Przemyślenia

Czy można kochać dwóch chłopaków na raz?

Jak to jest kochać dwóch facetów jednocześnie? Czy miłość do kolejnej osoby sprawia, że miłość do tej pierwszej staje się nieważna? Czy ciągłe wątpliwości świadczą o tym, że pierwsze uczucie było słabe? Czy może trwanie w jednym i tym samym związku pomimo regularnie pojawiających się wątpliwości świadczy o tym, że ten pierwszy związek jest tym prawdziwym?

Jestem osobą, która ma ogromne problemy z podejmowaniem ważnych decyzji. Zajmuje mi to mnóstwo czasu i wymaga mnóstwa informacji wstępnych, researchu na Internecie, dyskuji z mamą lub przyjaciółmi. Bez uprzedniego rozpisania na kartce wszystkich plusów i minusów, bez możliwości rozrysowania wszystkich możliwych opcji, nie ma u mnie mowy o podjęciu decyzji. Mam jakiś taki wewnętrzny niepokój, że przez brak informacji mogę nie podjąć tej najlepszej decyzji. Celowo nie mówię tutaj o ,,jedynej poprawnej decyzji”, bo najczęściej jest to niemożliwe. Każda decyzja sprawia, że tracimy możliwości, które dałaby nam inna decyzja, jak również nasze emocje mogą nakazać nam podjąć inną decyzję niż ta, która wynika z ,,logicznego” podejścia.

No więc jak to jest z tym kochaniem dwóch mężczyzn jednocześnie? Zawsze wydawało mi się, że coś jest ze mną nie tak. Miałam jednego chłopaka (był również moim pierwszym chłopakiem) i byłam w ten związek bardzo zaangażowana. Zawsze byłam w stosunku do niego bardzo opiekuńcza, już w liceum wymyśliliśmy imiona dla naszych przyszłych dzieci, na studiach mieszkaliśmy razem. Mimo to, podczas naszego dziesięcioletniego związku, byłam również zakochana w trzech innych facetach- jeden po drugim, tak czy siak, zawsze było dwóch jednocześnie w moim życiu. Najpierw myślałam, że ta niewierność to może objaw mojej niedojrzałości, albo że za mało się staram. Niestety, skupienie się bardziej na moim związku nie rozwiązało sytuacji. Potem zaczęłam podejrzewać, że może po prostu moje ego potrzebowało większej ilości adoratorów, żeby nadrobić brak pewności siebie, którą odebrał mi trądzik. Zaczęłam podejrzewać nawet genetykę, gdyż mój tato dwa razy porzucił moją mamę dla innej kobiety i zdradzał ją nawet częściej niż te dwa przypadki.

Lata leciały. Przeszłam z kochania mojego chłopaka i dodatkowego chłopaka A, poprzez kochanie mojego chłopaka i dodatkowego chłopaka B, do kochania mojego chłopaka i dodatkowego chłopaka C. I wtedy nastąpił pierwszy przełom. Postanowiłam zaryzykować i zacząć spotykać się z chłopakiem C i porzucić mojego dotychczasowego ukochanego. Było to podyktowane kalkulacją, że chłopak C jest bardziej praktyczny życiowo i jeżeli wiecznie myślę o innych facetach niż mój własny chłopak, to może faktycznie to uczucie jest słabe? To był przełom pierwszy.

