Z życia wzięte

Czy religia determinuje charakter?

Krótko i na temat- ani trochę nie determinuje. Ale po kolei. Mamy w Australii bardzo dużo różnych wyznań. W porównaniu do bardzo jednorodnej wyznaniowo Polski, jest to kopalnia wiedzy o innych kulturach i poglądach na świat. Obcowanie z innymi i przyglądanie się temu, jak odmiennie postrzegają świat ludzie, sprzyja moim zdaniem przerzuceniem się na ateizm. Człowiek patrzy na inne grupy i dostrzega, że te inne grupy robią dokładnie to, co zabrania nam nasza własna religia i o dziwo nie spada na nich ogień piekielny. Wniosek nasuwa się sam z takiej obserwacji- może jednak dostosowywanie się do zasad mojej religii nie jest jedyną i niepodważalną prawdą absolutną? Sama nie wierzę w boga w żaden sposób podany przez religie, kościoły, zgromadzenia itd. Niemniej jednak uważam, że religie mają za dużo ze sobą wspólnego, żeby można było twierdzić, że niekontaktujące się ze sobą kultury dziwnym trafem zmyśliły takie same zasady. Do tego dochodzą też najnowsze badania naukowe i tak na przykład udowodniono już jakiś czas temu, że wszyscy ludzie mają jednego praojca i jedną pramatkę, ponieważ na podstawie badań DNA przekazywanych z pokolenia na pokolenie da się prześledzić genetyczną historię ludzkości- i wszyscy dzielimy tę samą część genomu z mniejszymi lub większymi mutacjami, tak jakbyśmy pochodzili od tej samej pary rodziców. To jakby potwierdza naszą teorię o Adamie i Ewie, więc mimo że święte księgi są zmodyfikowane przez ludzi, to jakieś tam ziarno prawdy jest. Nie to jest tematem wpisu.

Możemy na przykładzie Polski czy Australii powiedzieć, że katolicy czy inne religie będą się cechować pewnym stereotypem człowieka, który będzie średnią przeciętną wierzących w tę religię osób. I tak na podstawie Polski można uznać, że średni przeciętny katolik będzie mieć większą tendencję do empatii dla ludzi i czynienia dobra (czy to z dobroci serca, czy to ze strachu przed piekłem), ale może mieć również tendencje do bardziej prawicowych poglądów lub umniejszania kobiet (również będąc kobietą). Z kolei o buddyście pomyślelibyśmy jako o kimś, kto nie będzie dążył do bogacenia się i będzie szanować wszystkie istoty żywe, na czele ze zwierzakami. I mimo, że nasz zestaw wierzeń determinuje nasze życiowe wybory, albo każe nam pracować nad swoimi cechami charakteru, to (życiowa prawda) nie można generalizować i w każdej grupie znajdzie się czarna owca, która albo udaje że wierzy, albo wierzy wybiórczo, albo wierzy aż za bardzo i doprowadza zasady religii do ekstremum. I wtedy spotykamy takiego agresywnego buddystę, jak mój uroczy kolega z pracy : ) Pan już starszy, ciężko pracujący, płacący krocie za porządne meble, które przetrwają lata i sprawią, że nie będzie trzeba ich wymieniać co 5 lat i zaśmiecać środowiska. Pan, który jest wegetarianinem, żeby nie krzywdzić zwierzątek, pan, który odgarnia z chodnika duże konary połamanych po burzy drzew, żeby nikt się nie potknął. Pan, który po obiedzie medytuje z intencją uzdrowienia świata i który doradza współpracownikom, że powinni podążać za tym, co uspokaja ich dusze i łagodzi konflikty, i sam nigdy się z nikim nie kłóci. Ten sam pan powiedział mi otwarcie, że władze Indonezji mają rację, że kilka ostatnich katastrof ich samolotów to wina za mało skromnie ubranych stewardes (to chyba było dwa-trzy lata temu). Jest to podobne do przekonań takiego jednego polityka, czy wpływowego pana, który głosił, że powodzie to kara za bycie gejem (po czym zalało mu dom po kilku miesiącach od tej wypowiedzi). Ale ten facet miał też inne złe cechy, nasz współpracownik ogólnie dba o ludzi i zwierzaki na codzień i nie wygląda na to, by robił to ,,bo tak mu religia każe”. Nasz uroczy buddysta uważa też, że obecny wirus jest karą za grzech zjadania mięsa i najmocniej dotyka kraje, które zwierzęta maltretują. Niestety nie potrafił mi wyjaśnić dlaczego uwielbiająca grillowanie Australia jest w takim razie bezpieczniejsza niż w większości wegetariańskie Indie.

