Przemyślenia · Z życia wzięte

Skąd wiedzieć czy chcesz mieć dzieci?

Jestem już w takim wieku, ze jedna trzecia moich znajomych ma już dzieci, albo jest właśnie w ciąży- pewnie nie dla wszystkich był to świadomy wybór, bo jak wiadomo natura bardzo chętnie nas w dzieci wrobi, a antykoncepcja nie jest stuprocentowa. Jednak większość z ludzi ma dzieci, prędzej czy później.

Ostatnio natknęłam się na artykuł mówiący, że jedna ósma rodziców żałuje decyzji o posiadaniu dziecka i czują, że nie odpowiada im ta rola. To dosyć sporo i jest to dwukrotnie większy wynik niż np. u naszych zachodnich sąsiadów, którzy rzadziej niż Polacy żałują decyzji o rodzicielstwie. Myślę, że ta różnica jest spowodowana tym, że ze względu na gorszą edukację, niższe zarobki, kiepską opiekę medyczną i tak dalej, ciężej jest być rodzicem w Polsce niż za granicą. Z drugiej strony dzieci nie są zabezpieczeniem na starość jak w krajach trzeciego świata, gdzie na emeryturze wspierają cię dzieci, a nie państwo (ok, w Polsce to i państwo nie wspiera cię na starość, ale jakieś tam próby podejmuje).

Ale wracając do tytułowego pytania- skąd mamy wiedzieć, że chcemy te dzieci mieć? Artykuł o niezadowolonych rodzicach sugerował, że przed podjęciem decyzji o zostaniu rodzicem należy się bardzo głęboko zastanowić, ale wątpię, żeby takie jałowe gdybanie co by było gdyby było dało nam jasną odpwowiedź, jak będziemy się czuć w roli rodzica. Możemy sobie gdybać o przeprowadzce i uznać, że na pewno decyzja nam się spodoba, a potem w zderzeniu z rzeczywistością stwierdzić, że jednak nam nowe miejsce nie odpowiada, po czym znów się przeprowadzić. Co do rodzicielstwa- jak nam się odwidzi, to błędu raczej już nie naprawimy.

Patrząc na ludzi dookoła, to nie istnieją ,,nieegoistyczne” pobudki do posiadania dzieci. Wśród rodziny i znajomych mam osoby, które mają dzieci, bo ,,chcą kogoś nauczyć jak żyć, przekazać mu swoje mądrości życiowe”. Dzieci w tym momencie stają się przedłużeniem naszej filozofii życiowej. Inni mają dzieci, ponieważ ,,chcę, żeby było więcej takich świetnych ludzi jak ja”. I chcą kształtować człowieka albo z przekonania o własnej cudowności, albo dla społeczeństwa, bo przecież ten wspaniały człowiek na pewno dojdzie do niesamowitych osiągnięć. Mam również znajomych, którzy mają dzieci, bo taka jest kolej rzeczy- są nastawieni zadaniowo i widzą potomstwo jako kolejną odznakę, którą należy zdobyć w grze zwanej życiem. Najgorszą grupą jest ta, która posiada dzieci, bo rodzina/ znajomi im kazali. Wydaje mi się, że to oni są najbardziej podatni na żałowanie decyzji o rodzicielstwie, bo spełnili nawet nie swoje egoistyczne pragnienia, tylko starali się swoją decyzją uszczęśliwić innych. Znam też jedną dziewczynę, która ma dziecko tylko dlatego, że była jej męża właśnie urodziła. Tutaj chęć dziecka była zwykłą chęcią posiadania pod tytułem ,,ona ma, to niby czemu ja mam być gorsza”? I szczerze powiedziawszy ta dziewczyna jest o dziwo najlepszą matką, bo dba o to, ,,co stworzyła”. Choć martwię się, że może wywierać kiedyś presję na to dziecko, by było lepsze niż inni. Jest też mi znana grupa, która ma dzieci, ponieważ taka jest rola kobiety i katoliczki, a macierzyństwo jest wyrazem miłości do boga- i w tej grupie też pojawia się mniej lub więcej zadowolonych rodziców, bo posiadanie dziecka nie do końca było ich wyborem, było raczej podyktowane wartościami, jakie nakazuje im religia.

