psychologia · Z życia wzięte

Przewrażliwienie

Ostatnio nawet wśród swoich znajomych obserwuję nowy trend- chodzenie do psychologa. Parząc na moje najbliższe otoczenie, to połowa osób, szczególnie tych, które dobrze uczyły się w szkole i osób spokojnych (w obu kategoriach przeważają kobiety) zaczęła jakiąś konkretną terapię, albo chodzi po prostu na luźne spotkania z psychologiem. Kilka osób namawiało mnie do pójścia w ich ślady, dlatego zaczęłam się zastanawiać, czy na prawdę wszyscy tej terapii potrzebują? Czy to realna potrzeba czy tylko taka fanaberia? Coraz częściej mówi się o tym, jak ważne jest zdrowie psychiczne, głosimy, że nie można innych ludziom mówić jak mają żyć, że trzeba traktować dzieci jako partnera do rozmowy, a nie mówić im, że dzieci i ryby głosu nie mają. I wszystko to przynosi bardzo pozytywne zmiany w społeczeństwie. Z drugiej jednak strony czasami wydaje mi się, że spora grupa tych ludzi jest przewrażliwiona.

Rozumiem moją koleżankę, która poszła na terapię, bo przeszkadzał jej zbyt zaawansowany perfekcjonizm, który blokował ją przed uczeniem się nowych rzeczy i wykorzystywaniem nowo poznanych umiejętności. Mimo że rodzice zawsze ją wspierali i bardzo dobrze i spokojnie tłumaczyli świat, ona ubzdurała sobie, że nieperfekcyjni ludzie nie mają prawa do szczęścia, ani nawet prawa do życia. Nie wiem, jak psycholog przekonywał ją do zmiany nastawienia, bo zawsze kojarzyło mi się, że zadaniem psychologa jest pokazać nam dlaczego myślimy w taki a nie inny sposób ze względu na przeżyte traumy, złe wydarzenia czy beznadziejne programy przekazane nam przez rodziców, a u niej takich traum nie było, ale koleżanka spotkania z psychologiem sobie chwali, więc chwała mu za to.

Niestety wydaje mi się, że przez to, że wielu osobom z realnym problemem psycholog pomaga, to ludzie z wymyślonymi problemami też udają się do tych psychologów, bo wierzą, że to odczaruje ich beznadziejne życie. I tak wśród moich znajomych chodzących do psychologa znalazły się osoby tak samotne, że z braku znajomych idą porozmawiać z psychologiem, takie, które myślą, że rozmowa sprawi, że będą tak samo szczęśliwsi jak ten kolega, który przepracował traumę z dzieciństwa, choć oni nie mają nic, co można by przepracować, albo tacy, którzy z błahego problemu zrobili katastrofę nie do pokonania, dlatego wierzą, że potrzebują psychologa. Problem też myślę jest to, że ludzie nie rodzą się jako niezapisana biała karta i to rodzice muszą nauczyć się określać, co zostawi traumę w umysłach ich dzieci, a co nie. Jakby tego było mało, to również w obrębie jednego rodzeństwa jedna osoba nawet nie zauważy jakiegoś komentarza czy zachowania rodzica, a drugiej osobie nagle się z tego powodu świat zawali. Nie jestem w stanie określić, dlaczego- czy to niskie poczucie własnej wartości, przewrażliwienie, zbyt silne odczuwanie emocji, czy doświadczenie tego konkretnego wydarzenia w czasie, kiedy przechodzili przez inne problemy. Ale reagujemy na wszystko indywidualnie, więc rodzice mają ciężki orzech do zgryzienia.