Wniosek jest taki, że religia jak każdy inny model przekonań i wartości może albo wzmacniać nasze dobre cechy, albo uwypuklać te złe, choć niektóre cechy będą charakterystyczne dla danej grupy religijnej, ale wydaje mi się, że wynikają bardziej z kultury danego kraju niż religii samej w sobie (włoscy katolicy są mniej nieszczęśliwi niż ci polscy). Niestety nawet podążanie za pozytywnymi wartościami, jakie wskazuje nam religia, nie przeszkadza wielu ludziom mieć, nazwijmy to, podwójnych standardów czy dość szokujących poglądów na jeden temat, mimo że czynią dobro w innych dziedzinach.

Naszego współpracownika i tak bardzo cenię, bo to jedyna osoba, z którą można w pracy porozmawiać o medytacji czy duchowości. Ale niektóre jego teksty mrożą mi krew w żyłach : )

13 myśli na temat “Czy religia determinuje charakter?

  1. Jeśli wolno, mam dwa zastrzeżenia.
    Nie sądzę, aby istniało jakieś szczególne podobieństwo różnych religii tworzących się w różnych częściach świata. Jeden wspólny mianownik – istnienie bytów niematerialnych a sprawczych – wynika z barku wiedzy, gdy religie się tworzyły. Zaś moralność jest efektem życia w ściśle określonych warunkach, a nie tworem religii.
    Nie udowodniono, że człowiek ma jedną wspólną parę prarodziców. Stworzono teorię, która by na to wskazywała i dotyczy ona tylko pramatki. DNA wskazuje na wspólnych przodków małp i ludzi, a to jednak nie to samo.
    Natomiast w pełni podzielam Twój pogląd, że religie mają wpływ, niekoniecznie pozytywny, na nasze cechy charakteru.

    Polubienie

    1. Te podobieństwa w religiach to dla mnie mówienie o wielkim potopie w wielu religiach lub legendach, albo o zakazach spożywania pewnych produktów zwierzęcych (choć tu jest trochę niekonsekwencji, bo jedne każą wykluczać wieprzowinę, inne skorupiaki, a inne cielęcinę), do tego uznawanie, że bogowie przyszli z nieba (jakby conajmniej przyleciało do nas ufo), czy wymyślanie pojęcia duszy, życia pozagrobowego (może ze strachu, albo przekonania o swojej wyższości jako ludzie).
      Co do tych prarodziców, to widziałam teorie zarówno o pramatce, jak i o praojcu (ponieważ Y pochodzący od mężczyzny jest w całości przekazywany z ojca na syna), ale widziałam również teorie, że prześledzenie tej części genomu nie może jednoznacznie określić czy pochodzimy od jednej pary rodziców, ponieważ jest to za mało danych i nie pokazuje wszystkich różnic pomiędzy ludźmi. Wygląda więc na to, że naukowcy sami się ze sobą nie do końca zgadzają.

      Polubienie

  2. Jako agnostyk od kilkudziesięciu lat niewiele chyba wniosę do tematu. Wydaje się, że religia sama w sobie ma niewielki wpływ na kształtowanie osobowości człowieka, dopiero w kontakcie z różnymi środowiskami (dom, nauka, praca) można stwierdzić, czy „coś” poszło w dobrą stronę, czy nie. „Nasza” religia – nasza, bo zostałem ochrzczony i wybierzmowany, ale nie chce mi się d.py ruszać, aby „to” uregulować – jest chyba najbardziej tolerancyjna. Obserwuję sąsiada, który „chleje” równo, i tak samo leje równo swoją rodzinę w dni powszednie, natomiast w niedzielę przyjmuje komunię i nikt z jego katolickiego otoczenia nie zwraca mu uwagi. Generalnie masz racje, że większość niby katolików, łącznie ze mną, bardzo dziwnie interpretuje swój stosunek do otoczenia.

