Z życia wzięte · Zdrowie fizyczne

Mój dzień wolny

Kukabara

Jak już może czytaliście w poście o kulturze pracy w Australii, i jak może znacie to z własnych doświadczeń w Polsce, moja menadżerka nienawidzi, kiedy bierzemy chorobowe i szczyci się tym, że nasz wydział ma najwyższą frekwencję w biurze. Jako że chciałam zasłużyć na uznanie w nowym kraju i musiałam ciężko pracować, żeby tu zostać i żeby mój partner miał trochę łatwiejszy strat niż ja, zawsze dawałam z siebie 100% albo i więcej. Dorobiłam się w pracy opinii najciężej pracującego pracownika, solidnego i takiego, który zrobi wszystko, szybko i poprawnie. W ciągu czterech lat pracy wzięłam może sześć dni chorobowego. Podczas pierwszej pandemii w Australii rok temu pracowałam od 7 rano do 9 wieczór, przez cztery miesiące, bo czułam się odpowiedzialna za firmę i głupkowato uwierzyłam mojej menadżerce, że musimy się teraz ekstra starać, żeby przetrwać. I teraz czuję się oszukana, szczególnie, że ostatnio zauważyłam, że nie jestem niezniszczalna. Postanowiłam wziąć jeden dzień wolnego, żeby odsapnąć i załatwić wizytę u dentysty. Menadżerka miała mi za złe, że nie poświęcam mojej przerwy na lunch, żeby pobiec do dentysty, załatwić co trzeba, po czym z obłędem w oczach biec z powrotem do biura. Ale ten dzień wolny zmienił moje podejście do pracy, to było jak błogosławieństwo. A wszystko zaczęło się tak…

Mój chłopak otworzył lewe oko około godziny 8:56. Zalogował się do służbowego laptopa i drzemał tak do 9.10, kiedy to zapikała aplikacja Teams informująca o porannym spotkaniu z menadżerem i członkami zespołu, żeby rozdzielić zadania na dzisiejszy dzień. Wtedy mój chłopak otworzył jeszcze prawe oko i naciągnął słuchawki na głowę. Po pół godziny przytakiwania nadszedł czas na wyczołganie się z łóżka. Facet poklepał trochę w klawiaturę, po czym ubrał sportowe spodenki i zniknął w naszej osiedlowej siłowni na 45 minut. Wrócił o 11, kiedy wychodziłam do dentysty. Tego dnia mieliśmy mieć wizytę agentki, poprzez którą wynajmujemy nasze mieszkanie. Przychodzi co pół roku sprawdzić, czy chata nadal stoi i zdać raport właścicielowi. Dlatego śmiem twierdzić, że facet niewiele zrobił w pracy, kiedy ja byłam u dentysty, bo był zajęty wizytą tej agentki. Kiedy wróciłam o 12:30, mój chłopak akurat oglądał coś na YouTubie. Dopiero jakiś czas później usłyszałam klepanie w klawiaturę i kolejne spotkanie online z zespołem z pracy. O 15 mój chłopak zawołał mnie na wspólny obiad i obejrzeliśmy kolejny odcinek naszego serialu. I mimo, że mój facet kończy robotę o 17-stej, to od 16:30 widziałam, jak przegląda memy na Internecie. Jego dzień w pracy był bardziej luzacki, niż mój dzień wolny od pracy.