Ostatnio moja kuzynka wybrała się do psychologa, bo czuje się straumatyzowana tym, że mama wchodziła jej do łazienki, kiedy kuzynka się kąpała. Dlatego dziewczyna teraz panicznie wszędzie instaluje zamki, a na dźwięk otwierania klamki gdziekolwiek reaguje paniką. Zastanawiam się, czy dla niej to na prawdę tak ogromny problem, szczególnie, że ta mama wchodziła do łazienki odkąd kuzynka pamięta, więc teoretycznie powinna się już do tego przyzwyczaić, czy ta ,,trauma” ukrywa jakąś prawdziwą traumę, do której kuzynka nie potrafi się dokopać, czy jest tylko wygodną wymówką, żeby usprawiedliwić to, że kuzynka jest nieszczęśliwa sama ze sobą, więc próbuje się doszukać jakiejś traumy z dzieciństwa, żeby zwalić to na kogoś/ coś z przeszłości. Przy okazji przyznam, że moja mama też wchodziła do łazienki, kiedy ja się kąpałam i myła w tym czasie zęby, zresztą ja robiłam to samo, bo tak było szybciej i wygodniej. Teraz mam wrażenie, że po wysłuchaniu opowieści mojej kuzynki, to moja mama pójdzie na terapię, mówiąc psychologowi, że ,,prawdopodobnie straumatyzowała swoje dziecko, a na domiar złego dziecko nie chce się do tego przyznać” : ).

Na pewno wielu ludzi potrzebuje psychologa, szczególnie, kiedy żyjemy w wiecznym wyścigu szczurów, nowe pokolenia nawet nie mają prawa marzyć o własnym domu, bo nigdy nie będzie ich na to stać, w dobie koronawirusa, wiecznego zamknięcia i strachu ten beznadziejny stan psychiczny pogłębia nam się jeszcze bardziej. Jednak z drugiej strony mam wrażenie, że część ludzi traktuje to jako wymówkę, dzięki której mogą uzasadnić to, dlaczego nie powodzi im się w życiu, albo traktują terapię jako magiczne remedium na fizyczne problemy takie jak za mały dom, za mała wypłata czy zazdrość o za ładną koleżankę. Poza tym, często zapominamy też o tym, że z psychologiem się nie rozmawia, z nim się współpracuje, bo jego rola nie polega na dawaniu rad, a raczej na uzmysławianiu nam, dlaczego jest źle i jakie mamy opcje, żeby nad sobą popracować. Więc taka terapia okupiona jest naszą pracą nad sobą, jeśli chcemy dać sobie pomóc, a nie nową modą i czymś, co ma zastąpić rozmowę z przyjaciółmi, rodziną czy partnerem.

11 myśli na temat “Przewrażliwienie

  1. Twoja diagnoza przyczyn wydaje mi się doskonała.
    Najbardziej podoba mi się przypadek gdy ludzie idą do psychologa bo są samotni i chcą się przed kimś wygadać. Myślę że nie byłoby trudno napisać aplikację na telefon, która potrafiłaby to załatwić.
    Fakt, ludzie czują się obecnie częściej niż kiedyś samotni i zagubieni. Gospodarka rynkowa musi zaspokoić ich zapotrzebowanie na towarzystwo i poradę.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Sądzę, że każdy ocenia sam, co jest dla niego traumą. Także w skrajnej patologii niektóre osoby są straumatyzowane bardzo widocznie, a inne wyglądają jakby sobie doskonale radziły (to wrażenie podtrzymują często tylko dlatego, że uciekają w aktywności nagradzane społecznie, np. pomaganie innym, praca na okrągło). Inną sprawą jest to, że psycholog i psychoterapeuta to inne zawody. Psycholog diagnozuje, psychoterapeuta terapeutyzuje. Psychoterapeuci wywodzą się z różnych szkół, i faktycznie psychoterapia psychodynamiczna to wałkowanie przeszłości. Ale już psychoterapia behawioralna to uczenie konkretnych zachowań i rozawiązanie konkretnego problemu w konkretnym czasie, nie ma tu nic do rzeczy, czy rodzice byli fajni (do behawiorysty pójdzie się terapeutyzować np. lęk przed lataniem). Z psychoterapią jest jak z wizytami u dentysty, każdy ma swoje potrzeby. Czy chodzenie do ortodonty można ocenić jako modę, trend? Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    1. Szczerze powiedziawszy nie słyszałam o pschyoterapeutach od tych behawioralnych spraw- dziękuję za oświecenie. Ten typ psychoterapii wydaje mi się najbardziej pożyteczny ze wszystkich. Niemniej jednak nadal będę się upierać, że wiele osób wyobraża sobie, że taki psychoterapeuta magicznie wyleczy ich ze wszystkich nieszczęść i często zapominają o tym, że klienci takich psychoterapeutów muszą się sami porządnie napracować, żeby pod okiem specjalisty przezwyciężyć lęki czy przyzwyczajenia. To nie jak z ortodontą, który odwala za nas całą robotę, więc też do niego pójdziemy, bo koleżanka wyszła z gabinetu ładniejsza i szczęśliwsza.
      Szczerze powiedziawszy to oceniłabym chodzenie do ortodonty jako trend- im więcej widzimy holywoodzkich filmów, tym bardziej chcemy wybielać i prostować zęby. Poza tym, nie raz już widziałam, że kiedyś ludzie nie mieli tak krzywych zębów (takie artykuły często porównują ludzi z rozwiniętych krajów do ludności etnicznej Afryki, Ameryk itd). Zęby to też element naszego wyglądu- a tutaj jak wiadomo żądzą kewstie kulturowe, żeby rozgraniczyć co jest ładne a co nie i to właśnie podchodzi pod ,,trendy”- niektórzy szifowali zęby, żeby wyglądały wampirzo, inni prostują, inni robią sobie nakładki, a jeszcze inni, jak w Japonii, nawet je specjalnie krzywią, bo to wygląda tak ,,uroczo i dziecięco”.