Związek z chłopakiem C trwał rok i nauczył mnie bardzo dużo. Gdyby nie ta zdobyta wiedza, to do końca życia żałowałabym zmarnowania na chłopaka C aż roku mojego życia : ) Odkryłam przede wszystkim, jakie dokładnie cechy nie odpowiadają mi w drugiej osobie i że partnera nie powinno się wybierać na podstawie zalet, które nam się podobają, ale raczej zwrócić uwagę na to, czy partner nie ma wad, których nie potrafimy ścierpieć! Dodatkowo przekonałam się, że nawet jeśli nie chcemy, to będziemy kopiować zachowania, które widzieliśmy u naszych rodziców. Więc jeśli widzicie, że rodzice waszego partnera nie mają normalnego związku, to przemyślcie wasz związek jeszcze raz (ojciec chłopaka C cały czas robił niewybredne uwagi żonie i umniejszał jej osiągnięcia/ inteligencję/ zasługi dla wspólnego domu. Chłopak C wykazywał te same zachowania w stosunku do mnie im dłużej ze sobą byliśmy). Nauczyłam się też, że moje wątpliwości dotyczące związku pojawiały się zawsze wtedy, kiedy byłam zawiedziona ,,nieżyciowością” mojego pierwszego chłopaka. Bogatsza o tę wiedzę, dostałam szansę powrotu do mojego pierwszego chłopaka. I jestem za to wdzięczna każdego dnia: przede wszystkim za ponowne zaufanie, które dało mojemu pierwszemu chłopakowi siły, żeby podążyć za mną aż na drugi koniec świata, do Australii, by stawiać wspólnie czoła trudom codzienności. I mimo, że ostatnio niebezpiecznie zaczął podobać mi się kolega z pracy, to nie martwię się już tym, bo wiem, że to nie miłość, a tylko zauroczenie i to w dodatku zauroczenie spowodowane tym, że odkryłam w tym koledze cechy, które ma mój chłopak i za które go pokochałam. Wiem, że to drugie to nie miłość, bo pod względem porozumienia dusz, nikt nie będzie dla mnie bardziej właściwy niż mój obecny chłopak. Bo mimo, że chłopak C miał możliwości, to nigdy nie miał ochoty mi pomóc lub się mną opiekować, podczas gdy mój pierwszy i obecny chłopak zawsze pomaga mi i o mnie dba, nawet jeśli nie za bardzo ma ku temu umiejętności, pieniądze czy wpływy.

No więc jak to jest kochać dwóch facetów na raz? Bardzo męcząco. Bo myślisz o nich obu cały czas, wiecznie analizujesz i codziennie budzisz się z myślą, że pośrednio ranisz tego pierwszego, bo myślisz o innym, ale jednocześnie będąc z tym pierwszym, masz wyrzuty sumienia, że nie możesz dać temu drugiemu miłości i troski, którą obdarzasz tego pierwszego. Kochanie dwóch na raz to, przynajmniej w moim przypadku, rozpisywanie na kartce za i przeciw każdego związku, co tydzień. To balansowanie pomiędzy spędzaniem czasu z pierwszym chłopakiem, ale również znajdowaniem czasu na rozmowy z tym drugim. Kochanie obu to przede wszystkim przeżywanie wszystkich możliwych wariantów w myślach i tworzenie nigdy niespełniających się historii w głowie, żeby nie zdradzać fizycznie i żeby być fair. To analizowanie wszystkich informacji, aby nie podejmować żadnych konkretnych kroków póki nie jest się pewnym, który z tych mężczyzn jest tym jedynym. To bycie w zawieszeniu pomiędzy dwoma wyśnionymi światami i niemożność zaangażowania wszystkich sił w podążanie jedną tylko drogą.

Po kilku latach od mojego powrotu do pierwszego chłopaka nastąpił drugi przełom. Mimo, że nasze rozstanie było już dawno temu i w sumie nie moja sprawa, z kim był i co robił wtedy mój chłopak, to byłam ciekawa! Tak zwyczajnie ciakawa i głodna informacji. I przeczytałam wiadomości, które pisał mój chłopak ze swoją niedoszłą dziewczyną. Nie żałuję przeczytania tych konwersacji, bo nie tylko zaspokoiły moją ciekawość (dla dociekliwych, nie, nie byli razem), to odpowiedziały na wiele innych pytań, a ja nawet nie spodziewałam się w nich znaleźć odpowiedzi! Otóż okazało się, że i mój chłopak kochał nas obie jednocześnie, kiedy był ze mną. Zwierzał się jej i pisał na granicy flirtu. Pomyślicie może teraz, że dobrze mi tak- ja kochałam innych kiedy byłam z nim, ale on zrobił mi to samo. W sumie nie przeszkadza mi to- to było dawno. Ale ważniejsze było to, że czytając ich wiadomości, doszłam do wniosku, że miotanie się pomiędzy dwoma osobami nie ukazuje słabości pierwszego uczucia. Wręcz przeciwnie. Uważam, że pokazuje, że oba uczucia są silne i w miarę równowartościowe, skoro nie potrafimy wybrać jednego. Druga ważna sprawa- mimo, że mój chłopak znał się z tą dziewczyną, to dopiero po wspólnym pisaniu odkryli, że mają podobne upodobania (co do muzyki czy jedzenia) i byli tym zaskoczeni. To pokazało mi, że bardzo często gloryfikujemy tego drugiego potencjalnego partnera, bo po prostu nie znamy go- nie wiemy jakie ma wady, nie wiemy, jak się zachowuje na codzień i ja wyglądałoby nasze życie z tą osobą. Dlatego mój chłopak C okazał się kompletną wtopą dopiero, jak na własnej skórze przetestowałam jego wady i codzienne zachowanie w stosunku do mnie. Mój chłopak też nigdy nie był z tamtą dziewczyną i myślę, że raczej kochał jej wyobrażenie, a nie ją. Tak samo jak ja tak na prawdę kochałam tylko wyobrażenie tych innych facetów, a nie prawdziwych ich. Marzyłam o wymyślonym i wyidealizowanym związku, który tylko wydawało mi się, że mogę z nimi stworzyć.