W pierwszym roku w Australii pracowałam na dwa etaty i byłam wykończona, ale chciałam zrobić jak najwięcej się dało, żeby mój chłopak nie musiał po powrocie do Australii wracać na budowę, tylko mieć przytulne warunki, żeby poszukać lepszej pracy. I chyba stworzyłam potwora : ) Dodatkowo, jego leniwy dzień w pracy pokazał mi, że jestem łosiem i przegrałam życie, bo nie szanuję samej siebie, a za to zasuwam w pracy jak kretynka. Dlatego chciałabym powiedzieć wszystkim, którzy myślą, że trzeba ciężko pracować- przestańcie. Pracodawca zastąpi was szybciej niż zdążycie wyzdrowieć z choroby, która was dopadła z przepracowania. Ciężką pracą rzadko się do czegoś dochodzi, może tak było kiedyś, ale w obecnym świecie króluje cwaniactwo, kontakty, łut szczęścia i niespotykane umiejętności lub kreatywność. Nigdy nie zarobicie tak dużo pieniędzy, żeby odzyskać to zdrowie, które straciliście zarabiając tę fortunę. I nikt w pracy nie będzie wam wdzięczny za wasze poświęcenie, bo przecież już wam za to płacą, czemu mieliby dodatkowo was wielbić za wasze oddanie? Menadżerzy zawsze będą wszystkim mydlić oczy, żeby podnosić wyniki zespołu, bo za to im płacą. Ta dodatkowa kasa, którą zarobicie dla firmy, nie wpłynie na wasze konto, tylko zasili portfele tych, co stoją nad wami. Może jakiś tam bonus wam wpadnie, ale większość i tak zgarnie menadżer/ dyrektor. Więc nie ma sensu się przepracowywać, bo nawet jeśli jesteście fizycznie silni, to ciało nie wytrzyma takiego tempa w nieskończoność. A jak widać w powyższej historyjce- praca wcale nie musi oznaczać ostrego zapieprzania. Wystarczy poszukać szczęścia w innej firmie.

26 myśli na temat “Mój dzień wolny

  1. Będąc na studiach zacząłem pracować. Budżet się nie spinał, moja kariera studenta wisiała na włosku. Z racji, że byłem ambitny i demonstrowałem to na każdym kroku to dostawałem coraz to poważnijesze zadania. Wynagrodzenie nie chciało wzrastać mimo, że poziom odpowiedzialności pioł się w górę. Szef ciągle tłumaczył, że on ma na mnie określoną sumę i nie da ani grosza więcej. Sam jeździł nietanim samochodem, kupował kolejne mieszkania, grał w kasynie. Zasanawiałem się nad semsen pracy skoro znajomy pracował w magazynie i miał tyle samo.

    Polubienie

  2. Mądre i wlaściwe wnioski. Szanujmy się. Praca a niewolnictwo to nie to samo! A my nie jesteśmy jednak robotami i mamy swoje ograniczenia.

    Polubienie

  3. Bo wszystko zależy od podejścia. Jedni pracują, żeby żyć, inni żyją żeby pracować. Dla mnie praca nigdy nie była na liście rzeczy najważniejszych, chociaż pracowałam przez większość życia. Bez żalu zrezygnowałam z dochodowej pracy, na rzecz rodziny. Tyra ponad siły – do widzenia. Szef krzyczy – do widzenia. Nie zamierzałam wstawać codziennie ze skurczem żołądka i iść do pracy której nienawidzę. Zawsze wybierałam pracę mniej płatną, ale wśród świetnych ludzi, gdzie sam klimat sprawiał, że wstawałam do niej z ochotą.

    Polubienie

    1. Dobrze, że była taka możliwość, że można było zrezygnować z pracy. Najgorzej jest, jak nie możemy rzucić roboty ze względów finansowych, albo to jedyna praca w naszym małym mieście, albo nasza wiza zależy od naszej pracy. Wtedy taka firma staje się naszym więzieniem.

      Polubienie

  4. Mój szef, jeszcze w Polsce, w czasach PRL, powiedział mi – dobra praca to taka, którą byłbyś skłonny wykonywać nawet za darmo.
    Miałem szczęście mieć takie prace przez wiele lat. I do tego drugie szczęście – płacili mi bardzo dobrze.
    Jeśli chodzi o zbyt długi dzień pracy to widzę, że jest to teraz nagminne.
    Moja córka postawiła w pracy warunek – proszę o listę zadań na ileś tam dni/tygodni do przodu. Gdy miała taką listę z łatwoscią miesciła się godzinach pracy 9-17.
    Oczywiscie były sytuacje wyjątkowe, ale były wyjatkowe.
    Moje doswiadczenia z pracy w Australii zrobiły się juz bardzo stare, ale je wspomnę.
    Pracowałem zawsze w duzych firmach, które miały reguły/przepisy na wszystko.
    Chorobowe – przysługiwało mi chyba 7 płatnych dni chorobowego rocznie, z tego 3 nie wymagały świadectwa lekarskiego.
    Oczywiste było, że kazdy wykorzystywał te 3 dni.