      Polubienie

      1. Z mojej perspektywy to jest zwyczajnie efekt rosnącej świadomości (zarówno jeśli chodzi o psychoterapię jak i ortodoncję), i wydaje mi się, że krytyka jednego czy drugiego zjawiska dość często wynika z tego, że czujemy presję, żeby robić to samo. A presja to po części coś, nad czym panuje nasz umysł. Możemy to olać. Nie ma się co martwić, czy ktoś na psychoterapii pracuje, czy mu się zdaje, że ktoś coś zrobi za niego, bo życia za tę osobę nie przeżyjemy. Oczywiście rozumiem Twoje zastanawianie się nad tym zjawiskiem i nie krytykuję tego, że o tym piszesz – to ciekawy temat do rozwinięcia. A propos ortodoncji, krzywe zęby powodują szybszy ubytek szkliwa i szybszą utratę zębów własnych, nic tu nam nie pomoże rozważanie, że dawniej, albo gdzieś indziej, za górami i lasami, ludzie mieli proste zęby, gdy my tu i teraz mamy krzywe. Dobiegam pięćdziesiątki i właśnie dostałam wiadomość, że warto znowu wejść w ortodontyczne cugle 😉 (a pamiętam jak Pomponiki i Kozaczki wydziwiały kilka l t temu, że aparat nosi staryTom Cruise).

        Psychoterapia poznawczo-behawioralna daje udokumentowane efekty, z pst. psychodynamiczną to już zależy, wyznawcy twierdzą, że jest świetna 😉 Faktycznie niewiele osób wie, że psychoterapie dzielą się na szkoły i np. taka z amerykańskich filmów (jak u Woody’ego Allena) oczywiście jest, ale akurat jej efekty są bardzo wątpliwe. Pozdrawiam niedzielnie.