Dzisiaj, ponad dziesięć lat od początku naszego związku, nadal idziemy razem przez życie. Bogatsi o różne przeżycia życiowe, których doświadczyliśmy czasem wspólnie, czasem osobno. Jesteśmy zaręczeni, a ja poznałam odpowiedź na nurtujące mnie pytanie: wszystko jest ze mną w porządku. Wątpliwości to nie problem z psychiką, to nie sprawa genetyki, to nie bycie zdradziecką żmiją (po części, bo zostawianie mojego chłopaka było głupie i jestem świadoma krzywdy jaką mu wyrządziłam). Wątpliwości rodzą się z tego, że kochamy czyjeś wyobrażanie, kochamy wymyślony związek, który powstał w naszej głowie. I nie jesteśmy w tych wątpliwościch samotni. Po prostu dużo ludzi potępia i demonizuje takie zachowanie i przez to rzadko się o wątpliwościach rozmawia. Większość ludzi uważa, że wątpliwości nie powinno się mieć, a jeśli się pojawiając, to oznaczają słabość związku.

To, że nagle zakochaliśmy się w drugiej osobie, nie oznacza, że pierwsze uczucie było za słabe. Z drugiej strony, to że nie chcemy porzucić pierwszej osoby dla drugiej również nie jest wyznacznikiem tego, że ta druga osoba nie będzie tą jedyną (bo może trwamy w starym związku przez strach przed zmianami, albo tyle już zainwestowaliśmy, że nie chcemy tego tracić). Każdy związek jest inny, wszyscy jesteśmy różni i podejście do każdej sytuacji powinno być indywidualne. Ja musiałam popełnić błąd bycia z chłopakiem C i przeczytać rozmowy mojego chłopaka z niedoszłą dziewczyną, żeby odkryć, dlaczego kochałam dwóch na raz i dlaczego chcę być z moim chłopakiem mimo wszystkich przeciwności.

Czy wy też kochaliście kiedyś dwóch na raz?

9 myśli na temat “Czy można kochać dwóch chłopaków na raz?

  1. Cóż….nigdy nie bylam rozdarta między dwoma. Miłość jest, albo jej nie ma. To delikatne uczucie, o które obie strony powinny dbać, aby nie usla, nie zgasła, nie wypalila się.

    Polubienie

    1. Właśnie w tym ,,dbaniu” jest odpowiedź na problemy z miłością, jakie obecnie mamy w społeczeństwie. Większość osób dała sobie wmówić filmami i porywającymi romansidłami, że miłość się po prostu zdarza, a potem sama z siebie kwitnie. Jeśli nie kwitnie, to wydaje nam się, zupełnie niepoprawnie, że należy ją wyrzucić, bo miłość, na którą tzreba pracować, to nie miłość. A tak na prawdę o miłość trzeba dbać- szczególnie, jeśli partner potzrebuje innych ,,przejawów” tej milości (dla innych to będzie szczególnie wspieranie w obowiązkach i rzeczach praktycznych, dla kolejnych rozmowa i ,,porozumienie dusz”, dla jescze innych będzie wyrażana we wspólnym hobby).