    Polubienie

    1. Nie zgodzę się, że dobra praca to taka, jaką wykonywałoby się nawet za darmo. Dla mnie chyba nie ma takiego zawodu, albo musiałabym zmienić go z pięć razy w życiu.
      Niestety ci, którzy się wyrabiają dostają najczęściej nagrodę w postaci nadrabiania zaległości za kogoś innego. Dlatego brawa dla córki, że umiała pracodawcy postawić sprawę jasno i uniknąć tej wątpliwej nagrody.

      Polubienie

    2. Prawdę pisze „polakdogórynogami”. W PRL były takie prace do których nawet warto było dopłacać. Oczywiście chodzi głównie o instytucje kontrolne, począwszy od „zwykłego” kontrolera biletów, poprzez słynne „trójki”, kontrolerów Sanepidu, NIK-u, PIH-u, PIP-u, itp., itd., aż do nadzwyczajnych kontroli państwowych. Nie trzeba chyba wyjasniać, że głównymi dochodami były łapówki, albo inne „dowody wdzięczności” za odstąpienie od kontroli.
      Ale i w obecnej III RP jest cała masa zawodów, gdzie przed zawarciem umowy kandydat nabywa doświadczenie za własne pieniądze. Ja miałem takie sytuacje podejmując pracę grafika i serwisanta komputerowego.

      Polubienie

      1. Wygląda na to, że w PRLu te łatwiejsze prace to były prace w sektorze państwowym- teraz też rzesze urzędników mają jedną z łatwiejszych pracy i przemęczają się mniej niż inni. Niewiele się zmieniło.
        Co do zdobywania doświadczenia za własne pieniądze, to jestem zwolennikiem płatnych lub bezpłatnych praktyk lub staży, ale są firmy, które życzą sobie, żeby student płacił za możliwość pracowania u nich. Ta ostatnia forma praktyka powinna być prawnie zakazana.

        Polubienie

        1. Może się mylę, ale podejrzewam, że są istotne powody dla których pracodawcy żądają ” płacenia za możliwość pracowania u nich” np.:
          1/ Wysoka specjalizacja, złożoność wykonywanych czynności i odpowiedzialność za efekt pracy (np. neurochirurg, transplantolog, prohjektant/konstruktor NASA, itp.),
          2/ Wysokie koszty stanowiska pracy, np.: projektanci, konstruktorzy, serwisanci/graficy komputerowi, reżyserzy (gł. „światłodźwięku”), headhunter’zy,
          3/ Wysoki ranking profesjonalizmu i popularności firmy (t.zw. brand), itp., itd., …
          Masz rację jednak, że w pozostałych firmach, które mogą z dnia na dzień powstawać i upadać, takie praktyki powinny być niedopuszczalne. A Twoja menedżerka niczym nie zaskakuje … pamiętam, że w Polsce, gdy po 1989 r. powstawał krwiożerczy kapitalizm, szefowie różnych firm szczycili się tym, że zwiększanymi wymaganiami doprowadzili pracownika do … samobójstwa. I tacy szefowie mieli najwieksze „wzięcie” na rynku pracy.

          Polubienie

          1. Tacy szefowie mają wzięcie, ponieważ podnoszą cały czas poprzeczkę, a to się liczy dla właścicieli czy inwestorów.
            Co do płatnych praktyk, to nawet w tych prestiżowych zawodach nie powinno się pobierać opłat, bo mimo wszystko praktykant jakąś formę pracy wykonuje. Moim zdaniem jego praca jest warta chociaż tyle, żeby nie musiał płacić firmie za łaskę wytłumaczenia, na czym jego zawód ma polegać. Firma, która proponowała mi praktyki, za które ja miałam płacić, uważała, że zapłata należy im się dlatego,że zużywam ich prąd, robiąc dla nich projekty na komputerze. Jak dla mnie, to zwyczajne cwaniactwo firmy.

