Szkoła

Ach ta szkoła

Minęło już około ośmiu lat, od kiedy opuściłam liceum (studiów nie będę wliczać do ”standardowego szkolnictwa”, bo one rządzą się innymi prawami). Do tej pory miewam sny, w kótrych nagle dostaję list ze szkoły, mówiący, że zapomniałam zdać jakiegoś sprawdzianu, albo opuściłam kartkówkę i przez to muszę wrócić do szkoły na pół roku, by odbębnić zajęcia i napisać test. Ten powracający koszmar tkwi we mnie wybitnie głęboko. I nie, nie stało się tak dlatego, że w szkole nie chciało mi się uczyć i mam jakąś traumę przed egzaminami. Wręcz przeciwnie- byłam kujonem, który miał obcykane do perfekcji wszystkie przedmioty, od humanistycznych, po ścisłe, na biologii i geografii kończąc. Więc dlaczego te sprawdziany ze szkoły nadal mnie nawiedzają? Wydaje mi się, że dlatego, że dopiero teraz rozumiem, jak beznadziejną instytucją jest szkoła i jak bardzo zmarnowała dwanaście lat mojego życia. Dlatego największym moim sennym koszmarem jest powrót do bycia częścią tego bezużytecznego systemu. Za ostro? Może, szczególnie, że mam ze szkoły również wiele dobrych wspomnień.

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć wam o rzeczach, które chciałabym wiedzieć, żeby nie popełnić błędów, których żałuję:

1. Wcale nie musisz uczyć sie wszystkiego
To jest oczywista prawda życiowa, która dotarła do mnie dopiero po skończeniu studiów. Nie można wymagać, żebyśmy znali się świetnie na wszystkim i mieli piątki i szóstki z każdego przedmiotu. Niestety nauczyciele z wielkim sukcesem przekonują uczniów, że należy się uczyć wszystkiego, bo przecież ich przedmiot jest najważniejszy. Wmawiają nam, że bez dobrych ocen nie będziemy mieć dobrej pracy, że skończymy na kasie w sklepie, że zawiedziemy oczekiwania rodziców. Pojawiają się również głosy, że należy uczyć się wszystkiego, bo dzieci są za głupie, żeby wiedzieć, co chcą robić w życiu, więc należy je na siłę zaznajomić ze wszystkimi przedmiotami. To jest w porządku, póki materiał do opanowania jest na poziomie podstawowym. Ja chodziłam do klasy matematyczno-fizycznej w liceum i nauczyciele uznali, że skoro jesteśmy mądrą klasą, to mogą swoje zapędy pedagogiczne realizować na nas, bo inne klasy były niechętne na zdobywanie wiedzy. I tak oto klasa mat-fiz miała rozszerzoną fizykę, matematykę, ale także rozszerzoną chemię, rozszerzoną historię, rozszerzoną biologię, rozszerzoną geografię, rozszerzony polski i wiele innych. Bo przecież mądry znaczy znający się na wszystkim niczym człowiek renesansu. Dzięki temu podejściu w klasie maturalnej odrabiałam zadania domowe do drugiej w nocy mimo że zaczynałam je od razu po obiedzie! Prawda jest taka, że uczenie się wszystkiego na szóstki i piątki jest bardzo szkodliwe. Marnuje nasz czas, który można poświęcić na doskonalenie jakichś konkretnych umiejętności, rozwijanie pasji, a jeśli osobnik jest mniej ambitny, to chociaż na odpoczynek. Żałuję, że nikt nigdy mi nie powiedział, że czwórki też są ok, że powinnam skupić się na przedmiotach, które lubię, na których mi zależy, a do tych, których nie lubię, uczyć się średnio. W prawdziwym życiu najczęściej sukcesy odnoszą osoby, które miały w szkole czwórki, bo potrafią sobie radzić, zakombinować i mają dobrze rozwinięte umiejętności miękkie, co bardzo ciężko przychodziło zalęknionym i cichym kujonom.