Nie znam za to osób, ktore mają dzieci, ,,ponieważ świat jest taki piękny i chciałbym, żeby moje dzieci miały okazję też tego doświadczyć”. Najbliższa temu twierdzeniu jest osoba, która wierzy w reinkarnację, więc ma dzieci, żeby miały szansę odrobić lekcje z poprzedniego wcielenia w swoim nowym wcieleniu, które ta osoba jako rodzic im nada. Nie wiem niestety czy takie rozumowanie zahacza o egoistyczne myślenie o sobie jako o jakiejś wyższej sile sprawczej ściągającej inne istoty na ten świat, by się uczyły, czy egoistycznej chęci odrabiania własnych karmicznych lekcji poprzez wcielenie się w nową życiową rolę- rolę rodzica?

Zapytałam moją mamę, czym była podyktowana jej decyzja o macierzyństwie, ale jako że mama pochodzi z czasów, kiedy wszyscy mieli dzieci, to jej odpowiedź była właśnie taka ,,bo wszyscy mieli dzieci i dzieci są urocze”. Dodatkowo uznała, że powinno się mieć dzieci, bo dzieci cię zmieniają i pozwalają ci się rozwijać w nowej formie. Znowu więc dochodzimy do pobudek egoistycznych, gdzie dzieci są motorem do samorozwoju, albo są wystarczająco urocze, więc po prostu chce się je mieć, jak ten ładny kwiatek na oknie, by być z nich dumnym.

Nie staram się udowodnić, że egoistyczne pobudki do posiadania potomstwa są złe. Wręcz przeciwnie- uważam, że najlepszymi rodzicami są ci, którzy chcą przekazać swoim dzieciom swoją filozofię życia, żeby było więcej dobrych ludzi w społeczeństwie, a także ci, którzy traktują dzieci jako swoje ,,osiągnięcie”- bo ci ludzie dbają o te dzieci, jak o swój osobisty sukces i dokładają starań, żeby te dzieci nie zmarnowały się, skoro tyle w nich nadziei rodzice pokładają. Zawsze wydawało mi się, że sama chcę mieć dzieci, bo taka jest kolej rzeczy i chcę komuś pokazać, jak działa ten świat. Mój chłopak był jeszcze bardziej zafiksowany na punkcie tworzenia swojego wspaniałego rodu. Może nasze działania wynikały z kompleksów jedynaka, bo oboje nie mamy rodzeństwa. Ale teraz, kiedy jesteśmy już odpowiednio starzy i bezpieczni, to zaczynamy mieć wątpliwości. Głównie podyktowane strachem- o utraconą wolność w życiu, o brak czasu, o za dużo obowiązków. Ja przy okazji boję się zrujnowanego zdrowia i urody, bo widzę, co stało się z moją mamą i nie chcę mieć mojemu dziecku za złe, że odczłowieczyło mnie podczas porodu. Plus sama jestem z rodziny rozbitej, co jeśli nie umiem tworzyć rodziny?

Niektórzy może od razu zarzucą mi, że z takimi wątpliwościami, to na sto procent nie powinnam się pchać w rodzicielstwo, ale czy nie wszyscy mamy właśnie takie wątpliwości? Zdecydowanie brzydzę się ciąży, a nieporadność małych dzieci conajmniej mnie drażni- nie ma w nich nic uroczego. Ale z drugiej strony jestem zadaniowa i wiem, że jakoś bym to przełknęła, żeby dotrzeć do etapu, kiedy mały człowiek jest już trochę bardziej ogarnięty i można nauczyć go, jak żyje się w tym świecie.

Jak to było u was? Cieszy was rodzicielstwo? Albo może nigdy nie chcecie wchodzić w tę rolę? Jak można określić, czy się te dzieci powinno mieć czy nie? Tylko porszę nie piszcie ulubionego tekstu mojej mamy ,,jak już będziesz mieć swoje, to ci się odmieni”, bo instynkt macierzyński odpalony przez hormony to nie jest coś, na czym pojedzie się przez kilka lat.