        Polubienie

        1. Miałam na celu raczej pokazać, że terapia to niekoniecznie jest lek na całe zło, bo jak każde leczenie- nie jest dla wszystkich, a tak się niestety zaczęło ją traktować- jesteś nieszczęśliwy i lubisz narzekać/ użalać się- idź do psychologa, on cię odczaruje. Mam wrażenie, że wiele osób później jest jeszcze bardziej zawiedzionych po terapii czy wizytach u terapeuty, bo ich życie nie odmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
          Co do tej nieszczęsnej ortodoncji, to obiło mi się o uszy, że takie krzywe zęby są problemem nie tylko natury estetycznej, ale powodująinne problemy, z utrudnieniem higieny włącznie. Sama przeszłam cztery lata w dwóch różnych aparatach i widzę różnicę, również zdrowotną. Niemniej jednak rozważania, dlaczego kiedyś/ gdzieś krzywe zęby nie występują są moim zdaniem wartościowe, bo należałoby przyjrzeć się, dleczego jedni mają jakiś zdrowotny problem a inni nie. Może dałoby się tego problemu uniknąć, zminimalizować, może ta druga grupa ludzi robi coś źle. Trąbimy teraz o chorobach cywilizacyjnych/ złych, bo nienaturalnych dla człowieka dietach, może taka sama sprawa jest z zębami i warto byłoby ppopatrzeć, czy nei robimy teraz czegoś złego, co się do problemu przyczynia, skoro kiedyś problem nie występował.

          Polubienie

  3. psycholog to ściśle mówiąc ten, kto ukończył studia psychologiczne, ale w potocznym języku pojęcie psychologa jest bardziej pojemne, obejmuje także wszelkich psychoterapeutów z takim, czy innym przygotowaniem, ale mniejsza o nazewnictwo… w każdym razie jest to dość zróżnicowany światek: różne są np. szkoły tej psychoterapii, różny też bywa stopień profesjonalizmu samych terapeutów, zdarzają się nawet kompletni partacze, a wynika to z tego, że nie każdy, mimo dobrych intencji, osobowościowo się do tej roboty nadaje… poza tym taki psycholog /jak zwał, tak zwał/ to też żywy, czujący człowiek, który ma prawo mieć swoje problemy z którymi sobie radzi lub nie, co więcej nie zawsze ma to związek z jakością jego pracy… sami psychologowie nieraz konsultują się u innych psychologów /nazywa się to „superwizja”/ i nie ma w tym żadnej patologii, tylko świadczy o dojrzałym podejściu do siebie i roboty…
    czy ktoś, kto czuje, że coś z nim nie tak, że nie radzi sobie w życiu i ze sobą potrzebuje psychologa?… i tak, i nie… być może każdy w miarę zdrowy człowiek powinien poddać się takiej kontrolnej wizycie /niczym u dentysty/, ale jest to dość ryzykowne zachowanie, bo może trafić na partacza, który wynajdzie fikcyjny problem, którego wcale nie ma… z drugiej jednak strony ganianie do psychologa z każdym drobiazgiem również zbyt zdrowe nie jest… poczekalnie ośrodków i poradni pełne są ludzi, którym tak naprawdę nic nie jest, tylko po prostu marudzą i to jest ich prawdziwy problem… czy do takiego problemu od razu potrzebna jest armata zwana „psycholog”?… ale klient nasz pan, skoro już przyszedł, to coś z tą sytuacją trzeba zrobić… najtrudniej jest chyba z klientami, którzy przychodzą z gotową autodiagnozą: „mam nerwicę”, „mam depresję”, czy „jestem uzależniony” – czasem to jest prawda, a czasem taki maruda sam sobie to wmawia albo otoczenie mu to wciska, zaś jedna wizyta, rozmowa tego nie wyjaśni…
    napisałaś ciekawe zdanie: „Kilka osób namawiało mnie do pójścia w ich ślady /czyli do psychologa/”, a mnie w tym zaciekawiło, czy te osoby zapytały Cię przedtem, jak się czujesz ze sobą, czy światem i czy potrzebujesz takiej wizyty?… to mi przypomina popularne „gwałcenie” na drinka kogoś, kto wcale na tego drinka nie ma ochoty… tu (moim zdaniem) tkwi przysłowiowe „jądro ciemności”, że ludzie nie dość, że tworzą sobie problemy z niczego, to jeszcze wciskają je innym… spirala fikcji się nakręca, a tymczasem prawda jest taka, że połowa psychologów (w tym ogólnym znaczeniu) na świecie jest kompletnie zbędna…
    p.jzns 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo wyczerpujący komentarz : ) Nawet nie wiem, co by tu jeszcze dopisać, bo chyba wszystko, co trzeba jest w nim zawarte.
      Psychologowie partacze oczywiście się zdażają, tak samo jak w każdym innym zawodzie, bo wielu poszło na te studia z ciekwaości, albo dlatego, bo prestiżowo brzmiało, albo koleżanka poszła, to ja też. Na moim kierunku inżynierskim też był cały przekrój społeczeństwa- i wszyscy dostali dyplom- i ci liczący 2+2 na kalkulatorze, i ci, którzy opszli teraz na doktoraty. Nie da się nic z tym zrobić.
      To właśnie na tych marudnych ludzi narzekam, poniewąz u nich nie ma chęci naprawy problemu (nie ważne, czy ten problem istnieje czy nie), oni chcą tylko poprzeżywać swoją niedolę i pomarudzić- dlatego są ostatnią grupą, która powinna wybierać się do psychologa, bo na terapii współpracuje się z psychologiem i pracuje się nad sobą.
      Ci namawiający mnie na terapię znajomi są raczej w stylu tych namawiających na drinka, bo nagle chodzenie na terapię stało się remedium na wszelkie zło.