2. Przestań uczyć się na pamięć
Szkoła kładzie wielki nacisk na uczenie się wszystkich formułek i wzorów na pamięć. Prawdopodobnie to właśnie dlatego przedmioty ścisłe bardziej mi się podobały. Wystarczyło zapamiętać jeden wzór i można było rozwiązać niezliczoną ilość zadań. Z kolei przedmioty humanistyczne wymagały znajomości tysiąca definicji, umiejętności dzielenia wszystkiego na kategorie, podkategorie, kolejnych definicji, dat, nazw własnych i tak dalej. Niekończąca się pamięciówka. Nikt nigdy nie nauczył nas, że powinniśmy zrozumieć te definicje. Liczyło się tylko wyrecytowanie formułki. Nauczyciele nie zadawali sobie trudu, by teorię połączyć jakoś z praktyką i pokazać uczniom, co wynika z tej wyuczonej definicji. Niestety, na głębsze zrozumienie zapamiętywanych formułek nie było czasu, bo przedmiotów do nauki było dużo (patrz punkt pierwszy : ) ), a samodzielne szperanie w książkach było bardzo czasochłonne. Postawa szkoły promowała uczenie się na pamięć, bo opanowanie wiedzy w ten sposób jest łatwe do zweryfikowania. Niestety skutkuje to bardzo złymi nawykami na przyszłość, bo zaczynamy uczyć się na pamięć bez zrozumienia, a potem tracić tę wiedzę, ponieważ nie była ugruntowana.

3. Skup się bardziej na językach obcych
Tak bardzo żałuję tego, że za mało uczyłam się języków obcych, kiedy był na to najlepszy moment. Nie tylko dlatego, że młody umysł lepiej chłonie i zapamiętuje języki, ale również dlatego, że wtedy miałam tak dużo czasu, który niestety szkoła postanowiła mi zorganizować w inny sposób. Gdybym wtedy wiedziała, że świat się nie zawali, jeśli odpuszczę sobie trochę historię, wos i inne humanistyczne przedmioty, które mnie nie interesowały, to o wiele więcej czasu spędziłabym na językach obcych. Wydaje mi się, że w szkole mój mózg był tak bardzo przeciążony nauką na pamięć wszystkiego, że nie starczało mi miejsca na dysku twardym do nauki słówek.

4. Nie potrzebujesz stu procentowej frekwencji
Nie rozumiem dlaczego tak bardzo naciska się na to, żeby uczniowie byli na absolutnie wszystkich zajęciach. Bardzo często bycie na lekcji nie ma nic wspólnego z uważaniem na lekcji, a tym bardziej ma jeszcze mniej wspólnego z rozumieniem omawianego tematu. Wiem, że istnieją na świecie nauczyciele, którzy potrafią przystępnie wyjaśnić jakieś zagadnienie, mówić o ciekawostkach, są dobrze przygotowani do zajęć, ale większość (często z winy tego jak napisane są podręczniki, co każe im realizować podstawa programowa) marnują lekcje na godzinne dyktowanie podręcznika do zeszytu. Do tego dochodzi również różny poziom wiedzy wszystkich uczniów w klasie, więc niektórzy będą się po prostu nudzić, słuchając wyjaśnień tego samego zagadnienia po raz piąty, bo nadal część klasy czegoś nie rozumie. O wiele bardziej wolałabym być w szkołach, które segregują uczniów pod względem umiejętności. Ci uczący się szybciej mogliby sprawniej iść z materiałem do przodu, a ci mający problemy mieliby szansę być mimo wszystko najlepsi w swojej klasie, bo uczyliby się z osobami na swoim poziomie. Żałuję, że ze strachu nie opuszczałam żadnych zajęć, bo w domu i tak trzeba było nauczyć się na wszystko samemu. Zrozumiałam to dopiero na studiach, kiedy na niektóre wykłady nie chodziłam w ogóle, a i tak miałam najlepiej zaliczone kolokwia, bo miałam dodatkowy czas uczyć się samodzielnie.

5. Zainwestuj w zajęcia dodatkowe
Ale nie w siedzenie na kółku historycznym, tylko dlatego, że za uczęszczanie dają szóstkę z przedmiotu na koniec roku. Pamiętam, że po lekcjach byłam tak pochłonięta odrabianiem zadań domowych i uczeniem się do perfekcji na wszystkie jutrzejsze odpytki, kartkówki i sprawdziany, że nie miałam czasu na żadne inne zajęcia. Uważam, że uczniowie powinni uczyć się tych umiejętności, które ich interesują, które lubią. Może szkoły powinny zainwestować pewne środki pieniężne na zatrudnienie konsultanta, który mógłby wyjaśnić dzieciakom, jak znaleźć swoją pasję, jakie umiejętności mogłyby być przydatne, albo zrobić kurs dla uczniów, na którym mogliby spróbować wszystkiego co się da po trochu i sprawdzić, czy coś im się wybitnie spodobało. Marzy mi się taka szkoła, ale z pewnością nie byłoby na to pieniędzy, więc może taką funkcję konsultanta powinni przejąć rodzice?