    Polubienie

    1. Nie wydaje mi się, że nasza religia jest najbardziej tolerancyjna, bo ludzie jednocześnie robią złe rzeczy i chodzą do kościoła. Jak dla mnie to wszystkie religie mają takie nakazy, których broń boże nie wolno łamać (u nas jest to uczestnictwo w mszy, w islamie mam wrażenie, że jest to zakaz spożywania wieprzowiny, u buddystów chyba niedążenie do bogactwa), ale wszystkie akceptują odstępstwa od,, mniej istotnych” reguł, czyli niestety wszystkich tych reguł dotyczących traktowania drugiego człowieka.

      Polubienie

  3. jednorodność wyznaniowa Polski nie jest taka jednorodna… mamy ca.35 – 40 % katolków, ca. 35 – 40 %w łasnowierców /wyznawców swojej prywatnej religii/, reszta to inne odmiany chrześcijaństwa, inne religie (niechrześcijańskie), tudzież jakieś 15 – 20 % ludzi areligijnych, bezwyznaniowych /błędnie zwanych „ateistami” lub „agnostykami”, błędnie, gdy też słowa nie są nazwami światopoglądów/… te liczby nie są dokładne ze względu na trudność samego w tematu w zbadaniu go statystycznie, oraz dlatego, że pewna ilość ludzi nie potrafi lub nie chce, nie ma potrzeby definiować się religijne, werbalizować tego…
    zważywszy jednak na to, że religie owych własnowierców to przeważnie jakiś wariant chrześcijaństwa, to na tym poziomie robi się już jednorodniej… zaś na jeszcze wyższym poziomie to jest tak, że nawet wiele osób areligijnych jest chrystianocentrycznie uwarunkowana mentalnie, to faktycznie można już mówić o pewnej jednorodności, gdy to porównać z Australią…
    ale nie o tym jest post /cdn/…
    co do pytania tytułowego, to religia nie determinuje ludzkiego charakteru, czy osobowości, ma jednak jakiś wpływ na to… ale na tym sprawa się kończy, bo na pytanie „jaki?” nie ma jednoznacznej odpowiedzi… rodzimy się jako areligijni, mamy jednak jakiś startowy zestaw predyspozycji mentalnych, od razu też wpadamy w jakieś środowisko społeczne, gdzie taka, czy inna religia, mniej lub bardziej funkcjonuje… zaś nasza mentalność, osobowość, percepcja świata jest w dużej mierze efektem interakcji naszych umysłów z owym środowiskiem i efekty bywają bardzo różne… nawet w środowisku, gdzie dominuje jakaś odmiana fundamentalizmu religijnego, który formatuje te umysły można zauważyć indywidualne różnice pomiędzy ludźmi, ich osobowościami…
    nieco osobną sprawą jest też wpływ takich, czy innych praktyk religijnych, rytuałów na ludzką osobowość… niewątpliwie tak wpływ ma miejsce, ale tu również skutki są różne i raczej nie do przewidzenia…
    po prostu: doktryna religijna to jedno, zaś jej ewentualna osobnicza realizacja to druga, jakby osobna kwestia…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. Bardzo dobrze podsumowane. Z tą jednorodnością religijną w Polsce to może jest jak z setkami wyznań chrześcijańskich w USA- u nich każdy przeczytał Biblię i zinterpretował sobie po swojemu, tworząc nowy odłam, w Polsce każdy wybrał sobie, które zasady mu się podobają, a które nie, niczym na zakupach w supermarkecie i sobie wierzy w to, co mu z tego wyszło.
      Religia da nam jakieś ogólne wytyczne, jacy powinniśmy być, ale tylko nasze własne predyspozycje sprawią, że zasady religii trafia na podatny grunt i wzmocnią lub osłabia daną cechę charakteru. Jak tej cechy nie było tam od początku, to religia jej z nicości nie wyhoduje. Ale tak, podoba mi się Twoje podsumowanie.

