Przemyślenia

Jak tracimy wiedzę sprzed pokoleń

W obecnych czasach mamy praktycznie nieograniczony dostęp do informcji: Internet, biblioteki, kontakt mailowy z kimkolwiek na świecie, dostęp do edukacji, dostęp do prac naukowych. Wszystkie dosłownie pytania zostały już zadane na różnych forach internetowych i choć wszędzie jest też morze fakenewsów, to mimo wszystko na niedosyt informacji nie możemy narzekać.

Dla starszych pokoleń te przemiany przyszły chyba trochę za szybko, bez ostrzeżenia i bez zapasowego czasu na dostosowanie się do nowej rzeczywistości. Do tej pory pamiętam, jak babcia przynosiła mi książki z biblioteki, w której dawno temu pracowała, żeby ,,wnuczka miała z czego przygotować się do ustnej matury z polskiego”. I mimo, że tłumaczyłam jej, że w mojej szkole też jest biblioteka, a jak nie, to zawsze jest Internet, to mam wrażenie, że nigdy mi nie uwierzyła. Była nauczona, że trzeba sobie radzić, że trzeba wszytsko załatwiać po znajomości (jak za komuny) i że nie ma innego źródła informacji niż biblioteka. Z kolei moja druga babcia przestrzegała mnie, żeby broń boże nigdy nie kupować niczego z Internetu, bo wiadomo- do tych jedzeniowych lub kosmetycznych rzeczy to dosypują narkotyki (wątpię, żeby przestępcom taki proceder się w ogóle opłacał, żeby dragi opychać w Internecie w cenie kremu z Ziaji), a w innych paczkach zamiast zakupionej rzeczy na pewno będzie bomba (tak, bo każdy chce wysadzić akurat mnie, tak z czystej złośliwości). Dodam przy okazji, że moje obie babcie były nauczycielkami, więc w sumie oczekiwałabym po nich większej inteligencji niż po innych zawodach. Niestety idea Internetu i powszechności informacji do nich nie trafiała.

Ale nie przyszłam tu dzisiaj ubolewać nad tym, że starsze pokolenie nie dorosło do używania Internetu i takich tam. Chciałabym raczej ponarzekać na to, że zaślepieni tą całą nowoczesnością, uwierzyliśmy, że dopiero w XXI wieku człowiek dokonał ważnych odkryć w nauce i ta nauka zbawi nas od wszystkiego. Patrząc na to, jak starsze pokolenie nie potrafi się dostosować do nowych realiów, zdyskredytowaliśmy większość ,,osiągnięć ich pokolenia”. Zioła? Poprawna postawa ciała? Chodzenie z książką na głowie? Jakieś społeczne konwenanse? Przesądy? Wszystko to zostało wyrzucone do kosza. Myślę, że przez jakiś czas świat nawet dążył do tego, żeby ludzie odeszli od tej starej wiedzy, a zaczęli polegać tylko na lekach (bo na tym się da zarobić, bo to jest sprawdzone, przetestowane- ziół nie do końca da się sprawdzić, bo jeśli rosną w różnych miejscach, mogą się trochę od siebie różnić). Wmówiliśmy sobie również, że należy wszystkich wychowywać bezstresowo, że sami od siebie też nie musimy wymagać ,,normalnego rytmu spania”, jeśli mamy ochotę grać na komputerze przez całą noc, nie musimy jeść zdrowych rzeczy, bo przecież problemy zdrowotne nie są od tego, a nawet jeśli, to współczesna medycyna nas od tego ocali. Wmówiliśmy sobie nawzajem, że nie trzeba zachowywać poprawnej postawy ciała, bo takie przypominanie dzieciom, żeby siedziały prosto, stresuje je niepotrzebnie, że nie trzeba samego siebie tak wiecznie tresować, jak to robiły starsze pokolenia, bo ważniejsze jest bycie wolnym i nieskrępowanym- jeść ile się chce, co się chce, spać kiedy się chce i być zwiniętym na krześle przed komputerem niczym krewetka.