6. Nie musisz mieć wzorowego zachowania
Wszyscy dorośli lubią wzorowych uczniów- oni nie dyskutują, nie zadają niewygodnych pytań, nie kwestionują działania systemu i robią to, co do nich należy- uczą się i nie komentują. Bycia takim ugrzecznionym kujonem chyba żałuję najbardziej. Dałam się oszukać, że oceny są takie ważne (jakoś wszyscy rówieśnicy z mojej klasy znaleźli prace, ci mniej uczący się nawet lepszą, bo po prostu nauczyli się sobie radzić). Dałam się też nabrać na to, że nauczyciel to nieomylna istota i nie należy podważać jego zdania. Że nie należy mieć nawet własnego zdania, bo szkoła wie lepiej. Z tego pragnienia bycia grzecznym uczniem, nigdy nawet nie pomyślałam o tym, że może nie muszę uczyć się na szóstki, może bycie na wszystkich lekcjach nie jest aż tak godne pochwały. Nigdy nawet nie śmiałam myśleć, że dorośli mogą się mylić i szkoła wcale nie gwarantuje mi sukcesu w późniejszym życiu.

7. Nie musisz uczęszczać na religię
Mojej mamie zawsze wydawało się, że jeśli nie pójdę na religię, to będę się czuć wyobcowana i dzieci będą się ze mnie śmiać. Śmiały się i tak i tak, bo miałam koszmarny trądzik. Szkoła to okrutne miejsce i zawsze znajdzie się coś, za co mogą cię przezywać, więc należy nauczyć się to ignorować, a nie dopasowywać do grupy, żeby wszyscy nas lubili. Do tego dochodziły argumenty typu ”babci będzie przykro”, ”a co powie na to ciocia”, ”a jak wszyscy będą brać śluby w kościele, to będzie ci przykro”. I tak zostałam na tej religii aż do końca gimnazjum. W liceum mogłam ją spożytkować na odrabianie zadań, albo uczenie się do kartkówki. Mimo że pochodzę z małego miasta, nie pamiętam, abyśmy kiedykolwiek wyśmiewali te jedyne trzy osoby na całą szkołę, które na religię nie chodziły. W tej kwestii dzieci okazały się być bardzo tolerancyjne.

8. Nie przejmowanie się w-f em.
Mam kilka koleżanek po akademiach wychowania fizycznego i uważam, że nauczyły się tam przydatnych rzeczy. Dlatego zaryzykuję stwierdzenie, że beznadziejność lekcji w-fu w szkołach jest winą źle napisanego programu nauczania, a nie osób, które te zajęcia prowadzą. Niemniej jednak, to były lekcje, których nienawidziłam prawie najbardziej z całego repertuaru upierdliwych zajęć szkolnych. Jestem osobą lubiącą sport i zawsze chętnie robiłam pompki, biegałam jak szalona i nie oszczędzałam się jeśli chodzi o sport. Niestety w-f w mojej szkole polegał na ciągłym bieganiu, graniu w piłkę ręczną, sprawdzianach sprawnościowych i wyścigach rzędów (kiedy byliśmy dzieleni na 4-5 grup, po czym niczym w sztafecie każdy zawodnik z grupy ścigał się z innymi grupami w skakaniu na jednej nodze przez całą salę, robieniu fikołków, bieganiu itp). Nic innego niż te cztery rzeczy nie robiliśmy. Ja, grzeczny kujon, nie tylko się nudziłam tak jak cała reszta klasy, ale byłam wściekła na te wszystkie sprawdziany sprawnościowe, które robiono nam z zaskoczenia, bo przez cały rok szkolny nigdy nie ćwiczyliśmy umiejętności, które sprawdzano na sprawdzianie! Jak można nagle zarządzić test polegający na tym, kto jak najdłużej utrzyma uniesione poziomo ręce z ciężarkami, albo zrobi jak największą ilość brzuszków? Ocena oczywiście zależała od tego, czy uczeń wpasował się w odgórnie wyliczone widełki dla ”zdrowego ucznia z tej grupy wiekowej”. Uważam, że o wiele lepiej byłoby taki test zrobić na samym początku roku, po czym pokazać uczniom, jak mogą ćwiczyć, żeby pod koniec roku ich wyniki i sprawność się poprawiły. Niestety nikt nigdy nie wpadł na taki pomysł.