      Polubienie

  2. Witam,
    Przepraszam, że się wtrącę w prywatne życie, bo wiem, że wypowiedzią źle zinterpretowaną mogę sporo nagmatwać.Dlatego proszę o przeczytanie na spokojnie po kilka razy mojej wypowiedzi. Wnioski w zasadzie są tu dobrze ujęte w tekście. Akurat zbiegło pani napisanie u anzai, gdy tworzyłem wpis u siebie na temat emocji.

    Czy można kochać kilka osób na raz?
    W czym tkwi problem? że nikt nas nie uczy co to jest miłość. Dlaczego? bo miłość jest uczuciem,
    Uczucie trzeba poczuć i zdefiniować wtedy, gdy się czuje. Nie wystarcza sama formułka co to jest miłość
    Dlatego tak trudno jest stworzyć odpowiednie wzorce dla jej rozwoju.
    Czy można kochać 2 chłopaków na raz? odpowiedź jest jeszcze ciekawsza, Można kochać nawet 50!
    Problem polega na tym, że miłość jest mylona z fascynacją, pożądaniem, przywiązaniem.
    Dlaczego, bo gdy nie wiemy co to jest miłość to, żyjemy definicją innych ludzi. (wyobrażeniem czym sama w sobie miłość jest). Pani nie miał kto przekazać tych emocji. Miłość nie polega na ciągłym rozmyślaniu o danej osobie. To jest fascynacja. Miłość objawia się tym, że nie myślimy o danej osobie, ale gdy jesteśmy blisko tej osoby czujemy radość.z jej obecności. Chcemy dla niej jak najlepiej, pozwalamy sobie w jej obecności porzucić poczucie, że przez nią coś tracimy. Miłość to też nie jest patrzenie na wady czy zalety.innej osoby. bo miłość jest zupełnie osobnym uczuciem,

    Wybór partnera życiowego jest czymś innym. Ponieważ odnosi się właśnie do rachunku wad i zalet, czyli jak będziemy się czuli z daną osobą na co możemy liczyć z czego zrezygnować.
    I tu też potrafią za nas zdecydować wzorce.

    Co do tych dziwnych podobieństw to prawo przyciągania mówi, że zapraszamy do swojego życia właśnie osoby podobne nam lub dosłownie przeciwne, o tym między innymi decydują wzorce.Nieumiejętność podjęcia decyzji jest tylko spowodowana lękami.

    Proszę poćwiczyć miłość do kolejnej osoby,po przeczytaniu mojego komentarza proszę stanąć przed lustrem
    i powiedzieć tej dziewczynie, którą pani tam ujrzy kocham Cię!!! i proszę osuszyć oczka z tego smutku i się uśmiechnąć :))
    pozdrawiam:))

    Polubienie

    1. Zgadzam się, że dorastanie do miłości trzeba zacząć od siebie. Nie tylko od samoakceptacji, ale również od samorozwoju, by temu przyszłemu Jedynemu dać najlepszą wersję siebie.
      Niby wiemy jak ta miłość ma wyglądać w teorii (chociaż filmy, książki czy wszechobecne traktowanie uczucia jako coś, co trafi nas nagle jak piorun i nie wymaga pracy, bo samo będzie sobie kwitnąć, nie pomagają). Potem okazuje się, że teroria ma się nijak do pratyki, że życie jest bardziej złożone, albo że teoria może i by zadziałała, ale zbyt się boimy wprowadzić ją w życie i dokonujemy innych wyborów. Moja babcia zawsze powtarzała mi taką ,,wyliczankę”, że z jedym się pisze listy, z drugim się tańczy, z trzecim rozmawia, z czwartym umawia, po czym za piatego wychodzi. I coś w tym jest.

      Polubienie

  3. Nigdy nie kochałam dwóch mężczyzn jednocześnie. Ale zgadzam się, że każdy związek, nawet ten nieudany (a może przede wszystkim taki) bardzo dużo nas uczy – o życiu, o miłości, o relacjach a głównie o nas samych… Niestety często jest to bolesna nauka i do tego czasochłonna, bo nie da się kogoś poznać w trzy dni.
    Czasem może fajnie byłoby wcisnąć „pauzę” w jednym związku i przenieść się do innego, mając możliwość w razie czego wrócić i zacząć na nowo w przerwanym miejscu, bogatszą o alternatywne doświadczenia. Niestety życie się nie zatrzymuje, a nie zawsze można otrzymać drugą szansę, jak było w Twoim przypadku.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Pod koniec ogólniaka poznałem J. Zaraz po maturze wyjechała do innego miasta rozpocząć naukę na akademii wychowania fizycznego. Koleżanka miła wysokie noty na zawodach. Dostała angaż. Sporo czasu spędzała w ośrodku przygotowań olimpijskich. Widywaliśmy się raz po raz. Mieliśmy wspólne plany na przyszłość. Życie napisało jednak inny scenariusz.

