć się z tym, że stają się po części osobą publiczną. Jeśli wokół nich urosła duża społeczność, to logicznym jest, że ta grupa ludzi oczekuje konkretnego rodzaju zdjęć czy wpisów, bo to one ich przyciągnęły. Często spotykam się z tym, że ludzie, którzy chcą zarabiać na swoim blogu lub chcą wchodzić w ciekawe dyskusje ze swoimi odbiorcami denerwują się, że przecież to, co publikują, to tylko ich decyzja i mogą sobie robić, co im się podoba. A jednocześnie za dwa kolejne posty, albo zdjęcia publikują ankietę ,,jakie treści chciałbyś częściej widzieć na tym blogu”, albo przy okazji jakiegoś wpisu pytają ,,czy chcielibyście, żebym opowiedziała o…”. Może zarówno blog jak i konto na mediach społecznościowych to jest nasze terytorium i my ustalamy zasady, ale nie jesteśmy kompletnie wolni od oczekiwań naszych odbiorców. Tworzymy treści po części też dla nich, choć również i dla siebie, kiedy chcemy innym w czymś pomóc czy coś od siebie przekazać. Dlatego twórcy nie mogą się dziwić, że jeśli ktoś nagle zmienia tematykę bloga czy konta, to społeczność, która była zainteresowana starymi treściami, nagle zniknęła. To nie ich brak tolerancji czy brak otwartego umysłu- po prostu ten nowy temat to nie ich bajka. Im większa społeczność, tym bardziej blog czy konto jest tworzone na potrzeby tej społeczności. Poza tym, wracając do tych kont, jakie obserwuję na Instagramie, to przychodzę tam po motywację i po porcję ładnych zdjęć- zarówno ludzi, jak i uroczych zwierzątek, ładnych pejzaży, czy namalowanych obrazów. Nie mam ochoty od rana oglądać ,,naturalnie umęczonych twarzy”- mam już jedną w lustrze : )

I chyba najważniejsza rzecz. Bardzo często się mówi, że nastolatki mają niskie poczucie własnej wartości i spaczone postrzeganie wyglądu, ponieważ naoglądały się poprawianych zdjęć modelek w kolorowych czasopismach, a teraz patrzą na zdjęcia na Instagramie, które są tak bardzo przerobione, że nie mają już nic wspólnego z rzeczywistością. Niby lekarstwem na to ma być pokazywanie młodzieży jak naprawdę wygląda przeciętny człowiek i uczenie ich, że nieidealne ciała są ok. Na mnie to nie podziałało, chociaż mama zawsze była ze mną szczera i nie ukrywała ani swoich rozstępów po ciąży, ani czerwonego nosa od trądziku różowatego. Wcale nie oswoiłam się dzięki temu z ,,naturalnością”. W sumie zaczęła mnie przerażać jeszcze bardziej, bo to oznaczało, że nie ma od tego ucieczki. Uważam, że kreowanie się na kogoś innego na Instagramie czy facebooku jest ok, do pewnego stopnia. Wygląda to z mojej perspektywy na zaklinanie rzeczywistości, żeby choć trochę bardziej odpowiadała naszym oczekiwaniom. Widzę w tym raczej szansę na dowartościowanie się, a póki nie dzieje się to kosztem innych, czy w złośliwy sposób, to nie widzę powodu, dla którego miałoby to być złe. Pamiętam kiedyś takie badania, w których poproszono ludzi o noszenie białego fartucha i wzięcia udziału w teście na inteligencję. Grupa, która została poinformowana, że noszą fartuch laboratoryjny miała wyższe wyniki niż grupa, która myślała, że nosi fartuch malarza (te dwa rodzaje fartuchów nie są szczególnie do siebie podobne, więc badanie jest trochę podejrzane jak dla mnie). Niemniej jednak, przeświadczenie, że jesteśmy ładni (bo patrzymy na swoje poprawione zdjęcia), albo że inni postrzegają nas jako ładnych (bo widzą tylko nasze obrobione zdjęcia) jest w stanie pomóc nam wypracować zdrowsze podejście do własnej osoby. Pasowałoby tu zdanie, które usłyszałam już dawno temu, że ,,kłamstwo powtórzone tysiąc razy w końcu staje się prawdą”. Dlaczego wmawianie sobie, że jesteśmy ładni na podstawie trochę poprawionych zdjęć nie mogłoby być alternatywą do prób zaakceptowania rozczarowującej nas rzeczywistości, którą widzimy w lustrze? To też może być sposób na podbudowanie swojej własnej wartości. Często dzieje się tak, że osoby, które lepiej o sobie myślą, zaczynają inaczej się zachowywać (czasem też bardziej o siebie dbać, czy częściej się uśmiechać) i nagle otoczenie mówi im, że jakoś tak lepiej wyglądają, jakoś magicznie rozsiewają wokół inną aurę, choć ich wygląd się nie zmienił, to wysyłane przez nich podświadomie sygnały każą osobom wokół postrzegać ich jako trochę ładniejszych, a to napędza kolejne pozytywne zmiany.