Minęło jedno pokolenie (moja mama)- i na prawdę uwierzyło, że te wszystkie przemiany dokonane wświecie nas ocalą, bo medycyna poszła tak bardzo do przodu. Nadeszło kolejne pokolenie (ja)- i patrzyło na dziadków z pobłażaniem, bo nie potrafili wysłać SMSa. Ale teraz, gdy moje pokolenie podrosło, zauważyłam, że podzieliliśmy się na dwie frakcje- jedna nadal odrzuca wiedzę, którą dysponowali nasi dziadkowie, a druga zaczyna się zastanawiać, że może jednak lepiej by było, gdybyśmy połączyli wiedzę obecną z tą wiedzą od poprzednich pokoleń. Niestety moi dziadkowie już nie żyją, wszyscy oprócz jednej babci. Nie mogę już ich zapytać, jak się kiedyś leczyło z różnych chorób, które zioła powinnam pić, by poprawić cerę, co mogłoby mi poprawić odporność, jak moja postawa ciała wpływa nie tylko na sposób poruszania się, ale również na zgryz, przykurcze mięśni, bóle menstruacyjne, migreny, wady wzroku. Nie mogę ich spytać, jakim cudem nie było tylu depresji w ich pokoleniu, które przeżyło okres powojenny, komunę, biedę i głód? Czy mieli lepsze jedzenie, powietrze, jakieś magiczne rytuały, albo po prostu nie mieli czasu się martwić, bo musieli skupić się na przetrwaniu?

Jestem przerażona ilością chorób ze spektrum autoagresji organizmu, które nękają głównie młodych i to w coraz pokaźniejszych ilościch w każdym kolejnym pokoleniu. Mamy niekończące się problemy ze skórą, włosy mamy trzy razy rzadsze niż nasze babcie, wysiadają nam jelita, mamy zero motywacji, mnóswto par jest bezpołodnych, wśród moich znajomych wiele osób ma alergie, problemy hormonalne, wrzody żołądka, nadwrażliwe jelita, chorą tarczycę. I z większością tych rzeczy można sobie poradzić tylko poprzez zaleczanie skutków, ale do przyczyny dotrzeć się nie da. Jako osoba walcząca ze swoją skórą od dwunastu lat, uważam, że wszystkie wymienione przed chwilą choroby są ,,za mało poważne, żeby umrzeć, ale niestety za bardzo poważne, żeby normalnie żyć”. Kiedyś ich tak wiele nie było. I nie były też tak bardzo nasilone.

Może to nie jest kwestia tego, że nasi przodkowie znali jakieś magiczne specyfiki czy rytuały, dzięki którym nie zapadali na te dziwne przewlekłe choroby. Może to była lepsza jakość jedzenia, wody, powietrza? Nie śmiem powiedzieć o powojennym pokoleniu ,,no bo oni mieli mniej stersu, nie to co my teraz- pozamykani w szkołach i w korporacjach, pracujący pod presją po dziesięć godzin dziennie”, bo to nie może być przyczyną. Niemniej jednak, kiedy przypominam sobie moich dziadków i ich rówieśników, których widziałam u dziadków na działkach, to ci ludzie nie mieli alergii, nie mieli krzywych zębów, nie mieli problemów ze skórą, nic ich nie bolało, nie mieli skrzywnień kręgosłupa, nie mieli okularów, nie mieli tylu problemów z poczęciem dzieci. Szczęście w nieszczęściu, że wiele osób obudziło się wcześniej niż ja z tej obojętności na wiedzę posiadaną przez starsze pokolenia i napisało o tym na swoich blogach. Dzięki temu ta wiedza nie przepadła zupełnie. Możemy poczytać teraz o ziołach, o akupunkturze, o zdrowotnym działaniu medytacji, o tym, że jednak ważny jest sen w normalnych godzinach, że dietą również można się wyleczyć, że od zwijania się jak pędrak przed komputerem wcale nie będzie nam lepiej. Teraz dopiero czytam i sprawdzam, jak można naprawić to, co zniszczyłam wierząc w zbawienne pigułki na wszystkie bolączki świata dostępne w aptece. Teraz dopiero staram się uważać co jem, jak siedzę, chodzę, śpię, co piję i jakie zioła mogłyby mi pomóc, bez przeorania mojej wątroby. Dopiero teraz odpuściłam, bo nie da się funkcjonować jak królik na baterie, a potem krzyczeć na ciało, że śmie się buntować. Moja mama też wróciła do wiedzy, którą zdążyła jej przekazać babcia- nie wszystko zapamiętała, ale dała radę samodzielnie zidentyfikować zioła na łące, zasuszyć i wyleczyć się z choroby dwunastnicy, której nie dało się ruszyć żadnymi tabletkami. Mama pracuje w aptece, więc na ,,nowej wiedzy” też się zna, niestety ta ją zawiodła w przypadku przewlekłej choroby.