9. Nie każda wiedza polega na tym, żeby ją zakuć, zdać i zapomnieć
Przez to, że w szkole cały czas wymagano, aby nauczyć się na pamięć formułek, po czym po sprawdzianie nie były one już tak bardzo przydatne i można było o nich zapomnieć, miałam mylne wrażenie, że dorośli na pewno też tak funkcjonują. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że ludzie w pracy naprawdę wiedzą, co robią i znają się na dziedzinie, w której pracują : ) Musiałam szybko przestawić swoje myślenie, że wiedza nie jest tylko do ”odhaczenia” jako zdobyta, ale powinna zostać z nami na dłużej i być rozwijana.

Jestem pewna, że moja przygoda ze szkołą wywoływałaby we mnie mniej goryczy, gdybym od początku wiedziała powyższe prawdy życiowe. Nie chcę obwiniać nikogo za mój brak wiedzy, ale uważam, że dorośli bardzo źle rozegrali tę sprawę. Może chcieli uchronić dzieci pzred szokiem spowodowanym prawdziwym światem, dletgeo postanowili okłamać ich, że wystarczy się ładnie uczyć na pamięć i grzecznie zachowywać, żeby odnieść sukces? Może to było łatwiejsze niż tłumaczenie jak jest naprawdę. Bo nie wierzę, że ludzie, którzy szkołę pzreszli nadal uważają, że powyższe punkty, które wypisałam są nieprawdziwe i jest to gotowy przepis na porażkę w życiu.

Chciałabym, żeby szkoła bardziej promowała wśród uczniów znalezienie swojej pasji, zachęcała do poszerzania wiedzy w ulubionych przez uczniach dziedzinach i wspierała w zdobywaniu umiejętności. Mam wrażenie, że dzieciaki wcale nie są takie głupie, że należy im organizować cały dzień, bo inaczej zmarnują ten czas na głupoty. One potrzebują, żeby ich pokierować, ale nie mogą otrzymywać od dorosłych złych instrukcji.

8 myśli na temat “Ach ta szkoła

  1. Witam Jo
    Nareszcie Cię odnalazłem. Pięknym kangurzym skokiem uciekłaś z poprzedniego miejsca, które zbyt często nawiedzały trolle.
    Co do tych wspomnień szkolnych to nie martw się. Czeka Cię piękna przyszłość i orka w realnym życiu, które dopiero będzie Ci się śniło po latach. Ja też tak miałem, do ok. 40 r.ż. śniły mi się sytuacje szkolne (ja do jednego wora wrzuciłem całe 21 lat egzaminowania się), ale dopiero potem zaczął się nocny horror. Na szczęście po obudzeniu się prawie zawsze miałem niezły ubaw.
    Masz rację, system szkolny to totalna porażka kolejnych rządów. Dobrze, że chociaż niektórzy nauczyciele stają na wysokości zadania.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, zdarzają się perełki wśród nauczycieli. Gdyby nie oni, to wszyscy uciekalibyśmy ze szkoły z krzykiem. Jak na razie dorosłe życie podoba mi się bardziej niż szkoła, chociaż trzeba się napracować. Może podoba mi się bardziej, bo za mało jeszcze doświadczyłam. kto wie…
      Moja mama do teraz w snach zdaje w kółko maturę, a ma ponad 50 lat, więc chyba każdy ma inny ”magiczny wiek”, po którym szkoła zostawia go w końcu w spokoju : )

      Polubienie

  2. Właściwie z każdą Twoją opinią się zgodzę, dodam tylko, że do wszystkich porad, które wymieniłaś ściśle się dostosowałem, a to było już pół wieku temu. Wszystkich z wyjątkiem jednej – nie uczyłem się pilnie języków obcych (i tego mi dziś szczególnie brakuje). Nie żebym się usprawiedliwiał, ale w tamtych czasach świat był praktycznie dla nas zamknięty, a języka rosyjskiego uczyli mnie bardziej niż mierni wykładowcy.