Nie lubię tego całego kultu naturalności. Nie sprawia ona, że bardziej oswajam się ze ,,standardowym wyglądem”, nie sprawia, że moje wymagania w stosunku do siebie maleją. Wiele osób przez podążanie za naturalnością gubi zdrową samokrytykę i zamiast promować naturalność, to idzie o krok dalej i wtawia zdjęcia, które mają szokować, jak np. zafarbowane na niebiesko włosy pod pachami. Ostatnio koleżanka oskarżyła mnie o poddawanie się patriarchalnemu systemowi, bo golę nogi tylko na wiosnę, kiedy je widać, a nie na zimę, kiedy są zasłonięte. Bo to podobo jawna oznaka tego, że nie robię tego dla siebie, tylko dla innych. Czy ja wiem, ja też nie mam ochoty patrzeć na futro wystające spod sukienki, a kiedy noszę jeansy w zimie, to go nie widzę, więc mi nie przeszkadza. A nawet jeśli robiłabym to dla innych, a nie dla siebie, to nie czuję się tym specjalnie uciśniona, bo łatwo jest dojść do efektu ogolonych nóg, nie jest to jakiś niedościgniony ideał jak dużego rozmiaru biust, dla którego trzeba byłoby pójść pod nóż.

Przy okazji pandemii i siedzenia w domu w wyciągniętym dresie, wiele kobiet narzekało, że ich poczucie własnej wartości spadło i czują się zaniedbane. Ubranie się elegancko i umalowanie na ”po domu” pomogło tym osobom z powrotem wskoczyć na dobre tory- w kierunku wyższego poczucia własnej wartości, co przełożyło się na ich osiągnięcia w pracy. Dlatego zachęcam do tego, by nie przejmować się tym, że na waszym profilu są podretuszowane zdjęcia, albo że ktoś wypomina wam obłudę, bo się malujecie. To wcale nie jest promowanie nierealnych standardów piękna. Skoro każdy może sobie wyglądać jak chce, to dlaczego nie mógłby się upiększać, skoro go to cieszy i pomaga mu to wykreować w swojej głowie obraz ładniejszego siebie i myśleć o sobie trochę bardziej pozytywnie.

10 myśli na temat “Sztuczność

  1. kwestia dla kogo kreujemy jakiś swój wizerunek /który zawsze kreujemy, chcący lub niechcący/, czy dla siebie, czy dla kogoś konkretnego, czy dla jakiegoś szerszego otoczenia jest najmniej istotna i do końca nierozstrzygalna, to są „szczegóły, szczegóły”… ważne jest raczej, na ile jesteśmy mentalnie przywiązani do tego: do wizerunku i do samej kreacji… opowiada o tym pewna opowiastka zen, ponoć historia autentyczna:
    do mistrza przyszła jakaś panienka prosząc go o naukę… on się zgodził, ale dodał, że tylko pod warunkiem, że coś zrobi ze swoim image’m, wizażem, jako że laska była wystylizowana tak, że robiło to wrażenie na ulicy… dziewczyna strzeliła focha i poszła sobie… ale po kilku dniach wróciła, stwierdziła, że przemyślała temat i coś ze sobą zrobi… na co mistrz się uśmiechnął i podsumował: „okay, to wpadnij jutro, ale ze swoim wizażem nic nie rób, bo fajnie wyglądasz i szkoda by tego było”…
    co się tak naprawdę stało?… ano tyle, że to była pierwsza lekcja luzu, uwolnienia się od przywiązania do własnego wizerunku… mistrz panienkę tylko podpuścił i być może dało to pierwsze wyniki…
    /podobna sytuacja jest w filmie „Hair”, gdzie jeden z bohaterów ścina swoje „ukochane” włosy, żeby jego kumpel mógł się spotkać i pociupciać ze swoją dziewczyną zanim pojedzie walczyć w Wietnamie/…

    natomiast co do pandemii, to wielu facetów, którzy się nie lubią golić przyjęło (maseczkową) sytuację z wyraźnym zadowoleniem 😛
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Bardzo życiowa ta przypowiastka. Wszystko jest dla ludzi, ale jeśli przeginamy i popadamy w ekstrema, to oczywiście nie jest już dobrze. Nasze starania odnośnie wyglądu mogą nas wspomóc, jeśli używamy tego z głową i mogą nas pogrążyć, jeśli uczepimy się, że tylko naturalność jest dobra, albo tylko poprawiona uroda jest dobra.
      Mam w domu jednego osobnika szczęśliwego z okazji braku wymogu golenia- siedzi i radośnie hoduje wąsa 😄