Znam wiele osób w moim wieku, trochę starszych i szczególnie tych młodszych, którzy uważają, że ze swoim ciałem należy walczyć, że należy je wytresować, żeby działało tak jak trzeba, że nie można sobie odmawiać przyjemności (słodycze, Netflix do 3 nad ranem w pozycji embroinalnej, redbull na ocucenie przed pracą), bo życia należy używać i medycyna nas ocali. Ale kiedy pojawia się jakaś choroba lub nawet tylko przypadłość, która uprzykrza nam życie, to sporo z tych osób, zawiedzione medycyną konwencjonalną, zaczyna ratować się tym, czym się da, nawet tą zabobonną wiedzą rodem ze średniowiecza : ) Ja też obecnie pracuję nad poprawieniem mojej postawy ciała i dokopuję się do dna Internetu w poszukiwaniu ziół regulujących rozchwiane hormony. Jeśli mi się uda, to kiedyś wam opowiem. Dokopałam się też do artykułu o badaniu nad nalewką z czosnku i cebuli, którą stosowało się dawno temu, którą dopiero teraz naukowcy zaczęli studiować, bo okazuje się, że świetnie działa na odporność. Z tego, co zrozumiałam, nauka nie zajmuje się ,,połączeniami” różnych substancji, tylko ocenia to, jak działają w pojedynkę. Być może dlatego tyle ziół czy dawnych mieszanin na choroby zostało wykreślonych, bo ,,pojedyncze składniki nie mają takiej mocy, więc ich połączenie nie miało sensu dla nauki”. ZIół z kolei nie da się opatentować, bo rosną sobie na łące, może dlatego nikt nie jest zainteresowany szerszymi badaniami nad nimi.

Wiem, że taki temat często jest tematem zapalnym i wiele ludzi nie lubi słuchać, że dawna medycyna jest lepsza od obecnej, ale ja się przy tym nie upieram. Ja ubolewam, że przekreśliliśmy starą, kiedy poznaliśmy nową, zamiast je obie połączyć. Dlatego nie bądźcie naiwni, biologii się nie oszuka. Jeśli ciało będzie zaniedbywane brakiem snu, odpowiedniego pożywienia i tak dalej, to w końcu się zbuntuje i wam te wszystkie fajne funkcje odłączy. I kolejne tabletki czy zabiegi wycięcia czegoś, co nie działa, wcale w tym nie pomogą. Warto próbować naprawić siebie w mniej inwazyjny sposób na początku, zanim wyciągnie się grubszy kaliber. Warto jest dbać o siebie, zanim coś się posypie. I warto jest posłuchać babci i dziadka, kiedy mówią ,,wypij ten kompot”, ,,przyłóż listek babki na zdarte kolano”, ,,wypij ziołową herbatkę z melisą, jeśli dzień w pracy był stresujący”.