18 myśli na temat “Skąd wiedzieć czy chcesz mieć dzieci?

  1. Ja od dawna noszę w sobie pragnienie posiadania dziecka i zazdrość mnie zżera pomieszana z takim jakimś smutkiem, gdy moi kumple na Facebooku chwalą się drugim albo trzecim, a ja… Ale co począć, to szczęście nie dla wszystkich… Tak to już jest, że niektórzy nie chcą a maja, a inni chcą a… z różnych powodów nie mają. Mam wrażenie że na to przede wszystkim trzeba być gotowym…

    Polubienie

    1. Przykro mi, że nie jest Ci dane spełnić tego marzenia, miejmy nadzieję, że się to zmieni. Chciałabym, żeby na świecie wystarczyło po prostu bardzo chcieć i to się materializowało.
      Nie wiem czy ktokolwiek jest na dzieci gotowym. Ja chyba bardziej czułam się gotowa trzy lata temu niż teraz. Młodzieńczy zapał i optymizm opadł i teraz posiadanie dzieci mnie przeraża. Chyba cofam się w rozwoju : )

      Polubienie

  2. Podobny, a może ten sam artykuł czytałem kilka dni temu i do dziś nie potrafię zrozumieć, jaki jest jego sens lub cel? Czy ma on siać grozę z powodu takiej postawy, czy może przeciwnie, ma pogłaskać zawiedzionych rodzicielstwem? Osobiście nie potrafiłbym odpowiedzieć, a nawet nie chciałbym, bo co komu do tego, skoro odpowiedź i tak niczego nie zmieni. To sprawia wrażenie potrzeby szukania gorszych od siebie, tych, którzy są rodzicielstwem zawiedzeni?.
    Ten artykuł to tania, płytka dziennikarka kogoś, kto nie ma zielonego pojęcia czym się zająć i jakich, prawdziwie wartościowych tematów szukać. To tylko tak modna ostatnio pogoń za sensacją tam, gdzie jej nie ma.

    Polubienie

    1. Wydaje mi się, że ostatnio modne jest pisanie o tym, co nas w życiu ,, męczy „, żeby wzajemnie poklepać się po plecach i utwierdzić w przekonaniu, że życie jest takie okropne. Z jakiegoś powodu ludzie stracili odporność na trudy życia i jak to widać po wszechobecnej poprawności politycznej, czują się urażeni przez wszystko. Myślę, że tamten artukuł nie miał na celu szukania, że są ludzie gorsi od nas, więc z nami nie jest tak źle, ale szukania ludzi podobnych, żeby pokazać, że żałujący posiadania dzieci rodzic to nie potwór. Ja raczej chciałam przeanalizować, dlaczego ludzie dzieci mają, bo obecnie wszędzie są artykuły mówiące, że nie ma się obowiązku posiadania dzieci, że bycie bezdzietną parą jest ok i cała nagonka przeciw tradycyjnemu modelowi rodziny, a wolałabym znaleźć artykuł, który zachęci do przeanalizowania, czy się chce te dzieci czy nie i jak podjąć własną decyzję, zamiast usprawiedliwiać bezdzietnych młodych, pokazując to jako nowy standard w społeczeństwie.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Czym innym jest dyskusja o tym, dlaczego małżeństwa nie chcą mieć dzieci (choć jak dla mnie w tym pytaniu jest tylko półprawda), a czym innym o rozczarowaniu rodzicielstwem. To całkowicie odrębne zagadnienia. Jeśli ktoś pisze w sensacyjnym tonie, że bywają rozczarowani, to jest to próba nieuzasadnionego wartościowania czegoś, co się może każdemu przytrafić. Przytrafić, a nie wybrać.