    Polubienie

    1. Mam nadzieję, że dzięki temu mniej żałujesz czasu spędzonego w szkole i tego, na co został zużyty Twój czas. Gdybym mogła wrócić do szkoły, myślę, że sporo rzeczy zrobiłabym inaczej. A może mi się tylko tak wydaje, może człowiek i tak zawsze wybrałby tę samą ścieżkę, bo jesteśmy przywiązani do schematów i strachów, które wpływają na nasze podejmowanie decyzji?
      W szkole nie da się nauczyć języka póki nauczyciele tłuką do upadłego gramatykę. Za szkolnych czasów brałam udział w konkursach z niemieckiego, bo świetnie znałam się na gramatyce, ale do tej pory nie potrafię niczego powiedzieć : ) Pewnie z rosyjskim mieliście podobnie.

      Polubienie

  3. Właściwy system edukacji to temat bez końca, nie słyszałem żeby ktoś osiągnął w tej dziedzinie prawdziwy sukces.
    Obserwując australijska edukację, naipierw naszych dzieci, obecnie wnucząt, uwazamy wraz z żoną że jest żałosna
    Z doświadczeń osobistych, które wymieniasz wyciągam wniosek, że najbardziej szkodliwe było chyba bycie kujonem. Na to zapewne złozyło się wiele czynników, nie sądzę żeby szkoła odgrywała tu wielką rolę gdyż kujonów jest bardzo niewielu.
    Nauka języków, w szkole uczono mnie rosyjskiego, niemieckiego i angielskiego. Angielski pozostał na resztę życia, ale tylko dlatego, że z nieznanych mi powodów po ukończeniu szkoły poswięcałem mu wiele czasu i wysiłku.
    Potwierdza to doświadczenie moich dzieci i wnuków – po nauce w szkole nie zostało ani śladu. Natomiast w Australii spotkałem wielu imigrantów z Polski, którzy nie znali angieskiego wcale, ale po dwóch latach pobytu tutaj wspartego jakimś kursem, radzą sobie doskonale zarówno na odpowiedzialnych stanowiskach w pracy jaki i w kontaktach towarzyskich czy intelektualnych.
    Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Hym, przykro słyszeć, że australijska szkoła jest na żałosnym poziomie. Niestety już to podejrzewałam, patrząc po współpracownikach- tutaj studenci się nie przemęczają i chyba wiele zadań wykonują w grupach. W Polsce uczelnie polegały na trochę większej sztuce przetrwania, gdzie trzeba było najpierw zdobyć odpowiednią książkę, potem samodzielnie się nauczyć, a potem poradzić sobie z fanaberiami wykładowców. A niby australisjkie uczelnie takie prestiżowe, że cała Azja się tu zjeżdża studiować….
      Wydaje mi się jednak, że poziom szkolnictwa w Polsce również się obniża : ( Ja niektóre tematy z matematyki, które moja mama przerabiała już w liceum, miałam dopiero na studiach.

      Polubienie

  4. Witaj BurgundowyKangurze 🙂
    Z tym co piszesz w większości się zgadzam.
    Ja sny o szkole miewam chociaż edukacje skończyłem 15 lat temu, ale wiem, że przez taki sen podświadomość mówi o tym co mnie czeka. Jak śni mi się egzamin, czy jakaś poprawka to znak, że czekają mnie te same emocje w najbliższym czasie, czyli szykuje się na trudne wyzwanie. Tak już jest, że podświadomość sygnalizuje przyszłość przez odniesienie do tego co zna (odpowiada ona za pamięć) i to co wywołało w niej najsilniejsze emocje. Sny odstąpią, gdy już przyszłość nie będzie dostarczała tego samego stresu (czyli zmiana podejścia do pewnych sytuacji). Pani się stresuje i do wszystkiego w życiu stara się szykować jak do tych klasówek. Teraz wyzwanie to co napisała Pani o szkole, to musi Pani zacząć stosować. To jest właśnie ten wzorzec do wszystkiego trzeba być przygotowanym, zebrać setki informacji i podjąć decyzje. A jednak wniosek z perspektywy czasu wychodzi, że bez tych wszelkich informacji też by się sprawę rozwiązało, a może nawet lepiej;)

    Szkoła nie uczy tylko tresuje. W końcu jest zbudowana na starych zasadach, że wszyscy są tacy sami, mają te same przeżycia i tak samo chłonne umysły.Ja szczerze miałem problem z uczeniem się na pamięć. Jeśli nauczyciel umiał wytłumaczyć formułkę to wystarczyło mi słuchać na lekcji i wcale się nie uczyć. Gorzej było, że bywali nauczyciele, którym jeśli się powiedziało formułkę własnymi słowami nie kropka w kropkę to dostawało się jedynkę.