            Polubienie

            1. Praktyk praktykowi nierówny. Faktycznie pobieranie kasy za zużycie prądu to przesada, ale co zrobić np. z grafikami komputerowymi, gdzie wynik ich pracy zależy od doświadczenia? Np. jeden duży baner reklamowy może kosztować tyle ile wynosi 3-4 letnie wynagrodzenie praktykanta (!!!), a minimalny błąd powoduje wyrzucenie wszystkiego do kosza. Kto ma za to płacić?! W serwisie komputerowym taki jeden błąd może spowodować seryjne uszkodzenie wielu sprzętów. O błędach neurochirurgów, czy konstruktorów nie ma co wspominać, bo to też „idzie w koszty”. Jeszcze większe szkody, wynikające z braku doświadczenia, powodują błędne orzeczenia sądowe.
              Wydaje się, że rozwiązaniem powinny być dedykowane ubezpieczenia od błędów zawodowych. Oczywiście nie dotyczące wszystkich zawodów.

              Polubienie

              1. Bardzo dużo zawodów niesie ze sobą ryzyko. Możnaby wymienić wszystkich lekarzy, wszystkich inżynierów, skończywszy na ludziach z apteki za niewydanie prawidłowej dawki leku. Uważam, że praktyki powinny być bezpłatne, bo mimo wszystko to w interesie firmy uest wyszkolić sobie pracownika i w interesie społeczeństwa mieć zastępstwo za starszych pracowników. Jeśli praktyki byłyby płatne, to dostęp do lepszych zawodów byłby zarezerwowany dla tych, którzy są bogaci, a nie dla tych, którzy coś potrafią.

                Polubienie

                1. W sumie to chodzi o krótki okres pracy, nie przekraczający kilku tygodni najwyżej miesięcy. W tym czasie pracodawca powinien się zorientować co do kwalifikacji pracownika. Bo jak zapewne sama wiesz, to co wypisuje się w CV i wygaduje na późniejszych „vis a vis”, najczęściej nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
                  Jest też druga strona zagadnienia, gdy pracownik zatrudnia się tylko to, aby zdobyć tajniki zawodu, a potem otwiera własną działalność.

                  Polubienie

    3. Cena mało kiedy cena idzie w parze z jakością. Niemniej jeśli cena dobra oscyluje wokół zera to spodziewajmy się niespodziewanego. Na temat ekonomii „zero-price” powstało wiele publikacji. Polecam przeczytanie choć jednej książki na ten temat oraz wciągnięcie daleko idących wniosków.