      A teraz o tej półprawdzie w pytaniu. Gro małżeństw (choć nie wszystkie), które nie mają dzieci chce je mieć, ale z różnych względów, najczęściej medyczno-biologicznych, nie może. Stąd taki rozwój medycyny w kwestii prokreacji z jednej strony, i olbrzymi sprzeciw środowisk religijnych z drugiej. Jest jeszcze jeden problem, bardzo istotny, dlaczego rodzice nie chcą mieć kolejnych dzieci, gdy już mają jedno? To zaś ma swoje źródła w ekonomii, przy czym fałszywie próbuje się to tłumaczyć wygodnictwem. Odniosę się do mojego przykładu, gdy już mieliśmy wyczekiwaną córkę. Szybko okazało się, że ze względu na pracę i jej charakter, nie mogliśmy jej zapewnić tyle miłości (to brzmi górnolotnie, ale nie znajduję teraz innego określenia), ile byśmy chcieli. Z drugim dzieckiem byłoby to samo, jeśli nie gorzej. A ponieważ nie rozumiem płodzenia dzieci dla samego płodzenia i zaludniania ziemi, nigdy na drugie się nie zdecydowałem.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Dla mnie dyskusja o tym dlaczego małżeństwa nie chcą mieć dzieci i wynika z dyskusji o ich rozczarowaniu rodzicielstwem. Dlatego po przeczytaniu artykułu nie skupiałam się na tym ile jest osób rozczarowanych, tylko czy ja prawdziwie chciałabym być rodzicem czy nie, skoro tak dużo osób żałuje, to jak określić swoje zdanie, by nie zasilić grona rozczarownych. Widać jednak, że nie ma na to żadnej recepty.
        Niechęć do kolejnych dzieci to faktycznie inna kwestia i czynnik ekonomiczny i braku czasu odgrywa dużą rolę. Niestety wygodnictwo też jest wysoko w rankingu- ja nie mam rodzeństwa, bo tato uznał, że dzieci są zbyt absorbujące, a okres niemowlęcy za długo trwa i jest stresujący. Mimo że mama chciała trójkę. Coś się źle dogadali przed ślubem : )

        Polubienie

      2. Pomyśl. Jak można być rozczarowanym rodzicielstwem, skoro nie ma się dzieci? To jakieś nieporozumienie. Jeszcze raz podkreślam, owo rozczarowanie może się nam przytrafić. Każdemu, bo tego nie da się przewidzieć. Natomiast nieposiadanie dzieci może wynikać zarówno z wyboru, jak i czynników biologicznych.

        Osobną kwestią jest tu owo rzekome wygodnictwo. Ta opinia jest wyjątkowo nacechowana tradycjonalizmem religijnym, spychającym racjonalność i rozsądek do poziomu grzechu ciężkiego. Sama o tym piszesz w notce, choć pewnie niezamierzenie. Kiedyś wielodzietność była zabezpieczeniem na starość, dziś już właściwie nikt takiego zabezpieczenia nie potrzebuje, bo istnieje wysoko rozwinięty, choć pewnie jeszcze nie do końca satysfakcjonujący socjal dla ludzi starych. Aby była jasność, nie potępiam rodzin wielodzietnych, w końcu to wybór byle był rozsądny, oburza mnie piętnowanie bezdzietnych lub posiadających tylko jedno dziecko.

        To ze zrozumiałych względów tylko moje osobiste zdanie, ale tu akurat doskonale rozumiem Twojego ojca. 😉

        Polubienie

        1. Tak, tak, rozumiemy się, ja po prostu wiążę niezadowolenie z rodzicielstwa (którego doświadcza ktoś) z moim rozważaniem czy tych dzieci chcę czy nie. Dlatego patrzę jakie są argumenty przeciw posiadaniu dzieci, by sprawdzić, czy pozwoli mi to podjąć decyzję. I dziękuję za odpowiedź, że rozczarowanie ,,może się przydażyć każdemu i nie da się tego przewidzieć „. Choć jest to niepokojąca prawda życiowa. Ale jeśli tak jest, to nie ma co za bardzo główkować nad decyzją, bo nigdy nie będzie się na 100% pewnym. Jak ze ślubem.