    Jako świeżo upieczony student miałem problemy ze zdrowiem. W trakcie tamtych zawirowań poznałem panią B. Chciałem o niej zapomnieć Niemnie było to trudne. Widywaliśmy się na mieście. Zwykła wymiana uprzejmości to było za mało. Mieliśmy sobie dużo do powiedzenia. Padały komplementy. Zaproponowała podwózkę swoim fiatem 126p. Przed rozstaniem były czułe słówko na ucho. Zawsze zostawały ślady po pomadce. Starszyzna dopytywała kto był ich autorem. Z panią B. miałem pewien problem, bo wtedy miała prawie pod czterdziestkę. Na potrzebę chwili wymyśliłem Anię. Pomyślałem, że każdy zna jakąś Anię. Zawsze mogłem powiedzieć, że chodziło nie o tą, a o inną dziewczynę.

    Częściej widywałem się z B. w jej mieszkaniu. Pod nieobecność domowników spotykaliśmy się u mnie. Po każdym spotkaniu zostawało trochę artefaktów. Zapach intensywnych perfum wniknął w pościel. Za łóżkiem leżały porwane rajstopy. W łazience zostały jakieś kosmetyki.

    Którejś niedzieli starszyzna wróciła szybciej. Zostaliśmy przyłapani. Pani B. czym prędzej opuściła miejsce zdarzenia. W domu zapanowała cisza. Rodzicielka miała mi za złe, że spotykałem się ze starszą ode mnie kobietą. Jej argumentacja nie przemawiała do mnie, bo sama była po rozwodzie i przyprowadzała partnerów, którzy mogli być moimi dziadkami.

    Dopiero po czasie uświadomiłem sobie, że miłość do J., a miłość do B. to w gruncie rzeczy dwie różne miłości.

    Polubienie

    1. Właśnie to podsumowujące zdanie jest bardzo ważne- kochamy różnych ludzi w różny sposób, niektórych kochamy tylko jak kochanka, innnego jak męża/ żonę. Moja babcia zawsze powtarzała taką formułkę, że z jednym się oisze, z drugim tańczy, z trzecim rozmawia (potem jeszcze kilka, których nie pamiętam), a za ostatniego się wychodzi.
      W naszym społeczeństwie związki młodych kobiet i starszych mężczyzn są jakby,, naturalne” i nie widzimy w nich nic złego- ona szuka dojrzałości i wsparcia, a on jako że starszy ma większe możliwości to wsparcie dać, sam z kolei szuka młodej i zdrowej rodzicielki dla przyszłego potomstwa. Z kolei związki starszych kobiet i młodych mężczyzn widzimy jako coś, co przeciwstawia się biologii, więc wzbudzają sensację i sprzeciw. Może kiedyś się to zmieni.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Myślę, że u nas jest wiele stereotypów. Generalnie mało kto zastanawia się nad przyczynami tylko od razu przystępujemy do oceny. Po iluś latach małżeństwa dotknęliśmy kwestii posiadania potomstwa. Dla niej była to sprawa najwyższej wagi. Powoli w związek wkradała się erozja.

        Odbierałem wyniki z laboratorium genetycznego. W recepcji czekała na mnie szara koperta. Usiadłem w poczekalni. Wydobyłem stertę dokumentów. Zacząłem przeglądać kartki. Nerwowo szukałem podsumowania. Obok mnie usiadła pewna laborantka. Zaczęła mi tłumaczyć całą sprawę. Przemawiał przez nią niesamowity spokój. Zainfekowała mnie swoją osobą. Umówiliśmy się na kawę. Chciałem jej podziękować, że poświęciła mi odrobinę uwagi. Mieliśmy sobie dużo do powiedzenia. Widywaliśmy się dość regularnie. Któregoś razu zaprosiła mnie do swojego mieszkania. Miałem wiele obaw, gdyż ponownie uwikłałem się w relacje z doświadczoną kobietą.