      Polubienie

  5. I tak i nie.
    Tak, jako ze owszem, nie zawsze nadgorliwosc jest doceniona, jednak nie zapominaj ze nadgorliwosc niektorych nie wynika z oczekiwan nagrody tylko czegos takiego okreslanego dobrym slowem ” job pride”, lub potrzeba spowodowana specyficzna sytuacja.Ladnie ze strony menadzerstwa byloby docenic, moze nagrodzic – Tobie trafilo sie inaczej ale chyba pracujac w czasie pandemii za dwoch nie bylo to Twoja pierwsza mysla? Wlasnie pandemia byla dobrym okresem pokazujacym „nadgorliwosc” pewnych grup ludzi dzieki ktorym funkcjonowaly szpitale, sklepy spozywcze i wiele innych placowek.
    Z wlasnego doswiadczenia wiem ze sumiennosc pracy, nawet nadgorliwisc kosztem czasu i zdrowia, poplaca – bo spotkala kazdego czlonka mej rodziny, chociaz nagrody nie byly motywacja ich nadgorliwosci.
    Gdy przybylismy do USA maz byl elektrykiem i pomiarowcem bo tak sie ta specjalnosc wtedy w Polsce nazywala. Zaczal pracowac od tej pozycji i za najnizsza stawke. Pomalu, pomalu jego sumienna, dokladna praca zostala doceniona, zaczal awansowac i lepiej zarabiac, a takze w miedzyczasie bral duzo szkolen, kursow jako ze zaczal sie okres kompletnej komputeryzacji przesiebiostw i zakladow. W rezultacie jednego dnia dostal pozycje glownego elektryka zakladu choc nie mial formalnych studiow – bo byl lepszy od innych, sumienniejszy, oddany az do nadgorliwosci.
    Corka skonczyla cos co nosi nazwe Financial Management, zaczynajac prace jako tuzinkowy buchalter. Podobnie jak ojciec zaczela sie wyrozniac sumienna praca ale promocje i podwyzki szly swym utartym trybem jak kazdemu ale i wtedy miala swa mala grupe do managerowania.
    Jednego razu, (mieszka na Florydzie gdzie huragany sa czestym zjawiskiem), dostali taki bardzo dewastujacy ktory przerwal dostawe pradu i WiFi w calej okolicy na tydzien , oczywiscie robiac ich biuro niefunkcjonujacym. Wiazalo sie z wielkimi stratami dla firmy i pozniejszym balaganem w buchalterii. Co corka zrobila, zaraz nazajutrz? znalazla pobliskie miejsce z pradem i WiFi (restauracja), poprosila o pozwolenie przebywania i prowadzenie jednoosobowego biura. Codziennie jezdzila by pracowac choc nie musiala, bylaby usprawiedliwiona nic nie robieniem. Dzieki temu przeplyw umow, oplat, i czegokolwiek istnial caly czas, nie bylo kosztownych przerw i kar a takze prawie porzadek w buchalterii gdy prad odzyskali. Zawiadomila o tym swa gore ktorej headquarters jest w Kaliforni – ze pracuje, trzyma oko na sprawach, zeby sie nie martwili. Juz wtedy dostala pochwale ale co zrobili pozniej to ja zaskoczylo bo robila to tylko z sumiennosci: promocja o trzy szczeble, 10 000$ nagrody i 250 000 shares kompanii co obecnie przynosi jej spory dodatkowy dochod.
    Moj syn jest mikrobiologiem pracujacym dla firmy farmaceutycznej produkujacej glownie lekarstwa na raka choc nie tylko. Oprocz studiow zrobil sobie specjalizacje w czym czego nie nazwe bo nie pamietam jako ze skomplikowana a jest jedynym takim w tej bostonskiej filii. W zwiazku z tym jest zalany praca podwojnie i czesto siedzi w laboratorium 12 i wiecej godzin – experymenty bowiem trwaja nieraz godziny a nawet dnie i tygodnie i musi sie je dogladac, wpadac nawet w niedziele by sprawdzic itd. Kierownictwo to widzi i docenia. Nie dostaje nagrod tak jak corka ale promocje tak – a przede wszystkim wielkie uznanie. I to mu starcza, jest dumny ze potrafi cos szczegolnego i robi to dobrze, ze jego praca przynosi zdrowie innym.
    Podobnych sytuacji wiedze bardzo duzo, nie tylko my mamy takie doswiadczenie z nadgorliwoscia. Ludzie pracuja sumiennie bo przeciez sie oplaca jako ze przecietny amerykanin pracuje ciezko ale z tego zyje na wysokiej stopie, wygodnie i spokojnie.
    Podkresle ze nie kazdy ma oplacalna prace ale czesto przez brak wysztalcenia lub durne nalogi itp ale to inny temat. Kazdego zacheca do sumiennej pracy nie tylko dla korzysci materialnych ale tej pride tez ktora wspomnialam – kazda prace nalezy wykonywac dobrze, dokladnie – chyba by nikt nie chcial miec w szpitalach niesumiennych lekarzy czy pielegniarek?
    Dodam, choc to inny temat – zawsze wolalam pracowac z mezczyznami a takze miec mezczyzna za managera.
    Serpentyna