          Polubione przez 1 osoba

  3. Szczerze mówiąc nie wiem jak się do tego odnieść. Jeśli to prawda to statystyki są smutne i przerażające. Nigdy nie zastanawiałam się dlaczego chciałam mieć dzieci, a tym bardziej dlaczego chcą je mieć inni. Aż nie chce mi się wierzyć, że przytoczone powody są prawdziwymi powodami. Jasne, że super gdyby dzieci „trafiały” tylko do tych, którzy ich pragną, ale niestety nie zawsze tak jest. Nie każdy musi mieć dziecko, to nie jest jakiś światowy maraton olimpijski. Gdy czytam o matce, która jest taka super niezależna i dzielna, bo od razu po urodzeniu wróciła do kariery to szlag mnie trafia. Po cholerę jej dziecko? Zdecydowanie nie wszyscy powinni mieć dzieci, tak jak nie wszyscy powinni mieć psy. Nie wiem co więcej mogę napisać, poza tym, że ja spełniłam się w macierzyństwie jak na żadnym innym polu. To jest coś co daje mi najwięcej szczęścia i satysfakcji. Może jestem nienormalna, ale wystarczy, że pomyślę, o którejś z moich córek i od razu mam banana na ryju. A przy okazji – świat naprawdę jest cudowny i uwielbiam przeżywać wszystko razem z dziećmi.

    Polubienie

    1. Myślę, że dla niektórych jest to maraton olimpijski- wystarczy popatrzeć, jak czasami rodzice rywalizują ze sobą, czyje dziecko szybciej zacznie mówić, chodzić, czytać, czyje ładniej maluje. Tak samo może być, że ktoś dzieci chce, bo koleżanka ma, więc ja będę mieć lepsze. W sumie nie potępiam kobiet, które szybko wracają do pracy po urodzeniu dziecka. Moja mama była zmuszona tak zrobić i nie odczuwam jakoś matczynego braku z dzieciństwa. Moja ciocia też tak zrobiła, bo chciała i dzięki temu miała więcej siły na zabawianie dziecka po pracy, bo w pracy mogła się zresetować. Wydaje mi się, że to jak z ekstrawertykiem i introwertykiem- introwertyk też lubi spotkania z ludźmi, ale musi po nich odpocząć, więc ktoś może kochać swoje dziecko, ale musi też od niego odpocząć.
      Cieszy mnie, że Ciebie uszczęśliwia fakt macierzyństwa sam w sobie. Może się do tego dorasta, może to jest w ludziach od samego początku, bo zależy od ich nastawienia do życia.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Z tym maratonem, czyje dziecko lepsze, to masz rację. Spotkałam się z czymś takim nie raz, 😦 Gwoli ścisłości – ja nie mówię o matkach, które muszą pracować, ale o tych, które chcą robić karierę. Tych nie kumam, i nigdy nie skumam. Koniec i kropka. Tak, jak i tych, których dziecko ogranicza. Dla mnie dziecko nigdy nie było ograniczeniem, wręcz przeciwnie! Odkryło mnie na nowo. W tamtych czasach nie miałam samochodu, nie miałam też nikogo, z kim mogłabym dziecko ewentualnie zostawić. Od kiedy sięgam pamięcią – córeczki towarzyszyły mi wszędzie. Nigdy nie były kulą u nogi, były moją motywacją. Zabierałam je ze sobą wszędzie, do urzędów, na wakacje, na imprezy nawet. Nie było przeszkód, nie mogłam zrozumieć koleżanek, które nigdzie nie mogły wyjść, nigdzie wyjechać, bo DZIECI! Ja każdą podróż z nimi traktowałam jak przygodę. Nie twierdzę, że było łatwo – ja sama, dwójka maluchów i wielki pies. Ale dawałyśmy radę w pociągu i na miejscu. Mamy mnóstwo wspomnień. Czy chciałam kiedykolwiek od nich odpocząć? Może uznasz mnie za walniętą, ale nie. Nigdy.
        Czy do tego się dorasta? Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć. Przed urodzeniem pierwszego dziecka, nie przepadałam za dziećmi. Chociaż właściwie nie ma czegoś takiego. „Czy lubisz dzieci?” jest najgłupszym pytaniem świata, bo nikt nie spyta ciebie, „czy lubisz dorosłych?;, prawda? Ludzie są różni tak, jak różne są dzieci. Nie da się lubić je wszystkie, tak o, generalnie. Najważniejsze, by „lubić” swoje. By się spełnić w macierzyństwie. Niestety, nie każdemu to dane…

