Z życia wzięte

Dziecięca naiwność

Jako że ostatnio znowu postarzałam się o dodatkowy rok, to zaczęłam rozmyślać nad tym, jak to było być dzieckiem. Niby przedszkole zaliczyłam już około dwadzieścia lat temu, ale w skali zmian jakie zaszły w moim pojmowaniu świata, wydaje się, jakby to było ze czterdzieści lat temu. Dzisiaj chciałabym wam opowiedzieć o czterech śmiesznych rzeczach, w jakie wierzyłam na temat świata- tylko naiwny dziecięcy móżdżek mógłby wpaść na takie niedorzeczności.

  1. Jako że jesteśmy świeżo po wydarzeniach z olimpiady, to zacznę od tego, co rozumiałam poprzez słowo ,,doping”. Nie wiem, czy rodzice przegapili moment, żeby wyjaśnić mi, co to jest, czy nie było ku temu okazji, ale pamiętam, jak przy okazji Olimpiady próbowałam przekonać babcię, która oglądała ze mną skoki wzwyż, że doping wcale nie jest zły i nie powinno się za to ścigać sportowców. Miałam może siedem lat i mój mózg skojarzył sobie, że doping pochodzi od słowa dopingować kogoś, no więc dlaczego sportowcy są dyskwalifikowani tylko dlatego, że kupują sobie dopingujących ich ludzi, którzy siedzą na trybunach? Nie rozumiałam też, po co ci sportowcy przekupują widzów, żeby dopingowali akurat ich, ale pomyślałam, że może takie krzyki z trybun działają pozytywnie na sportowców i dają im większą motywację. Zdziwiłam się bardzo, kiedy okazało się, że doping to nie przekupieni na trybunach ludzie, krzyczący twoje imię, tylko chemiczne substancje potęgujące możliwości twojego organizmu.
  2. Kiedy już dowiedziałam się, skąd się biorą dzieci, zapomniałam zadać pytania jak one się wydostają z brzucha mamy na świat. Mama pewnie też nie miała ochoty mi tego opowiadać, więc musiałam dorobić sobie resztę historii sama. Pomogło mi w tym podsłuchanie rozmowy pomiędzy babacią, a mamą, kiedy rozmawiały o tym, czy do kolejnej operacji babci ,,brzuch się otwiera”. Bingo! Więcej mi nie było trezba i od tej pory byłam przekonana, że kobiety do pięćdziesiątki mają taką magiczną funkcję otwierającego się brzucha, która zanika wraz z menopauzą i tę superfunkcję wykorzystuje się w innych operacjach przeprowadzanych na kobietach. Cóż, jako kobieta będąca coraz bliżej decyzji o dzieciach, chciałabym, żeby ten samootwierający się brzuch był prawdą.
  3. Moja obecnie ulubiona głupota, w którą kiedyś wierzyłam to ta na temat wydawania reszty w sklepach. Jest to na tyle logiczne dla dorosłych, że chyba rodzice uznali, że nie ma sensu mnie zaznajamiać z tą oczywistą koncepcją. Niestety mała ja wierzyła, że gdy płaci się w sklepie, to wszyscy są bardzo uczciwi i dają tyle, ile mogą- tyle, na ile ich stać. I teraz najlepsze- powiedzmy, że gazeta kosztuje 5 złotych, ty masz tylko 4, bo tylko tyle jesteś w stanie dać, dlatego kupujesz gazetę za 4 złote, a pani kasjerka wydaje tobie 1 złoty, żebyś miała na inne zakupy, bo właśnie złotówki ci brakuje. Myślałam, że wszyscy są tacy szlachetni i siebie wspierają, że jeśli nie masz wystarczająco dużo pieniędzy, to dajesz ile możesz, a ludzie wypłacają ci dodatkowe pieniądze, żebyś nie zbiedniał.
  4. I ostatnie, związane ze śpiewaniem piosenek. Kiedyś podłapałam czasownik ,,fałszować” i byłam przekonana, że oznacza to, że ktoś śpiewa, używając złych słów w piosence. Dlatego kiedy moja mama podśpiewywała sobie w kuchni, zmieniając tekst piosenki, to męczyłam ją, żeby przestała fałszować. Nigdy nie pomyślałam, że znaczenie tego czasownika odnosi się do nieumiejętności śpiewania do rytmu i zmieniania dźwięków, a nie słów. Z jakiegoś powodu ubzdurałam sobie, że tekst piosenki jest święty i nie można go zmieniać po tym, jak ktoś go oryginalnie stworzył. Więc biedna mama, za swoją kreatywność i tworzenie nowych tekstów, była przeze mnie oskarżana o fałszowanie.