      Polubienie

      1. ja za to mam taką swoją manierę /raczej nieszkodliwą/ do zdjęć urzędowych, np. do ID., paszportu, czy jakichś legitymacji, etc.. nigdy się nie picowałem do takich fotek, tylko zawsze robiłem je z marszu, z ulicy, tak jak stoję… w końcu to nie ja chcę mieć dany dokument, to system /np. państwo/ chce, wymaga abym to miał, więc niech się zadowoli tym, co dostarczę… to taka moja drobna kontestacja tegoż systemu, jak najbardziej na luzie… najzabawniejszą fotkę mam w dawnej książeczce wojskowej, zrobiłem ją „na odpieprz się” w jakimś dworocwym automacie, do tego byłem świeżo po nocnej imprezie, wiec sam zbyt świeżo nie wyglądałem 🙂

        Polubienie

        1. Szczerze powiedziawszy to jest dobry trik na zdjęcie paszportowe. Paszportu używa się z zasady na dłuższe podróże, dla mnie lot do rodzinnego miasta oznacza autobus, conajmniej dwa lub trzy samoloty, pociąg i autobus/ lub pocinanie z buta przez pół godziny, więc jak najpaskudniejsze zdjęcie w paszporcie pozwoliłoby panom oficerom łatwiej mnie zidentyfikować podczas tych podróży 🤔

          Polubienie

  2. Przyznam że nigdy nie rozumiałem ludzi którzy retuszują swoje zdjęcia, choć nawet w znajomych na Facebooku mam kilkoro takich i o dziwo to same kobiety 🙂 Może to wynika z kompleksów, ale żaden najlepszy program nie zatuszuje prawdy… A krytyka? Na tą musimy byćgotowi ciągle, bo tak naprawdę wciąż jesteśmy poddawani ocenom, nie tylko w necie, ale i w życiu codziennym.

    Polubienie

    1. To prawda. I z tym, że trzeba być przygotowanym na krytykę (każdy i rak ma inny gust, więc nawet ta najpiękniejsza komuś będzie nie pasować) i że zdjęcia poprawiają głównie kobiety. Może nadal podświadomie dążymy do tego, że płeć piękna musi być, hym, no piękna 😄 Ja zdjęć nie poprawiam, ale brzydko zapozowanego raczej bym nigdy nie wrzuciła do Internetu.

      Polubione przez 1 osoba

  3. Może trudno w to uwierzyć, ale chyba nigdy w życiu nie weszłam na Instagram, także nie wiem nawet jakiej kategorii foty tam są. Sama nie mam konta na żadnym portalu, więc problem mnie nie dotyczy. Nigdy też nie retuszowałam swoich zdjęć, nie wiem nawet jak to się robi. Zresztą po co miałabym retuszować, skoro mam je w swoim laptopie do użytku rodzinnego, ewentualnie wysyłam mamie. Jeśli zaś się rozchodzi, o promowanie brzydoty, to znam temat, czytałam, słyszałam i widziałam przykłady w różnych artykułach. Już dawno nauczyłam się, że w Polsce (na świecie?) nie może być normalnie. Mamy skłonności do skrajności, że tak zrymuję. Najpierw przez lata promowano wychudzone modelki, żeby potem dojść do wniosku, że to niezdrowe i zacząć promować otyłość. Bo otyłość to akurat zdrowa jest. Nie ma nic po środku, jest albo albo. To samo z tymi fotami. Albo dmuchana lala, a każda identyczna, nie do odróżnienia, albo – tak jak piszesz – owrzodziała, zakatarzona, itd. Nie może być nic pomiędzy, bo to nudy na pudy.
    Niedawno też zapanowała moda na starość. To znaczy promowane są i oklaskiwane aktorki/ celebrytki, które pokazują swoje twarze usiane zmarszczkami i siwe włosy. Jeśli im się to podoba to OK. Mnie nie musi, i mnie się nie podoba. Nie widzę nic złego w poprawianiu urody i odmładzaniu się jak długo się da. Nie wyobrażam sobie siebie z siwymi włosami, nie ma mowy. Bo trzeba się „starzeć z godnością”? To nie ma nic do rzeczy, bo godność nie polega na chwaleniu się obwisłą szyją. Poza tym tak naprawdę w starości nie ma nic godnego, jest przykra, przygnębiająca i trzeba z nią walczyć do końca.
    Uff, ale się rozpisałam, sorry 😀 Pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale takie jest moje zdanie.

    Polubienie

    1. W sumie to bardzo dobrze wyważone zdanie. Kiedy tak teraz czytam tę opinię, to dopiero widzę, że zapomniałam dodać, że właśnie za bardzo lubimy skrajności i zamiast wszystko jakoś wypośrodkować, to kiwamy się pomiędzy jednym ekstremum a drugim, jak wahadło.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s