      Polubienie

      1. selektywność w doborze elementów, czy zasad jakiejś religii to jedna sprawa, ale wydaje mi się, że własnowierstwo w Polsce ma nieco inną genezę, przynajmniej wśród wielu… kiedyś w tym kraju katolików identyfikujących się ze swoim kościołem /czyli K.Rz-kat./ było więcej, ale na skutek niefajnej działalności tej instytucji w okresie po 89 roku po dziś dzień ludzie zaczęli od niej stopniowo odbijać… losy ich dalszej „ścieżki duchowej” bywają różne: jedni zmieniają „barwy klubowe” i przechodzą do innych grup wyznaniowych /np. Zielonoświątkowców/, drudzy zaczynają się interesować religiami innymi, niż chrześcijańskie, trzeci z kolei w ogóle wyzwalają umysł z religijnych uwarunkowań, stają się areligijni /jak mawiają niektórzy „przechodzą na ateizm”/, kolejna zaś grupa to omawiani własnowiercy, „niezrzeszeni”… większość z nich pozostaje nadal przy swojej wierze, choć czasem zdarzają się też jakieś synkretyczne, kombinowane światopoglądy… sama nazwa „w;asnowierstwo” /skrót od „wierzyć po swojemu”/ jest zresztą dość nowa, wielu ludziom nawet w ogóle nieznana… Kościół Rz-kat. doskonale wie o istnieniu takich osób, ale oficjalnie unika przyznawania się do tego z przyczyn czysto politycznych, konsekwentnie podtrzymuje mit o „katolickim kraju” i zawłaszcza tą grupę jako „swoich” używając do tego różnych tricków… to tak w skrócie, w każdym razie obecna „scena wyznaniowa” w Polsce nie jest taka prosta, jakby to wynikało ze statystyk GUS-u…

        Polubione przez 1 osoba

        1. Mimo wszystko ta scena wyznaniowa jest o wiele prostsza niż w innych krajach. Nadal uważam, że Polska jest pod tym względem dosyć nudna- wszyscy raczej obracają się w różnych wersjach katolicyzmu i chrześcijaństwa, rzadko zgłębiają inne wiary. Może młodzi są bardziej zainteresowani odmiennymi wyznaniami. Wydaje mi się, że wielu tych ,,własnowierców” to również osoby, które nie do końca zrozumiały co głosi Kościół i np tak jak moje koleżanki z klasy twierdzą, że zwietzęta mają duszę i idą do nieba, kiedy ksiądz nie raz marudził na Wielkanocnym kazaniu, że nie wolno gubić święconej kiełbasy, bo jeśli pies ją zje, to jest problem, bo pies nie ma duszy i nie może pójść do nieba. Niestety dziewczyny księdzu nie wierzą i tworzą własne zasady.

          Polubienie

          1. kultura religioznawcza w tym kraju jest na żenująco niskim poziomie, zaś ów wspomniany wcześniej chrystianocentryzm /czy nawet katocentryzm/ polega m.in. na tym, że nawet osoba areligijna /tzw. „ateista”/ słowo „religia” kojarzy tylko z tą jedną wybraną, słowo „bóg” tylko z bogiem rozumianym po chrześcijańsku, zaś „kościół” to dla nich tylko ten jede: K.Rz-kat., o innych istnieniu wręcz pojęcia nie ma…
            u mnie sprawy poszły kiedyś bardzo szybko: najpierw jako dziecko odbiłem od kościoła /rzymsko – katolickiego/, potem miałem moment zainteresowania religiami Wschodu, szybko więc wyzwolilem sie z chrystianocentryzmu, a jako małolat z mlodszej grupy wiekowej miałem już światopogląd wolny od jakiejkolwiek religii i religijnych uwarunkowań… niemniej jednak nadal interesują mnieróżne ciekawostki religioznawcze, bo uwazam, że z każdej religii można jakiś wartościowy detal wyciągnąć… nie wydaje mi się też, aby religia sprowadzła się do takich nieistotnych duperel, jak upodobania kulinarne, aczkolwiek wiem, że wiele osób tak płytko to właśnie pojmuje…
            wspomniałaś o jakimś buddyście, a z buddyzmem to jest dość fikuśna sprawa… buddyzm nigdy nie był projektem pomyślanym jako religia, Buddha uczył jedynie czegos w rodzaju psychologii używając języka właściwego dla środowiska religijnego, w którym się poruszał, ale był bardzo przeciwny tworzenia religii z jego nauk… jednak po jego śmierci stało sie inaczej i teraz mamy buddyzm rozumiany jako filozofia oparta na naukach Buddhy, ale funkcjonuje też buddyzm jako religia… po prostu jedno słowo ma dwa znaczenia… ale jak się znam na tym buddyzmie, to nie ma tam nic na temat, aby się nie bogacić… owo niebogacenie się jest jedynie pewną ogólną konkluzją, że łatwiej jest mieć spokojny umysł, gdy prowadzi się życie skromne materialnie, ale nie jest to żaden zakaz bogacenia się…