I to na tyle, więcej fantastycznych przekonań na temat świata nie pamiętam.

19 myśli na temat “Dziecięca naiwność

  1. Po pierwsze , z okazji przeskoczenia daty urodzin, życzę wiele życzliwości ze strony otoczenia i satysfakcji z własnych osiągnięć.
    Po drugie – dziecięce rozważania bardzo mi się podobają.
    Doping – pierwszy raz usłyszałem ten termin gdy już byłem bliski wieku emerytalnego. Wyznam, że Twoja, dziecieca wersja, podoba mi się duzo bardziej niż to co wymyślili naukowcy od wyczynu.
    Brzuch się otwiera – mnie taka wersja zadowalała przez wiele lat.
    Wydawanie reszty – uważam, że absolutnie powinno się wprowadzić w sklepach Twoją dziecięcą metodę.
    Fałszowanie (słów) – widzę w tym głęboki, wręcz biblijny sens.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Dziękuję za życzenia.
      Co dotego nawiązania do Biblii, to zastanawiam się, czy dzieci na prawdę kierują się inną logiką, czy po prostu gdzieś coś usłyszały, np rozmowę dorosłych, że słów Biblii nie wolno było zmieniać podczas przepisywania, dlatego tę samą zasadę przeniosły np na słowa piosenki jak w moim przypadku- takie jakby działanie podświadome.

      Polubienie

  2. dwuznaczność słowa „doping” poznałem dość wcześnie, bo temat sportu często istniał w domu, za to fascynowała mnie tajemniczość i niedostępność owych środków, że nie można tego np. kupić w aptece… trochę sprawę mi zamulił ojciec, gdy przekonywał mnie do jedzenia papryki, twierdząc, że od tego przybywa odwagi do jazdy na nartach i lepiej się jeździ… ja to kupiłem i paprykę lubię do tej pory, ale był jeden zgrzyt… otóż szybko wtedy wykombinowałem, że taka papryka to też „doping”, a dorośli mnie przekonywali, że nie, że to się „nie liczy”…

    mit otwierającego się brzucha zaliczyłem, jako że inny sposób był dla mnie, małego dzieciaka zbyt abstrakcyjny i niepojęty… ale byłem najmłodszy na podwórku, trochę takie oczko w głowie, pupilek starszych chłopaków, więc pewne kamienie milowe edukacji w „tych sprawach” przeskoczyłem wcześniej, niż większość moich rówieśników…

    z wydawaniem reszty pamiętam tylko, że gdy wysyłano mnie po jakieś zakupy, to po powrocie padało pytanie „ile zapłaciłeś, ile wydałeś?”… wtedy ja wysypałem resztę na stół stwierdzając, że wystarczy odjąć to od sumy, którą dostałem na początku… jak najbardziej logiczne, ale to była zła odpowiedź… szczerze mówiąc, to do tej pory nie wiem, czemu miało służyć wymaganie, abym pamiętał ile zapłaciłem, czy chodziło o edukację /liczenie, znajomość cen, patrzenie sprzedawcom na ręce, itp/, czy o kontrolę czy sobie czegoś nie podbieram… pewnie o wszystko na raz, ale wtedy podejrzewałem, że chodzi o to drugie i straszne fochy strzelałem w obliczu domniemanego posądzenia o jakąś malwersację…

    z „fałszowaniem” muzycznym to akurat łapałem, o chodzi od razu… zgrzyt był nieco później, już za nastoletnich czasów… otóż miałem takiego wujka, chórzystę, który był bardzo konserwatywny muzycznie i strasznie kręcił nosem na wszelkie inne odmiany muzyki, takie bardziej rozrywkowe, popularne… wręcz nie cierpiał wielu wykonawców i wszędzie dopatrywał się „fałszowania”, za to ja mu zawsze oponowałem, że to nie żadne fałsze, tylko że „tak ma być”, zamierzony efekt artystyczny…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. z cyklu „jak robić babcię w wała” to przypomniala mi się taka historia:
      odrabiałem kiedyś ćwiczenia z angielskiego /już jako dzieciaka wysyłano mnie na prywatne lekcje/, babcia przyszła doglądnąć, jak mi idzie i zaczęła utyskiwać na niechlujne pismo… miała rację, gdyż zawsze gryzmolilem wyjątkowo paskudnie… ja jednak zacząłem babcię przekonywać, że wszystko jest okay, że to tylko takie są angielskie litery… babcia nasunęła mocniej okulary na nos, przyjrzała się uważniej i zapytała z głębokim zdumieniem: „takie brzydkie?” 😆