    Zaskoczę Panią, umysł najlepiej uczy się języka, albo przy rodzicach, gdy są wielojęzyczni, albo między 22-28 rokiem życia, chyba, że jest to ten wyjątkowy do nauki języków, co jest skłonny chłonąć słówka całe życie. Wtedy mamy do czynienia z poliglotą. Ja do języków nie mam głowy, bo nie jestem w stanie powtórzyć słowa. Dla mnie to dźwiękowe szumy. Dlatego unikałem odpytywań ustnych i równałem sobie szanse, przez pisanie testów na koniec półrocza:D

    Co do religii mam mieszane uczucia, jak dla mnie powinno być zastąpione etyką. Nie, żebym był nie wierzący. Ale na świadectwie maturalnym i tak mam wpisane zwolniony. Wypisaliśmy się w 12 osób. Chociaż ogólnie z zachowaniem i edukacją jest dziwnie. Najchłonniejsze umysły na wychowanie to pierwsze klasy, ale godzinę wychowawczą ktoś pomysłowo dał od której klasy?

    W-F tu jest problem, „kultura zachodu” ciśnie na wyniki. Najchętniej wytresowaliby tysiąc Skolimowskich, Milion Błaszczykowskich i do kompletu kilkaset Małyszów.Czyli sport wyczynowy, który obciąża i niszczy ciało. Do tego jeszcze pod presją kolegów. Chociaż np. Adamowi Kokoszce miganie się od wf, a chodzenie tylko na treningi w sporcie zawodowym nie przeszkodziło:) Ja tam na wf nie chodziłem, uraz jak „nauczyciel od wf” uczył nas grania w siatkówkę i dostałem ndst za serwowanie. Mózg nauczyciela nie mógł wyłapać, że mam źle złożoną rękę i to zadanie jest dla mnie niewykonalne…

    Systemu edukacji nikt nie zmieni, bo łądnie wbito w głowę rodziców święte prawo fali mówiące ja szkołę przeżyłem Ty też przeżyjesz, ode mnie wymagano i ja wymagam :))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Chyba właśnie w tym ostatnim zdaniu tkwi cały sekret. Poprzednie pokolenia myślą, że jak one przetrwały, to dzieci też powinny, bo tak już jest i nie ma po co drążyć tematu. Niemniej jednak uważam, że naprawdę moglibyśmy więcej osiągnąć, gdyby dorośli przestali oszukiwać dzieci, że muszą mieć śliczne oceny i zakuwać wszystko na pamięć, bo to niepotrzebnie tworzy złe nawyki na przyszłość. A skoro rodzice już to przeżyli i zweryfikowali to, czego uczyła szkoła z tym, czego wymaga życie, to powinni tę wiedzę przekazać dzieciom, żeby następne pokolenie było o tę wiedzę mądrzejsze.
      Moje sny o szkole najczęściej symbolizują zbliżające się upierdliwości, nie trudne wydarzenia czy decyzje. Pod koniec mojej edukacji zaczęłam traktować szkołę jako śmieszną parodię i o dziwo te ostatnie uczucia zostały z nią związane na stałe.
      Miganie się od zajęć, których nie lubimy, albo które nic nie wnoszą, a skupianie się w swoim własnym wolnym czasie na umiejętnościach, które nas interesują, zdecydowanie procentują na przyszłośc. Jeszcze nikt dzięki szkole nie miał wysokich osiągnięć w nauce lub sporcie. Zawsze są to osoby, które samodzielnie szukały dodatkowej wiedzy lub we włąsnym zakresie doskonaliły jakąś umiejętność. I mam szkole i dorosłym za złe, że nie zachęcają do takiej postawy uczniów. Zamiast zakuć i odwalićswoje, powinni być dopingowani, żeby zająć się dodatkowo rzeczami, które ich interesują.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s