      Polubienie

  4. Jako, że jestem poniekąd stroną w ocenie przydatności psychoterapii moje uwagi będą zapewne dalekie od obiektywności.
    Trafnie oceniasz, że w zakresie psychologii behawioralnej należy zwracać uwagę na to, że te same teoretycznie bodźce nie muszą powodować tych samych reakcji. Oczywiście, chodzi o relacje pomiędzy tym samym poziomem siły bodźców i porównywalną czułością (wrażliwością) na ten bodziec. Ukłucie np. igłą może wywołać różne reakcje także w odniesieniu do otoczenia (psychofizyka). To powoduje, że terapeutyka musi być zindywidualizowana do każdej osobowości. I dlatego skuteczność psychoterapii opiera się głównie na aktywnej roli interakcji pomiędzy terapeutą a pacjentem .
    Jest takie powiedzenie: „Gdy rozum śpi budzą się demony” i ono oddaje dobrze sytuację kiedy dopada nas trauma, depresja, czy chociażby zwątpienie we własne siły psychofizyczne. A więc starajmy się nie „spać”, mózg, tak jak inne nasze organa, musi mieć zajęcie dostosowane do swojej roli. Mężczyźni to wiedzą doskonale, organ nie używany zanika. 😉

    Polubienie

    1. Dziękuję bardzo za ten komentarz- opinia od samego źródła. Spokojnie można by porównać takiego psychoterapeutę do lekarza od chorób fizycznych i powiedzieć, że każde leczenie/ leki musza być specjalnie dobrane pod pacjenta, tak samo dotyczy to ciała jak i głowy. Dlatego martwi mnie, że wiele ludzi widzi w terapii lek na całe zło i poleca ją absolutnie wszystkim i na wszystko, a potem z gabinetów wychodzą zwykłe marudy, narzekające, że mimo terapii żaden cud nie wydarzył się w ich życiu, a potrzebna im była pewnie inna forma ,,wygadania się” czy poprawienia swojego życia. Mam nadzieję, że terapeuci potrafiąwychwycić takie jednostki i wskazać im alternatywną drogę, zamiast nadal grać w grę marud i zapraszać ich na kolejne wizyty : )

      Polubienie

      1. Z tym źródłem to jest nieco na wyrost (aż się zarumieniłem). W zasadzie nigdy nie pracowałem nawet w wyuczonym zawodzie psychologa pracy. Terapeutą też nie byłem. Podyplomówkę robiłem, aby podjąć pracę psychotronika, a to udało mi się dopiero w wieku 62 lat. 😉😁 Niemniej jednak zawsze obracałem się w Służbie Zdrowia (lub informatyce – hardware), stąd moje spojrzenie na problem psychoterapii.
        Mam nadzieję, że medycyna już dawno odeszła od uniwersalnego leczenia metodą wojaka Szwejka (lewa strona sali płukanie żołądka, prawa lewatywa). Niestety nadal rządzi kasa, dlatego mamy zabawę z marudami.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s