6 myśli na temat “Jak tracimy wiedzę sprzed pokoleń

  1. Witaj BurgundowyKangurze:)
    Moim zdaniem nie do końca jest tak, że w pędzie zastąpiliśmy starą wiedzę nową.
    Jest jej po prostu za dużo i umysł ma tendencję upraszczania.
    Stąd też mamy specjalizację w zawodach medycznych.
    Problem ten najłatwiej zobrazować, na przykładzie testu ciążowego, z którego można korzystać inaczej.
    Wykonany przez mężczyznę test ciążowy jeśli da pozytywny wynik to mamy do czynienia z rakiem jąder.
    Teraz podajmy wynik testu ludziom, ale nie mówmy, że test wykonał mężczyzna..Jaka interpretacja danych??
    Tak samo każdy lekarz najpierw popatrzy na dostarczone mu wyniki badań przez swoją specjalizację.
    Te same wyniki badania krwi dla onkologa i internisty dadzą skrajne diagnozy.

    Odżywianie powiem wprost nie ma zdrowej i niezdrowej żywności. Chociaż obecnie to już nie ma w ogóle żywności.
    Co robi żywność? ano dostarcza wartości odżywcze tłuszcze, cukry, białko. One odpowiadają za odpowiednie funkcjonowanie gospodarki hormonalnej, budowę i siłę komórek układu kostnego, mięśniowego, nerwowego.
    By wywołać m.in. depresję należy właśnie zaniżyć poniżej zapotrzebowania organizmu ilość cukru tłuszczu i białka i przeciążyć stresem. Takie techniki stosowane były przez sekty. To też w latach 70, 80, 90 szpitale psychiatryczne były pełne „zdrowo odzywiających się” Od tego czasu zmieniło się to, że wyżej wymienione przez Panią choroby nie są chorobami klinicznymi, a menu sekty dzieci słońca zostało wręcz wepchane do sklepików szkolnych…
    Naturalną cechą organizmu jest poszukiwanie tego czego potrzebuje, w tym w czym jest zawarte.
    Tu pani dobrze wspomniała o napojach energetycznych, czego w nich szuka organizm? uzupełnienia braku cukru i kofeiny, jednak ten zestaw ma wadę dostarcza wit. B12 w dawce uderzeniowej co bardziej jeszcze powoduje zgrzyty na układzie nerwowym.

    Ogólnie co do żywności to ludzi uczy się odczytywać co ile ma kalorii, ile wartości itp. ale ciekawe kto mi odpowie na pytanie jakie jest jego dzienne zapotrzebowanie na tłuszcz na białko itp.

    Najgorsze co nam wmówiono, to to, że istnieje uniwersalne rozwiązanie.Przebieg tej samej choroby u dwóch różnych osób jest różny.
    Co do leków nie byłbym dla nich taki srogi, duża część z nich jest na ziołach, do produkcji nawet i tych nie ziołowych wykorzystuje się zioła, z których w procesach chemicznych wyodrębnia się to co najbardziej pasowało naukowcowi, który stworzył dany lek. Problemem jest, że stosujemy leki na zaufaniu do wiedzy i diagnozy osoby od której o tym leku usłyszeliśmy.

    Co do pani gospodarki hormonalnej zwróciłbym uwagę na jamę brzuszną oraz emocje. Nie bezpośrednio na hormony.

    Polubienie

    1. Tak, jedzenie to temat rzeka. I często lekarze pomijają to zupełnie. Każdy organizm jest różny i zupełnie inaczej będzie reagować i na diety, i na leczenie, może mieć niedobory mimo stosowania tych samych leków/ diet/ suplementów co inna osoba, która z kolei będzie cierpieć na niedobór. Jest to po części fascynujące, że żaden organizm nie jest taki sam, ale z drugiej strony bardzo utrudnia pracę lekarzy- bo tak jak wspomniałeś, nie ma uniwersalnego rozwiazania, które ludzie tak rozpaczliwie próbują znaleźć.
      Dziękuję za poradę dotyczącą hormonów. To dobry punkt zaczepienia, który chętnie sprawdzę.