        Piliśmy herbatę. Delektowaliśmy się ciastem domowego wypieku. Wyciągnęła album. Wówczas uświadomiłem sobie, że ja właściwie nie mam zbyt wielu kadrów ze swojego życia. Aparat leżał na półce niemniej nie czułem potrzeby, aby wrzucić go do plecaka. Aparaty w telefonach były dość marne, a poza tym nigdy nie chciało mi się zgrywać plików.

        Garnitury wydawały mi się korporacyjnymi drelichami. Tymczasem pani wyznawała zasadę, że porządny mężczyzna powinien nosić koszule, spodnie materiałowe czy eleganckie buty. W ten sposób z mojej szafy wyleciało trochę bluz i dżinsów, a ich miejsce zajęły bardziej klasyczne stylizacje.

        Seks stanowił dla mnie pewien problem. W dzieciństwie miałem wpojone, że to grzech. W domu nikt nie chciał na ten temat rozmawiać. W szkole powielano narracje jakie narzuciła jedyna i słuszna religia. Choć minęły lata to tamte narracje ciągle we mnie żyły. Strasznie mnie to ograniczało. Trudno rozmawiało mi się na takie tematy. Z resztą w związku, w który rozkładała erozja nie było czasu na przyjemności, bo każdy skupiał się na pracy. Jak już zaplanowaliśmy tą chwilę to każdy skupiał się na sobie, wobec czego wspólna nuta nie zawsze zabrzmiała.

        Pani A. miała nieco odmienne podejście. Któregoś ranka wstaliśmy dość późno. Wzięła prysznic. Mi powierzyła przygotowanie śniadania. Do kuchni przyszła w szlafroku. Przyniosła opakowanie. Wydobyła z niego rajstopy i zaczęła je zakładać. Ta niepozorna czynność wywołała potok myśli. Widząc moją reakcję zapytała, czy chce się kochać. Odparłem twierdząco. Stwierdziła, że praca nie to nie zając i z pewnością nie ucieknie. Odrobina przyjemności sprawiła nam niesamowitą radość.

        Związek nie przetrwał próby czasu. Wyciągnąłem z niego wiele wartości, które w ekosystemie opartym na konsumpcję są często pomijane. W życiu chodzi o drobnostki, bo jeśli nie potrafimy o nie zadbać to raczej nie ogarniemy większych rzeczy.

        Polubienie

        1. Zacznę od koszul i garniturów, bo obecnie próbuję przekonać drugą połówkę do ich częstszego noszenia i mi coś nie wychodzi. To prawda, że każdy może nosić, w czym mu wygodnie, ale warto czasami postawić na elegancję, jeśli partnera to kręci. Zresztą większości ludzi pasuje trochę elegancji, nawet jeśli nie mają figury czy pięknej buzi, to staranie się dobrze prezentować już zmienia cały obraz.
          Co do związków, w te stałe bardzo często wkrada się rutyna, kiedy obie strony bardziej skupiają się na samorozwoju i nie robią miejsca dla partnera. Osiąganie indywidualnych sukcesów i nagrody za starania w oracy/szkole zaczynają cieszyć bardziej niż czas z partnerem. Przynajmniej ja często wpadam w tę pułapkę, zgaduję, że to problem ambicji/ perfekcjonizmu. Czy ten związek z dojrzałą kobietą nie był bardziej na zasadzie luźnego układu, w którym bardziej można było być sobą i obie strony nie były skazane na siebie 24 godziny na dobę, jak w stałym związku? Dla mnie łatwiej jest się otworzyć przed osobą nieznaną, bo ona nigdy nie widziała mnie w momentach słabości, przed nią mogę być tym, kim chcę, nie widziała mnie w wersji brzydkiej czy chorej- zaryzykuję, że seks z taką osobą byłby nawet łatwiejszy, bo przeglądając się w oczach tej osoby, nie widzę gorszej siebie- ta osoba mnie taką nie widziała. Może u was było podobnie? A może to zbyt odjechana teoria?

          Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s