    Polubienie

    1. Też wolę pracować głównie z mężczyznami. Są mniej nastawieni na czepianie się detali i zagrzebywanie się w dokumentacjach, plus nie toczą wojen podjazdowych jak panie.
      Z tą nadgorliwością to zgodzę się, że poczucie dumy i spełnienia z dobrze wykonanej roboty jest bezcenne. Ja też na takiej dumie z pracy zajechałam daleko- pracodawca pomagał mi w zdobyciu kolejnych wiz, a ja znam firmę i klientów tak dobrze, że zastępuję moją menadżerkę kiedy ta jest na wakacjach. Niestety jeśli firma prowadzi politykę wyzyskiwania, to ta duma z siebie zaczyna nie być wystarczająca. Zaczynałam od połowicznie fizycznej pracy w mojej firmie- bo nie mieliśmy żadnych operatorów produkcji, więc musiałam i stworzyć proces, wszystko wyliczyć, i go udokumentować, ale również sama ten proces potem zrobić i np złożyć implant do kupy i wysterylizować. Niestety, jako że nie obijam się tak bardzo jak cała reszta firmy, to dostaję coraz więcej fizycznej pracy, bo przyzwyczaiłam szefów, że umiem to zrobić poprawnie i szybko. Reszta siedzi wygodnie przed komputerami. W trakcie pandemii też cieszyliśmy się, że robimy coś ważnego, póki szefowie nie zaczęli przychodzić na początku dnia i mówić nam, że dzisiaj trzeba zrobić o 500 więcej produktów, a jak udało nam się to osiągnąć, choć czołgaliśmy się pod koniec zmiany, to podwyższano nam poprzeczkę o kolejne 500. Mieliśmy sporo ludzi na umowę-zlecenie w tamtym czasie. Dla nich szefostwo zorganizowało dodatkową przerwę w trakcie produkcji, bo wiadomo- fizyczna praca męczy. Regularnie zatrudnieni tam ludzie na kontrakcie przerwy nie mieli- zastępowali tych z umowy-zlecenia i robili pracę za dwie osoby, kiedy tamci mieli przerwę.
      Więc tak, duma z pracy jest ważna. Nadgorliwość pozwalająca nam robić to, co lubimy, lub nauczyć się tego, co nam potrzebne też, ale trzeba pamiętać, że istnieją również pracodawcy, którzy na takiej nadgorliwości będą bezczelnie żerować. I trzeba umieć to wyczuć i w porę ukrócić.

      Polubienie

      1. Nie udal Ci sie ani menadzer ani firma. Miejsce pracy i wspolpracownicy to loteria.
        Mialam prace ktorej nie lubilam choc w moim zawodzie laboranta chemicznego. Codziennie jechalam jak na sciecie a przeciez pracujac w innych miejscach kochalam i chetnie do nich szlam. Na ironie w tym niekochanym najlepiej placili wiec trzymalam. Jedynym plusem, oprocz zarobku, bylo to ze mialam swe wlasne, jednoosobowe laboratorium co pozwolilo mi nie zwariowac. Poza tym puszczalam sobie radio na kanal muzyki klasycznej i staralam sie nie zwracac uwagi na innych, pijacych kawke calymi godzinami i plotkujacych co mi dalo opinie odludka i zarozumialej.
        Roznie wiec bywa, wazne by nawet w nieprzychylnych warunkach umiec znalezc balans pomiedzy zlym a dobrym.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Racja, najważniejsze to jakoś zaadaptować się do sytuacji i przyczaić się w swoim bezpiecznym kącie: albo ludzie z pracy odejdą i zostaną wymienieni na lepszych, albo trafi się okazja innej pracy.

          Polubienie

  6. człowiek to bardzo dziwne i głupie zwierzę: niszczy się ciężką pracą, aby zarobić na odkręcanie potem tych zniszczeń i ratowanie tego, czego nie zdążył zniszczyć…
    oczywiście mowa jest o gatunku, tak w ogólności, żaby nie było, bo są w końcu przytomne osobniki, które nie poddają się temu stadnemu odruchowi i nie stosują tej absurdalnej strategii… aczkolwiek nie zawsze jest to możliwe, jednak to już jest obszar (jałowych i zbędnych) filozoficznych dywagacji ile od nas zależy w życiu,, a ile od przypadku…
    p.jzns 🙂

    Polubienie

    1. p.s. za to ptaszor jest zaiste kozacki, skojarzył mi się z naszym zimorodkiem i dobrze się skojarzył, bo jak sprawdziłem kukabara chichotliwa(!) jest z nim spokrewniona…

      Polubienie

      1. Uwielbiam te ptaszyska. Szczególnie ten ich chichot, jest super. Ten ptaszor to taki mały morderca- zjada inne stworzonka, zresztą pewnie po to mu taki masywny dziób. Ale dźwięki, jakie wydaje, i tak są najlepsze!

        Polubienie

    2. To chyba jedno z lepszych podsumowań. Człowiek rozwala w imię pracy, żeby potem zarobionymi pieniędzmi odkręcać to, co narozwalał. A często jie jest możliwe już to naprawić. Szczególnie myślę tutaj o zdrowiu.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s