      Polubienie

      1. Podoba mi się historia z babcią. Kreatywność zmyślania- poziom hard. Nasze pokolenia miały tę przewagę nad rodzicami czy babciami (albo i nauczycielami), że świat tak szybko szedł do przodu, że starsze pokolenia nie nadążały- informatyka, języki obce, można było wciskać rodzicom i dziadkom kit, a oni biedni nie mogli tego zweryfikować.
        Z tą papryką jako dopingiem, to chyba większość rodziców zmyśla jakieś niestworzone historie, żeby przekonać dzieciaki do warzyw czy innego niezdrowego jedzenia.
        A z wydawaniem reszty- dla dorosłych pieniądze są tak logiczną i nierozerwalnie związaną z życiem kwestią, że dorosłym nawet nie przyjdzie do głowy, że dzieci mogą nie rozumieć, że trzeba liczyć resztę po sprzedawcy, bo może ich oszukał, albo wydaje im się, że dziecko będzie coś podbierało z tych pieniędzy. Jak dla mnie to wtedy mierzą dziecko swoją miarą- bo wiedzą, żeświat jest zły i wszędzie się tego dopatrują.

        Polubienie

  3. Jak już wspominałem wcześniej czytania i pisania nauczyłem się do ok. 5 r.ż. i to był błąd. 😉 Oczywiście pytałem rodziców o różne sprawy, m.in. „jak się rodzą dzieci”, oczekując, że to pytanie ich zaskoczy (tak radzili mi moi koledzy), ale tu się przeliczyłem. Rodzice na każde trudniejsze pytanie odpowiadali wykładem encyklopedycznym. Tak więc dość szybko dowiedziałem się, że podczas porodu otwory wydalnicze (odbyt i wagina) łączą się i następuje dość obrzydliwy poród. Do tego tematu już nie wracałem. Znudziły mi się także wykłady rodziców, więc wolałem sam wertować encyklopedie i wszelkie podręczniki anatomii, gdzie mogłem np. kobietom dorysowywać siusiaki i wąsy, a panom piersi, szczerby i zezy. Z tych względów nie bardzo pamiętam swoje mylne, bo dziecinne, widzenie świata.
    Także z dziadkami nie dało się wiele „ugrać”, bo poza jednym, z zawodu cieślą, pozostali dziadkowie byli wykształceni (prawnicy i architekci) i władali wieloma językami. Na szczęście lubiłem się bawić sam i do tego bajkowego świata chętnie się przenosiłem.

    Polubienie

    1. kiedyś w liceum zaprowadzono nas do kina na eduakcyjny film „Helga”, gdzie był pokazany w zbliżeniu cały poród z detalami… efekt był niesamowity, mówiąc obecną nowomową „antyrodzinny”: dziewczyny wychodziły z kina , albo rzygały już na sali, zaklinając się, że „nigdy żadnej ciąży”, za to męskie grono miało zgodny consensus antykoncepcyjny: „tak się trzeba bzykać, żeby takich efektów nie było”…
      p.jzns 🙂

      Polubienie

    2. W takim razie nie było za dużo miejsca na dziecinne domysły na temat świata. Ale nieodmiennie był zmyślony bajkowy świat- ja swój też lubiłam, i zmyślonych przyjaciół. Niby wszyscy jesteśmy różni, a i tak podobnie przechodzimy w życiu te same etapy.

      Polubienie

  4. O, ale to urocze!!! Zwłaszcza z tą pomocą w sklepie 😀 Cudowne, i tylko dziecko mogło tak pomyśleć, nieskażone jeszcze światem dorosłych 🙂
    Wszystkiego najlepszego! 😀
    Ja postarzałam się o rok wczoraj, czyli w dniu tego wpisu 🙂

    Polubienie

    1. Nie, nie, to działa tak, że do 30stki się starzejemy, a potem cofamy się aż znowu osiągniemy 18, po czym znowu idziemy w kierunku 30 itd, balansujemy pomiędzy 18 a 30 całe życie ☺
      I dziękuję za życzenia. Również życzę wszystkiego najlepszego, mnóstwa uśmiechu i zdrowia.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s