      Polubienie

  2. Ciekawy pomysł na wpis.
    Pokolenie moich dziadków, czyli ludzi, którzy przeżyli wojnę – wcale nie byli zdrowsi. Jak tak się przyjrzę po kolei tym moim zmarłym – to mam wrażenie, że było odwrotnie. Medycyna nie stała na takim poziomie, dostęp do lekarzy był trudniejszy – i ludzie umierali, krótko i na temat, jeden zawał, jeden udar, finisz. Teraz by ich odratowano i tacy trochę odratowani, trochę nie – męczyliby się długo. Śmiertelność dzieci też była inna, przeżyły silniejsze. Dziś lekarze – i chwała im – odratują nawet półtorakilogramowego wcześniaka. Ale będzie on miał zupełnie inną odporność i inne możliwości. Stąd wrażenie, że jesteśmy, jako społeczeństwo, bardziej chorzy. Od z kolei historycznej strony – wolę krzywić kręgosłup z powodu komputera, niż od pracy w fabryce. Bo historycznie – kiedyś nikt nie zajmował się zdrowiem robotnic w fabryce, majstrów na budowach. Nie byli ‚ludźmi’, istnieli jako ‚siła robocza’. A ‚siła robocza’ nie traci wzroku, nie ma pylicy. ‚Siłę roboczą’ wymienia się na kolejne egzemplarze.Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. Po części racja, że starsze pokolenia miały inne problemy zdrowotne, więc nie można mówić, że byli super zdrowi i nic im nie dolegało, ale uważam, że mam żal do współczesnej medycyny, że mimo swoich wielkich osiągnięć nie potrafi skutecznie leczyc chorób przewlekłych czy autoimmunologicznych, które tak często kiedyś nie występowały, a obecnie dają się we znaki co trzeciej osobie. Czytałam gdzieś, że w oparciu o ludność USA można zauważyć, że leki, które brały kobiety na tarczycę trzy pokolenia wstecz, mimo że najadły się tych leków, które potem były wycofane, bo dopatrzono się jakichś ich poważnych skutków ubocznych, nie miały większych problemów zdrowotnych. Niestety ich córki, mimo że urodzone na długo po tym, jak ich matki odstawiły leki, miały jakiśtak odsetek chorób tarczycy, z koeli wnuczki tych kobiet miały jeszcze więskszy odsetek zapadalności na choroby tarczycy, a do tego doszło jeszcze kilka hormonalnych problemów, policystyczne jajniki itd. Ja tylko zastanawiam się, dlaczego np rak jest tak powrzechny, dlaczego teraz coraz młodsze osoby na to chorują, albo dzieci potrafią się już z tym urodzić. I niech mi nikt nie mówi, że ,,rak zawsze występował, tylko ludzie o tym nie wiedzieli”. Ok, skoro nie wiedzieli i żyli dalej, to dlaczego w obecnych czasach ci co wiedzą, to raczej umiarają, albo muszą przejść bardzo poważne leczenie? Czy to tylko dlatego, że jesteśmy w stanie pozwolić się urodzić osobnikom słabym? To też brzmi dosyć okrutnie…

      Polubienie

  3. Mieszkaliśmy na peryferiach. Ośrodek zdrowia znajdował się na końcu miasta. Mało kto miał samochód więc dotarcie na miejsce było pewnym wysiłkiem. Przed gabinetem ustawiała się spora kolejka. Lekarze mieli swoje lata. Po wejściu do gabinetu jegomość poświęcał dla pacjenta dosłownie chwilę. Pytał co dolega. Na wszystko rekomendował “Pyramidon”. Od tamtych chwil minęły długie lata, a poziom wśród lekarzy pierwszego kontaktu pozostaje na niezmiennym poziomie.

    Polubienie

    1. Nowi lekarze są uczeni przez starych, więc stare podejście jest przekazywane dalej. Studenci na kierunkach medycznych jeszcze do niedawna byli uczeni, że są lepszą kategorią człowieka, nie wiem jak jest teraz. Ale wiem od mojej mamy aptekarki, że w aptekach mają system, który ostrzega, że jakieś leki z tej samej recepty nie powinny być stosowane przez tego samego pacjenta, bo wchodzą ze sobą w interakcje(wszystkie leki wchodzą w interakcje, ale są takie, których naprawdę nie wolno łączyć). Ten system ostrzegania wyświetla jej się kilka razy dziennie, kiedy trafia na takie,, złe” recepty, a lekarze nadal przepisują leki, które nie powinny być łączone.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s