            Polubione przez 1 osoba

    1. Prawda, wystarczy popatrzeć na setki odłamów chrześcijaństwa w USA- każdy przeczytał tę samą księgę i każdy utworzył z niej inne zasady. Mało tego- jedna grupa potrafi się kłócić z drugą i nawet zwalczać innych, mimo że ,,wywodzą się” z tego samego źródła.

      Polubione przez 1 osoba

  4. „Mamy w Australii bardzo dużo różnych wyznań. W porównaniu do bardzo jednorodnej wyznaniowo Polski, jest to kopalnia wiedzy o innych kulturach i poglądach na świat….”
    Zgadzam się, że mamy tu wiele grup etnicznych, ale czy to kopalnia wiedzy?
    Co do wyznań to sprawa nie jest prosta gdyż w kulturze anglosaskiej nie porusza się tematu religii. Moje osobiste doświadczenie – rozmowa o religii tylko w gronie członków mojej katolickiej parafii.
    Oczywiście widzę, że buduje się meczety i świątynie buddyjskie, głośny był protest przeciwko budowie meczetu w Bendigo, ale jednak jeśli w mediach są informacje o innych grupach etnicznych to raczej w kontekscie przestępczosci lub nieświadomości zagrożenia covidowego.
    Wracając do tytułowego pytania… wydaje mi się, że największy wpływ na formowanie charakteru ma atmosfera w domu rodzinnym, na drugim miejscu postawiłbym środowisko kolegów/koleżanek w okresie dojrzewania.
    Jeśli więc religia jest istotną sprawą w tych środowiskach, to będzie miało wpływ na osoby, które się w tym obracają.

    Polubienie

    1. Możliwe, że młodsze pokolenie w Australii chętniej dyskutuje na tematy religijne. Na początku też wszyscy mnie przestrzegali, że to jest temat zakazany i nie wolno go poruszać, ale potem okazało się, że nasz kolega w pracy, mocno związany z kościołem protestanckim, bardzo chętnie rozmawia o tym, jak szuka historycznych źródeł potwierdzających działalność Jezusa i zawsze opowiada nam o zajęciach, jakie prowadzi dla kółka młodzieżowego i co tam omawiają. Pan starszy buddysta wysyła mi filmiki z medytacją, albo dzieli się najnowszymi naukami swoich mistrzów. Koleżanka z Filipin pyta o wersję chrześcijanstwa w Polsce i ze zdziwieniem porównuje do tego, co zna z domu. Więc mimo, że to miejsce pracy, niby nieodpowiednie na takie tematy, to dosyć często je poruszamy, z ciekawości.
      Tak, religia wpływa na charakter, bo daje nam zestaw wartości, ale niestety nie da się stwierdzić, czy rozwinie złe czy dobre cechy w danej osobie. Ta sama religia uwypukli kompletnie inne cechy charakteru w różnych ludziach. Rodzina i znajomi będą mieć nadrzędne znaczenie, ale tuż przed nich wstawiłabym naszą skołonność do przejawiania pewnych cech. Patrząc na to jak różne są osoby z tego samego rodzeństwa, uważam, że ludzie nie rodzą się jako biała i niezapisana karta, tylko przychodzą na świat z pewnym zestawem cech. Religia, rodzina i znajomi mogą nas tylko w obrębie tych wrodzonych cech kształtować.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s