        Polubienie

        1. Wierzę, że można być przeszczęśliwym przy dzieciach i móc z nimi chodzić/ jeździć wszędzie. Moja mama tak ma, choć przed wyjazdem za granicę na wakacje, kiedy miałam 5 lat, to zwymiotowała ze stresu przed odlotem samolotu, ale dałyśmy radę i od tamtej pory byłyśmy wszędzie, gdzie się dało.
          Przekornie stwierdzę, że można nie lubić dzieci, bo ogólnie mają wspólny mianownik tak jak i grupa dorosłych- dzieciaki ogólnie płaczą, zadają mnóstwo pytań i są niezdarne, plus nigdy nie wiem, na jaki temat z nimi gadać, więc nie lubię zostawać z nimi sam na sam.
          Pociesza mnie fakt, że da się nie przepadać za dzieciakami, a potem kochać je tak szalenie jak Ty. Mam nadzieję, że też mnie to spotka.

          Polubione przez 1 osoba

  4. Czytając ten wpis pomyślałem sobie – jak to dobrze, że żyłem w czasach kiedy większość rzeczy robiło się bo tak robili wszyscy.
    Małżeństwo… alternatywą było wstąpienie do zakonu.
    A jeśli małżeństwo, to naturalną konsekwencją wydawały się dzieci.
    Gdy się nad tym teraz zastanawiam, dochodzę do wniosku, że istotna sprawą były możliwości wypełnienia wolnego czasu.
    Gdy są dzieci, sprawa jest prosta – wolnego czasu nie ma.
    A gdy jest wolny czas?
    Od moich czasów zmieniło się wiele – powstały całe gałęzie gospodarki, których celem jest wypełnienie ludziom wolnego czasu.
    Popyt wciąż rośnie.

    Polubienie

    1. Mam odmienne doświadczenia z tymi gałęziami gospodarki wypełniającymi ludziom wolny czas. Wydaje mi się, że tym gorzej mieć dzieci w obecnych czasach, kiedy świat stara nam się zorganizować nasz wolny czas i go rozkrada- dojazdy do pracy, kolejne szkolenia, kolejne certyfikaty, kolejna papierologia do uzupełniania, nadgodziny w pracy i cały system rozrywek, na które trzeba iść ze znajomymi, bo inaczej jesteś odludkiem. Nie widzę w moim życiu czasu wolnego, a jeśli by był, wolałabym poćwiczyć lub nauczyć się kolejnego języka. Szkołę bądź pracę traktuję jak wroga, który próbuje organizować mi czas wolny jakbym była głupiutkim dzieckiem nieumiejącym wymyślić sobie samodzielnie zabawy.
      Ale przyznaję, kiedyś nie było dylematów, jaką drogę wybrać, więc nikomu nie było głupio, że robi inaczej, że może to zły wybór.

      Polubienie

  5. Trochę spóźniłem się z zajrzeniem tutaj, dlatego zaproponuję nieco inną perspektywę postrzegania. Problem wychowywania dzieci ewoluował znacznie szybciej od ewolucji społecznej (gł. technologicznej). Dlatego zakres oddziaływań rodzicielskich jest o wiele bardziej zdominowany wymaganiami zewnętrznymi, a oczekiwania wychowawcze znacznie wyższe.

    Polubienie

    1. A nie jest tak, że problemy wychowywania dzieci były po prostu w życiu ludzkości wcześniej niż rewolucja technologiczna i właśnie nie ewoluowały tak szybko jak nasza technologia i inne sfery społeczeństwa, dlatego nie umiemy dopasować wychowania dzieci do nowego stylu bycia i nowego społeczeństwa? Zaczynamy albo stosować stare zasady, albo podążamy za poprawnością polityczną i bezstresowym wychowaniem, a obie te wersje to przepis na katastrofę.
      I sto procent zgody, że rodzicielstwo jest zdominowane przez wymagania zewnętrzne, a wymagania poszybowały w kosmos.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s